scrivo
18.02.10, 20:45
Chciałabym wesprzeć starania pewnego kota z Łodzi poszukującego domu. Jest pod tymczasową, już długą, opieką mojej znajomej wolontariuszki. Stwór przyjacielski ale chyba ma pecha, nikt go nie chce... Poczytajcie, może się uda.
"Szkoda, że nikt nie chce przygarnąć zdrowego kota...
Mam wszystkie łapki i obydwa oczka i nawet ogonek mam cały. Nie mam grzybicy ani nawet pcheł.
Ale, ale mam katar!
Co tam taki mały katar, gdybyś siedział na dworze przy -20 st. też byś pewnie miał katar... zresztą już mi prawie przeszło, ta Duża, która trzyma mnie w klatce daje mi jakieś tabletki i coraz łatwiej mi oddychać przez nos.
A może kogoś chociaż zainteresuje, że jestem za gruby?
To nie moja wina - tam, gdzie normalnie mieszkam, na działce, jeść dają duuużo, no bo my takie biedne kotki jesteśmy, to chociaż zjemy... no to jem, bo to jedyna przyjemność wśród tych zimnych, śnieżnych zwałów.
Ale Duża, ta od klatki mówi, że mnie odchudza i że daje mi jakąś dziwną karmę co to ona droga jest, ale podobno pomaga.
Psychicznie też jakiś taki dziwny jestem, nie boję się, nie uciekam, nie drapię, można mnie głaskać i przytulać, nawet mali Duzi mi nie straszni, gdy mocno się do mnie przytulają.
Bardzo chciałbym być blisko człowieka - tego na działce najbardziej mi brakuje. Ocieram się o rękę i przewracam na plecki, żeby łatwiej było mnie drapać po brzuchu. Czasami udaję pieska i chodzę Dużej przy nodze.
Duża mnie zabrała do mieszkania żeby zrobić mi ładniejsze zdjęcia (może, mimo wszystko, komuś się spodobam?) - tam też mieszka kot (ale nie w klatce), bardzo chciałem się z nim zakolegować, podchodziłem przyjaźnie, z miłym wyrazem pyszczka, ale nic z tego nie wyszło - okazało się, że ta dziewczyna sykiem broni swojego miejsca, no w sumie się nie dziwię dobrze ma tam w tym domu. Też bym tak chciał. Chociaż udało mi się poleżeć na jej podusi i dywanie.
I na dodatek ani ja rudy, ani długowłosy, do rasowca żadnego nijak nie podobny.
Ot taki zupełnie zwykły czarny kocurek z działki. Nawet imię mam takie zwykłe - Łapa, Czarny Łapa, ale chociaż jakiekolwiek. Tylko żeby nie było, że ja z lasu - wiem po co jest kuweta, nie sprawię Ci pod tym względem żadnego problemu
Mam ok 4-5 lat, jajek mnie pozbawili jeszcze w zeszłym roku. Jak przestanę całkiem kichać pewnie mnie odrobaczą i zaszczepią. I pewnie będę musiał wrócić na działkę. Ot koci los... Dobrze, że chociaż mnie na te mrozy zabrali.
No i byłbym zapomniał - mieszkam w Łodzi, gdybyś jednak, mimo mojej zwykłości i zdrowia chciał mnie zabrać do prawdziwego domu to skontaktuj się z moją Dużą (tą od tabletek i od klatki):
Ewa 691 705 664 ewa5431@wp.pl
Przy oddaniu kota będzie podpisywana umowa adopcyjna. Kot „nadaje się” do dzieci, innych kotów i psa"