Zaczęło się od wizyty w Azylu. Bywam tam co jakiś czas, żeby pomóc, pogłaskać, przywieźć, odwieźć itepe. Za każdym razem "wygłaskuję" napotkane koty, te które tego łakną. Dzisiaj zawiozłam gazety i ścinki polarowe na wyściółki w klatkach , które dostałam od wytwórcy ubrań polarowych. Sobota jest zawsze dniem adopcyjnym, więc p. Irena i pracownicy mają ręce pełne roboty. Pomagałam więc, m.in. zaprowadziłam chętnych do adopcji na wybieg, gdzie część kotów może przebywać na świeżym powietrzu. Wtedy zobaczyłam ją - szylkretkę bardzo podobną do Bajeczki, którą kiedyś z Azylu zabrała Alus59.
Siedziała na murku
Piękna, prawda? Ale kiedy wstała zobaczyłam jak
naprawdę wygląda 
Koteczka jest drobna i chuda tak, że bardziej chyba nie można z wielkimi łysymi uszami i całym łysym tyłeczkiem

Wyglądało to dramatycznie...
A do tego była miziasta jak mało który kot, udeptywała mnie, tuliła się i mruczała
Wiedziałam, że trzeba ją z Azylu zabrać i wyleczyć. Od p. Ireny nie dowiedziałam się wiele - w rozmowie w przelocie powiedziała, że kotka biegunkowała, była leczona dostawała antybiotyki i... właściwie niewiele więcej. No może jeszcze tyle, że jej brat odszedł na FIPa. Ehhh.... Za telefon, jeden mms, potem krótka rozmowa z Alus59 i decyzja – wieziemy kocinę do lecznicy, na początek leczenia dostałyśmy pieniądze od p. Ireny, potem skądś będą musiały się znaleźć, jakoś musimy dać radę. No i Alus59 telefon do lecznicy, ja w samochód i do Azylu. W trakcie działań koteczka dostała imię - Miłka, to naprawdę miłe i dzielne stworzenie

O wizycie w lecznicy za chwilę. Może tylko najważniejsze - oba testy ujemne. Koteczka dostała apartament nr 10