Przed niespełna godziną umarła Jadwinia... Razem ze swoim bratem Lesiem przywitała mnie serdecznie, gdy wróciłam z pracy. Zdążyłam je wygłaskać, dać ulubionego kociego cukierka. Potem zasiadłam do komputera, a koty zaczęły szaleć po mieszkaniu. Nie wiem dokładnie, co się stało, ale usłyszałam dziwne dźwięki dochodzące z drugiego pokoju. Pobiegłam tam i znalazłam konającą Jadwinię leżącą na podłodze. Trwało to tylko kilka oddechów i przestała się ruszać... Myślę że Lesio jak zwykle ją gonił, a ona źle obliczyła skok z wersalki na drapak i upadła.
Mój znajomy podjął się zabrać ciałko do weterynarza na autopsję.
Kurcze, ja ryczę, a Lesiek miauczy i próbuje się dostać do pokoju, gdzie leży Jadwinia