Sali - melomanka

25.03.14, 02:23
Śliczna buraska, ciekawe czego słucha najchętniej
    • niutaki Re: Sali - melomanka 25.03.14, 10:47
      DJ Sali dzis gra dla Kociego Zakatkasmile beeeeeedzie sie dzialosmile
    • ewa_anna2 Re: Sali - melomanka 25.03.14, 13:33
      Cudna bura kicia
      Moje drukarkę okupują, dlatego zrobiłam ochronne pudełko.
      Albo dekoder do TV - tu już nie ma pudełka
      • hanka20074 Re: Sali - melomanka 25.03.14, 14:03
        bure jest pięknekiss
    • jarka63 Re: Sali - melomanka 25.03.14, 14:23
      Moje ukochane umaszczenie smile Śliczna Sali.
      • barba50 Re: Sali - melomanka 25.03.14, 15:35
        https://wstaw.org/m/2014/03/24/salimissalip.jpg
        • salimis Re: Sali - melomanka 25.03.14, 16:37
          Długo się zastanawiałam jak zacząć ale nie potrafię opisać historii Sali jednym zdaniem, tak więc kto lubi czytać niechaj czyta wink Mam nadzieję że was nie znudzę.

          Nudził się kot niemożebnie
          Rzekł Stwórca, niepotrzebnie
          wyjątkiem jesteś sam w sobie
          twym nudom chcę więc zapobiec
          Jest w sam raz robota
          i gdyby naszła Cię ochota
          a i czasu miał nazbyt wiele
          Spełniaj się w twórczym dziele
          Wolno tobie wszystko
          wszak niezwykłym żeś artystą
          abstrakcja nie jest ci obca
          cóż to dla kota fachowca
          Do serca kot przyjął radę
          wyznając tą zasadę
          że kot jak się za coś zabierze
          nikt nigdy nie ma zastrzeżeń
          Czym prędzej przystąpił pracy
          a efekt w domu zobaczysz

          Zasłony kot poprawił,
          firankę podziurawił,
          hacząc pazurkiem sploty
          bo tak sztukę widzą koty
          Obrusu nie oszczędził,
          w kuchni dokonał oględzin
          wylał, zrzucił, przestawił,
          kanapkę z szynki ograbił
          Podpisał pazurem fotele
          uwierzcie, to i tak nie wiele
          bo kot jest z tego znany
          że lubi być doceniany
          Za kwiatki wziął się zatem
          by zaprezentować je latem
          wszak sztuka wymaga poświęceń
          Macie ochotę na więcej ?
          Gazetę na puzzle podzielił
          łóżko pomógł pościelić
          kłaczka w kącie odkrztusił
          bo przecież w końcu gdzieś musi
          Łapką wodę wychlapał
          za uszkiem się podrapał
          myśląc coby tu dalej
          zmienić by było wspanialej
          Książkami na półce się zajął
          na zgodę nie czekając
          Szybę nosem zapaćkał
          zdobnego malując szlaczka
          Dokładnie wylizał talerze
          od środka po sam brzeżek
          Rolkę papieru rozwinął
          po czym się rozpłynął
          A gdy się tworzeniem utrudził
          nie próbuj go nawet budzić
          Wszak to nie bałagan lecz sztuka
          a takich artystów świat szuka wink

          Talentu nie mam za grosze
          o zrozumienie więc proszę
          Takie były początki
          nasze i Sali kotki


          Gdzieś tam w odległej galaktyce spotkały się dwa światy.
          Człowiek i kot.
          Pojawił się znienacka. Nie wymarzony, nie wyśniony, nasze plany tego nie przewidywały. Ba nawet nie brały tego pod uwagę.
          Jak to możliwe ?
          Nie wiem skąd Renata wiedziała że nadajemy się na dom. Może intuicja ?
          Ot spotkałyśmy się 15 lat temu przy okazji odbywającego się jakiegoś kongresu.
          W trakcie rozmowy wspomniała o malutkiej ośmiotygodniowej koteczce.
          Daj mi spokój z kotami, odrzekłam. Moim odwiecznym marzeniem jest owczarek niemiecki a nie kot.
          Ale ona ma w książeczce zapisane twoje nazwisko , zażartowała.
          Muszę ją najpierw zobaczyć. Przyjedziemy za dwa tygodnie, odparłam na odczepne.
          Koleżanka musiała chyba wyniuchać moje prawdziwe intencje bo kilka dni po rozmowie dzwoni do mnie z pytaniem czy jesteśmy w domu.
          Byłam a jakże.
          No to my z Kubą (czyt.z TŻ ) będziemy za pół godziny, akurat jesteśmy w Poznaniu.
          Niczego nie podejrzewałam dopóki ich nie ujrzałam, wysiadających z samochodu i targających karton w rękach.
          Ustawili ów karton na podłodze a z niego delikatnie wyskoczyła bura koteczka.
          To było niczym rażenie pioruna, amor chyba wiedział że zwykła strzała nie wystarczy i wytoczył cięższe działa wink
          Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia.
          Jaka ona śliczna, jaka słodka. Zachwycałam się bez końca.
          Nagle dopadło mnie przerażenie, ALE JA NIE MAM W OGÓLE POJĘCIA O KOTACH !!!
          Nie no, mocno przesadziłam. Miałam jako takie, sięgające zaścianka. Koty brudzą w domu.
          Na szczęście nie zostałam zostawiona bez pomocy bo czymże innym jest uświadomienie że istnieje coś takiego jak kuweta i jakim celom służy wink
          Mojego TŻ poinformowałam telefonicznie : mamy kota. Myślał że żartuję.
          Nasza pierwsza wspólna noc była nieprzespana. Koteczka wskoczyła do łóżka i przytulała się , miaucząc i mrucząc na zmianę.
          Dla niej również było to ogromne przeżycie. Z gwarnego domu pełnego ludzi, kotów i wielkiego psa, trafiła w miejsce sobie nieznane.
          Po kilku dniach mędrkowania dałam jej na imię Sali od imienia męża Doktor Quinn, serialu który uwielbiałam.
          Pierwsze tygodnie były dla nas niczym szkoła przetrwania.
          Sali nie zawsze trafiała do kuwety i nie raz budziliśmy się w mokrej pościeli. To jednak było niczym przy nocnych pawikach jakimi nas raczyła, oczywiście obowiązkowo na kołdrze.
          Środek nocy a ja zaspana pościel zmieniałam. Miałam tak wyczulony słuch że przez sen słyszałam kiedy się jej "ulało"
          Za dnia też nie było lepiej.
          Nie wiedzieć czemu upatrzyła sobie kącik przy drzwiach wejściowych i tam z wielką przyjemnością oddawała się mokrym czynnościom fizjologicznym.
          Któregoś razu przydybałam ją w momencie gdy zaczyna kucać. Klasnęłam z całych sił w dłonie a ta wystraszona czym prędzej pobiegła w słusznym kierunku.
          Od tamtej pory wzorowo korzystała z kuwety.

          c.d.n
    • elzbieta.24 Re: Sali - melomanka 25.03.14, 16:14
      Sam wdzięk i elegancja,ogonek z pętelką i te cudnie podwinięte łapki.Moc głasków.
      • salimis Re: Sali - melomanka 25.03.14, 16:47
        Nasze mieszkanie przewróciła do góry nogami.
        Jej wizja wnętrza mieszkania była zgoła inna od naszej.
        Kwiaty z parapetu i kwietnika przeniosła na podłogę
        Sprawdziła z jakiego materiału wykonano wazon. I tak dowiedzieliśmy się że z kruchego wink
        Nie omieszkała sprawdzić wytrzymałości ciężaru firanek . Też okazały się być kiepściutkiej jakości.
        Ozdabiała dywan swoim autorskim wzorkiem. Szczególnie po łapczywym jedzeniu.
        Wyciągała herbatę ekspresową z kubka, przez co nie raz zalewaliśmy wrzątkiem powietrze.
        Wywlekała śmieci z kubełka, pewnie celem segregacji wink Robiła wieele wieele innych rzeczy.
        Była czysto krwistą przedstawicielką kociego ADHD.
        Rzeczy niemożliwe dla niej nie istniały.
        Jako że według kota, ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy, nie omieszkała sprawdzić co znajduje się po drugiej stronie okna, łażąc po gzymsie i przyprawiając mnie o zawał serca.
        Uwielbiała balansować na szczycie kabiny prysznicowej.
        Tak samo miała się rzecz z wyższym oknem w kuchni.
        Nie raz musieliśmy ratować jej koci tyłek bo wskoczyć łatwo, gorzej w drugą stronę.
        Gdy wreszcie zabezpieczyliśmy okno , okazało się że wręcz kocha wspinaczki po siatce a i młodzież przy tym gorszy.
        Koteczka lubiła się bawić niekoniecznie po kociemu. Miałyśmy taką jedną wspólną zabawę. Ja chowałam się za fotelem lub drzwiami a ona mnie szukała. Podchodziła ostrożnie na paluszkach a gdy mnie już znalazła szybko uciekała.
        Miałyśmy także naszą wspólną tradycję. Rano gdy wstawałam z łóżka, ona biegła do kuchni i wywalała brzuszysko do głaskania.
        Jej numerem popisowym było wskakiwanie na ramiona wszystkim którzy pojawili się w naszym domu. Lubiła gości i nie omieszkała im tego pokazać.
        Niczego i nikogo się nie bała.
        Spuściła lanie swojemu ojcu Kazikowi, wiejskiemu zakapiorowi, pewnie za to że rok wcześniej dopuścił się gwałtu, przez co stała się matką pięciorga kociąt wink
        Pisałam kiedyś o tym jak do tego doszło, ale co tam. Będziecie musieli przeżyć to jeszcze raz tongue_out
        A było to tak.
        Koteczka miała zafundowany tydzień wakacji w "gospodarstwie agroturystycznym" czyli u koleżanki na wsi wink Było tam wszystko co dusza zapragnie. Obok domu las, łąki i pola.
        W obejściu trzy świnki zwące się Raz, Dwa, Trzy. Kurki które smaczne jaja znosiły. Wielka sunia o imieniu Kropka która niańczyła malutką jeszcze Salunię, kocur Kazik o którym już wspomniałam, kocur Stefan który cudem uszedł z życiem z pożaru . Było też kilka kotek których imion już nie pamiętam.
        Wszystkie zwierzaki oprócz świnek i kur były znajdkami.
        No ale wracając do meritum.
        Podejrzewaliśmy z TŻ - em że Saluni zbliża się rujka. Powiadomiliśmy zatem koleżankę oraz jej całą rodzinę aby mieli na nią szczególne baczenie.
        Któregoś ranka gdy po kilku dniach nieobecności pojawił się jaśnie pan herbu powsinoga - Kazik, Renata czym prędzej wrzuciła koteczkę do jedynego wolnego pokoju celem uchronienia jej cnoty, i udała się do pracy .Kuba ujrzawszy rano Kazika, wpadł na ten sam pomysł i w te pędy go zrealizował..A wiecie jak się wrzuca kota. Drzwi lekko uchylić, kota do środka, drzwi zamknąć.
        Oczywiście oboje małżonkowie jakoś zapomnieli się o tym wzajemnie poinformować. Tak więc akcja była pozornie udana.
        Po tygodniu gdy odbieraliśmy kotkę, Renata zarzekała się że kotkę upilnowali. Tylko nie wiedzieć czemu z czasem koteczce zwiększył się apetyt a i brzusio rosnąć zaczął.
        Weterynarz stwierdził ciążę i tak zostaliśmy z TŻ em "dziadkami" wink

        https://images64.fotosik.pl/803/cbeb6ea0b845f70bgen.jpg

        https://images64.fotosik.pl/803/f2db292b0486fe1b.jpg

        https://images62.fotosik.pl/803/3553bbcef2e96c08.jpg

        https://images62.fotosik.pl/803/254f824aca46180d.jpg

        https://images63.fotosik.pl/801/1b3454b14391d1ad.jpg

        c.d.n wink
        • salimis Re: Sali - melomanka 25.03.14, 16:54
          https://images31.fotosik.pl/236/16dbf561c95bfc40gen.jpg

          https://images30.fotosik.pl/205/6edac11271fef7ecgen.jpg

          https://images32.fotosik.pl/257/a54cc917da8c1014gen.jpg
          • salimis Re: Sali - melomanka 25.03.14, 16:57
            Sali miała charakterek, oj miała. W końcu odziedziczyła go po swoim ojcu.
            Między czasie do zaprzyjaźnionej rodziny doszedł drugi pies znaleziony w rowie. Okaleczony łopatą do nieprzytomności.
            Córki koleżanki w liczbie 4 + syn bały się tej naszej kociej wojowniczki. A wszystko przez jednorazowy incydent jaki miał miejsce.
            Po raz kolejny wyjeżdżaliśmy z mężem na tydzień na Mazury zaś Sali i Misia wylądowały u Renaty. Ot kocie wakacje . Starsza kotka już raz skorzystała, dla młodszej była to nowość.
            Sali była trochę poddenerwowana. Za pewne całą sytuacją ale także podróżą którą źle zniosła i w dniu przyjazdu dała popis swoich możliwości.
            Podrapała Kubę .
            Jedną z dziewczynek nieźle przestraszyła. skacząc w jej stronę i ratując w jej mniemaniu znajdującą się w niebezpieczeństwie, Misię .
            Na szczęście szybko udało nam się opanować sytuację i gdy tylko dziewczynka wypuściła Miśkę z rąk, Sali się uspokoiła .
            Musztrowała psy. Wystarczyło że się tylko który nawinął na odległość łapki, nie omieszkała dać mu w pysk. Tak na wszelki wypadek żeby pamiętał kto tu rządzi.
            Znikała na cały dzień i pojawiała się wraz z burczącym głodnym brzuszkiem.
            Ogólnie była wzorem łagodności wszelakiej. Uwielbiała strzelać baranki, udeptywać przednimi łapkami, spać na kolanach, a najlepiej na wznak opierając główkę na ręce. Czego nie cierpiała i nie pozwoliła sobie nigdy w życiu zrobić to przycięcie pazurków,
            Miała dziewczyna swoje zasady. Nie i już.
            Uwielbiała również coś za czym my niekoniecznie przepadaliśmy czyli nocne harce potęgowane spadającymi przedmiotami, najczęściej książkami.
            Tak jak ja miała chorobę lokomocyjną i niejednokrotnie zmuszeni byliśmy zatrzymać się gdzieś w polu aby zrobić porządek w transporterku.
            Dała i mnie popalić ale tu muszę przyznać że winy jej nie było lecz moja.
            Podczas robienia zastrzyku przez weterynarza, ugryzła mnie w rękę tak mocno, że tego samego dnia wieczorem wylądowałam na ostrym dyżurze z ręką jak bania i temperaturą powyżej 39
            Wiele razy byłam z nią na wizytach i wiedziałam jak prawidłowo trzymać kota ale nie wiedzieć czemu tego dnia chwyciłam ją inaczej.

            Była z nami 8 lat.
            Cudem przyszła na świat, przedwcześnie odeszła.
            Cudem bo jej kocia mama w wyniku lekkiego poturbowania przez samochód zaczęła o kilka dni wcześniej rodzić.
            Urodziła trzy martwe kocięta. Kilkanaście godzin później ktoś wziął kotkę na kolana i palcami wyczuł że w brzuszku jeszcze coś jest.
            Weterynarz wykonał cesarkę , w środku była ona.
            Przedwcześnie odeszła bo nagle zaczęło się coś dziwnego z nią dziać . Wcześniej kilkakrotnie chorowała ale nie było to nic poważnego.
            Tym razem brzuszek jej się zaokrąglił, zaczęła tracić apetyt.
            Weterynarz wysłał krew do laboratorium . Wyniki wg. niego wskazywały na silną białaczkę, technik weterynarii skłaniał się ku FIP .
            USG nie wykazało płynu.
            Salunia zaczęła chudnąć w oczach a ja rwałam sobie włosy z głowy aby ją ratować.
            Pomimo tego że była z dnia na dzień słabsza, nadal siadała na kolanach i udeptywała mój brzuch swoimi wątłymi łaputkami,.
            Nadszedł ten dzień który jest najgorszym. Nie mogłam pozwolić aby umarła z głodu. Nic nie jadła i nic nie dawała sobie wcisnąć do pyszczka.
            Resztkami sił broniła się jak mogła.
            Gdy jej oczy stały się nieobecne, pozbawione blasku, wiedziałam już co muszę zrobić. Jeszcze tą jedną rzecz dla niej. Tą najtrudniejszą, aby nie cierpiała.
            Nie przypuszczałam nawet że można tak cierpieć po stracie kota
            Sali nie była dla mnie zwykłym kotem, była Przyjaciółką która wprowadziła nas w zupełnie nowy świat, koci świat.
            Dzięki niej, każdy kot jest dla mnie niezwykły.

            https://images64.fotosik.pl/803/240ff67f9da7c692gen.jpg
            • olinka20 Re: Sali - melomanka 25.03.14, 18:57
              Pieknie opisałas Sali i wasze wspolne zycie, tylko ten koniec za szybko sad za smutno sad
              • niutaki Re: Sali - melomanka 25.03.14, 19:37
                az sie lza w oku kreci, zawsze za szybko koty od nas odchodzacrying
            • lampka_nocna5 Re: Sali - melomanka 25.03.14, 19:51
              piękna historia; mnie też mój nieodżałowany Tygrys otworzył na koci świat, bo to on mnie przekonał, że koty są cudowne... dzięki niemu, Demonek, Szatanek, Lucyferek, Tosia (jak na razie, a nie wiadomo, czy nie kolejne kocie istotki) będą miały u mnie domek. I sfoszona Ruda bezdomniaczka, która co chwilę sprowadza sobie kumpli, będzie miała pełną miskę (kumple też).
              Bo każdy kot JEST niezwykły.
            • usia44 Re: Sali - melomanka 26.03.14, 08:27
              ... bo każdy kot to czarodziej , a jego magia odciska się na naszym życiu ...
    • jarka63 Re: Sali - melomanka 25.03.14, 21:41
      Piękna i wzruszająca historia. Pierwszy kot chyba zawsze zostawia w nas najgłębszy ślad.
      • mitta Re: Sali - melomanka 26.03.14, 08:44
        Oj, musiała Wam Sali skraść serca i zawrócić w głowach, bo z taką miłością o niej piszesz.
        I jak to pozory mylą - na fotce ma niewinną minkę, kto by pomyślał, że taka z niej była rozrabiara.


        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/gg/wb/qpz8/yq5lrRRhXRFC0Ai0qX.jpg
        • wiesia.and.company Re: Sali - melomanka 26.03.14, 11:20
          Bardzo ją kochałaś. To, co napisałaś, to piękna historia, opowiedziana z niesłychaną czułością.
          Piękne wspomnienia ze wspólnego życia - to jest to, co każdy chciałby po sobie zostawić. Widać po pyszczku Sali, że charakter miała wyraźny. Wiodący. Ja tam nie dam się zwieść pozorom niewinności smile Nie ze mną te numery, Brunner wink Zdjęcie wspinaczek okiennych świetne - takie figurki rozpięte w przestrzeni wink
    • aankaa Re: Sali - melomanka 26.03.14, 15:30
      szkoda, że tak piękna historia zakończyła się tak smutno crying
      • pi.asia Re: Sali - melomanka 26.03.14, 17:29
        Salimis, przez Ciebie i historię Sali spóźniłabym się do pracy! Oderwać się nie mogłam od czytania - napisane pięknie, z czułością i humorem. Tak jak piękna jest/była Sali. Dla mnie bure koty są najbardziej kocie.
        • salimis Re: Sali - melomanka 26.03.14, 18:51
          Dziękuję wam że zechciałyście poznać Salunię, kotkę która odmieniła nasze życie smile
          • mist3 Re: Sali - melomanka 26.03.14, 22:13
            Sali identyczna jak moja Kicia. Historia też wspaniała - jak wszystkie kocie historie na naszym zakątku.
            • kotapsota Re: Sali - melomanka 27.03.14, 09:11
              Jestem zachwycona koteczka, wierszem i opowiadaniem. Pozdrawiam
    • zaba_300 Re: Sali - melomanka 28.03.14, 18:33
      Ależ ma wzruszającą historię...
Pełna wersja