el_elefante
09.07.15, 14:36
Jak co roku, wyjeźdżamy na 2 tygodnie. W zeszłym roku kocina została przemeldowana do rodziców, przeżyła, ale nie było jej lekko. Nie lubi podróży i głośno daje temu wyraz (od chwili zamknięcia klatki do jej otwarcia jest na sygnale). U rodziców pierwsze dni spędziła za szafą o suchym pysku, dopiero potem gdzieś na krześle pod stołem przesiadywała.
W tym roku, aby oszczędzić jej tego, znalazłem osobę, której mogę zostawić klucze i która za opłatą przyjdzie raz dziennie ogarnąć miski i kuwetę, podlac kwiatki, ot tak z 15 minut. Dzięki temu kocina zostanie na swoim terenie, ale będzie praktycznie sama przez te dwa tygodnie. U rodziców nie byłaby sama, ale na obczyźnie.
Jakoś z poprzednim sierściuchem nie było problemów, wszędzie mu było dobrze, byle z ludźmi. Nowe lokum obejrzał, znalazł najlepsze miejsce i szedł spać, jak normalny facet. A ta diablica chodzi, jęczy, obraża się śmiertelnie na cały świat, chowa się po kątach że nawet nie wiadomo gdzie i choćby myszki w sosie własnym podawali to kijem nie ruszy.
Dobrze robię z tą kittysitter?