Pańcio i pańcia zgarneli mnie spod cukierni stąd to słodkie imię.
Albo może przez mój charakter? Hmmmm.
Jakiś czas temu przylazłam i dawałam głośno znać, ze jestem bardzo głodna i zjem wszystko co się nie rusza
Dokarmiali i chcieli głaskać, ale sie <prawie> nie dawałam.
Wreszcie w zeszły piątek wzieli mnie na system ( puszka ukryta w transporterku) i zamkneli i wywiezli do Pana Doktora.
Okazało się, ze mam pchły, niecałe 4,5 miesiecy ( ze niby mi jakies zęby nie wyszły, foch! ) i wróćilismy do domu, gdzie podjełam próbe samobojczą ( jak to nazwała jedna ciocia) i brykłam prosto pod samochód

Pańcia strasznie płakała, ale pańcio jak to chłop nie stracił zimnej krwi, wrzucił nas do auta i na sygnale ( łamiąc przy tym parę przepisów...) no i okazało się, ze mam coś z miednicą i sikam krwią

Dostałam kupę zastrzykow, codzienne wizyty u pana doktora ( chyba go lubię, bo mruczę na sam jego widok) i teraz do wtorku mieszkam na górze w pokoju pańcia.
We wtorek poznam rodzeństwo.
To ja w transporterku, gdy jeszcze z niego nie wychodziłam, bo mogłam się uszkodzić:
Tu uciekam pod łozko, bo po jedzeniu tam było bezpiecznie:
Ale od wczoraj wolę leżeć na łózku, wygodniej jakby
PS. Przepraszam, ze tak długo, ale gęba mi się nie zamyka

PS2. Tak naprawde jestem mała, ale ten aparat pańcia tak pogrubia!