Jakiś czas temu zaczął kręcić się na moje ulicy. Dawał się pogłaskac, ale złapać już nie bardzo. Podkarmiałam go, nie, żeby regularnie, ale nosiłam ze sobą chrupy na wypadek spotkania. Ostatnio marnie wyglądał, ale nie dawał do siebie podejść. PRzydybałam go jak było już z nim źle. Został pogryziony przez jakieś zwierzę i na szyi wyrósł mu ropień wielkości drugiej głowy.
Zdjęcie niestety niewyględne, bo i kotek jeszcze jest niewyględny, ale podejrzewam, że jak się zagoi, jak odrośmie mu futro i się odkarmi będzie z niego prawdziwy przystojniak.
Bonifacy chociaż ledwo łazi ma doskonałe maniery, jest wykastrowany, wie, do czego służy kanapa a do czego kuweta, więc podejrzewam, że już kiedyś był domowym kotem.