utrapieniec
14.10.04, 11:10
Jakiś czas temu zamieszkał z nami mały czarno-biały kocurek - przytulny,
ułożony do mieszkania w domu, albo taką miał naturę. Założenie było takie, że
szukamy byłego właściciela ( nie znalazł się)albo nowego domku. Za opiekę
(łącznie z wet u którego wizytę zniósł bardzo dzielnie i pogodnie, nie to co
Rudzielec) odpłacał się przytulaniem, gruchaniem. Nawet Rudy zaakceptował
kurdupla. Kotek był strasznie wygłodzony i nasze panisko pozwalało wcinać
maluchowi dodatkowo ze swojej miski. Grandzili po całym mieszkaniu. Przyszedł
moment, że zawieźliśmy Bębenka do nowego domu. Wiemy, że maluch ma tam
dobrze - dom, ogródek, spokojne dziewczynki (oficjalne opiekunku kotka),
którym aż skrzyły się oczy gdy przyjechaliśmy. Mały natychmiast wdrapał się
im na ręce, a potem pokazowo skorzystał z kuwety. Zadzierając ogonek zwiedzał
cały dom. Pomimo tego, że wiemy, że kotek znalazł dobrych opiekunów, gdzie
nigdy nie będzie głodny i samotny jest nam troche dziwno. Niki chodzi po
mieszkaniu pogruchając i zaglądając we wszystkie kąty. Ja ciągle myślę o
maluchu... Dzisiaj w nocy Rudzielec jak nigdy spał wtulony w moje ręce
domagając się głaskania. Parę dni, a Czarna Znajdka tak nam namieszała....