Od stycznia mamy kota,a właściwie kotkę- Inkę. Wzięliśmy ją od Pani, u której
w mieszkaniu było ze 12 kotów. Inka jest po przejściach, bo ktoś już ją
wcześniej adoptował, ale oddał, podobno z powodu alergii. W towarzystwie tych
12 kotów też nie była najszczęśliwsza, odpychały ją od miski, nie pozwalały
spać w łóżku z Panią... ona była dosyć drobna więc nie miała siły przebicia.
Piszę "była drobna" bo to czas przeszły

u nas zamieniła się w wielkiego
futrzaka, ma niezły apetyt, śpi oczywiście w łóżku

Bardzo ją kochamy, ja
wręcz pozwalam jej na wszystko, niestety, jak zrobi minkę "puszka-okruszka" i
wilgotne oczka, nie odmówię jej niczego.
Wracając do głownego tematu mojego wątku - przez pierwsze 6 miesięcy Inka
spędzała większość czasu sama w domu, wracaliśmy z mężem około 17, więc
wspólnie spędzaliśmy tylko wieczory. Inka wydawała się zadowolona, wieczorem
mąż bawił się z nią wskaźnkiem laserowym w "pogoń za plamką"

i to jej
wystarczało.
Od lipca większość czasu spędzam w domu (jestem w ciąży) więc Inka ma stale
towarzystwo. W sumie miło nam się spędza czas razem - śpimy do późna, jemy
razem śniadanie, trochę się bawimy, dużo przytulamy i jest fajnie. Ale
ostatnio zauważyłam , ze ona jest chyba znudzona. Serio. Bawi się niezbyt
chętnie, trochę pobiega i już jej się nie chce, ale cały czas przychodzi do
mnie zeby się nią zajmować: ciągle się ociera o mnie, kładzie na klawiaturze
kiedy siedzę przy komputerze, kiedy leżę i czytam, kładzie mi się na książkę.
Poza tym, zdarzyło jej się parę razy wyjść na klatkę schodową, kiedy któreś z
nas wchodziło/wychodziło z mieszkania. Pozwoliliśmy jej nieopatrznie na mały
spacer po piętrach i teraz nie mamy życia - ciągle stoi pod drzwiami i
przerażająco wręcz miauczy. Staram się jej nie ulegać, żeby nie pogorszyć
sytuacji, czasem mąż ją wypuści na chwilę, ale nie wtedy gdy ona się domaga,
tylko gdy akurat np. mąż wychodzi. Ja nie mam siły za nią biegac po piętrach
(8 miesiąc ciąży).
Może to głupie z mojej strony, ale chciałabym żeby Inka była szczęśliwa, może
przesadam, ale jej zachowanie mnie niepokoi, a miauczenie pod drzwiami
doprowadza do szaleństwa.
Dodam że Inka ma 2 lata i kilka miesięcy, jest wysterylizowana, zdrowa.
Myślałam o wzięciu drugiego kota, ale to nie wchodzi w grę - mamy malutkie
mieszkanie, kawalerkę, za 5-7 tygodni urodzi nam się dziecko, to chyba nie
najlepszy moment na adopcję kolejnego futrzaka. Boję się, jak ona przyjmie
dziecko, czy nie będzie zazdrosna? Będę się starała oczywiście, aby nie
odczuła że już nie jest "jedynaczką"

ale wiadomo, że przy niemowlaku nie
będę się mogła nią tak zajmować jak teraz. Co zrobic, żeby ona tak stale nie
domagała się uwagi lecz chciała normalnie bawić, no i żeby nie miauczała tak
strasznie pod tymi drzwiami!
Kasia