Pisze troche w imieniu mojej siostry. Gowniara ma lape w gipsie bo zaszalala
nieco w Sylwestra i zaniemogla. Poniewaz imoreza byla u niej kota zostala u
rodzicow przez Swieta. Do domu wrocila wczoraj a dzis rano juz musiala
diablica nabroic. Ale w sumie to nie jej wina. Kota zobaczyla choinke i cos
tam sobie upatrzyla. Jak raz do upolowania jednym skokiem. Niestety w trakcie
skoku zaplataly jej sie lapy w przewody od swiatelek i ....choinka runela jak
dluga. Prawie wszytsko sie potluklo, duzo halasu szkla itp... Biedna kitka
wskoczyla pod stol ale tak niefortunnie ze sciagnela obrus i spadly
swieczniki. To dawaj hyc w bezpieczniejszy kat. Po drodze spanikowana
przydzwonila w stojak do wina. Ten na szczescie zachowal stoicki spokoj i
raczyl byl utrzymac przypisana mu postawe. Kota schowala sie w kat pod oknem
i ze strachu zsikala. Bidulka

( Kota bala sie i nawet nie prostestowala jak
zostala wyciagnieta z cieplutkiego acz zasikanego gniazda ale nie po to aby
dostac w dupe tylko zeby sie uspokoila. Pozniej sie jednak wyrwala i uciekla.
Pancia probowala nawet sprzatnac ale zagipsowana prawa konczyna nieco
uniemozliwiala wykonywanie precyzyjnych ruchow takich jak machanie mopem (w
stojaku byla woda)Kota w tym czasie co i rusz wygladala zza wegla i
przygladala sie co tez sie dzieje dokola. Urazy chyba w sobie do panstwa nie
nosila bo nie obrazila sie w demonstracyjny sposob. Po kilku godzinach wyszla
i chetnie pomagala w sprzataniu resztek gdy juz kolega malzonek po ciezkiej i
wyczerpujacej pracy do domu powrocil. Bardzo ja interesowaly ruchy szmata po
podlodze. I fajnie mozna polowac na reke. A Wasze choinki maja sie JESZCZE
dobrze???

)))