Dodaj do ulubionych

Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!!

08.06.05, 17:48
Obserwuj wątek
    • umfana Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 18:04
      Koty wychodzące są wone i bardziej szcześliwe, zrealizowane w zyciu ale żyją
      krótko :o( Moje koteczki są niewolnicami niestety....
    • babka71 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 18:13
      Moje pytanie jest proste ile lat żyje kot wychodzący, a ile ten , który jest
      niby uwięziony w domu????
      Pytanie zadaję dlatego, że mam rodzinę, która przygarnęła kotka, oczywiście
      podwórko itp..
      Moja kota ma już 7 lat LIZA: sierść błyszcząca , oko jak maroko itd.. zdrowa i
      szczęśliwa, wysterylizowana ale "zniewolona na 32 metrach kwadratowych
      Kot u rodziny można zobaczyć na forum zobaczcie: Borys ma na imię..
      dzisiaj obraz nędzy i rozpaczy, sierść pożal się Boże, łaba ropiejaca, nie
      kastrowany bo jak to tak pozbawiać faceta klejnotów..
      nie ma go całymi dniami w domu , tylko na jedzenie i znowu w świat , nie mam
      argumentów jak przekonać tych ludzi, że to droga do nikąd za miesiąc dwa
      kocurek zginie pod kołami samochodu, a może już zaraził się ileś-tam chorobami
      od innych kotow.. (uszy w środku jak czarna mamba).
      Dwa miesiące temu okaz zdrowia uratowany odchowany, a teraz obraz nędzy i
      rozpaczy, zachaczył się o drut uciekając podczas kocich walk i przebił sobie na
      wylot łapkę..kuleję i kicha na mój gust antybiotyk na bank
      ale jak przekonać ludzi, którzy uważają , że kot w domu to niewola???
      ONI twierdzą , że on chce wychodzić, wiem widziałam potwierdzam
      ALE JAK WY POSIADAJACY KOTY WYCHADZACE UWAŻACIE??!!!
      JA SIĘ NA TO NIE ZGADZAM I PROTESTUJĘ!!!!!!!!
      p.s wychodzi i wraca zakatarzony, zarażony, okaleczony, zapładnia inne bezdomne
      kotki, sam jest chory kosztem tego , że dajecie Mu wolność!!!???
      A POTEM: wybór
      leczyć czy uśpić, bo pięniędzy nie ma na życie, a tu kota kastrować
      SZLAG MNIE TRAFIA
      BORYS POŻYJE MOŻE JESZCZE ROK, A MÓGŁBY 11 ALBO I WIĘCEJ GDYBY NIE BYŁ
      WYCHODZĄCY
      To moje zdanie i mam poparcie w faktach, a Wasze???
      pozdrawiam

      • umfana Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 18:17
        Moje koty wychodzące żyły do 6 lat a kot domowy 15 ...
      • sloggi Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 18:18
        Uważasz, że koty powinny być tylko domowe?
        • kasikk Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 18:48
          nie miałam osobiście wychodzących i nie mam porownania w długości życia
          moich jest dwoje - mają swoje towarzystwo i dochodzące koty zewnętrzne
          są zdrowe, wesołe i raczej nie maja na co narzekać
          nie wypuszczę, bo:
          w domu jest pies i nie boją się innych w związku z tym (przetestowane)
          środek blokowiska z ruchliwymi ulicami dookoła - nigdy nie widziały samochodu,
          to skąd mają wiedzieć, że należy przed nim uciec
          choroby etc. - są szczepionki niby i szczepię, ale...
          no i koronny argument - źli ludzie niestety sad(

          gdybym mieszkała poza miastem, w domu z ogrodem, kociska miałyby wolność
          ale i tak kastracja i sentymenty na temat pozbawiania meskości, czy
          macieżyństwa nie trafają do mnie - napatrzyłam się na porzucone maluchy sad(
        • babka71 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 18:51
          DOMOWE CZYLI TE BRANE PRZEZ LUDZI do domów TAK tylko w domach
          ALE DZIKIE KOTY NA WOLNOŚCI NIE!!!!!
          • sloggi Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 18.06.05, 15:47
            Czmu krzyczysz?
      • narysuj.mi.baranka Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 17.06.05, 16:01
        Zgadzam sie z Toba, Babko w 100%! Kot wypuszczany w miescie to kot wystawiany
        na ryzyko stresu, wypadku, kalectwa, smierci.
    • mam_to_w_nosie Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 19:20
      Żaden z moich kotów nie wychodził, najdalej na balkon. Zdarzało się nie upilnować
      ale to były jednorazowe wycieczki. Kot w mieszkaniu JEST szczęśliwy, spokojnie
      wystarczy mu te 30m2 a jak ma więcej to tylko lepiej. Ale jak ktoś wypuszcza
      swojego kotka to też nie ma problemu. Ja swoich nie wypuszczam, bo się zwyczajnie
      boję. Mieszkam w dużym mieście, wprawdzie nie ma w pobliżu ruchliwych ulic ale
      na osiedlowej uliczce też jeżdżą auta no i różnych debili, którym przebiagający
      im drogę kotek przeszkadza, też nie brakuje... Poza tym moje koty śpią w łóżku
      ze mną lub pozostałymi domownikami i jakoś nie bardzo wyobrażam sobie sytuację
      gdy kot wychodzi. No ale to już indywidualna kwestia.
      • babka71 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 19:50
        Ja też "mam to w nosie" jak napisałaś bo mam swoją Lizę ale:
        NIE bo:
        widzę koty wychodzące, a najbardziej mam w sercu Boryska, który z dnia na dzień
        staje się kotem do odstrzału , ponieważ Ludzie uważają , że Kot musi wychodzić
        bez względu na konsekwencje i to mnie boli.
        Nie mówię o bezdomnych kotach , żyjących na wolności to inna sprawa, mam na
        myśli koty domowe ale puszczane na dwór na całe dnie tylko dlatego, iż ludzie
        uważają, że "kot musi bo się udusi"....
        • yanga Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 21:35
          Wszystkie moje koty wychodziły i wychodzą, po prostu nie było innej opcji,
          skoro mieszkam na parterze z tarasem i ogródkiem. Natalia żyła 13 lat, Jeremi
          10 (ale chorował na nerki), MacDaemony niedługo kończą dwa lata, więc nie są
          miarodajne. Ale w naszym ogródku od 17 lat mieszka Kicia-Kocia, która przeżyła
          swoje dwie córki (też długo żyły), niedawno przeszła operację i dobrze się
          miewa, chociaż chłodniejsze noce spędza już w domu (opiekują się nią moi
          sąsiedzi).
          • babka71 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 21:45
            ale wszystkie wykastrowane czy nie??
            i jaki to kraj chyba nie POLSKA???
            • yanga Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 10.06.05, 11:06
              Oczywiście, że wszystkie koty i domowe, i ogródkowe są wykastrowane. Tym
              ogródkowym sąsiad zbudował kiedyś piętrowy "Katzenhaus" - teraz chętnie nocuje
              w nim mój Mufek. Kiedyś mieliśmy w ogródku czworo stałych mieszkańców, żadnego
              nie spotkała krzywda, poumierały śmiercią naturalną, ale teraz została tylko
              wiekowa matka rodu. I to jest jak najbardziej Polska, Warszawa, Ursynów.
    • pierozek_monika Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 08.06.05, 23:40
      oczywiście jestem na NIE - niewypuszczaniu z domów.
      W granicach rozsądku. Jeśli mieszcza się gdzieś na peryferiach, kotu można
      zapewnić bezpieczeństwo, to niech się cieszy wolnością (wykastrowany).
      W miastach - dla jego bezpieczeństwa jestem jak Zapędowska Ela na NIE
    • annskr Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 09.06.05, 09:31
      Moje dwie blokowe kotki wychodzą na balkon (osiatkowany), nie robią wrażenia
      nieszczęśliwych. Mama w domku ma parkę domowo-podwórzową, mają po ok.3 latka,
      kotce na razie nic nie dolega, kocurek kilka razy był pogryziony (ropnie,
      antybiotyki), raz ciężko zatruty (trzy doby na kroplówkach, ledwo odratowany).
      Ich matkę zabił samochód. Teraz kocurek zrobił się nieufny i jakby wystraszony -
      może ktoś go skrzywdził? Wolałabym, żeby siedziały w obrębie podwórza, ale nie
      mam jak zabronić im latania przez ulicę ...
      Niebezpieczne są też "domowe" - znajomi właściciele kaukazów ciągle na swojej
      działce znajdują zagryzione koty ...sad(
      Jeśli można - koty domowe !! Nie wychodzące !!!
    • dalija26 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 09.06.05, 09:45
      myślę,że jak ktoś ma swoje podwórko czy gospodarstwo to wychodzenie nie jest złe
      (wiem jak wyglądają koty u wujka na wsi,moj Elmo to przy nich
      przecinek),ostatnie wlasnie radzilam sie dziewczyn na forum odnosnie spacerow
      ale juz teraz wiem ze nie zaryzykuje (osiedle bloków).Zatem Elmo-zniewolony za
      pare dni skonczy 2 lata i jeszcze ani razu nie chorował,wiec to chyba tez jest
      argument na NIE dla wychodnych!
    • beali Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 09.06.05, 10:47
      Cześć!

      Kot potrafi przyzwyczaić się do każdych niemalże warunków,
      w tym do życia tylko w mieszkaniu i mając kochający dom,będzie szczęśliwy,
      równie szczęśliwy będzie także kot,który dodatkowo ma możliwość
      biegania wolno,tworzenia własnych ścieżek,polowania do woli.Jakie życie ja wolałabym? Odpowiedź prosta...Kot to zwierzę i mimo miłości do moich panienek,zdaję sobie z tego sprawę,że mają swoje życie,swoje potrzeby,widzę jak po kastracji całą energię przerzuciły na instynkt polowania i mając możliwość
      wypuszczania ich, nie potrafiłabym im tej wolnośći i przyjemności odmówić.
      Oczywiście byłabym spokojniejsza,gdyby siedziały w domu i patrzyły w okno,ale one z pewnością ani spokojniejsze,ani szczęśliwsze nie byłyby.
      Nie straszcie,że koty wychodzące żyją krócej,bo wg.mnie jeśli nie zdarzy się jakiś wypadek,to jest to nieprawda.W każde życie wpisane jest ryzyko,w kocie również.Moje panny są zdrowe,zadbane,oko również im błyska,a sierść w słońcu lśni pięknie,są 'wysportowane',nie grozi im otyłość,realizują swoje potrzeby.
      Nie każdy biegający, wiejski kot=zaniedbany,a nie każdy właściciel takiego kota=ograniczony,nic nie rozumiejący człowieczek.
      Poznałam tutaj na wsi takiego faceta-alkoholik,dom zniedbany,całe życie gościa leży rozłożone na łopatki.Mam od niego moją Kacper.Facet ma kotkę,która biega oczywiście,jest zapchlona,ma świerzb,rodzi małe co rok itd.Dla piszących tutaj obraz nędzy i rozpaczy,barbarzyńca z gościa i zapewne odebrać mu kota.
      Jest jednakże inna strona medalu,dla niego ta kotka,to rodzina,to wszystko co ma,kocha ją,potrafi opowiadać o niej z prawdziwą czułością,dzieli się z nią wszystkim,co ma,a jeśli nie ma nic do jedzenia dla niej,potrafi przyjść w nadziei,że z toku rozmowy sama się zorientuję i coś dam.A kota?? Kota odwzajemnia tę miłość,on jest dla niej również wszystkim,bawi się z nim,skacze po nim,wyłazi po nodze,huśta się na nodze/jej ulubiona zabawa/,chce wszędzie za nim iść,a biedny facet niejednokrotnie musi się wracać i swoją Kitkę zamykać w domu.Wieczorem, nawet gdy pijany woła ją,bo przecież ktoś musi go przytulić,a ona to robi.I co? Zaniedbana,brudna ale ma kogoś,kto ją kocha.Nie sądzcie tylko po tym,co widzicie,bo życie jest bardziej skomplikowane.Są ludzie i ludziska i tylko tu upatrywałabym się problemu,a nie w tym,by krzyczeć NIE kotom wychądzącym,bo brzmi to dla mnie cokolwiek śmiesznie-sorry,ale kot to zwierzę i jeśli nie jest to miasto,to niby dlaczego miałby siedzieć w domu,
      wręcz byłoby to chore- coś na zasadzie mam dziecko,kocham tak bardzo,że nie pozwolę na nic,a już na pewno na żadne zabawy na dworze,jazdę na rowerze do sklepu,bo to niebezpieczne...Pozwólmy zwierzętom pozostać zwierzętami i cieszyć się całym urokiem życia w tym i przyrodą,jeśli mamy taką możliwość.Nie zapominajmy,że biorąc kota,zaspokajamy przede wszystkim swoją potrzebę posiadania i kochania kogoś,nie uszczęśliwiajmy kota na siłę,ale szanujmy go i jego naturę,pamiętając,że nie jest to sztuczny twór,stworzony do życia w domu,ale jedno z wielu dzieci natury.

      beali
      • kasikk Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 09.06.05, 11:01
        beali chyba nie do końca zrozumiałaś, o co nam chodzi
        nikt tu nie pisze o opiekunach i kotach wiejskich i miejskich w takim kontekście
        facet mieszka na wsi=mniejszy ruch samochodowy, mniejsza urbanizacja, pola,
        łaki, może las i dużo naturalnej przestrzeni dla kota i chyba nikt nie powie,
        że zamknąłby w takich warunkach kocisko na siłę w domu
        nie oceniamy tu zapchlenia i corocznych miotów, to zupełnie inna sprawa, nie o
        tym tu dyskusja
        a co do natury kota, chyba wszyscy wiedzą, jaka jest
        • beali Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 09.06.05, 12:52
          Kasikk,może i masz racjęwink
          Ale za to przedstawiłam wszystkie ZA,jeśli
          są warunki.Teraz krótko moje zdanie;
          w mieście-Nie, poza miastem-Tak.

          beali
    • abranova Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 09.06.05, 13:02
      Babko71, rozumiem, że jesteś zdenerwowana pod wpływem konkretnego przypadku.
      Ale nie stawiaj zaraz znaku równości pomiędzy wypuszczaniem kota na dwór a nie
      kastrowaniem go i nie zapewnianiem mu opieki weterynaryjnej... To raczej
      właśnie takie podejście gubi kocurka Twoich znajomych sad
      Można kotka wypuszczać, nauczyc, gdzie może chodzić i to wcale nie znaczy, że
      nie obchodzi nas jego los. Ale wszystko zależy od okolicy i od nastawienia
      innych bezpańskich kotów. Mój kastrat od ponad roku robi sobie parogodzinne lub
      całonocne wypady i nigdy nie wrócił nawet zadrapany. No ale to wszystko zależy
      od wielu czynników. Przykro, że właściciele Boryska w swej lekkomyślności nie
      chcą zrozumieć, że jemu wychodzenie akurat nie służy uncertain
      • babka71 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 09.06.05, 18:03
        faktycznie byłam wkurzona i nie stawiam znaku równości bo każdy przypadek jest
        inny
        dziekuję za wszystkie odpowiedzi
        ale nadal uważam, że w tym konkretnym przypadku powinno się kocurka trzymać w
        domu
        p.s ostatnie wiadomości łapa się powoli goi ale za dwa trzy dni pewnie znowu
        się rana odnowi... ECH życie
        p.s 2 wkurzona jestem rownież dlatego, że za wizytę u weta trzeba płacić za
        samo wejście, a nie tylko za leczenie to znaczy leki, zabieg etc....
    • oxygen100 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 09.06.05, 13:14
      Bipi nie wychodzi i chyba nie wyjdzie sama z siebiesad( Ona nawet na balkon
      wychodzi na niskich lapach i boi sie kazdego podmuchu wiatru. W nowym miejscu
      siedzi kilka godzin w jakiejs kryjowce zanim wyjdzie (tez na krotkich lapach).
      Bidulka pewnie jakas traume przezyla na tej stacji gdzie ja znaleziono i
      dlatego tak sie wszystkiego boi. A macie moze jakis pomysl jak ja przekonac ze
      na balkonie jest fajnie i nic jej nie grozi?? Szelki a ni smycz nie wchodza w
      gre bo kot kladzie sie i nie chodzisad(
    • callisto.1986 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 10.06.05, 00:22
      Moja piekna kota Milka zawitala do naszego domu kiedy mieszkalismy w bloku, na
      czwartym pietrze, wtedy z przyczyn oczywistych najdalej wychodzila na balkon (i
      to mimo moich obaw, ze jednak spadnie...), przezyla tak cale 5 lat, raczej w
      szczesciu, najwieksza dla niej atrakcja bylo lapanie piorek i pewnych owadow
      wystepujacych w lecie zwanych przeze mnie "wazkokomarami" (podobne do komarow,
      ale wieksze, chudsze i nie gryza; swoja droga- czy wasze Koty tez lubia je
      jesc? smile) oraz spanie w moim lozku smile.
      Trzy lata temu wyprowadzilismy sie do domku jednorodzinnego i Milusia
      oczywiscie wraz z nami. Poczatkowo byla zszokowana zmiana i bardzo
      zestresowana, biedactwo sad Po uplywie miesiaca w nowym, wiekszym domu czula sie
      juz doskonale i zaczela podbijac nowy dla niej swiat - przydomowy ogrodek smile.
      Dzis w domku mieszka juz 3 lata i oczywiscie wychodzi (kosztem, niestety spania
      ze mna w lozkusad... ), spi zawsze w domu (rzadko u uwielbiajacej ja
      sasiadki smile), wychodzi do ogrodka mojego lub sasiadow po lewej i z naprzeciwka,
      ktorym obecnosc jej jest bardzo mila. Kocia boi sie innych zwierzat domowych
      (zawsze byla "jedynaczka") i wiekszego halasu, wiec gdy tylko cos ja
      zaniepokoi - ucieka do domu. Swoj zakres lowczy znacznie poszerzyla, wiem ze
      wrobelki sa biedne i kochane, ale i tak jestem dumna z mojej Łowczyni, gdy
      pelna chwaly przynosi mi w zabkach martwego ptaszka... I wiem, ze i ona sie
      cieszy mogac mi go sprezentowac smile.
      Podsumowujac - trudno jest mi powiedziec, czy lepiej maja koty wychodne czy
      nie. Na pewno te wybitnie "domowe" sa bezpieczniejsze i to jest wielki plus na
      korzysc pozostania w domu. Z drugiej strony -gdy widze jak Milke rozpiera
      radosc, gdy wraca z polowania wiem, ze nie bylabym w stanie odebrac jej tej
      wolosci teraz, gdy juz poznala jej smak. Jednak ci, ktorzy nie pokazali swoim
      ukochanym kotusiom co to znaczy korzystac ze swobod ogrodkow, na pewno nie
      wyrzadzaja im krzywdy.
      Pozdrawiam!
    • gatta_gatta Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 10.06.05, 02:57
      moje bure ma 11 lat i przez pierwsze 7 lat swojego zycia bylo kotem kanapowo-
      pokojowym, a pozniej w miare zmiany warunkow mieszkaniowych - wychodzacym.
      jest w swietnej formie, ma piekne blyszczace futro i bystre oczy.
    • ansil Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 10.06.05, 10:44
      moja kota nie wychodzi- centrum duzego miasta, brak ogrodka, itp.
      natomiast jesli tylko otworzy sie normalnie okno, o leci jak strzala na
      zewnatrz.. raz nie udalo mi sie jej dogonic i wyskoczyla na chodnik (parter),
      ale sama sie tak przestraszyla faktem ze jest na zewnatrz, ze padla plackiem i
      zamarla..
      drugim razem kota teoretycznie zamknieta, u nas imprezaokna otwarte, bo
      palili.. w pewnym momencie patrze, a moja kota WCHODZI przez okno do domu..
      wiec wyglada na to, ze wylezc chce tylko z przekory, a tam na zewnatrz wcale
      jej sie nie podoba..
    • pixie65 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 16.06.05, 10:54
      Na moim osiedlu żyje Kot (PERSKI!!!), który jak wynika z obliczeń różnych osób
      ma już przynajmniej 12 lat, a być może tych lat ma nawet 16 ale w to nawet mnie
      jest trudno uwierzyć. Podobno kiedyś miał dom, ale był kotem wychodzącym, a
      jego Pani jest (była?) osobą chorą. I Mikołaj do niedawna był niekwestionowanym
      Królem Osiedla, nikim i niczym nie przejmował sie specjalnie, rzadko
      przyspieszał kroku, głównie porusza się "stępa". Jest juz bardzo starym kotem i
      w dodatku z racji charakteru niezbyt chętnie poddaje się zabiegom
      pielęgnacyjnym, ale w dalszym ciągu świetnie sobie radzi i nie ma takiej siły,
      która zatrzymałaby go w domu, chociaż miał taka propozycję.Nawet zimą bywa
      tylko gościem u mojej znajomej, do mnie przychodzi na "małe conieco".Moje koty,
      mimo pewnego niepokoju wychodzą na spacery. Mieszkam na parterze i opiekuję sie
      kilkoma "dochodzącymi". Zima karmię je w domu, więc drzwi balkonowe i okno są
      na zmianę zamykane i otwierane, koty wchodzą i wychodzą - moje też, ale tylko
      wtedy gdy jestem w domu. Nie wychodzą na noc, kiedy idę do pracy siedzą w
      domu.Sa wykastrowane, więc sie nie włóczą. Nawet kiedy nie mam ich w zasięgu
      wzroku - wystarczy zadzwonić kluczami do mieszkania i już się meldlują
      (noooooo, chyba że maja jakieś NAPRAWDĘ WAŻNE SPRAWY DO ZAŁATWIENIA...).
      Myślę, że są szczęśliwe. A ryzyko? Boję się czasem (zwłaszcza złych ludzi) ale
      to tak jak z dziećmi: nie można przecież zamknąć w domu dla ICH
      dobra...Bardziej się boję, że to ja mogę wpaść po samochód i co wtedy z moimi
      pieszczochami?
      • marta_i_koty Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 18.06.05, 15:43
        Wychodząca kotka znajomych przeżyła 20 lat....
        Ja ma 9 kotów i nie wyobrażam sobie trzymania ich w domu, tym bardzej, ze
        mieszkam na parterze, więc wykrecic sie "wysokością" nie da...
        Moje futrzaki są zdrowe, piękne i .....szczęsliwe, na osiedlu jest dużo zieleni,
        cisza, spokój, brak ruchliwych ulic, a pod oknem trawa, krzaczki, raj....smile
        Kiedyś, gdy była z nami tylko Fotka, myslałam, ze to będzie kot domowy, ale dziś
        widzę, ze kot, który moze pobiegać po dworze jest szczęsliwszy...
        Wszyscy moi znajomi, którzy nie moga wypuszczać kotow na dwór z różnych
        przyczyn, zabieraja je na działkę lub wyprowadzają je na smyczy... Jaki z tego
        wniosek? Kotu jest potrzebne wychodzenie na dwór, ot co...
    • lady68 Re: zabralam na dzialke kotke 21.06.05, 15:13
      2 razy i wiecej tego nie zrobie. Pierwszy raz nie wychodzila z domku a jak
      wyszla to siedziala tylko pod drzewem. Potem zaczela uciekac za siatke, jakby
      wyraznie chciala isc do domu. W najwiekszy upal musialam wracac z nia do domu,
      byla tak wyczerpana ze ziajala jak pies. Strasznie sie balam ze cos sie jej
      stanie i postanowilam ja wiecej nie zabierac. Wyjscie do veta to tragedia, nie
      mozna jej zapakowac tak sie boi. jedynie gdzie korci ja wychodzic to na klatke,
      ale jak uslyszy najmniejszy szelest to zwiewa do domu. Takiego mam dzielnego
      tygrysa.smile
      • marta_i_koty Re: zabralam na dzialke kotke 21.06.05, 22:21
        A mój siedmioletni Kuba wczoraj po raz pierwszy był na dworze!!! Szczęście miał
        wypisane na pyszczku...smile Pojadł sobie trawki, powąchał różne nowe przedmioty,
        zwiedził teren i nie chciał wracac do domu... Zaznaczam, że przez 7 lat swojego
        życia (do nas trafił mając 4 lata i jakoś nie pomyśleliśmy o tym, że może chcieć
        pospacerowac po powietrzu....) nie był ani razu na dworze....
        Na klatkę wychodził, ale teraz nie sądzę, aby o tym pomyślał, to jednak nie to,
        co spacerki "normalne"...smile
    • paulisek Mój Spacerowicz 22.06.05, 08:29
      Bubuś do 6 miesiąca nie był w mieszkaniu. Ot, taki typowy wiejski kocurek.
      Kiedy go wzięliśmy, to specjalnie nie ma ochoty na przebywanie na podwórku
      (przecież już się "nabył" na świeżym powietrzu). Od czasu do czasu łaskawie
      wyjdzie razem z psem, potarza się w piasku, poje trawę, posiedzi na drzewie i
      wraca do domu. O tym, że już nadzszedł czas powrotu informuje mnie, siedząc na
      parapecie w doniczce z pelargoniami. Piękny to widok - kot w kwiatach,
      alarmujący swe nadejście. Generalnie jestem za wypuszczaniem futrzaków, może
      dlatego, że poprzednia kotka miała wielkie problemy z uszami właśnie od
      przebywania ciągle w mieszkaniu (tak mi wet powiedział). Głaski dla
      udomowionych i upodwórzowionych kotów.
      • wiesia.and.company Re: Mój Spacerowicz 22.06.05, 10:11
        A ja się boję. Raz zabrałam koty na działkę - już gdzieś opowiadałam. Więcej
        już nie wezmę.
        Mam ochotę wziąć mojego Urana na spacer na trawę za blokowiskami (na skarpę),
        ale tam biegają psy. Jeśli wyrwie się (a chyba bym mu pozwoliła uciec na
        drzewo) to potem będę miała kłopot, jak wejść na drzewo, bo znam Urana i sam
        nie zejdzie. Ciężkie dupsko i niezgrabuś. A pozwoliłabym mu uciekać nawet ze
        smyczą na drzewo dlatego, że mam w pamięci opowiadanie byłego mieszkańca bloku:
        "A wie Pani, ja to tam kotów nie lubię. A mój pies też. Jak doskoczy do takiego
        sk.... to tylko za kark i już po kocie, sprytny bestia taki...Jeden ruch i już."
        (Ten człowiek taksówkarz już nie żyje, zresztą inny gorszy go zamordował).
        Ale ja to pamiętam, że i tacy są, co mówią, że trzeba z tymi kotami zrobić
        porządek i z tymi kociarami... I co potem, będę dochodzić swoich praw na
        policji? Mała społeczna szkodliwość czynu....prawda? Po prostu BOJĘ SIĘ INNYCH
        LUDZI I ZWIERZĄT.
        Pozdrawiam
    • babka71 Niestety wczoraj został uśpiony Borys!!! 22.06.05, 16:06
      • annskr Re: Niestety wczoraj został uśpiony Borys!!! 22.06.05, 16:13
        Smutno sad((
        Na szczęście nie zawse konczy się tak tragicznie ..
        • wiesia.and.company Re: Niestety wczoraj został uśpiony Borys!!! 23.06.05, 12:31
          Och, naprawdę mi przykro. Każde kocie (i psie) niesłuszne (skrót myślowy)
          odejście bardzo przeżywam. Będzie miał teraz kącik gdzie indziej...
          Rozumiem Twój gorący apel. No właśnie!
          Amerykanie uważają, że szczęśliwy kot, to kot w domu - tak wynika z książek
          obecnych na polskim rynku. Kot przydomowy, przyogródkowy narażony jest według
          nich na niesłychane niebezpieczeństwa i zagrożenia. Ja się o moje koty trzęsę,
          bardziej niż o niektórych ludzi. Chcę ich bezpieczeństwa, przed chorobami nie
          uchronię, więc chociaż w minimalnym stopniu.... Pochodzimy sobie po korytarzu
          blokowca albo zwizytujemy sąsiadkę, która się nie trzęsie na widok kociego
          włosa.

          Współczuję i żałuję, że nie udało się uratować życia Borysa.
      • mirmunn bezmyślni właściciele 26.06.05, 19:12
        Żal biednej kociny - z tego , co pisałaś, to nieźle się nacierpiał. A uśpienie
        to pewnie nie dlatego , ze wychodził czy nie wychodził, tylko dlatego, że
        IDIOCI WŁAŚCICIELE nie zaprowadzili go w porę do weta i pewnie zakażenia
        dostał sad(((. Jak można być tak nieodpowiedzialnym i doprowadzić zwierzaka do
        takiego stanu i pozwolić mu przeżywać takie cierpienie??? KRETYNI!!!!!!
        Przepraszam za krzyki, ale wkurzyliśmy się z Maksikiem.
    • agra1 Re: Za i przeciw Kotom wychodnym i Nie!!! 27.06.05, 22:57
      A mój kot jest wychodny od samego początku - w sposób poanowany i
      odpowiedzialny. Oczywiście kastrowany, regularnie odrobaczany, szczepiony...
      Jak był malutki, to na początku chodziłam z nim na smyczy, zeby troch ę poznał
      okolicę i trasy powrotu do domu, potem łaził z kolegą - kotem sąsiadów,
      starszym o parę miewsięcy i już znającym teren. teraz od 5r lat jest panem
      okolicy, psy go omijają, a on siedzi na środku chodnika i patrzy na nie ze
      spokojem. Co nie zmienia faktu, że jak się trafi jakiś agresywny, to umie się
      wycofać na z góry upatrzone pozycjesmile. I nie ma siły, żeby go utrzymać w domu -
      nawet zimą, jak jest mróz , śnieg i wszyscy normalni siedza w domu, on zawsze
      znajdzie okazję, zęby wysmyknąć na godzinkę. A jak nie ma okazji, to będzie
      wrzeszczał, aż się go wypuści...

      Dla wyjaśnienia, mieszkam w bloku, Warszawa- Ursynów. Na szczęście dość daleko
      od ulic, a na samochody reaguje bardzo inteligentnie - włazi na krawężnik, albo
      trawnik i czeka aż to rycząće pudło sobie pojedzie. A mój samochód bezbłędnie
      rozpoznaje, ale też czeka, aż zakończę manewry, dopiero potem przychodiz się
      przywitrać

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka