...mieszkanie jak po tsunami co najmniej (chociaż kumpel się zarzeka, że i tak posprzątał, to nie chcę myśleć jak wyglądało wcześniej), a Burek wcale nie jest zdrowy

nie dość, że od progu czuć woń kociego moczu to jeszcze właśnie zobaczyłam jak siedzi w łazience na podłodze w pozycji jak do sikania i, no, właśnie, i siedzi sobie... jak weszłam to nie sikał tylko tak siedział, ale chyba i tak posikuje wszędzie, bo wszędzie są jakieś kropelki podejrzanego pochodzenia, no i ten "aromat"
dzisiaj nie zdążę nawet pojechać z nim do weta

mam dwa dni na załatwienie żłobka, meldunku, Urzędu Pracy, złożenia papierów w dwóch miejscach do roboty, jeszcze kilka innych "drobiazgów" do załatwienia, pomijając to, że mam 2 tygodnie na naukę do egzaminów, na które trzeba co najmniej 2 miesiące, żeby się jakoś w miarę dobrze przygotować.
znów narzekam, wiem. wróciłam i narzekam... ale tym razem kocie problemy mnie interesują najbardziej. jestem przerażona tym Burkiem, bo zaczyna mi już światać w głowie, że lepiej mu będzie w domu z ogrodem, gdzie będzie mógł być wychodzącym kotem - wtedy nawet jak posikiwanie mu zostanie na amen (wet powiedział, że jest taka opcja) to nie będzie to problem. Dziewczyny, czy ja jestem już jakaś wyrodna kociara, że o tym myślę? wykończę się razem z kocurem jak to tak dalej będzie

((((
Aga