Dodaj do ulubionych

powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie...

11.10.05, 13:20
cześć kochane!
długo nie pisałam, nie odzywałam się. wreszcie się zebrałam i chcę napisać co
się u mnie dzieje.
dużo myślałam, dużo kombinowałam, no i w końcu do kilku wniosków doszłam.
moje pierwotne stanowisko - "zostać w Krakowie za wszelką cenę" - uległo dość
znacznej reformie i ... powoli się wyprowadzam z Krakowa sad
strasznie jest mi żal opuszczać Kraków, ale po gruntownym i wielokrotnym
przemyśleniu tego wszystkiego doszłam do wniosku, że tak będzie lepiej.
lepiej dla Asi, a o nią przecież w tym wszystkim chodzi... w Krakowie nie
jestem w stanie zagwarantować jest porządnej opieki, nie mam i nie jestem w
stanie teraz znaleźć na tyle dobrej pracy, żebym mogła z czystym sumieniem
zostawić dziecko na 10 godzin dziennie w żłobku. jestem strasznie uparta i
zawzięta i przestraszyłam się, że przez mój głupi upór w końcu dojdzie do
sytuacji, gdzie Asia będzie siedziała po 10 godzin dziennie z obcymi ludźmi
tylko po to, żebym ja roznosiła ulotki albo pracowała jako kelnerka w jakiejś
podrzędnej knajpie...
zapierałam się rękami i nogami, żeby tu nie wracać, ale... patrząc na to moje
ukochane dziecko stwierdziłam, że tak będzie lepiej. tutaj będzie miała
dziadków na miejscu, tutaj będę mogła na spokojnie przeczekać ten gorszy
(zwłaszcza ostatnio) okres życia. dopóki Asia nie pójdzie do szkoły to mam
jeszcze "wolną rękę" - przecież w każdej chwili będę mogła wyjechać znowu.
moja mama właśnie szuka mieszkania do kupienia tutaj. stałoby puste albo
komuś by je wynajęła, a w tej sytuacji ja z Asia będę w nim mieszkać. mój
tato prawdopodobnie będzie przenosił pracownię i teraz będzie miał biuro do
spółki z kilkoma kolegami - planują zrobić ze mnie "asystentkę", więc będę
miała dobrą pracę, w której dużo się nauczę, będę cały czas
siedziała "wewnątrz" branży, a z drugiej strony nie będzie problemów z
urlopami, wyjazdami na zjazdy itp (bo w końcu rodzina i znajomi - wśród nich
się wychowywałam...).
piszę właściwie nie wiem dlaczego. na pewno chcę Wam po prostu powiedzieć, że
zmieniam miejsce zamieszkania powoli. ale chyba też trochę piszę i
podświadomie mam nadzieję, że napiszecie "dobrze robisz, to dobra decyzja",
bo ja cały czas jakieś ziarno niepokoju mam. nie chcę tu zostać do końca
życia. mój plan jest taki, że posiedzę tu rok, dwa, odbiję się trochę od dna
i wyjadę znowu. dopóki Asia nie pójdzie do skzoły to uważam, że nie będę zbyt
mocno związana z tym miejscem. z Krakowem cały czas będę miała kontakt -
minimum co 3 tygodnie będę przyjeżdżała na zjazdy.
no i tutaj nie będę miała problemów z opieką do kotów, z autem (jak się tu
przeprowadzę to peirwszym zakupem będzie auto na raty!!), z zostawieniem Asi
po południu czy wieczorem, z jakąkolwiek pomocą.
może na moją decyzję wpłynął też fakt, że w niedzielę wylądowałyśmy z Asią w
szpitalu. małą dopadł chyba jakiś wirus, bo w ciągu 2 godzin dziecko mi się
odwodniło i wylądowałyśmy na noc na pediatrii sad tragedii nie było, ale zaraz
zadzwoniliśmy do ciotki (mnie leczyła, mojego brata, bardzo dobra znajoma
rodziny), jest ordynatorką oddziału, zaraz rano zwolniła nas do domu, żebyśmy
nie siedziały w szpitalu i przyjechała wieczorem do domu. pomyślałam sobie co
by było gdybym wylądowała nagle w szpitalu w Krakowie - nawet nie miałby kto
mi przywieźć czegokolwiek z domu... nie mówiąc o braku znajomości wśród
lekarzy itp, żadnego oparcia sad
teraz myślę jeszcze co z Pchełką. być może potrzebna będzie oapracja tego
ogona, a w tej sytuacji nie będę w stanie tego upilnować. postaram się jutro
pojechać do Krakowa i dowiedzieć się dokładnie co i jak, i wtedy będę
kombinować.
a, no i jeszcze jedna dobra strona tego wszystkiego - będę mogła służyć
transportem kotów na trasie chełm-lublin-kraków co 3 tygodnie smile
pozdrawiam i ściskam mocno
Aga
Obserwuj wątek
    • lidia1001 Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 11.10.05, 13:41
      Myślę, że bardzo dobrze robisz. Nie pamiętam co prawda do jakiej miejscowości
      się przenosisz (pewnie wcześniej wspominałaś, ale mi umknęło), ale tam, z tego
      co piszesz, jak na razie masz dużo szersze pespektywy. Przede wszystkim dobrą
      pracę i mieszkanie,a do tego opiekę dla Asi (zarówno w nagłych przypadkach, jak
      i codziennie- rodziców).
      Nie ma sensu trzymać się kurczowo jednego miejsca- zawsze będziesz mogla kiedyś
      wrócić do Krakowa, a teraz korzystniej dla Ciebie i córki bezie mieszkać w
      rodzinnej miejscowości.
      powodzenia!
      • mama007 lidio 11.10.05, 13:50
        o, przypomnialaś mi !
        i zabieram sie za te kocie cuda jak tylko sie uporam z tym wyjazdem do krakowa
        teraz i wroce. bede pisala na pewno o tym na forum i pytala dokladnie co kto
        chce. zarekwiruje tacie garaz tymczasowo i zobaczymy, moze cos nieglupiego z
        tego wyjdzie smile
        a miasto, eh... Chełm - w wojewodztwie lubelskim. juz sie rozeznalam po wetach.
        w Chelmie (jak od lat) cudow nie ma, ale w Lublinie jakby co sa niezli.
        aga
        • lidia1001 Re: lidio 11.10.05, 13:54
          No to świetnie, bo myślałam, ze w związku ze zmianami porzuciłaś plany
          produkcji kocich gadżetów. Będę czekac na pierwsze propozycje.
    • pixie65 Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 11.10.05, 13:48
      HEY!
      A ja to się bardzo cieszę!Chociaż zupełnie się nie znamy, ale uwielbiam czytać
      Twoje posty i PODZIWIAM jak sobie radzisz w nielekkiej sytuacji...No i w ogóle
      mogłabym jeszcze różne sowoje na Twój temat, ale nie o tym chciałam...MYSLE, ZE
      DOBRZE ROBISZ!!! Moje myślenie niewiele ma do rzeczy, ale rozumiem bo byłam w
      podobnej sytuacji: mieszkając przez kilka lat w Warszawie (fajne studia i tzw.
      PERSPEKTYWY) nie wyobrażałam sobie powrotu do Lublina. Tak mi się jednak życie
      ułożyło, że wróciłam W pewnym sensie "na tarczy" i z przymusu, ale...NIE
      ZALUJE!!! Mam świetną prace (w sensie zawodowo-emocjonalnym,
      finansowo...ehemm..) Jestem u siebie (mam gdzie mieszkać) i z perspektywy myślę
      sobie, że TAK MIALO BYC. Zeby się nie rozpisywać: trzymam kciuki za "nowe życie"
      i fajnie, że będziesz blisko! Reszta sama się ułoży, a na pewno będzie Ci lżej i
      wyjdzie z pożytkiem dla Asi. A poza tym jeszcze wszystko może się
      zdarzyć...Pozdrawiam bardzo serdecznie!
      • mama007 hihi, pixie :) 11.10.05, 13:55
        to teraz na kawe bedziemy mogly sie umawiac....
        jesli nie wykombinuje nikogo w krakowie moze bedziesz miala chec i warunki
        zajac sie Pchełą jesli bedzie po operacji? ja bym Ci ja mogla przywiezc i w
        ogole... dopoki nie jestem w swoim mieszkaniu to nie ma mowy o kolejnym kocie u
        rodzicow (moja mama...), zwlaszcza jakims uszkodzonym (moja wiekowa kotka,
        ktora tu niepodzielnie kroluje....).
        jesli nie to trudno, ale juz sie staram wybadac grunt co i jak. przeciez nie
        zostawie tej pchelki tak na pastwe losu sad na pastwe mojej mamy tez jej tu nie
        zabiore... sad a w krakowie nie dluzej niz 3 dni teraz pewnie bede. eh, co
        robic, co robic...

        a powrot "na tarczy" - wiesz, ja chyba dlatego w ogole tak zadecydowalam ze
        wracam, bo przestalam to tak traktowac. musialam jakos ten moj upor obejsc i
        pokonac.
        wszystko dla Asi, dla aniolka mojego....
        • pixie65 Re: hihi, pixie :) 11.10.05, 14:05
          Mama! Kawa też wchodzi w grę! Co do Pchełki wybadam, czy moja znajoma nie
          mogłaby się nią zająć, a w tzw. międzyczasie możnaby szukać jej domku (jeśli
          masz zamiar ją oddać). Ja w tej chwili szukam domu dla Pittbula, bo u mnie
          poziom zakocenia (2+5 na 18 metrów kwadratowych)jest ograniczony wyrozumiałością
          sąsiadów i moimi możliwościami finansowymi...Nie jest wesoło, o czym pisałam,
          ale będę bardziej się starać i coś wymyślę. Obiecuję! Buziaki!!!
          • marta.kunc aga:) 11.10.05, 14:18
            jestes wielka....ja tez mam sporo problemow ale jak sobie pomysle jak ty sobie
            radzisz to od razu taki autokop w tylek mi sie wlaczasmile
            bedzie dobrzesmile
            co do tych gadzetow to za bardzo nie wiem o co chodzi ale jesli zamierzasz
            uruchomic jakas produkcje to uwzglednij prosze sprzedaz wysylkowa na terenie
            europy.ja z uk bede ci zamowienia przysylacsmile
            trzymaj sie babosmile
            sciskam i przytulam ciebie, core o oczach jak niezapominajki i twoje 3 puchate
            sercasmile
          • monikate Hej, mama! 11.10.05, 19:25
            Ja też będę blisko!
            Kraków jest cudowny, ale w obecnych warunkach będzie Ci po prostu ze wszystkim
            łatwiej. Asia, koty, praca. Jak będzie Ci łatwiej, to polubisz Chęlm ponownie,
            bardziej, niż Ci się wydaje. Kiedy lepiej nam się żyje, doceniamy miejsce, skąd
            ten żywot się bierze.
            A w dzisiejszych czasach nie używa się słów "zawsze' i "nigdy", sama wiesz...
            Pozdrawiam serdecznie!
            • yanga Re: Hej, mama! 12.10.05, 21:21
              No popatrz, Moni, czytam te jej posty, doszłam do tego Chełma i zaraz
              pomyślałam o Tobie... Nawet miałam Cię tu skierować, ale dopiero teraz siadłam
              do kompa!
              Mamo-Ago, jesteś niezwykle dzielną kobietą, na pewno wszystko dobrze się ułoży!
    • annskr Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 11.10.05, 15:35
      Dobrze robisz, zajmiesz się tym, co najważniejsze (Aga, koty) bez bezsensownej
      szarpaniny.
      I jak dobrze, że jest internet - że będzie nadal można wiedzieć, co u Ciebie smile
    • misia007 Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 11.10.05, 18:29
      Miło, że się odezwałaś, nudno było bez Ciebie.Na pewno doszłaś do słusznego
      wniosku.Mała jest najważniejsza, ale i Tobie będzie łatwiej z rodziną i jeszcze
      sensowna praca.Może wreszcie troche odpoczniesz? Powodzenia
    • wrexham Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 11.10.05, 22:36
      czesc mama, juz myslalam, ze cos sie stalo - tak dlugo cie nie bylo; po cichu
      liczylam, ze sie moze przeprowadzisz do warszawy smile byly by dwa identyczne koty
      w jednym miescie (jak chcesz zobaczyc mojego bezogonka to zajrzyj na
      watek "kola i rysiek..." itd)
      pozdrawiam marta
      • beali Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 12.10.05, 07:33
        Aga,to najlepsze,co teraz możesz zrobić,przede wszystkim ze względu na Asię.
        Wynajmowanie mieszkania,utrzymanie,nauka,praca w Kraku,to może nie jest niemozliwe,ale baaardzo trudne i wszystko byłoby kosztem Asi.Wiem,co piszę,bo sama tak żyłam przez kilka lat w Krakowie i to bez dzidzi,a nie było łatwo.
        Człowiek nie powinien utrudniać sobie zycia,ale korzystać z tego,co ma,a widzę,że masz perspektywy i wcale niezły start w Chełmie.Będzie dobrzewink
        • mirmunn dobrze robisz:))) 12.10.05, 07:42
          Nie będziesz się tak denerwowac i szarpać, odpoczniesz, Asia nie bedzie ciągle
          z obcymi. Jeśli są lepsze warunki, to trzeba korzystać.A co do gadżetów, to Max
          na pewno będzie zainteresowanysmile))
        • grzeniu22 Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 12.10.05, 09:11
          Mysle, ze dobrze robisz. Ja kiedys tez mialem podobna sytuacje- mieszkalismy w
          Poznaniu, wiadomo- piekne miasto... Ale jak sie tam zaczelo kasznic z robota to
          trza bylo wracac na Slask. Myslalem ze to koniec swiata, koniec moich marzen
          itd, ale obecnie nie zaluje swojej decyzji (nasza Lara chyba tez nie, w
          Poznaniu pewnie juz by ja dawno samochod rozjechal).Zycze Ci powodzenia!
    • groha Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 12.10.05, 13:09
      Aga, już wcześniej zdążyłam się zorientować, że jesteś dobrą, mądrą,
      odpowiedzialną kobietą, o niespożytej energii, a teraz dodam tylko, że
      utwierdziłam się w tym przekonaniu na mursmile To bardzo dobra decyzja, naprawdę.
      Nie ma co utrudniać sobie życia za wszelką cenę, ono i tak nie jest łatwe. A
      Kraków przecież nie uciekasmile Stoi od wieków, to i na Ciebie poczeka, jeśli
      kiedyś będziesz chciała do niego wrócić. Nie ma sensu męczyć się tam, gdzie
      same schody, podczas gdy gdzie indziej jest wszystko, co do życia potrzebne:
      mieszkanie, perspektywa znośnej pracy i przede wszystkim - bliscy, kochający
      ludzie. Wreszcie trochę przystopujesz w tym swoim biegu, znajdziesz czas dla
      Asi (och, ona to będzie szczęśliwa!), kotów (będą miały zdecydowanie lepsze
      powietrzesmile i dla siebie, bo na to nigdy go nie wystarczało, prawda? Wszystko
      stanie się łatwiejsze, zobaczysz. Tego Ci przede wszystkim życzę - spokoju i
      poczucia bezpieczeństwa. I jestem pewna, że wreszcie jest na to szansa, prawda?
      Pozdrawiam Cię bardzo i jak pozostałe forumki - zawsze czekam na Twoje relacje,
      bo się już zdążyłam do nich przyzwyczaićsmile)
      • wiesia.and.company Re: O rany, mama007, Aga - dobra decyzja 12.10.05, 16:47
        Nie musi być Kraków. Tam, gdzie masz swoją córeczkę, koty, rodziców, miejsce
        do mieszkania, gdzie nie będą Cię szarpać, gdzie sobie spokojniej poukładasz
        - gdzie będą życzliwsi dla siebie ludzie i będą mieli czas dla innych - tam
        sobie stworzysz dom. To człowiek tworzy dom, wcale nie musi się wpasowywać na
        siłę w jakieś układy lub ściany. Życzę Ci utworzenia sobie takiego bezpiecznego
        i znanego kącika. A my jesteśmy z Tobą, wcale Cię nie opuszczamy. A Twoje
        wielkie serce i energia zjednują Ci ludzi, więc nigdzie opuszczona nie będziesz.
        Trzymaj się i daj znać, jak się zagnieżdżasz. Hej, hej! Wiesia
    • mar.gajko Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 13.10.05, 10:10
      W sprawie Pchełki - jeżeli jest problem - a chcesz ją wyadoptować skantaktuj
      się ze mną.
      Pozdrawiam
    • ashkas Re: powoli opuszczam Kraków, więc piszę co u mnie 14.10.05, 13:59
      szkoda ze się wyprowadzasz, ale moim zdaniem bardzo rozsądnie robisz. W każdym
      razie powodzenia Ci życze i jakbys dalej chciała sie spotkac w Krakowie, to mój
      gg masz. Trzymam kciuki żeby Ci sie wszystko dobrze poukładało smile
    • mama007 dziękuję Wam wszystkim za wsparcie 15.10.05, 10:30
      nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.
      nadal się boję tej przeprowadzki i tego wszystkiego. wypisałam wczoraj Asię ze żłobka, tak mi było smutno jak tam byłam, ona tak lubiła tam chodzić sad((( jak wyszłam to szłam i mi łzy kapały sad
      ale nic to, trzeba się wziąć w garść. powoli wszystko załatwiam. jadę zaraz znów na uczelnię. wczoraj dowiedziałam się, że znów nie mam szansy na stypendium socjalne... co za cholerny kraj, żeby człowiek nie mógł normalnie w nim żyć. zarobki 0zł, rozwód, dziecko na utrzymaniu, ale cóż to - stypendium nie damy, bo nie. eh.
      już mnie nic nie zdziwi w tym kraju. coraz bardziej skłaniam się ku temu, żeby wziąć spakować siebie i Asię jak skończę stydia i wyjechać stąd w cholerę... mam otwartą drogę do Irlandii (siedzi tam dobry znajomy, oferuje na początek nam mieszkanie, pomoc i w ogóle) i im dłużej siedzę w Polsce tym bardziej chcę stąd wyjechać...
      ale nie o tym miałam pisać.
      gonię teraz na uczelnię, postaram się napisać więcej jak wrócę. o 19 jadę z Pchłą na zabieg, założę zaraz odrębny wątek na jej temat. niestety konieczna jest częściowa amputacja ogona, a częściowe oskórowanie - wszystko pod narkozą. ale będzie dobrze. musi być.
      tymczasem znikam, odezwę się jeszcze
      Aga

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka