wczoraj niedługo przed wigilią znaleźliśmy małego szylkretka w zagłębionym
okienku piwnicznym. sam tam nie mógł wejść bo ma chyba 3-4 tygodnie. pozatym
jakoś niechce wyglądać na piwniczniaka.
siedział tam sobie i ryczał w niebogłosy. potem przeniesiony za blok czekał
czy może jakiś miejscowy kot nie przylizie, ale tak się nie stało.
w piwnicy gdy m przystawiła go do miski to wpadł ryjkiem do mleka. wogóle nie
mógł chodzić. pierwszą strzykawke mleka żygnął na żółto

potem już pojadł.
potem dostał gastrolitu z cukrem. potem troszkę mleka z węglem i nawet zaczął
mruczeć

dzisiaj dostaje jakieś kleiki i mleko dla niemowląt. nawet stoi
już na łapkach. nawet chciał spierniczyć m z kolan jak go miała karmić

jutor lub pojutrze wybiore się z nim do weterynarza. i tu jest kot pogrzebany.
będzie trzeba podjąć decyzję.
maleństwo jedno oko ma jakieś zbielmiałe błoną zaszłe, a drugie wydaje się
niewidzące

nadodatek prawie nie reaguje na dźwięki. tzn. jak łupne glanem obok pudełka
to reaguje, ale na pstrykanie palcami dokoła głowy już niebardzo.
gdzie ja takiemu kotu opiekuna znajdę????????????????????