smolimo
01.08.06, 19:16
Dla przypomnienia mam dwa koty, duzy Kicio i od niedawna maly Smolimo.
Mimo, ze minie niedlugo miesiac odkad zawital do nas znajda Smolimo to
sytuacja w domu nadal napieta i czuc to w zachowaniu kotow, zwlaszcza
rezydenta Kiciola.
Zdaza sie, ze duzy jakby zapomina czasem, ze jest jeszcze jakis drugi kot w
domu i czasem idzie sobie spokojnie do kuchni do miseczki, a tu nagle z
zakretu widzi cos czarnego przy miskach i staje wtedy jak wryty i czasem
fuknie i sie spuszy caly, mimo, ze przeciez jeszcze rano gryzl sie z malym i
czul jego obecnosc.
Wczoraj mnie duzy niezle wystarszyl. Wieczorem koty lubia sobie wyjsc na
balkon. Dla duzego bylo to ulubione miejsce, gdy jeszcze byl sam, tam czasem
udalo mu sie upolowac jakas cme, czy mala jaszczureczke, wiec przynajmniej
cos sie dzialo. Maly na poczatku sie bal, za duzo halasow, ale teraz juz
chetniej wychodzi. Wczoraj na wieczor, na balkonie jak zwykle ciemno,
siedzialy tam oba, potem duzy zamiauczal, ze chce wyjsc, wiec mu otworzylam,
a maly sie rozlozyl i nie chcial wychodzic, wiec go zostawilam. Duzy sie
nieco pobawil sam ze mna, i zachcialo mu sie znowu na balkon, gdzie maly caly
czas siedzial, ale jak sie potem okazalo duzy chyba o tym zapomnial.
Otworzylam balkon i jeszcze chwile postalam, patrze, a duzy zaczyna sie
skradac, puszyc, typowy powolny krok jak sie cos dzieje, brzuch przy ziemi i
nagle jak nie krzyknie, boze pierwszy raz w zyciu slyszalam taki koci krzyk,
zabolaly mnie uszy, wystraszylam sie chyba tak samo jak kot. To byla reakcja
na malego czarnego kota, ktory lezal sobie w oddaleniu na balkonie i ktorego
widac duzy sie nie spodziewal i potraktowal jak intruza na jego teryteorium.
Zaczelam do niego mowic, ale to nie pomagalo, maly tez skoczyl jak wryty,
caly spuszony, z typowa pozycja wygietego grzbietu, zlapalam malego na rece,
bo balam sie, ze duzy rzuci sie zaraz na niego, po takim wrzasku nie
wiedzialam czego sie spodziewac. Malego zanisolam do domu, potem wrocilam na
balkon do duzego, ktory byl nadal bardzo spiety i napuszony, zaczelam go
glaskac, mowic do niego, chcialam wziac na rece, a tu znowu taki sam krzyk,
wbil mi sie pazurami w reke i wyrwal sie potem. Przyznam sie, ze sie
wystraszylam duzego, pierwszy raz widzialam go w takim stanie. Dalam mu do
powachania reke, i dalej mowilam lagodnie, dal sie nieco poglaskac, ale caly
czas byl bardzo napiety, w tym czasie maly tez wystraszony obserwowal duzego
juz z domu. Powoli duzy wszedl do domu, powachal malego i chodzil po domu
bardzo ostroznie i szukal, mialam wrazenie, ze on chyba pomyslal, ze na
balkonie to byl intruz, zupelnie obcy kot i stad ten niemilosierny wrzask
kota. Obawiam sie, ze zle zrobilam, ze zabralam natychmiast malego z balkonu
i duzy nei zdazyl zobaczyc, ze to swoj, ale balam sie ryzykowac, bylabym w
kropce gdyby doszlo do ran szarpanych. Duzy chodzil po domu i jakby szukal
tego obcego. Nie potrafie opisac tego wrzasku, brzmialo to troche ludzko, a
troche jak dzikie bestie, taki wrzask przerazenia, grozy i jednoczesnie
takiej zlosci. Mam nadzieje juz sie cos takiego nie powtorzy.