Przeklejam swoj watek z forum zwierząt - szukam pomocy na dwa fronty.
Dokociłam się. Po raz drugi. Pierwszy raz nie wyszło, ale nauczona
doświadczeniem, teraz dokociła się małym kotkiem, bez traumatycznych przeżyc,
które na starcie powodowały, że był słabszy, bardziej się bał i przegrywał.
Moja Lena - rezydentka - ma 2 lata. To kotka rosyjska niebieska. Problem jest
oczywiście w tym, ze nie akceptuje Imbirka. Imbirek jest u mnie już trzeci
tydzień, i nie widać zadnej poprawy, wrecz wydaje mi sie, ze jest gorzej niz
na poczatku. Poluje na niego, atakuje jak je, nie pozwala wejsc do kuwety
(mały kilka razy musiał zrobic pod siebie, tam gdzie stał, bo ta zolza
blokował mu kuwete). Bije go, mały ma malutkie ranki na całym ciałku, na
lebku. Przedwczoraj jak przed nia uciekal jakos tak nieszczesliwie stapnal,
ze nadwerzyl sobie tylna lapke. Po tym zdarzeniu cały dzien nie mogl dojsc do
siebie, trzasl sie cały i na sam widok kocicy piszczal. Widac, ze strasznie
teskni za kontaktem z innym zwierzecie, ale Lena jest nieprzejednana.
Oczywiscie, nigdy nie dalam jej odczuc, ze maly jest dla mnie wazniejszy.
Jest przytulana, calowana i misiana jak zawsze. Ostatnie dwie noce to Imbir
spał z nami (ze wzgledu na chora lapke i ogolna traume, jaka przezyl), ale
generalnie to Lena i Yoko (nasza suczka sznaucer miniaturka) spią z nami.
Jednym slowem, nie daje Lenie powodow do zazdrosci. Niepokoi mnie to, ze
nawet jak mały był "uszkodzony", ona gonila go i tlukla z nieslabnącą
agresją. Martwi mnie, ze nawet przy nas go atakuje, nic sobie nie robi z
naszych krzykow, uwag, odstawiania jej - jest uparta, tak dlugo poluje, az go
dopadnie.
Mały jest wyjątkowo pogodnym kociakiem. Stara sie jak moze nie wchodzic jej w
droge, nie robi absolutnie nic, aby ja sprowokowac. Trzyma garde, ale nie
wiem, czy Lena w koncu nie zlamie jego charakteru, i maly stanie sie
zlosliwym, bojacym sie wlansego cienia kotem.
Czy powinnam Lene karac, jesli mimo naszych zakazow, atakuje malego? Moj
facet przeciągnie Lene ręćznikiem, jak zdazy, ja jakos nie moge sie przemoc,
aby ja fizycznie karac. Tlumacze jej, rozmawiam z nia, proszę. Na razie nie
pomaga

Czy w ciagu dnia powinnam ich izolowac, skoro mały nie moze sie nawet
spokojnie zalatwic, nie mowiac o tym, ze ciagle zbiera baty?
Jakos nie mogę powiedziec sobie "jakos to bedzie" i zostawic rzeczy wlasnemu
biegowi. Mam mozliwosc kilkudniowego rozdzielenia zaierzat - moglabym zabrac
ze soba Lene, a Imbira i suczke zostawic u rodzicow. One lepiej sie ze soba
dogaduja! Ale czy warto, czy jest sens? Czy chwilowa "rozlaka" polepszy, czy
pogorszy sprawe?
Mysle juz powaznie o pojsciu do veta, aby zapisal Lenie jakies srodki
uspokajajace. Czy to jest rozwiazanie? Warto go sprobowac? Jesli tak, czy
powinnam isc do zwyklego veta, czy raczej do kociego psychologa? Znaczie
jakiegos dobrego lekarza, ktory w takiej sprawie moglby pomoc?? A moze sami
byliscie w takiej sytuacji, mozecie jakies leki polecic???
Ratunku!!!