mama007
05.06.07, 10:12
jeszcze wczoraj tak czytałam Grzywkowy wątek i myślałam o nim, że śliczny kot
z niego, że szkoda że nie mieszkam w domu, wzięłabym go na pewno, że to, że
tamto... i tak sobie pomyślałam, że metafizyczne przejścia Pixie z nim miała,
bo wiem jakie to uczucie jak kot, który zawsze ucieka przychodzi nagle, ledwo
dyszy i kładzie się pod nogami i prosi, dosłownie prosi o pomoc... (sama tak
raz miałam).
no i myślenie mi zeszło na to, że dawno w sumie żaden kot mi się nie
przyplątał. może po prostu wiem, że nie mam kasy, że nie mam warunków, że
często wyjeżdżam, że Małej nasiliła się alergia, że nie mogę nic przytargać do
domu....
no to widocznie niepotrzebnie tak myślałam, bo dziś coś przylazło do mnie....
nie wiem czy przyszło czy przyskakało czy przyfrunęło... ponieważ coś, co jest
piękną czarną młodą koteczką (te oczy...) znalazło się jakimś cudem na moim
balkonie....
nie będę pisać szczegółowo jak to było, napiszę tylko tyle - MIESZKAM NA 4-TYM
PIETRZE !!!!!
kotka-skoczka leży na balkonie, jak przychodzę to się mizia, wsunęła całą
michę suchego (nic innego nie mam....) i jest piękna....