mrowka75
14.04.09, 20:32
Jestem załamana. Rudek nigdy nie sposobił się do opuszczenia domu.
Stał co najwyżej w progu i patrzył sobie na podwórko. z resztą nie
dawałam mu sposobności do częstego oglądania podwórka, drzwi zwyle
zamykałam, dbałam żeby coś do łba kotu nie strzeliło. I stało się ,
mąż wszedł do domu niosąc dwa kosze drzewa, nie miał jak zamknąć
drzwi a Rudek błyskawicznie wyskoczył na podwórko, chwilę postał
przy samochodzie, potem zanurkował pod samochód, jak sie schyliłam
zobaczyć gdzie jest, już go pod autem nie było. I nie mam nawet
pojęcia w która pobiegł stronę. Była 23, łaziłam i nawoływałam go
gdzies ze dwie godziny, ale się nie pokazał do tej pory. Najbardziej
mnie martwi, ze kompletnie nie zna otoczenia, nie wychodził z domu,
nie mam pojęcia czy wróci, i jak miałby trafić spowrotem. dziś rano
przedefilowałam okolice, poprosiłam wszystkich sąsiadów, zęby w
razie czego zwrócili na niego uwagę.
No i serce mnie boli co teraz będzie. Jutro rozwieszę ogłoszenia ze
zdjęciem, ale nie wiem czy to coś da. Tylko łzy kapu-kap.