Dodaj do ulubionych

Ayrton Senna poleca

    • aard Paryż 01.07.06, 10:53
      Przejeżdżanie rowerem dziesiątek kilometrów obwodnic bez pomysłu na dostanie się
      do centrum. Rozmowa z dwoma dziadkami oglądającymi przy uchylonych drzwiach od
      izdebki Monty Pythona po polsku. Okazało się, że we Francji mieszkają od
      kilkudziesięciu lat i po polsku już prawie nic nie mówią. Przemierzanie piechotą
      bez mapy monumentalnych ulic ze świadomością, że nie może się odnaleźć
      najciekawszego, bo nie wiadomo, gdzie jest centrum. Wystawanie w ogonku do
      informacji turystycznej (będącego równocześnie ogonkiem do toalety) i bycie
      opieprzanym nie wiadomo za co przez młodego tym razem, ale już zasiedziałego
      bubka-Polaka pod krawacikiem. Próba zrozumienia, o co mu chodziło, zakończona
      wyraźną wrogością całego ogonka.

      Czy Wy też tak macie, że w snach mniej umiecie i macie mniejszą wiedzę niż w
      rzeczywistości?
      Chociażby tutaj: we śnie po francusku nie mówiłem wcale, a po angielsku średnio
      ona jeża. Poprzednio też się to dało zauważyć w tym snie o prądach morskich
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=16368553&a=19671117 i zdaje się
      jeszcze jakimś, ale znaleźć nie mogę, a także w Rosomaczym o dog macie (choć tu
      chodziło o wolniejsze myślenie)
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=16368553&a=20877939
      Co to może oznaczać? Master Frojdo?
      • aard Znalazłem ten brakujący sen z niewiedzą 01.07.06, 11:37
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=25062017&a=44459680
        • huann z psami sen miałem 01.07.06, 23:47
          śniła mi się wielka czarna rodząca suka.
          sęk w tym, że rodziła non-stop.
          te pierwszych kilkanaście szczeniąt było jeszcze wielkości, powiedzmy
          szczeniaka, każdy jednak był odrobinę mniejszy od poprzednika. niestety, przy
          rodzeniu któregośset z kolei prawie nie było ich już widać - przypominały ni to
          kijanki, ni jakieś paskudztwa maciupkie. były zupełnie miękkie i łatwo je było
          przez nieuwagę rozdeptać. paskudnie się wtedy rozmazywały na sterylnie białej
          podłodze, ich flaczki ciągnęły się tu i ówdzie, czasem trzeba je było po lekkim
          zaschnięciu zdrapywać paznokciami, zawsze ze świadomością, ze jest się psobójcą,
          a pies to najlepszy przyjacielak człowieka przecież jest.
          • lolik2 a ja z żółwiem 03.07.06, 08:20
            który zginął śmiercią tragiczną, spadnąwszy z wysoka i roztrzasnąwszy się na ziemi.
    • aard NB 05.07.06, 10:44
      Proponuję nie rozmywać snó po wątkach. Trochę upuszczeń jest tu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=13885992&a=13885992
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=25062017&a=44459680
      • aard i jeszcze 05.07.06, 12:36
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=44612043
    • aard Latający Rosomak mi się śnił 16.08.06, 16:42
      Jeździł w kopnym śniegu po Stokach na odkurzaczu przerobionym na minibolid
      Formuły 1. Silnik bolidu włączało się kopnięciem w tym samym miejscu, gdzie
      włącza się odkurzacz, kółka były normalnie z gumowymi oponami, ale o średnicy
      cirka-ebałt płyty kompaktowej i w ogóle przypominało to-to go-karta, ale
      NAPRAWDĘ było zrobione z odkurzacza.

      Bardzo prosiłem Rosomaka, żeby mi się dał przejechać, ale był bardzo oporny i
      argumentował, że jestem za ciężki i będę się zakopywał w śniegu. Kiedy wreszcie
      (niechętnie) się zgodził, to słońce gwałtownie przygrzało i śnieg w kilka
      sekund roztopił się w błotnistą breję, w której faktycznie się zakopywałem i
      buksowałem, więc żadnego fanu z tego nie było. Skruszony oddałem vaccum-bolid
      Rosomakowi.
      • huann ostatnio dość proroczo śnią mi się esemesy zanim 16.08.06, 16:55
        jeszcze dojdą.

        sen pierwszy sprzed paru dni:

        cośtam cośtam, wchodzę do trzypiętrowego pewnego znajomego bloku w którym rzecz
        jasna nie ma i nigdy nie było windy - wsiadam w windę marki 'schindler'.
        po chwili budzi mnie sms. odmykam oko i widzę: od Yavoriusa.

        sen drugi z wczoraj:

        biorę udział w regatach żeglarskich, są 4 łódki w wyścigu, każda z trzech pod
        inną banderą państwową, a czwarta z Aardem i CallB'ym między innymi na pokładzie
        pod banderą z jeżem (Niemytym).
        niestety nie załapałem sie na ową łódkę, płynę więc z jakimiś Rosjankami, mając
        świadomość, że się budzę w odchułani - spoglądam z wersalki - przy stoliku
        siedzi Brajt. zaczynam mu opowiadać sen z łódkami. w tym momencie naprawdę budzi
        mnie sms od... Brajta. telefon leży DOKŁADNIE na tej samej pufie, na której
        przed chwilą jeszcze w śnie o tym, że to nie sen, siedział Brajt.

        ps. w sumie ten drugi to ciekawy przykład snu śniącego się we śnie :)
      • latajacy_rosomak przestań śnić, przestań się łódźić 19.08.06, 20:57
        pora tempora się obudzić - jak śpiewała Kryzysowa narzeczona Brygady notorycznej

        Ale stoki sa pro rocze. Jutro się przejdę gdzieś na wieś.

        aard wyśnił:

        > Skruszony oddałem

        Ty chlebku niedobry!
        • huann chrum! 19.08.06, 21:06
          latajacy_rosomak napisał:

          >
          > > Skruszony oddałem
          >
          > Ty chlebku niedobry!
          >
          Ty bredzisz!Ty bredzisz!:D
          • lolik2 apropos 21.08.06, 08:42
            jak Kydryński mówi CHRUM?
    • aard byłem dziadkiem 14.09.06, 09:46
      i to nawet już od ładnych paru(nastu?) lat tak, że spodziewałem się prawnuczki,
      której miało być Mia. Potem zaś poleciałem w podróż relatywistyczną (czemu
      najciekawszych szczegółów nie pamiętam?!), a jak wróciłem, mając nadal coś koło
      85 lat i nieźle się trzymając, to uroczyście wręczono mi świeżutkie świadectwo
      zgonu mojej prawnuczki Mii. Poczułem tak dojmujące uczucie samotności, ze aż
      się obudziłem :p
      • huann to ciekawe, bo 14.09.06, 11:26
        dzis miałem sen, że znalazłem się w podstawówce tej starszej i siedziałem z
        jedną koleżanką z byłej podstawówkowej klasy co się rozbierała pod ławką a od
        góry była uczennicą, a po sali szalał nawiedzony młody fizyk i pisał takie
        wzory, że nawet skrajnie uzdolnieni w tewj dziedzinie nic nie wiedzieli i woleli
        patrzeć co koleżanka moja robi, choć wydawali się mocno jednocześnie zastraszeni
        przez fizyka, który prywatnie okazał się bardzo miłym Cruachem na koniec.
        • cruach a to ciekawe 14.09.06, 19:18
          ze mnie sie nic nie sni. moze dlatego ze nie spie :P

          ostatni raz spalem jak byle chory 3 dni temu to mialem zwidy sluchowe
          ze mucha sie wylegla z obwoluty jaska do ucha mego wprost. narobilem
          rabanu i zaczalem bez lampki obdzierac wszystkie poduchy z pochew na
          malzenskim lozu. potem mialem zwidy wechowe: to ze wolowina w sosie
          smietanowym (dosc gestym), to ze asfalt plonacy.

          w mojej podstawowce byl faktycznie szalony fizyk, kazal pocierac laske
          ebonitowa. no i robil to prymus z fizyki i pocieral jak onanista. a
          jak pan pytal "czy sa jakies pytania", to dowcipnisie klasowi pytali
          "ktoredy na Grunwald".

          a kolezanki rozebranej pod lawka to do dzisiaj nie widzialem, choc na karku
          juz prawie tyle lat, co we snie pradziaardka.
          • szprota a Huann zapomniał dodać, że miałeś wąsy! [nt] 15.09.06, 20:34

            • cruach mit jemanden anderen verwechselt 16.09.06, 13:39
              szprota napisała:

              > [N/T]

              To nie moglem byc ja w takim razie.
              Wasy przeszkadzaja w zarciu wolowiny.
    • cassani cześć! 14.09.06, 14:58
      nie wiem nawet co napisać.
      • huann napisz 14.09.06, 16:36
        "ZYGMUNT".

        dziękuję.
        • cassani proszę 15.09.06, 10:16
          Zygmunt.
          nie ma za co.
    • aard pokłóciłem się z rodzicami 19.09.06, 11:47
      tak bardzo, że aż mnie wydziedziczyli i musialem się w kilka dni wyprowadzić z
      mieszkania, a nie miałem dokąd... :(
    • szprohuann Huann_kafejkowy: 28.09.06, 23:51
      raz śnili mi się Yaviniakowie - we czworkę mieliśmy jechać rowerami w podroż
      dookola świata, w międzyczasie rowery zamienily się w vw golf z otwieranym
      dachem, a tenże w czolg z wieżyczką i sterczal z niej Maginiak w
      helmofonie-uszance futrzanej i wydawal rozkazy w ktorą stronę kierować ogień a
      byla to zatoka - tzw. Boka Kotorska (patrzaj w google a miej w ogoogle!)

      dziś śnil mi się Rosomak - bardzo mnie zachęcal do skorzystania osobiście z
      Ogromnych pralek bębnowych służących do prania... parowozow. dzialo się to
      bowiem w lokomotywowni do której zjeżdżalo się specjalnym torem jak do resoraków.
      w każdym razie widać bylo jak Rosomak w programie do kolorow wiruje, ulega
      plukaniu, a na koniec zamienil się poniekąd w Wypranego ;DDD
    • aard kilka nocy temu (jak jeszcze mogłem spać :p) 03.10.06, 12:28
      a właściwie to już rano. Przysłuchiwałem się rozmowie trzech osób o polityce, a
      jedną z nich był Leszek Balcerowicz. Byłem w tym samym (wypasionym zresztą)
      salonie, jakby lobby hotelowym i niby mogłem się odezwać, ale nie chciałem
      zabierać głosu, kiedy tacy mądrzy ludzie dyskutują. Więc poszedłem tuż obok,
      gdzie był wąski korytarz pełen metalowych regałów (typu jak w makro), na
      których zacząłem coś układać, nadal przysłuchując się rozmowie. Wtedy
      usłyszałem, jak ktoś mówił, że PiS powininno rządzić całą kadencję tylko po to,
      żeby elektorat przekonał się zbiorowo, jakie z nich dno i już nigdy więcej ich
      nie wybrał, bo jeśli już teraz stracą władzę, to jeszcze kiedyś mogą wypłynąć.

      A na to Balcerowicz nieledwie lisim głosem: może i to prawda, ale w takim razie
      co z tą Polską? Obudziłem się i olśniło mnie, ze prubójąc się rozbudzić słucham
      TOK FM :p
      • szprota sporo sen-su! [nt] 03.10.06, 13:00

    • aard zdziś 06.10.06, 11:44
      powoziłem srebrną Hondą Civic, ale z przezroczystym podwoziem (sic!) w zimowej
      scenerii po gruntowej drodze w jakiejś górskiej miejscowości, po jednej stronie
      mając w odległości kilku centymentrów płot, a po drugiej - w odległości
      kilkunastu centymetrów - głęboką na ponad 10 metrów przepaść, w której były
      tory kolejowe i ścigałem się z pociągiem, żeby dopaść go przed następną stacją
      i wsadzić do niego Mag.gie. Wreszcie się zapchaliśmy w takie miejsce, z którego
      już tylko na wstecznym. A do tyłu też nie chciało jechać, bo się zakopaliśmy. I
      wtedy przydało się przezroczyste podwozie, przez które dokładnie widziałem,
      gdzie są opony, zwłaszcza ta tylna prawa, co ku przepaści nieodparcie ciągnęła.
      Jakoś tak - mimo zimy - gorąco nam się zrobiło...
    • huann śniła mi się Nata82 16.10.06, 10:22
      wyglądała jak aaa202; podbijała chuja w retkińskiej lodziarni - tzw. okrąglaku
      (róg Wyszyńskiego i Retkińskiej). bardzo była przy tym stanowcza i rzeczowa,
      fachowo tłumacząc w punktach jak to się robi.
      oczywiście chuja z wątku.
      co to może oznaczać Pyta skonfundowana: Huann.
      • aard kompensacja braku loda? /:p 16.10.06, 13:32

        • huann Porozmawiajmy o Lodzi 16.10.06, 16:06
          oj, kręcisz na własne siodełko Magnum! :P
          • aard oś kurka! 16.10.06, 16:16
            to ja leppiej już zMilczę/nowski
    • huann Ayrton Huanna poleca 18.10.06, 10:25
      byłem na przedmieściach niewielkiego miasta, które stanowiło ogromne centrum
      handlowe pod gołym, błękitnym niebem.
      wokół spadały samoloty pasażerskie typu boeing 747.
      ponieważ wiedziałem o tych katastrofach jeszcze przed ich zaistnieniem, zostałem
      miejscowym alchemikiem i miałem mnóstwo zamówień, które okazywały się być dla
      mnie dziecinnie proste.
      noga powinęła mi się dopiero w momencie, gdy klient zażyczył sobie zmiany
      złotych koronek (takich z zębów, swoją drogą 'złota koronka' to ładna nazwa by
      była w przypadku unii monetarnej między Polską, a Słowacją) na... węgiel o
      powierzchni 2 cm kwadratowych(!).
      łamiąc sobie nad tym głowę doszedłem do wniosku, że aby nie stracić reputacji
      błyskotliwego alchemika, najprościej będzie ukradkiem podłożyć dwie pigułki
      węgla z apteki, co to jeszcze z wyjazdu w góry zostały.
    • szprota Grayowi się śniło 07.11.06, 12:39
      bardzo strasznie!
      • vauban Re: cholera jasna 07.11.06, 13:26
        ja to dopiero miałem koszmar !
        Śniło mi się, że otrzymałem w spadku dom. Już to straszne, ale straszniejsze
        było to, że ten dom nadawał się w całości do kapitalnego remontu. Chodziliśmy po
        nim z Lidką i załamywaliśmy ręce, że okna do wymiany, że łazienka jest okropnie
        zniszczona, że remont będzie kosztować niesamowicie wprost drogo i że nie mamy
        na to wszystko pieniędzy.
        Na dodatek, ten dom był nawiedzony przez jakieś nadprzyrodzone a złe moce, i mój
        osobisty ojciec odprawiał w nim jakieś egzorcyzmy, stawiając wszędzie tam, gdzie
        dopatrzył się złych mocy świeczki typu podgrzewacz do herbaty. W końcu stały już
        we wszystkich pomieszczeniach, a ja pytałem się z uporem, czy to aby nie
        przesada, bo ja tu żadnych duchów nie widzę...
        Ale spotkała mnie kara, bo zorientowałem się, że mam rozpruty brzuch (!) na
        kształt kangurzej torby, i musiałem wiązać sobie naczynia krwionośne wędkarską
        żyłką, bardzo śliską, i wciąż usuwać skrzepy krwi. Martwiło mnie najbardziej, że
        dojdzie do zakażenia otrzewnej wskutek kurzu, który tumanami unosił się przy
        poruszeniu jakiegokolwiek przedmiotu w tym domu.
        Naprawdę, to była wielka ulga, obudzić się i stwierdzić, że nie mam żadnych
        obrażeń cielesnych. Ale niepewność trwała nawet z minutę... To wszystko przez te
        cholerne remonty... "Słońce wysoko na niebie, a stres jak jebał, tak jebie" :(
    • aard riki tiki narkotyki 23.11.06, 11:34
      Byliśmy z Mag.gie w jakiejś szkolnej stołówce przerobionej tymczasowo na knajpę
      (coś jakby w szkole była impreza, ale nie taneczna tylko "pubowa"), do której
      wchodziło się po szerokich schodach trochę w stylu Lizarda. Sortowaliśmy tam
      liście gandzi, które wszelako wyglądały jak bazylia. No, ale była to gandzia.
      Nagle usłyszeliśmy, że zaraz będą tu policjanci z psami. Mag.gie wyciepnęła
      szybko trefny towar za okno i - schowawszy ręce do kieszeni i zdając sobie
      sprawę, że to raczej dość naiwny sposób ukrycia przed psami charakterystycznego
      zapachu - zaczęliśmy schodzić po schodach. W tym samym czasie policjanci po
      nich wchodzili...

      O dziwo nie zwrócili na nas żadnej uwagi - ani oni, ani psy. A psy były
      osobliwe, bo wyglądały jak charty, ale były wielkości... konia. I tak szły
      długim rzędem - każdy obok swojego policjanta - w górę po tych schodach tuż
      obok nas, zupełnie nas ignorując, a ich pyski były na wysokości naszych
      twarzy...

      Potem wyszliśmy na ulicę i z niewymowną ulgą skręcilismy za róg. Po
      kilkudziesięciu krokach usłyszeliśmy szczekanie i okazało się, że jeden z psów
      nas goni. Zaczęliśmy uciekać, ale jaki człowiek ma szansę z chartem? Mimo to
      nim nas dopadł, zdążyliśmy wpaść na jakieś żwirowisko czy hałdę, dość, że było
      dość pochyło. Trawersowaliśmy piarzysty stok w pełnym pędzie obsuwając się
      oczywiście nielicho, co sprawiło, że się - nomen omen i raczej nolens volens -
      wysforowałem kilkanascie kroków przed Mag.gie. Kiedy się obejrzałem,
      zobaczyłem, że pies (nadal bez wsparcia) właśnie ją dopadł. Przez ułamek
      sekundy rozważałem rzucenie się na niego z gołymi rekami (jak ginąć to razem),
      ale w tym samym momencie stwierdziłem, że mam w ręce nielichą kosę. W kilku
      skokach dopadłem bydlaka i poderżnąłem mu gardło. Nie mogąc wyjść z szoku, że
      tak łatwo mi poszło z tresowanym psem policyjnym wielkości konia, obudziłem się
      pełen wewnętrznego zadowolenia. Mag.gie - żywa choć śpiąca - leżała tuz
      obok... :)
    • szprota po co ci? po co tyle rzeczy? 17.12.06, 13:20
      śnił mi się Jacek Bieleński z Plastic Bag, który nie był łysy, a wręcz
      przeciwnie, miał siwoblond grzywkę zaczesaną na boczek a la Rubik i nawet
      podobny wyraz popuszczania w gacie z rozczulenia na twarzy.
    • szprota miałam słuchawki 23.12.06, 16:48
      te wymarzone, co pewnie już jutro - olbrzymie nauszniska z grubym pałąkiem.
      były NAWIEDZONE.
      słyszałam w nich głosy zupełnie niezależne od odtwarzacza.
    • nata82 a ja ostatnio snie 23.12.06, 17:11
      tylko o byłym :/
      moja podswiadomosc jednym słowem ciagle czegos chce (Świdomość się wzbrania, bo
      wie, że nie moze) wrrrr
    • nata82 a ja ostatnio snie 23.12.06, 17:11
      tylko o byłym :/
      moja podswiadomosc jednym słowem ciagle czegos chce (Świdomość się wzbrania, bo
      wie, że nie moze) wrrrr
    • mag.gie z dziś nocy sen mój 30.12.06, 21:37
      z okazji chyba święta jakiegoś podarowałam Huann nick stek_bzur :)

      I zaraz tak zrobię :P
      • huann to był pror-oczy sen! 30.12.06, 22:04
        jest!jest nick! i nickt się nie Dovie, że to od Mag.gie! :D
        • vauban Re: jak to: nikt, 30.12.06, 22:07
          a ja ? Ja już wiem :)
          • huann Re: jak to: nikt, 30.12.06, 22:13
            a niby skąd masz wiedzieć?

            stek_bzdur
            • schabowy_huanna ja też już wiem! 30.12.06, 22:16
              foch!
              • szprota zgubiłam się 30.12.06, 22:51
                czemu schab bzdur to stek Huana?
              • huann ojejkuńciu 30.12.06, 22:54
                schabowy_huanna! ;]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]]
                • vauban Re: Ech, dziś to dopiero miałem 16.04.07, 22:45
                  fajne przebudzenie :(
                  Przyśniło mnie się wyjątkowo wprost realistyczne bombardowanie atomowe. Było to
                  jakoś tak, że z jakimiś znajomymi siedziałem na balkonie w Olsztynie
                  (koniecznie), i zauważyłem jakiś podejrzany ruch na niebie - sporo smug
                  kondensacyjnych, jak przy przelocie odrzutowca, tylko czarnych. Zdążyłem
                  powiedzieć coś w rodzaju: "Hej, widzicie to ?" i zza najbliższego budynku (to
                  wglądało realistycznie już aż do bólu, z całą pewnością była to ul. Grunwaldzka
                  12), dało po oczach nadnaturalnym błyskiem... Pomyślałem sobie, że cały ten
                  cholerny blok wystrzeli zaraz we mnie, o ile nie zdążę się spalić.
                  Najprzykrzejsze było absolutne poczucie, że nic nie da się zrobić, jest za
                  późno, by gdziekolwiek się schować i że w zasadzie nie ma nawet po co, bo to
                  jest kompletny koniec świata. Nigdy w życiu jeszcze nie czułem się chyba aż tak
                  fatalnie, ale może kiedyś się tak poczuję.
                  Obudziłem się i jeszcze przez kilkanaście minut próbowałem się uspokoić. Nie mam
                  pojęcia, dlaczego właściwie nie wrzeszczałem z przerażenia - może dlatego, że
                  nie chciałem obudzić Lidki. Albo może zabrakło mi oddechu.
                  I tak właśnie zaczął się dzień moich, kurwa, trzydziestych siódmych urodzin.
                  Potem było coraz lepiej - wypadł mi ząb, lewa górna siódemka, wprawdzie chwiał
                  się już od roku i był w zasadzie niepotrzebny, ale czy ten skurwysyn musiał mi
                  to zrobić akurat dzisiaj, i to wtedy, gdy po prostu piłem herbatę ? Nie mógł był
                  polec na jakiejś twardej grzance, przynajmniej, a nie na kubku herbaty ? Wstyd...
                  Dziś dzień wróżebny dla mnie, zatem same dobre wróżby, nie ma co... Macie może
                  jakieś pomysły na egzorcyzm, bo wprawdzie nie jestem zabobonny, ale zaczynam być
                  przesądny. Niech to chuj w dupę ...
                  • huann coś takiego... 16.04.07, 23:12
                    to ja miałem sen, że oglądam skoki narciarskie w tv aż tu nagle jednego skoczka
                    zbocyzło nad widownię i leciał tuż nad widzami i wiadomo już było, że
                    rozpłaszczy się na dziesiątkach zgromadzonych poniżej osób i zaraz będą same
                    trupy, a sam też zapewne pogibnie (skocznia nie była maciupcia, skocznia była
                    mamucia!), ale zafascynowany widokiem nie byłem w stanie oderwać wzroku, a tu
                    nagle zrobił się rozstęp między widzami znaczniejszy i tamże wylądował
                    bezpiecznie ów anonimowy skoczek.
                    po czym w rzeczy samej cały dzień miałem generalnie do dupy.
                    wniosek: a dziś jest Vaubana !!! <jupi>
                  • szprota Re: Ech, dziś to dopiero miałem 16.04.07, 23:19
                    pomyśl sobie, że wróżki zębuszki to normalne, pracujące dziewczyny i to w
                    systemie zmianowym. ale tę półdolarówkę mogła przy kubku zostawić, fakt.

                    PS Vaubanie - wszystkiego! i wyremontujcież się wreszcie i przyjedźcie!
    • szprota pięć pestek jak pięć ciastek (i kromka chleba) 06.05.07, 12:58
      (dla Kutza oczywiście)

      No więc we śnie, jak na hiczkoka przystało, było najpierw niczego nie wróżące
      wprowadzenie. Polegało ono na całkowicie niewinnym obmacywaniu szmat w lumpeksie
      z lekką nutką rozdrażnienia, bo wybór był mały, a do tego miałam towarzystwo w
      postaci mamy, która swoim zwyczajem apodyktycznie komentowała ciuchy, które
      wzbudzały jakiś nikły ślad mojego zainsteresowania. Przypominam sobie, że nawet
      coś wybrałam, lecz ni stąd ni zowąd trzeba było zacząć się spieszyć, niestety
      nie wiem, czy z powodu ataku terrorystycznego na lumpeks, czy dlatego, że wybiła
      jakaś godzina, poza którą w naszym domu posiłków się nie jada i trzeba było czym
      prędzej doń wrócić i owąż kwestię posiłku odpracować. Oba powody w wykonaniu tej
      śnionej mojej mamy wydawały się równie istotne.
      W drodze z lumpeksu przypałętał mi się ktoś. Nie był zasadniczo groźny, ale w
      najwyższym stopniu chciałam się go pozbyć, więc zaczęłam kluczyć po bałuckich
      zakamarach i podwórkach, z owym kimś pod postacią rzepa na ogonie. Ochapia mi
      się, że był to facet, dość młody, chyba nawet niewstrętny z wyglądu, niemniej z
      jakiegoś powodu nie życzyłam sobie jego towarzystwa i stąd pomysł mylenia pogoni
      po olfaktorycznej poezji bałuckich podwórek.
      W pewnym momencie dotarłam do podwórka - studni. Nie wiem, czy będę w stanie
      opisać, jak wyglądało, bo nie była to klasyczna studnia z kamienicami ze wszech
      stron... Spróbujmy: po wtargnięciu na podwórko po lewej ręce miałam dość niskie
      szopy (na których dachy zresztą bez najmniejszego problemu się wdrapałam), na
      wprost - coś jakby werandy czy wykusze, nie jestem architektem, ale jak zabudowa
      wyżej ma wystające z oknami, a niżej nie, to to chyba wykusz właśnie? -
      drewniane to było i lubelskie bardzo, a nie łódzkie, skądinąd urokliwe. Zaś po
      prawej stronie parterowa zwarta zabudowa z kilkorgiem drzwi, dość zapuszczona.
      Wszystko to razem przypominało raczej podwórka na Rewolucji niż Bałuty i mam
      pretensje do snu, że nie wziął tego pod uwagę, bo pamiętam, że we śnie to były
      Bałuty właśnie i blisko domu.
      Więc rzep na ogonie lazł za mną po dachach szop, potem przelazłam na zadaszenie
      domniemanych wykuszy i chyba schowałam się za kominem czy anteną, bo się
      wreszcie zniechęcił, zjechał po spadzistym dachu na bruk i zauważywszy mnie z
      sympatią przyjął ode mnie życzenia miłego dnia, wypowiedziane zresztą po angielsku.
      W chwilę potem na podwórko weszły trzy kobiety w różnym wieku:
      czterdziestoparolatka, podlotek i babcia (jak trzy wiedźmy: dziewica, matka i
      starucha). Średnia ze stoliczka pod ich drzwiami zgarnęła pocztę, spojrzała na
      coś, co przypominało zwykły, żółty folder reklamowy i jęknęła ze zgrozą.
      Nastolatka rozumiała i zaczęła kpić: "Ciekawe, które z twoich dzieci ma umrzeć".
      Żart został odebrany przez dwie pozostałe jako kompletnie nie na miejscu,
      gromiły ją spojrzeniami, a ta mała nadal nie dawała wiary w omen zawarty w
      kopercie. Wyglądała skądinąd sympatycznie, chudziutka dwunastolatka w
      przykrótkich rybaczkach i mnóstwem wpinek we włosach - bardziej jeszcze
      dziewczynka niż kobieta. Potem spojrzała pod werandę, na dachu której stałam,
      poza zasięg mojego wzroku, i powiedziała: "o, ktoś postawił znicz przy moim
      nazwisku" i całkiem dorośle ściągnęła usta w dzióbek z zatroskaniem i
      zrozumieniem. Wtedy ta najstarsza, nie wiem, czemu wiedziałam, że niania tej
      małej, zaczęła lamentować "Nie, nie możesz umrzeć! Jesteś na to o wiele za
      młoda!", średnia miała zgrozę w oczach, a mała jednak cały czas niedowierzanie.
      "No, jak ja mogę umrzeć? Co mi się może stać?" - pytała, szeroko gestykulując i
      w tej gestykulacji zahaczając w pewnym momencie o okno w werandzie. Dalej
      wypadki potoczyły się błyskawicznie, posypało się szkło, rozległy się krzyki,
      mała machała pokrwawioną ręką z odciętym palcem, a wyglądało to nieco brzydziej
      niż na reklamach play. Zbiegli się jacyś ludzie gapić się i może ratować i to
      było najgorsze, bo w tym ratowniczym zamieszaniu ktoś robiąc małej sztuczne
      oddychanie wytarzał ją w tym potłuczonym szkle.
      Koniec.
    • maginiak Re: Ayrton Senna poleca 09.05.07, 21:04
      Moje ostatnie trzy noce:
      Byłam z koleżanką Avenidą Paulistą w wielkim browarze żeby kupić precle.
      Szukamy tych precli szukamy a tu nagle pojawia się Tom Cruise. My oczywiście
      stajemy na baczność i gapimy się na niego jak dwie sroki w jednego Toma
      Cruise'a. Ale ten jednak nie wyglada najlepiej. Koszula rozchełstana pod
      szyjką, włosy poczochrane, zarost pięciodniowy. Do tego rzuca biedak oczami na
      wszystkie strony jakby nigdy browaru nie widział. My z Pauliną czaimy się w
      kącie i czekamy co dalej. No i podchodzi do Toma nagle jakiś koleś i zaczyna do
      niego po bawarsku napierniczać, że Tom to wcale nie ma pojęcia o browarnictwie
      i nawet nie wie co to jest tulejek. Tom na to, że to wcale nieprawda, że dobrze
      wie jak się robi browar i że tulejek to to a to. Ale widać że gubi się biedak w
      zeznaniach zupełnie i że nie ma zielonego pojęcia o tulejku.
      Wtedy też postanawiłam wkroczyć do akcji ja. Powiedziałam bawarczykowi kilka
      słów do słuchu, naturalnie w czystej bawarczczyźnie, że to jest przecież słynny
      aktor Tom Cruise i że Bawarczyk nie powinien go poniżać, bo Tom to przecież
      jest Tom. Bawarczyk po chwili konsternacji przyznał mi rację i grzecznie
      przeprosił. A Tom był niezwykle wdzięczny i dał nam autograf, niestety tylko
      jeden na dwie sroki.
      Noc druga:
      Kupiłam białego Saaba 93 od mojego sąsiada i musiałam nim pojechać do rodziców.
      A że kierowca ze mnie niezbyt przedni, wjechałam tem saabem na trawnik i
      skosiłam kilka drzew i żywopłot. W końcu udało mi się jakoś zaparkować. Okazało
      się jednak, że wypada szyba i wszystkie drzwi też już niespecjalnie pasują. Na
      szczęście miałam kilka spinaczy do bielizny w kieszeni, ponaciągałam drzwi i
      szyby, przypięłam i wyglądało to jako tako :)
      Noc trzecia:
      Byliśmy z Yavorem u znajomych i braliśmy udział w tej, no, hmmm, no dobra,
      zapomnijcie ;)
      • huann Re: Ayrton Senna poleca 09.05.07, 21:09
        maginiak napisała:

        > Noc trzecia:
        > Byliśmy z Yavorem u znajomych i braliśmy udział w tej, no, hmmm, no dobra,
        > zapomnijcie ;)

        łeee, znowu Karkówce? :>>>
        • maginiak Re: Ayrton Senna poleca 09.05.07, 21:27
          > łeee, znowu Karkówce? :>>>

          No wiesz, nuda w małżeństwie...
          • huann Re: Ayrton Senna poleca 09.05.07, 21:36
            stare dobre małże...

            jak ja bym chciał pieśni w kukubryku
    • huann sen z Dzikiem Kulistym 23.05.07, 11:58
      szedłem Retkinią między blokami z kolegą z podstawówki. na smyczy prowadził coś,
      co było bardzo opasłe i z tyłu wyglądało niby jak pies. ale po dokładniejszych
      oględzinach z przodu okazało się być dziczkiem okrąglutkim jak balonik, jakby z
      gałązek utkanym. szedł więc sobie dziczek bardzo karnie na smyczy, ale jedno
      ucho miał inne. spytałem kolegi, co jest grane z tym uchem - odrzekł obojętnym
      tonem, że jedno ucho dzik ma z... łabędzia.
      po dotarciu do mieszkania kolegi (jakaś zruinowana, ale zaciszna nora w parterze
      bloku) okazało się, że ciągle ktoś po coś przychodzi i czegoś chce. co więcej,
      na moją komórkę zadzwonił np. ktoś o imieniu "Marines" aż z Finlandii. już
      miałem oddzwonić, na szczęście ktoś mi uświadomił, że to może być kosztowne, a
      ja mam na karcie tylko 20 zł.
      tymczasem dzik okazał się być wielce łaskawy, więc mu pakowałem najpierw palec,
      a potem całą rękę do ryja, a on nie chciał więcej, tylko mlamlał przyjaźnie dary.
      potem zjawiła się Szprota i postanowiliśmy we trójkę+dzik wybrać się na spacer
      na Rudzką Górę. w internecie sprawdziliśmy rozkład jazdy linii autobusowej nr...
      3 (?), która jeździła na Rudzką co 3 godziny. do najbliższego autobusu mieliśmy
      tylko 6 minut, więc puściliśmy się pędem na krańcówkę (tę na Retkini przy
      Maratońskiej) i w pośpiechu pomyliliśmy drogę aż tak, że znaleźliśmy się pod
      wiaduktami na Kaliskiej.
      i wtedy zadzwoniła prawdziwa komórka :(
    • zamek Re: Ayrton Senna poleca 27.05.07, 23:43
      (Z wczoraj na dzisiaj)
      Byłem chyba w banku. W każdym razie w jakiejś instytucji finansowej. Właśnie z
      jakiegoś powodu okazałem się bardzo dobrym klientem i wzmiankowany bank
      postanowił mnie nagrodzić. Nagrodą był przenośny miotacz płomieni w kształcie
      niewielkiego rewolweru. Przyjąłem nagrodę z wdzięcznością i trochę machinalnie
      zacząłem się nią zabawiać: pstrykać cynglem, puszczać dłuższe i krótsze ogniki,
      cały czas przy tym rozmawiając z panem bankowcem. Właściwie niezbyt zdawałem
      sobie sprawę z tego, co robię. W pewnym momencie zauważyłem unoszący się z
      klimatyzatora na ścianie coraz gęstszy dym. Pan bankowiec tylko się uśmiechnął i
      rzekł: "No cóż, teraz jest pan nam winien parę tysięcy..."
      • vauban "Wreszcie kłódka pękła w potężnej dłoni Ayrtona" 13.07.07, 09:30
        Najpierw zapomniałem, a dziś miałem repetę, czyli dosłowną powtórkę snu z
        kwatery u Yavoriusa.
        Śnił mi się powrót z imprezy przez poranną Warszawę, z tym, że prócz Szproty był
        jeszcze Yavorius, w wersji sennej jako właściciel sklepu rybnego, do którego
        zaszliśmy, aby odebrać utarg. Bardzo niesympatyczny ekspedient -
        homoseksualista, po długich negocjacjach w końcu dał Yaworowi pieniądze, i
        rozpoczęliśmy długi i bezowocny spór, dokąd mamy iść na pizzę...
        Bardzo dziwne ryby były w tym sklepie skądinąd.

        Wszystko to jest oczywiście bez sensu, ale repeta oznacza, że coś może być na
        rzeczy. Tylko co ?
        • szprota Re: "Wreszcie kłódka pękła w potężnej dłoni Ayrto 13.07.07, 10:53

          Że następnym razem spotykając się z Yavorem trzeba mu powiedzieć "cześć i dzięki za ryby". Albo, że ryby jeszcze drżą w oceanie...
          • vauban Re: "Wreszcie kłódka pękła w potężnej dłoni Ayrto 13.07.07, 11:56
            A może: "Płyńcie łzy moje, rzekł policjant ?".
            • szprota Re: "Wreszcie kłódka pękła w potężnej dłoni Ayrto 14.07.07, 17:29
              Mam wrażenie skądinąd, że dziś rano dośniłam ciąg dalszy tego snu. Na pewno
              byłeś ty, ja, ryby, Yavorius i zazdrosna o to wszystko Maginiak.
    • szprota Huan się śniło 30.07.07, 00:20

      Masło zwykle kredowe w słonice.
      • huann Re: Huan się śniło - errata 30.07.07, 23:42
        Masło kredowe* zwykłe* w PAPIERKU w słonice.


        *w tej właśnie kolejności :P
    • huann 2 sny 05.12.07, 00:21
      1. zaległy, sprzed dni kilku:

      pakowałem ni to sześcienne plecaki - ni to kartony jedne w drugie ciasno je
      upychając, żeby nic się nie telepało. miejscami zostawało jednak trochę
      przestrzeni, więc jako wypychacz służyły mi żywe czarne koty, które ze
      zrozumieniem i akceptacją pełną łamały się pod kątem prostym na rogach pudeł,
      miaucząc przy tym z głębokiej satysfakcji, że są tak użyteczne.

      2. dzisiejszy:

      Monika Olejnik przyznała się w telewizji, że lubi twórczość Kuby Sienkiewicza.
      została za to dotkliwie pobita przez Mag.gie i pogryziona przez Polę, a
      wszystkiemu z satysfakcją przyglądał się Aard zachęcający okrzykami Wyżej
      Wymienione do czynnej napaści.
      już po wszystkim pani Olejnik pierwsze co zrobiła to o wszystkim napisała na
      swoim blogu i udzieliła wielu wywiadów na ten temat.
      • szprota to się nam Mag.giAardy śnią :) 05.12.07, 00:38
        Bo mnie się z kolei śniło...
        Dziwnie jakoś. Początkiem było to, że ulicę Warszawską przemianowano na ulicę
        Geralta z Rivii, a jedną z odnóg była ulica Berengara (występującego w grze
        wiedźmina, poniekąd konkurenta, a poniekąd preceptora Geralta) i pamiętam, że
        szaleńczo mnie to ucieszyło. Lazłam sobie stamtąd do domu, gdzie czekali na mnie
        rodzice mający ze mną jechać gdzieś do centrum miasta. I oto po drodze pojawił
        się Aard, który postanowił mi potowarzyszyć, tym baardziej chętnie, że na wyrost
        orzekłam, iż rodzice chętnie go podrzucą do celu jego podróży (czy był to
        aardom, czy inna lokalizacja, nie wiem). Aard w drodze ujął mię za rękę i wiódł,
        co przeze mnie zostało potraktowane zupełnie naturalnie i bez żadnych zbędnych
        podtekstów, niemniej wyczułam, że jemu się z tą ręką źle stawia nogi i
        ostatecznie niechętnie wyznał, że istotnie czuje się niekomfortowo wobec Mag.gie.
        [teraz na jawie jestem skłonna to zrozumieć...]
        Doleźliśmy w końcu do mej chałupy - w ogóle ciepło było, maj jakiś, bo
        roślinność w rozkwicie i pachnąco i oparno. Po czem sprawy się zjebały, gdyż
        primo, moja mama jakoś nad wyraz niechętnie odniosła się do kwestii wożenia
        Aarda (co pamiętam jako tak silny dysonans poznawczy, że jeszcze rano miałam do
        mamy o to mglistą pretensję), secundo, znikąd pojawiła się Mag.gie, wyniośle i
        śmiertelnie obrażona za rękę.
        Jednym słowem radość z ulicy Berengara została istotnie zmącona ręką i podwodą.

        mapa.szukacz.pl/#nc=437646&ec=532007&z=2m
        Ulicą Berengara była dzisiejsza Deczyńskiego :)
        • huann Re: to się nam Mag.giAardy śnią :) 05.12.07, 00:47
          szprota napisała:

          > ostatecznie niechętnie wyznał, że istotnie czuje się niekomfortowo wobec Mag.gie.

          a wobec mnie to już nie? :P


          > znikąd pojawiła się Mag.gie, wyniośle i śmiertelnie obrażona za rękę.

          dobrze, że nie przyznałaś w tym momencie, że lubisz twórczość Kuby Sienkiewicza...
          • szprota Re: to się nam Mag.giAardy śnią :) 05.12.07, 13:30
            Co ci poradzę, że we śnienie.
            • mag.giaard szczęście całe 06.12.07, 09:02
              że nam się Mag.giaardy nie śnią :p
              • szprota czy ja wiem 06.12.07, 20:38
                Ładnie się wszak śnicie. Znaczy w formie ładnie, bo w treści to już różnie bywa.
        • aard To symptomatyczne 06.12.07, 09:06
          że przemianowano akurat Warszawską :p
          • szprota Warszawska Warszawską, choć CD Projekt zaiste z Wa 06.12.07, 20:48
            -wy. Ale czemu akurat Deczyńskiego...?
      • huann sen z dziś 05.12.07, 13:27
        jechałem pożyczonym od rodziców maluchem z gronem bliżej niesprecyzowanych
        znajomych z Wrocławia w Karkonosze. droga miejscami biegła przez przepaściste
        bory (dolnośląskie) piaszczystymi duktami borowymi.
        w pewnym momencie dogonili nas moi rodzice innym samochodem i ojciec był bardzo
        gniewny, że musiał przepłaszać niedźwiedzia, który biegał za nami i demolował
        nam tylny zderzak/błotniki/machał łapą tłukąc w tylną szybę i dach, a myśmy nic
        z tym faktem nie robili, bo śledziliśmy na mapie kolejne zawiłe ścieżynki, żeby
        się w drodze w Karkonosze nie pogubić.
        • vauban miś ma na imię Zdziś 06.12.07, 11:11
          Zdziś to mię się śniło takie cuś, że spędzałem wakacje pod namiotem rozbitym na
          zadeptanym trawniku w środku miasta. Miastem był ewidentnie Toruń, lokalizacja:
          przed posesją ul. Przy Kaszowniku 6. O dwie minuty spacerem od mego dawnego
          miejsca zamieszkania, czyli ul. Przy Kaszowniku 27. Zawsze śni mi się to w
          formie koszmaru (znaczy, to byłe miejsce zamieszkania, i nic dziwnego, bo to
          ohydny wieżowiec), ale tym razem koszmar polegał na tym, że wakacje się
          kończyły, i czułem, że trzeba zwinąć namiot, spakować się i te dwie minuty
          poświęcić na marsz do domu. A tak potwornie mi się nie chciało, więc leżałem
          sobie przed namiotem na materacu, i myślałem o tym, jak nieprzyjemne jest to
          całe pakowanie i w ogóle... Że lepiej poleżeć. Tramwaje dzwoniły wesoło, ludzie
          chodzili dookoła, a ja leżałem na wydeptanej trawie i nie byłem w stanie się
          podnieść...
          Dziwny sen o zaniku woli. Czas znów przeczytać Nietzschego i Schopenhauera.
          • huann Re: miś ma na imię Zdziś 06.12.07, 15:10
            vauban napisał:

            > Dziwny sen o zaniku woli.

            to kwestia tego, czyś coś przed snem jod:
            spójrz na toruńskie gołębie!


            a swoją drogą psepysnie cyta się ów sen sepleniąc w dusy z mazurska.
            pocynając od ulicy 'Psy Kasowniku' ;]
          • vauban Jeszcze mi tylko w oku piwnym 13.12.08, 15:10
            Ku wąsom płynie łza przeczysta...

            Sny serialowe, są to sny, które powtarzają się po kilkakroć (nawet w ciągu
            jednego nocoseansu) i mają jakiś_tam_paralogiczny_ciąg_dalszy_nastąpi.

            motto:
            That white house, that dead room
            Even today is surprised, doesn't believe...
            The strangers put their furniture there,
            And they were contemplating it all when leaving...

            Powtarzająca się seria błąkań po labiryntach pokoi, klatek schodowych które
            zaprzeczają prawom fizyki i przejmują zgrozą, plądrowań szaf i kredensów, które
            zawierają zatęchłe garnitury sprzed wieku i paczki zdjęć nieznanych osób, wizje
            odbijania starych pieczęci na dłoni - i ujawniają one niezbadane symbole,
            sugerują głębie, lecz nie wyjaśniają niczego - z tych labiryntów nie ma wyjścia
            innego, jak na dziedzińce usłane złotymi liśćmi października, cudownie spokojne.
            Gdzieś w tle reklamy whisky i lśniące neony Las Vegas.
            • huann ech... 14.12.08, 22:51
              miewam podobnie. ostatnio - niech mnie drzwi ścisną! - śniło mi się nagłe
              podduszanie mła drzwiami od zaplecza przez przebraną w czerwoną sukienkę a'la
              Makowa Panienka panienkę. była to niestara brunetka z grzywką równo przyciętą
              nad brwiami w ośmiokątnych(!) drucianych okularach, a na imię miała BIEDRONELLA...
        • finneznam sen z przedmiesiąca 06.12.07, 13:34
          śniło mi sie, że muszę wstać do pracy, więc choć BARDZO mi się nie chciało, to w
          tym śnie wstaję, myję, piję, wciskam kapelusz na obręcz czołową, wychodzę,
          otwieram bramę, wsiadam w auto, cofam wyćwiczonym ruchem w miejsce, w którym ze
          wstecznego mogę zajedynić, ale nim się śni zajedynianie, to słyszę zgrzyt - co
          choć nie stomatologiczny, to nieprzyjemny.

          potem mi się śniło, że zgrzyt to dlatego, że żona wzięła była swoje auto ze
          zwyczajowego miejsca przestawiła na tor kolizyjny, wyhaczyłem ją w okolice wlewu
          paliwa. bo na jej zwyczajowym miejscu były, śniło mi się, dogorzeliska po
          ognisku liści.

          a potem śniło mi się, że z tydzień później, jak już auto doklepano, to ktoś
          ukradł kratkę ze studzienki na ulicy, i ja rozumiem kraść kratkę, ale po co
          przykrywać ją papierem, to już mi się nie śniło. w każdym razie w dziurę auto
          żony, śniło mi się, wpadło, wskutek czego wpierw trzeba było zawezwać policję,
          potem holownik, i koło zmienić, bo niewulkanizowalne się okazało, a właściwie
          dwa koła, bo takiego jednego już nikt nie produkuje, nawet we śnie, więc trzeba
          najmniej dwa, żeby na oś było. z przodu były nowe koła, śniło mi się, a z tyłu
          stare.

          potem śniło mi się, że jest dzień później i że postanowiliśmy sobie odrobinę
          luksusu podarować, w formie filmu beowulf plus duża kola, i ja pobiegłem pod
          kasy a żona stawiała auto, i podarowaliśmy sobie odrobinę luksusu a choć film
          był taki sobie a po koli chciało się sikać, to potem śniło mi się coś, co w
          życiu by mi się nie śniło: że żona zaparkowała na zakazie i dostała kleszcze od
          straży miejskiej. ale nie była to straż chamska, bo zakleszczyli koła stare, tylne.

          śniło mi się wreszcie, że jak z płaczem wracaliśmy, to jakiś na rondzie prawie w
          nas stuknął i jeszcze miał czelność trąbić, choć to my mieliśmy pierwszeństwo, i
          trąbił tak raz po raz, jadąc za nami, aż się zagotowałem, żeby pokazać mu faka
          przez okno, ale zamiast tego, przyśniło mi się pytanie, czy światła auta są on
          czy off, no i off, we went.
    • szprota sen miaua Miau 08.12.07, 19:50
      zabaweczka.blog.pl/archiwum/index.php?nid=12189690
      Wkleję całość, bo u Miau się archiwizują wpisy
      "(...)
      Akcja działa się w jakimś dużym mieście, jechałam tramwajem na wywiad z
      Bogusławem Lindą. Na miejscu okazało się, że czeka już tam dziennikarka z
      lokalnej łódzkiej gazety (nazwiska nie wymienię). Usiadłam na kanapie, czekając
      na Lindę, a ta dziennikarka powiedziała mi, że nie mogę przeprowadzić z nim
      wywiadu, bo mam NIEOGOLONE NOGI!!! I kiedy spojrzałam na swoje nogi faktycznie
      były nieogolone.
      Ale sie bardzo zdenerwowałam na tę babę i oblałam ją woda mineralną:D i wyszłam
      na przystanek tramwajowy. Na przystanku czekała na mnie motyla-noga,
      powiedziała, ze ta dziennikarka to suka i pojechałyśmy gdzieś pić alkohol.

      Kurtyna.
      Czy ja jestem normalna?

      update:
      Komentarz mojej przyjaciółki vectry. Cytuję: "o qrwa... ty coś łykasz?? na
      trzeźwo takich snów się nie miewa"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka