Gość: PIJANY KSIĄŻĘ
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
09.09.09, 15:35
Murray-Cilic odpuściłem, zajrzałem na chwilę jak idzie, zaskoczenie,
akurat Cilic kończył drugiego seta, a chwilę potem załatwił Szkota
na amen na starcie trzeciego. Szkot miał gębę już tak mocno
niewyraźną, że od razu wyłączyłem i chyba nic nie straciłem.
Zobaczymy czy Cilic z Del Potro będzie też robił za pogromcę i
bohatera, pozwolę sobie wątpić.
Gonzo-Tsonga. Francuz zaczął lepiej, set dla niego, porządnie
serwował, lepsze wrażenie sprawiał. Po szybkim przełamaniu
Gonzaleza, Chilijczyk zaczął wariactwa odstawiać. W pewnym momencie
zaskoczył jednak wszystkich, bo zamiast tradycyjnego zniszczenia
rakiety, starszej Pani z publiczności ją oddał, to zabawne naprawdę
było. W drugim secie Chilijczyk jednak skupił się już bardziej na
grze, prawie się nie mylił. Nietrudno się domyśleć, ze efektownych
akcji i strzałów nie brakowało. W połowie trzeciego seta Eurosport
pożegnał panów i poszedł na Serena-Pennetta, a z Chilijczyka i
Francuza pokazali potem jedynie jeszcze pojedyncze piłki kończące
sety.
Dość bezsensowne ustawienie programu pojedynków zwraca uwagę, albo
na siebie nachodziły, albo nic się nie działo.
Co się rzucało w oczy, to że Tsonga wielokrotnie i w ostatniej akcji
też przy siatce jednak sobie nie radził. Statystycznie tak źle to
nie wygląda, ale kilka razy to były ważne punkty, a w wielu meczach
Tsonga takie rzeczy grał przecież skutecznie.
Serena-Pennetta. Włoszka stawiła bardzo porządny opór, dopiero przy
4-5 nie dała rady utrzymać serwisu. W drugim też walczyła, biegała,
potężne ciosy Sereny wracały i wracały, sporo takich długich wymian
Włoszka wytrzymała, ale jednak opór został złamany. Wynik wyraźny,
ale Włoszka nie ma się czego wstydzić, była walka, a nie egzekucja.
Nadal-Monfils. Myslę, zobaczę pierwszego seta, wygra Hiszpan, to idę
spać. Nic z tych rzeczy, Monfils zaczął naprawdę świetnie, Nadal
jakby poczatkowo pół kroku z tyłu za nim jak idzie o tempo i
dynamikę, na dodatek szybko stracił serwis. Potem się jednak
wyraźnie rozkręcał i było na co patrzeć. Gdy Francuz serwował na
seta, Hiszpan zagrał świetnego gema, odrobił stratę. Tiebreak jednak
dla Monfilsa. Set drugi to była walka na całego. Nie brakowało
długich, porządnych dynamicznych wymian w mocnym tempie, a nie
jakieś ślamazarne puk-puk na środek kortu. Hiszpan coraz częściej
jednak zaczął zapędzać Monfilsa do obłędnego biegania, szybkość i
sprawność Monfilsa należą do najlepszych w tym interesie, ale to
zrobiło w końcu swoje. Jasno trzeba to powiedzieć, że Nadal zamęczył
go bez miłosierdzia. Sam jeszcze kłopoty z zamknięciem seta miał,
ale twardziel dał radę i dalej już z górki było. Monfils po takiej
porcji intensywnego ganiania miał wyraźnie dość i ciemno przed
oczyma i w trzecim secie poległ z kretesem, w czwartym prawie tak
samo, na chwilę tylko Nadal sie zaciął, ale Francuz i tak już nie
był w stanie dotrzymać mu kroku. Bardzo dobre wrażenie Nadal w tym
meczu zrobił, zobaczymy co Gonzalez na to.
Co do dyskusji o błędach wymuszonych i niewymuszonych to ten
pojedynek jest dobrym przykładem na którym można pokazać różnicę. W
pierwszych dwóch setach Monfilsowi naliczono sporo niewymuszonych,
choć one po prawdzie bardziej niż naprawdę własne były wymuszone
przez tempo i dynamikę gry, a w trzecim i czwartym secie to były w
znacznej ilości jego właśnie własne niewymuszone błędy, był
wyczerpany, Nadal niczego specjalnie nie musiał grać, bo Monfils
niczego nie kontrolował, zwykłe, proste rzeczy odpalał, frunęło co
chwila. Tu nie było wielkiej gry, Nadal nie musiał w trzecim i w
czwartym wiele się narobić, bo Francuz pękł fizycznie i poza krótkim
zrywem juz mało co dawał radę zagrać.
Verdasco-Djokovic i Oudin-Wozniacki (to może być naprawdę ciekawe)
zamierzam dziś zobaczyć. Bondarenko z Wickmayer zostawię. Federera z
Soderlingiem też, bo nie spodziewam się po tym niczego specjalnego.
Wyłączając jakąś zupełną katastrofę, Federer jest pewnym
półfinalistą, a potem finalistą jak dla mnie.