Gość: tenisista
IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
31.12.12, 14:10
w tym roku oglądałem inaczej niż do tej pory jedynie zwycięzców, zgodnie z hierarchią oficjalnych rozgrywek, a więc same finały ATP, i WTA oraz Grand Slamy od fazy ćwierćfinałów ale tylko w wykonaniu panów, panie tylko finały no i turniej mistrzyń. w ocenie uwzględniałem nie tylko poziom meczów, ale też transmisji i całości obrazu jaki docierał za pomocą telewizora. wielu meczów nie obejrzałem, bo oglądałem je tylko z odtworzenia, a okazało się że mimo dużego zapasu czasu (nagranie dłuższe średnio 2krotnie od zaplanowanej transmisji) część nagrała się tylko w części albo nie nagrała się w ogóle. to też pokazuje ile czasu musiałby stracić widz, żeby oglądać tenis. jeśli przy samych finałach które nie mają prawa się opóźniać, okazuje się że około połowa nie jest transmitowana o zapowiedzianej porze, a zdarza się że jest to wcześniej nawet, nie tylko później, to co dopiero mówić o oglądaniu rozgrywek w tygodniu? nagranie zaplanowane na godzinę x, a okazuje się że zaczyna się 2 godziny wcześniej, 2 godziny później, a czasami w ogóle się nic nie nagrywa! żeby czas tracić na dopilnowanie trnsmisji live, z zaliczeniem wszystkich reklam których nie można przewinąć i innych przerw, i dłużyzn, poziom tenisa musiałby być chyba niebotyczny. taki jaki grał Rios, no i jeszcze Gonzalez. czy warto robić to dla dzisiejszych "herosów"? z tego co się udało nagrać, absolutnie nie! poniżej ocena meczów które nagrałem tylko w 100%, widziałem jeszcze z 50 innych w częściach, ale raczej nie ma czego żałować!