bejoy
23.01.07, 07:47
Tak sobie siedzę i myślę, że kultura nie zawsze idzie w parze ze zrozumieniem
tekstów mówionych.
A taki przykład Wam podam:
Jest sobie firemka, właściciel w miarę dobrze wychowany, ładnie rozmawia,
tłumaczy "dlaczego", żeby nikt nie mówił, że orzez jak wołami itp.
Używa słów typu: proszę, dziękuję, pzepraszam...
W efekcie każdy z pracowników ma go w... poważaniu.
Któregoś dnia ten sam właściciel dochodzi do wniosku, że ma dość i jeżeli nie
działa kultura, to trzeba się "schamić".
I co się dzieje?
Od momentu rozpoczęcia rzucania mięsem (co człowiekowi niezwyczajnemu
przychodzi dość ciężko) efektywność pracy wzrosła... 10-krotnie!
To nie pomyłka w druku czy piśmie, naprawdę 10-krotnie!!!
Okazuje się, że nie zna juz nikt słowa "za chwilę", "potem", "nie mam czasu",
ale jak szef powie z "dodatkiem" to wykonanie nie odbywa się nawet spacerkiem
(jak to miało miejsce wcześniej), tylko prawie biegiem.
I jak tu byc człowiekiem dobrze wychowanym, skoro to nie pomaga, a wręcz
przeszkadza?
A może wynika to ze specyfiki danej branży?
Jakie są Wasze opinie?