Dodaj do ulubionych

Wspomnienia "expatriate'ów" z pobytu w KA

24.06.06, 13:40
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=12869178&a=44133194
Obserwuj wątek
    • gajasirocco Re: Wspomnienia "expatriate'ów" z pobytu w KA 25.06.06, 10:33
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10662&w=12869178&a=44163313
      • mim05 Wesele 02.07.06, 17:48
        Po kilku dniach już miałem jakie-takie pojęcie o działaniu naszego działu:
        OB czyli transmisji. Szefem był Ibrahim Rashid - lokal, a jego zastępcą Hassan -
        też lokal. O technice nie mieli za dużego pojęcia, (raczej śladowe), ale nie
        usiłowali nas przekonywać, że jest inaczej. Pracą transmisji kierował Fayez,
        Palestyńczyk, który pracował kilkanaście lat u Boscha w RFN w fabryce
        produkującej wyposażenie dla ośrodków telewizyjnych i był żonaty z Niemką. Z
        Fayezem mogłem zatem łatwiej się porozumieć, ponieważ w owym czasie mój
        niemiecki był dużo lepszy, niż angielski, w którym brakowało mi praktyki. Dla
        Fayeza też było wygodniej operować niemieckim. Wykorzystywał więc mnie, gdy
        miał coś do zakomunikowania naszej "polskiej" grupie.

        Któregoś dnia zaproponował mi, abym z nim pojechał do oazy na pustyni, gdzie
        ma się odbyć jakaś impreza, a nasz dział ma ją transmitować. Z ochotą na to
        przystałem, bo to było coś nowego. Oazą był Al Ain, miasto około 200-tysięczne
        położone na granicy z Omanem, a imprezą - uroczystości weselne córki prezydenta
        UAE, (szejka Zayeda bin Sułtana al Nahyan który zmarł jesienią 2004 roku) oraz
        syna szejka Tahnoona z Al Ain.

        Przyjechaliśmy wprost na "pole imprezowe", gdzie odbywały się tańce. Pole
        stanowiło coś, co można przyrównać do dobrze utrzymanego gminnego boiska
        piłkarskiego z trybuną z jednej strony i małym parkiem na zapleczu. Na tym
        boisku tańczyli mężczyźni. Kobiet nie widziałem w ogóle. Część uczestników
        tańca tworzyła czworobok z ramionami o długości 10 - 15 metrów. Wszyscy ubrani
        w galabije, z chustkami na głowach i charakterystycznymi, bambusowymi laskami w
        prawej ręce. Wymachiwali nimi w pionie, śpiewając pieśni o pokaźnej liczbie
        zwrotek. Wewnątrz czworoboku, podrygując przesuwało się kilku muzykantów z
        bębenkami pod pachą jednej ręki, wybijających takt drugą ręką oraz kilku
        tancerzy uzbrojonych bądź to w szablę, bądź w autentycznego Kałasznikowa,
        często pokrytego srebrną lub złotą blachą. Hassan, który też tam był, objaśnił
        mi, że tematem pieśni są przygotowania do walki z wrogiem, lub wspominanie
        zwycięskich walk z przed lat. Opisując to zdarzenie przypomniałem sobie rozmowę
        z Mohammedem Sakerem inżynierem elektrykiem pochodzącym z Kairu odpowiedziałnym
        w Transmisji za zapewnienie zasilania. Miała ona miejsce kilka lat później, ale
        dotyczyła podobnej sytuacji. Obserwowaliśmy tańce i Mohammed zapytał mnie, czy
        rozumiem, o czym śpiewają tancerze. Odpowiedziałem, że oczywiście nie. On na
        to: "Nie przejmuj się. ja jestem Arabem, ale też ich nie rozumiem".

        Przerwano tańce i "służba" (hindusi) wniosła na tacach ryż i gotowane mięso
        wielbłądzie. Miały one średnicę metra, więc na jednej mieściło się ładnych
        kilka kilogramów jedzenia. Nie było oczywiście żadnych łyżek czy widelców.
        Nawet mięso należało rozrywać rękoma. Natomiast przy pobliskim meczeciku była
        umywalnia z bieżącą wodą, więc przed przystąpieniem do posilku wszyscy umyliśmy
        ręce i przepłukali usta. Przy naszej "telewizyjnej" tacy doznałem zaszczytu
        bycia gościem honorowym, bo koledzy na wyścigi lepili mi kulki z ryżu i
        przygotowywali co smakowitsze kąski mięsa. Udawałem, że nigdy inaczej nie
        jadałem, co zostało przyjęte z uznaniem.

        Była już prawie północ, gdy podszedł do mnie Fayez prowadząc jakiegoś
        człowieka i powiedział po niemiecku: "To jest Ahmed, jeden z naszych reżyserów.
        On cię zawiezie do hotelu, bo chyba jesteś dobrze zmęczony. My musimy jeszcze
        zwinąć sprzęt. Nie przejmuj się nim. On zna tylko arabski i do tego nie jest
        najmądrzejszy, więc ci nie będzie marudził". Niestety Ahmed cała drogę coś
        miopowiadał po arabsku i o coś pytał. W hotelu czekał na mnie jednoosobowy
        pokój z łazienką. Kąpiel i szybko spać.

        Wydawało mi się, że ledwo przyłożyłem głowę do poduszki, gdy obudziło mnie
        pukanie do drzwi. Czwarta rano. To Fayez. "Wstawaj, jedziemy na wyścigi
        wielbłądów. Wyścigi odbędą się wprawdzie po wschodzie słońca, ale musimy
        przygotować sprzęt". Uświadomiłem sobie, że na zwrotniku, w czerwcu, dzień trwa
        12 godzin. Od 6-tej rano, do 6-tej wieczór. Chłopcy montują urządzenia, a ja
        zapoznaję się z otoczeniem. Nasze stanowisko odbiornika linii radiowej znajduje
        się tuż przy trybunie, Z odbiornika sygnał telewizyjny rozsyłany jest do
        monitorów umieszczonych na trybunie. Trybuna znajduje się przy linii
        start/meta. Tuż przy torze wyścigu znajduje się asfaltowa jezdnia. po której
        porusza się wóz transmisyjny z kamerzystą usytuowanym na dachu i nadajnikiem
        mikrofalowym przesyłającym sygnał do wspomnianego wcześniej odbiornika. W ten
        sposób widzowie na trybunie mogą na monitorach oglądać "z bliska" sytuację na
        torze. Tor ma długość 8, 10 lub 12 kilometrów w zależności od kategorii
        wyścigu, a ta zależy od wieku zwierząt.

        Spaceruję sobie po terenie, gdy wtem rozlega się głos muezzina wzywającego
        na poranną modlitwę. Zaskoczyło mnie to, ponieważ nie widziałem nigdzie w
        okolicy meczetu. Któryś z kolegów wyjaśnia, że modlitwę może prowadzić każdy
        muzułmanin. Zwykle robi to najbardziej szacowny w danej grupie. Do modlitwy
        wierni ustawiają się w wyrównanych szeregach, twarzą w kierunku Mekki.
        Muzułmanin obowiązany jest odmówić modlitwę pięć razy w ciągu dnia.

        C.d.n.
        • gajasirocco Pisz częściej! 02.07.06, 18:37
          No nareszcie c.d.- już się ztęskniłam za Twoimi opowieściami.
          • tetys Re: Pisz częściej! 02.07.06, 18:47
            Niesamowicie ciekawie wszystko opisujesz. Brakowało nam opisów z tamtych
            regionów arabskiego świata.
            Czekam(i nie tylko ja)na ciąg dalszy!

            Pozdrawiam!
            • myszka-ania Pisz częściej! 02.07.06, 23:38
              Witam!
              Bardzo ciekawy jezyk,milo sie czyta.Prosze(-imy) o wiecej.Pozdrawiam Ania
          • mim05 Wyścigi 04.07.06, 15:38
            W tropikach noc szybko - w ciągu kilkunastu minut - przekształca się w dzień (i
            odwrotnie). Trybuna zapełnia się powoli dostojnymi gośćmi - Arabami w
            galabijach żywo o czymś rozprawiającymi - chyba o zaletach poszczególnych
            wielbłądów. Tor wyścigów ma kształt wydłużonej litery 0 z trybuną u jednego
            boku. Po prawej strony od trybuny zakręt znajduje się stosunkowo blisko; po
            lewej, w oddali widać przesuwane "zwrotnice" które umożliwiają zmianę dystansu.
            Cały tor posiada po obu stronach dość wysokie barierki metalowe i jest wyraźnie
            węższy, niż na przykład tory wyścigów konnych. Start i meta nie znajdują się na
            jednej linii - są one równoległe i oczywiście oddzielone barierką. Linia startu
            zawiera kilkanaście stanowisk oddzielonych barierkami, zamkniętych z jednej
            strony szeroką, barwną taśmą rozpiętą pomiędzy dwoma metalowymi słupami. W
            momencie startu taśma przemieszcza się do góry dając wielbłądom wolną drogę.

            Stopniowo pole startowe (przed linią startu i barierkami) zapełnia się
            wielbłądami z dżokejami na nich i osobami prowadzącymi wielbłądy. Stwierdzam,
            że wielbłądow jest dużo więcej niż stanowisk startowych, a dżokeje są i drobni
            i całkiem "rosłe chłopy". Szczegółów nie jestem w stanie zaobserwować, bo start
            znajduje się w drugiej linii i jest nieco przesunięty w lewo w stosunku do
            trybuny (wyścigi odbywają się zawsze w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek
            zegara) a nasze stanowisko po prawej stronie trybuny.

            Wreszcie, przy akompaniamencie olbrzymiej wrzawy taśma śmiga do góry i
            wielbłądy ruszają. Teraz widzę, że wielbłądy z "rosłymi chłopami", po
            przebiegnięciu około stu metrów zawracają do startu. Aha. To były
            wielbłady "rozbiegowe". Rzeczywiście, przy następnym starcie zaobserwowałem,
            że "rosłe chłopy" ustawiały się za "drobnymi" w ich boksach i w momencie startu
            popędzały wielbłądy tych "drobnych". Teraz obserwuje obraz z kamery
            umieszczonej na wozie transmisyjnym jadącym równolegle do toru (po jego
            wewnętrznej stronie). I ze zdumieniem stwierdzam, że ci "drobni" to dzieciaki
            na oko nie starsze niż osiem - dziesięć lat. Koledzy potwierdzają. To są
            głównie pakistańskie dzieci, bo praca takiego młodocianego dżokeja jest bardzo
            niebezpieczna, więc nie ma mowy, aby dżokejami były dzieci lokali. Zresztą
            wymaganie w stosunku do dżokeja jest bardzo małe. Musi jak najmniej ważyć i
            kijkiem i krzykiem przynaglać wielbłąda do biegu. Chwała za zwycięstwo spada w
            pierwszej linii na właściciela wielbłąda, potem na trenera i wreszcie na samego
            wielbłada. Dżokej, w najlepszym przypadku otrzymuje tabliczkę czekolady.

            C.d.n.
            • gajasirocco Re: Wyścigi 04.07.06, 16:36
              ...bo dżokej to maleńkie dziecko (im mniejsze-tym lepiej)-a takiemu nic się nie
              należy!
              • mim05 Przepraszam 09.07.06, 10:38
                I proszę PT czytelników o cierpliwość. Mam problemy z komputerem. Już był
                gotowy następny odcinek wspomnień, ale został "pożarty". Jak się uporam z tą
                bezduszną maszyną, to obiecuję, będzie c.d.
                Miki
                • gajasirocco Czekamy! I miłego dnia życzymy!!! 09.07.06, 11:29
                  W Twoich opisach jest dobra energia, która rozprzestrzenia się na całe forum!
                  Pisz często i dużo. Dobrze się czyta!
                  Dziękuję w swoim imieniu oraz pozostałych forumowiczów!
                  • stanrick Re: Czekamy! I miłego dnia życzymy!!! 10.07.06, 01:50
                    Na szczescie od ostatniego sezonu juz nie sadzaja biednych
                    dzieciakow.Wielblady sa popedzane przez automaty.Szkoda tylko ze opasli czesto
                    wlasciciele sami sie nie scigaja.Bylaby wieksza uciecha.Nie bardzo wiem
                    dlaczego te opowiesci tak dobrze sie czyta dla coponiektorych zwlaszcza.Czyzby
                    tragiczna sytuacja materialna rodzin z ktorych brane byly dzieci byla taka
                    fascynujaca?
                    • gajasirocco Re: Czekamy! I miłego dnia życzymy!!! 10.07.06, 07:41
                      ...coponiektórym się podoba...więc musisz się z tym pogodzić!
                      Lubimy relacje z różnych krajów arabskich, zwłaszcza takich, do których nie
                      prędko uda nam się dotrzeć!
                      • stanrick Re: Czekamy! I miłego dnia życzymy!!! 10.07.06, 19:40
                        gajasirocco napisała:

                        > ...coponiektórym się podoba...więc musisz się z tym pogodzić!
                        > Lubimy relacje z różnych krajów arabskich, zwłaszcza takich, do których nie
                        > prędko uda nam się dotrzeć!

                        To co moge to tylko ubolewac.Pogodzic nigdy.
                        • gajasirocco Re: Czekamy! I miłego dnia życzymy!!! 10.07.06, 22:39
                          Albo nie czytać wątków, które Cię nie interesują!
                    • mim05 Re: Czekamy! I miłego dnia życzymy!!! 23.07.06, 10:32
                      Drogi Stanrick. Ja opisuję tylko swoje wrażenia/wspomnienia. Wówczas nie
                      wiedziałem nic bliższego o owych dżokejach. Potem dowiedziałem się,że te
                      dzieciaki były kupowane głównie w Pakistanie. Rodzina dostawała "olbrzymie"
                      (jak na miejscowe warunki) pieniądze i nadzieję, że syn, o ile przeżyje i nie
                      będzie zbyt pokiereszowany, to będzie miał szansę zaczepić się w UAE i
                      wspomagać finansowo rodzinę w przyszłości. Od (chyba) 1995 roku wprowadzono
                      obowiązek jazdy w kasku i zaczęto mówić o ograniczeniu (od dołu) wieku dżokejów.
                      P.S. Komputer się ustatkował, ale mam inne kłopociki...
                      • stanrick Re: Czekamy! I miłego dnia życzymy!!! 23.07.06, 14:56
                        Mimie05!Ja doskonale wiem o tym.Moj ostatni komentaz odnosil sie do postu
                        gajasirocco"...coponiektórym się podoba...więc musisz się z tym
                        pogodzić!"...,nie zas do samego faktu istnienia tych zawodow i pisania o
                        nich.Gdyby zas na wielbladach jezdzili osobiscie wlasciciele to byc moze nawet
                        sam bym sie wybral na taka impreze:-)Dobra kielbaska,kaszanka,boczek z grilla i
                        zimne piwko bylyby atutem przemawiajacym nawet do zostania wiernym kibicem
                        ktoregos z garbatych stworzen:-)
        • chaladia Re: Wesele 20.02.07, 17:32
          Witaj!
          W takim razie zapraszam na nasze expatriackie forum:
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10280
    • beduinka up / bt 21.02.08, 00:28

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka