20.05.03, 18:54
IRAK
Obserwuj wątek
    • gree Re: IRAK 22.07.03, 17:24
      Wybieram sie, nazwijmy to:zawodowo, wkrotce. Prosze o rady!!!Rzecz jasna, z
      syt. spol-polit poradzic musze sobie sam, ale w sprawie klimatu, zwyczajow etc.
      Bede w polskiej strefie okupacyjnej/stabilizacyjnej.
      • gajasirocco Re: IRAK 23.07.03, 10:05
        Kraj piękny, ludzie gościnni, serdeczni, lecz dlaczego wybieramy się tam jako
        okupanci?????????????
        • gree Re: IRAK 23.07.03, 12:20
          mhm...tez nie jestem zwolennikiem okupacji (i wczesniej wojny) i na wszeki
          wypadek sie tlumacze:)- nie jestem wojskowym, lecz dziennikarzem
          • gree Re: IRAK 20.08.03, 21:44
            jest tu, w Iraku, bardzo ok:) pozdr z bagdadu
            • beers Re: IRAK 22.08.03, 18:31
              Musze powiedziec, ze Ci zazdroszcze...Moze za pare lat, wybiore sie jako
              turysta...

              pozdr. Marcin
    • beduinka JAPOŃSKIE PIŁKI DO IRAKU 23.11.03, 19:15
      Japonia wyśle do Iraku około 1.000 używanych piłek nożnych i wcześniej
      noszonych strojów sportowych, oświadczyła rzeczniczka Gaimushô, japońskiego
      ministerstwa Spraw Zagranicznych.

      1200 piłek, 5000 koszulek i 400 par używanych butów zebranych przez japoński
      związek piłki nożnej zostanie przewiezionych statkiem do Iraku.

      "W tym sporcie panują bardzo przyjacielskie stosunki, i dlatego postanowiliśmy
      pomóc naszym irackim przyjaciołom w potrzebie" - wytłumaczyła rzeczniczka
      ministerstwa, Maki Kobayashi.

      Transport powinien dotrzeć do Iraku za miesiąc, ale na prośbę irackiego związku
      piłki nożnej zebrane przez Japończyków dary nie zostaną natychmiast
      przewiezione do stolicy, tylko zaczekają na sportowców w Jordanii.

      Japonia nie miała dotychczas szczęścia z Irakiem w piłce nożnej. W październiku
      1993 roku piłkarze tego kraju wygrali bowiem z Japończykami mecz kwalifikacyjny
      do Mistrzostw Świata. Japończycy do dziś uznają go za "tragiczny".

      W irackim mieście Samawa, 270 km na południowy wschód od Bagdadu, przebywa
      obecnie w misji rozpoznawczej około 10 japońskich wojskowych, którzy robią
      rekonesans przed ewentualnym przyjazdem do Iraku japońskiego kontyngentu.


      AFP 2003-11-23
    • beduinka RUCH OPORU 30.12.03, 00:27
      Chcecie zawładnąć naszą ziemią. Nie obchodzi was nieszczęście Irakijczyków.
      Patrzycie tylko na naszą ropę, wyciągacie ręce po cały arabski świat. Uderzacie
      w serce islamu. Ludzie prawdziwej, głębokiej wiary nie mogą się na to zgodzić



      Wyjechaliśmy z Bagdadu rano skromnym, nierzucającym się w oczy samochodem
      terenowym. Jechaliśmy na wschód, do miasta, które dla Amerykanów stacjonujących
      w Iraku jest symbolem nocnego koszmaru. Niebawem byliśmy w okolicach al
      Falludży. Wiedzieliśmy, że Mustafa - nasz przewodnik i kierowca - zna drogę;
      wszak obiecał, śmiejąc się radośnie, że ich spotkamy. Nie wiedzieliśmy jeszcze,
      że jest jednym z nich.

      Gdyby naszą mapą były najstarsze księgi, musielibyśmy uwierzyć, że dotarliśmy
      do miejsca, gdzie rozciągał się biblijny raj. Wielki Eufrat - rozlany, lecz
      wartki w głównym nurcie, bardziej dostojny, groźniejszy niż Tygrys w Bagdadzie -
      nawadnia okoliczne pola. Zielono jak okiem sięgnąć. Wszędzie pysznią się
      palmowe gaje i drzewa pomarańczowe; tu ludzie zawsze mieli pod dostatkiem prosa
      i żyta, zawsze mogli wykarmić owce i stada kóz. Nomadzi, którzy trafiali nad
      Eufrat przed wieloma wiekami, musieli odnieść wrażenie, że po wielu dniach
      spędzonych na bezwodnej pustyni wreszcie doszli do ziemi zesłanej im przez Boga.

      Sam bym nigdy nie trafił

      Szosą, którą Amerykanie i Irakijczycy zwą "drogą śmierci", dojeżdżamy do al
      Falludży. To ważna droga: łączy kilka obozów wojskowych i lotnisko, z którego
      korzystają tymczasowe władze Iraku. Wiedzie przez zazielenioną pustynię równą
      jak stół. Mustafa zwalnia, gdy widzi dziury w asfalcie lub wygładzone pobocze.
      Dziur jest tyle, ile rodzynków w bożonarodzeniowym cieście. Mówi: - Tu były
      miny, które zabiły wielu niewiernych. To miejsce jest ich cmentarzem.
      Amerykanie nie potrafią umierać.

      Miny wysadza się pilotem, takim samym jak do samochodowego zamka. Trzeba go
      tylko trochę przerobić. Pilot kosztuje 33 dolary. Do tego trzeba dodać życie
      żołnierzy i - niekiedy - zamachowców.

      Wjeżdżamy w ulice al Falludży, zakurzone, dziurawe, zasypane odpadkami. W
      przydrożnych herbaciarniach siedzą mężczyźni w czerwono-białych chustach -
      znak, że należą do sunnickiej mniejszości, która za czasów Saddama grała w
      Iraku pierwsze skrzypce. Zatrzymujemy się przy domu na przedmieściu. Młodzi
      chłopcy stojący przed bramą mówią: - Nie ma ich, musicie jechać dalej.

      Znów krążymy ulicami al Falludży. Zajeżdżamy w mroczne podwórka, wjeżdżamy w
      labirynt uliczek, cofamy się. Raz Mustafa prowadzi jak szaleniec, innym razem
      zwalnia, choć na ulicy nie ma ruchu. Cały czas spotykamy młodych chłopców. Nie
      rozumiem, co mówią, lecz czuję, że śledzą nas i wskazują drogę.

      Mustafa staje przed niepozornym domem; nigdy bym tam nie trafił, choć starałem
      się zapamiętać szlak. Zza bramy wychodzi krępy mężczyzna w granatowym dresie.
      Nie może zaprosić nas do środka, mieszkanie jest skromne, a jego żona nie może
      pokazywać się obcym. Nie będziemy też rozmawiać na ulicy - zbyt wielu
      ciekawskich mogłoby nas zobaczyć. Siadamy więc ściśnięci na tylnym siedzeniu
      małej terenówki. Samochód rusza, błądząc dobrą godzinę po ulicach al Falludży.

      Zgodnie z wolą Najwyższego

      Będą mówić obaj: Mustafa i Amir, nowy pasażer w dresie. Nie sprzeczali się, nie
      uzupełniali, nie wchodzili sobie w słowo. Pierwszy czytał myśli drugiego, drugi
      podejmował wątek, który rozpoczął pierwszy. Byli jak jedne usta, zgodni w
      każdym słowie. Nie spierałem się z nimi, nie komentowałem. Chciałem po prostu
      ich wysłuchać.

      - W imię Boga, wielkiego i sprawiedliwego, posłuszni naukom Mahometa, który był
      Jego Prorokiem...

      Spotkaliśmy się z tobą z dwóch powodów. Po pierwsze - chcemy przekazać
      niewiernym nasze posłannictwo; do dzisiejszego dnia żaden dziennikarz z nami
      nie rozmawiał. Po drugie - dotarłeś do nas w sposób niebudzący naszych
      podejrzeń. Przepraszamy cię za niewygody, za to, że mieliśmy ciebie za
      człowieka o podwójnym języku i sercu. Nastały czasy, gdy musimy kryć się przed
      szpiegami, donosicielami, sprzedawczykami. Nie boimy się o siebie; każdy z nas
      chce umrzeć jak męczennik. Ale musimy chronić nasze rodziny. Widziałeś napisy
      na ścianach domów w al Falludży: śmierć zdrajcom, piekło dla kolaborantów. Za
      zdradę i kolaborację musi być kara.

      Uprzedzę twoje pytanie. Nie tęsknimy za Saddamem. Saddam jest samolubnym
      oszustem, człowiekiem, który ukochał siebie ponad wszystko, despotą i tyranem
      zdolnym do największych podłości; wielu z nas cierpiało więzienia,
      prześladowania i tortury, gdy on rządził Irakiem. Nienawidzimy go. Gdy
      wyrzucili go Amerykanie, czuliśmy wielką wdzięczność dla niewiernych. Ale
      lepszy krwawy dyktator niż Amerykanie. Spytasz dlaczego? Bo dla Arabów zawsze
      lepszy jest Arab niż obcy.

      Kiedy zaczęliście się organizować?

      - Gdy w tej wojnie okazało się, że nie idzie o głowę Saddama, ale o podbój
      Iraku. Amerykanie, ale i wy - Polacy - chcecie zawładnąć naszą ziemią. Nie
      obchodzi was nieszczęście Irakijczyków. Patrzycie tylko na naszą ropę,
      wyciągacie ręce po cały arabski świat. Uderzacie w serce islamu. Ludzie
      prawdziwej, głębokiej wiary nie mogą się na to zgodzić.

      Walczymy pod wezwaniem "Allah akbar" - Bóg jest wielki. To nasza nazwa.
      Jesteśmy mudżahedinami. Nie mamy nad sobą żadnej organizacji politycznej, nie
      jesteśmy partią. Polityka nas nie obchodzi. W Iraku nastał czas walki, a nie
      debat i układów.

      Opozycja iracka jest dziś podzielona, nie umie wystawić jednej armii przeciwko
      niewiernym. Dlatego zdecydowaliśmy się stworzyć armię Boga i, jeśli taka będzie
      Jego wola, bić się do ostatniego wojownika. Najważniejsze, że cały czas rosną
      nasze szeregi.

      Tworzymy grupy po sześciu-dziesięciu mężczyzn, najmłodsi mają po 18 lat. Gdy
      jedna grupa nie ma wystarczającej ilości broni, druga musi jej pomóc. Mamy
      między sobą znakomitych specjalistów. Potrafią przerabiać rakiety, normalnie
      transportowane przez helikoptery, na ręczne, bardzo skuteczne wyrzutnie. Umieją
      konstruować bomby i miny. Karabinów mamy w bród. Mamy gazy bojowe i ludzi,
      którzy wiedzą, jak się z nimi obchodzić. Z takimi zapasami możemy walczyć
      jeszcze wiele lat.

      Jeśli ktoś nie może walczyć, a wspiera nasze cele, daje nam pieniądze. Koran
      mówi, że jeśli wspierasz swoim majątkiem świętą wojnę, możesz zaliczyć siebie
      do grona wojowników Boga. Wiele dróg prowadzi do męczeństwa, do chwalebnej
      śmierci, do Raju, jeśli taka jest wola Najwyższego.

      Był między nami męczennik - zabili go Amerykanie - który sam walczył, ale też
      dawał pieniądze na świętą wojnę. Podziwialiśmy go. On sam mówił, że jego wzorem
      jest wielki Osama. Pochowaliśmy go dziś rano w Bagdadzie. Nawet najubożsi z nas
      dołożyli choć parę dinarów na jego grobowiec.

      Są między nami wojskowi - Mustafa był oficerem irackiego wywiadu; są
      sklepikarze, nauczyciele, uczniowie, bezrobotni. Są biedni i bogaci. Nie ma
      wielu szyitów; ich przywódcy zdradzili islam. Wolą pakty, układy z Amerykanami,
      wolą chodzić na smyczy niewiernych. A nas interesuje walka w imię Boga.
      Pragniemy męczeńskiej śmierci w świętej wojnie.

      Dlaczego zaczęliście od al Falludży?

      - Gdyż to szlachetne, uczciwe i cnotliwe miasto. Nie ma tu ani jednego sklepu z
      alkoholem, inaczej niż w Bagdadzie. Wszystkie kobiety zakrywają włosy, jak
      nakazuje Koran, i noszą się skromnie. W al Falludży nie ma miejsca na występek.
      Widzisz te ruiny na rogu? Był tu kiedyś sklep z nieskromnymi ubraniami dla
      kobiet, siedlisko zła i prostytucji. Zniszczyliśmy go.

      Al Falludża nie boi się Amerykanów, to Amerykanie boją się al Falludży. W nocy,
      nad ranem nie wjeżdża tu żaden patrol. W dzień też pokazują się bardzo rzadko.
      Lękają się naszego miasta, bo mają świadomość, że zabijemy ich, jak tylko się
      pojawią.

      Al Falludża należy do Boga. A my zgodnie z wolą Najwyższego przenieśliśmy naszą
      walkę do Bagdadu, do Ramadi, do Tikritu. Dotrzemy też na szyickie południe, do
      Basry. J
      • beduinka RUCH OPORU c.d. 30.12.03, 00:29
        Al Falludża należy do Boga. A my zgodnie z wolą Najwyższego przenieśliśmy naszą
        walkę do Bagdadu, do Ramadi, do Tikritu. Dotrzemy też na szyickie południe, do
        Basry. Jesteśmy gotowi walczyć z niewiernymi na całej arabskiej ziemi, w
        umęczonej Palestynie, w Jordanii, w Arabii Saudyjskiej, w Kuwejcie. Wszędzie
        tam mamy braci - mudżahedinów.

        Mamy wzory, jak postępować

        Jak wygląda Wasza wojna?

        - To wojna zasadzek i pułapek, wojna rozumu, odwagi i wiary przeciwko
        strachowi, bezbożności i tchórzostwu. Nie wolno mi objaśnić ci w szczegółach,
        jak i gdzie uderzamy, jakie stosujemy metody. Powiem tylko, że to mudżahedini
        zaatakowali w październiku bagdadzki hotel al Raszid. Uderzyliśmy w centralną
        siedzibę władz okupacyjnych, zasialiśmy strach w głównej kwaterze niewiernych.
        Nikogo z nas wtedy nie ujęto. Po takich zwycięstwach garnie się do nas coraz
        więcej wojowników.

        Ale to nie my zaatakowaliśmy hotele Sheraton-Isztar i Palestyna. Zrobili to
        ludzie Saddama. My nie walczymy z dziennikarzami.

        Amerykanie mają samoloty i helikoptery. Gdyby stanęli z nami twarzą w twarz,
        już dawno nie byłoby ich w Iraku. Jesteśmy dzielniejsi, odważniejsi. Jesteśmy
        jak wojownicy z czasów Proroka. Stulecia temu wojska Arabów stanęły przeciw
        Persom w wielkiej bitwie pod Kasidiją. Jeszcze przed walką posłańcy żołnierzy
        islamu ponieśli Persom przesłanie: nie lękamy się was, gdyż kochamy śmierć w
        imię Boga tak mocno jak wy wasze życie i majątki. Arabowie odnieśli wielkie
        zwycięstwo. My też wygramy, jeśli taka będzie wola Boga. Nawet z amerykańskimi
        samolotami.

        Co będzie z Irakiem, jeśli wygracie?

        - Nie chcemy władzy, nie interesuje nas polityka. Chcemy tylko, by nasze
        państwo kierowało się zasadami islamu, chcemy koranicznego prawa i porządków,
        pragniemy żyć tak, jak nauczał prorok Mahomet. Irak musi być wierny islamowi.

        Przecież Irakijczykami są również wyznawcy innych religii.

        - Spójrz - nawet w al Falludży mieszkają ludzie, których wiara jest zapisana w
        innych księgach niż Koran. Nie jest ich wielu, nikt im nie dokucza. To dobrzy,
        religijni ludzie. Nic do nich nie mamy. Są naszymi sąsiadami, składają nam
        życzenia w Id al Fitr, my życzymy im pomyślności w ich święta. Wolelibyśmy
        wprawdzie, by byli muzułmanami, by odnaleźli najprostszą ścieżkę ku Bogu. Lecz
        prorok Mahomet nauczał, że nie wolno nikogo zmuszać do zmiany religii.
        Amerykanie mogą uczyć się od nas tolerancji.

        Czy istnieje jakikolwiek kraj islamski, który stanowi dla Was wzór?

        - Nie, nie ma dziś w świecie państwa, na którym można byłoby się wzorować.
        Krajem islamskim jest Arabia Saudyjska. To za mało, bo rządzi nią skorumpowana,
        samolubna klika, amerykańskie marionetki i zdrajcy. Być może taki był
        Afganistan, zanim niewierni nie odsunęli talibów. Lecz zbyt mało o tym wiemy. W
        Iraku Saddama żyliśmy w wielkiej nieświadomości.

        Mamy za to wzory, jak postępować. Jesteśmy dumni z braci Palestyńczyków, którzy
        wolą męczeńską śmierć od żydowskiej okupacji. Jesteśmy dumni z braci Czeczenów
        walczących z Rosją w imię Najwyższego. Jesteśmy dumni z wielkiego Osamy. To
        prawdziwy mudżahedin, wielki wojownik islamu, bohater dżihadu.

        Każdego piątku ulicami Bagdadu idzie marsz przeciwko terrorowi.

        - Organizują go szpiedzy i zdrajcy. To nie my wprowadzamy terror w Iraku.
        Zrobili to Amerykanie, ogłaszając się zdobywcami i krzyżowcami. Amerykanie
        wpadają nocami do spokojnych irackich domów, wywlekają do więzień niewinnych
        ludzi, zabijają ich. Nasze dzieci i żony żyją w strachu. Amerykańska okupacja
        jest jak nóż przystawiony do irackiej szyi.

        Ale tak postępują tylko tchórze. My nie boimy się, pragniemy umrzeć w imię
        Boga, jesteśmy męczennikami. Amerykanie nie zaznają na irackich ulicach chwili
        spokoju. Nawet jeśli wycofają się do baz, dosięgniemy ich i tam. Allah akbar. W
        imię Boga najwyższego i sprawiedliwego, posłuszni słowom Mahometa, który był
        Jego prorokiem. Nie będzie dla nas większego szczęścia niż śmierć w dżihadzie.

        Paweł Smoleński 29-12-2003, GAZETA.PL
    • beduinka Żołnierze w Iraku pobili na śmierć jeńca 04.01.04, 20:13
      Żołnierze w Iraku pobili na śmierć jeńca


      Jeden z grupy 8 młodych Irakijczyków aresztowanych we wrześniu w Basrze na
      południu Iraku został pobity na śmierć przez żołnierzy brytyjskich, pozostali
      także byli bici - podał "Independent".

      Ciało Baha Musy zostało oddane rodzinie pokryte siniakami i bliznami, ze
      złamanym nosem, w trzy dni po aresztowaniu - podał dziennik w artykule swego
      wieloletniego korespondenta z Bliskiego Wschodu Roberta Fiska.

      Autor widział wyniki obdukcji medycznej oraz raport wojskowy, wskazujące na
      ciężkie pobicie, jako przyczynę uszkodzeń ciała zmarłego, ojca dwojga dzieci.

      Brytyjskie władze wojskowe zaoferowały rodzinie Musy odszkodowanie w wysokości
      8 tys. dolarów, z zastrzeżeniem , iż nie ponoszą odpowiedzialności za jego
      śmierć.

      Rodzina postanowiła jednak szukać sprawiedliwości na drodze sądowej, skarżąc
      Brytyjskie Ministerstwo Obrony.

      Rzeczniczka tego ministerstwa odmówiła prasie podania szczegółów sprawy.

      "Nadal trwa prowadzone przez wojskową służbę wewnętrzną dochodzenie w sprawie
      przypadku śmierci, jaki wydarzył się w niewoli" - powiedziała.


      źródło: onet, PAP, jkl /2004-01-04
    • beduinka "Komiczny Ali" powraca na ekrany telewizji 14.01.04, 20:49
      "Komiczny Ali" powraca na ekrany telewizji

      Były iracki minister informacji, Ali Saeed al-Sahhaf, znany jako "Komiczny Ali"
      wraca na ekrany telewizorów – informuje "The Sun". Al-Sahhaf został
      komentatorem arabskiej telewizji Abu Dhabi.

      Al-Sahhaf stał się sławny dzięki konferencjom prasowym podczas wojny w Iraku.
      Jeszcze w dniu, w którym amerykańskie czołgi wjeżdżały do Bagdadu, al-Sahhaf
      mówił dziennikarzom o "zwycięstwie, które odniosła iracka armia".

      Niedługo później sam poddał się Amerykanom. Okazało się jednak, że nie zajmował
      istotnej pozycji w administracji Saddama Husajna i został zwolniony.


      źróło: onet, The Sun, jkl /2004-01-14
    • beduinka Kryjówka Saddama atrakcją turystyczną? 27.01.04, 22:17
      Miejsce, w którym ukrywał się Saddam Husajn może zostać zniszczone, aby nie
      stało się atrakcją turystyczną.

      Główny powodem zniszczenia kryjówki jest obawa przed nasileniem ruchu do wioski
      Adwar, gdzie ukrywał się Husajn. Żołnierze obawiają się, że wizyty turystów
      mogłyby utrudniać ich pracę.

      Na razie nie została podjęta ostateczna decyzja co stanie się z kryjówką.

      Saddam Husajn został schwytany 13 grudnia ubiegłego roku.

      źródło: onet.pl, 2004-01-27
    • beduinka Amerykanie dobijają rannych żołnierzy 27.02.04, 09:03
      Amerykanie dobijają rannych żołnierzy


      Niemiecka telewizja ARD wyemitowała reportaż, który pokazuje, jak amerykańscy
      żołnierze strzelają do rannych Irakijczyków.

      Pierwsza sekwencja pochodzi z 1 grudnia 2003 roku. Zdjęcia nakręciła z
      powietrza kamera zainstalowana na śmigłowcu Apache z 4. dywizji piechoty. Widać
      na nich trzy osoby, które spotykają się nocą w pobliżu zaparkowanych
      samochodów. Na ziemi kładą coś, co żołnierze USA biorą za broń.

      W pewnym momencie załoga śmigłowca dostaje rozkaz zastrzelenia trzech mężczyzn.
      Żołnierze otwierają ogień. Dwóch mężczyzn ginie natychmiast; trzeci, poważnie
      ranny, osuwa się na ziemię.

      Wtedy jeden z żołnierzy pyta przez radio, czy ma ponownie oddać strzały.
      Dostaje odpowiedź "Zabij go". Seria strzałów dosięga rannego mężczyznę. AFP
      pisze, że w sumie Amerykanie oddają setkę strzałów.

      Druga sekwencja została nakręcona kamerą wideo przez telewizję CNN 8 kwietnia
      2003 roku, czyli dzień przed ostatecznym upadkiem Bagdadu. Na filmie widać
      żołnierzy piechoty morskiej, którzy dobijają poważnie rannego Irakijczyka. AFP
      pisze, że widać także radość, jaką sprawia to Amerykanom.

      Zdaniem znawców prawa humanitarnego oba czyny łamią konwencje genewskie i
      stanowią "zbrodnie wojenne". Prawo międzynarodowe zabrania atakowania rannych,
      którzy są niezdolni do walki zarówno podczas wojny, jak i okupacji.

      źródło: onet.pl, PAP/TVN24, JP /2004-02-26
    • padshah historia Iraku 27.02.04, 09:10
      Szukam jakiejś książki o historii Iraku, zwłaszcza XX-wiecznej. Czy możecie coś
      polecić?

      pozdr,
      • beduinka Re: historia Iraku 27.02.04, 09:41
        "Historia Iraku" Marek M. Dziekan
        • padshah dzięki 27.02.04, 11:10
          o to mi właśnie chodziło! :)
    • beduinka Pijani BOR-owcy cofnięci z Iraku 03.03.04, 23:47
      Pijani BOR-owcy cofnięci z Iraku

      Międzynarodowy skandal z udziałem funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu
      Dwaj funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu zostali odwołani z podróży służbowej
      do Iraku. Obaj byli w sztok pijani i wszczęli rozróbę na lotnisku. Jak się
      dowiedzieliśmy, byli brudni i pijani w trupa. Lecieli... osłaniać ambasadora.

      Kpt. Robert S. i Jarosław G. przylecieli do Polski z Iraku na około dwa
      tygodnie, na badania lekarskie.

      Funkcjonariusze wdali się w skandaliczną pyskówkę na jednym z lotnisk w
      Ammanie, gdzie mieli przesiadkę. Jak się dowiedzieliśmy, zabrakło dla nich
      miejsca w samolocie, do którego mieli się przesiadać. Wtedy wszczęli straszną
      awanturę, a ledwo trzymali się na nogach.

      - Kapitan S. ma problemy z alkoholem, o czym wszyscy, z szefostwem włącznie,
      wiedzą. W Iraku rzadko trzeźwiał. Ma problemy w domu (separacja z żoną). Tam
      ochrania ambasadora. Ale dlaczego zwierzchnicy kierują takiego funkcjonariusza
      do tak odpowiedzialnego zadania? - mówią "borowiki".

      Obaj funkcjonariusze otrzymali polecenie natychmiastowego powrotu do kraju.

      Naga prawda

      - Szefostwo BOR podało tę informację do PAP, bo obawiali się, że "Super
      Express" i tak to opublikuje (tak jak opisał inne podobne przypadki), co
      potwierdzi, że w BOR ukrywa się pijackie wybryki podwładnych - mówią nasi
      informatorzy.


      źródło:
      Leszek Misiak
      "Super Express"
    • padshah Beduinko! 04.03.04, 09:07
      Trochę mniej sensacji, proszę!
      Spójrz na źródło tej wiadomości ("SE") i podziel przez 2 albo i 3... ;-)

      A nawet gdyby się takie wypadki od czau do czasu zdarzały, to nie podważa to
      całościowego pozytywnego efektu militarnej interwencji w Iraku. Wydaje mi się,
      że trochę tendencyjnie selekcjonujesz informacje. Oczywiście nie piszę tego po
      to, żeby Cię urazić, po prostu uważam, że warto zwrócić uwagę na pozytywne i
      korzystne dla Iraku aspekty całej sprawy...

      pozdr,
    • padshah Iracka Rada Zarządzająca podpisała konstytucję 08.03.04, 14:57
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1953228.html
    • beduinka Polska strefa: Skazany na 70 razów paskiem 21.03.04, 22:57
      Polska strefa: Skazany na 70 razów paskiem

      W Nadżafie, w polskiej strefie stabilizacyjnej w Iraku, po raz pierwszy od
      kilkudziesięciu lat publicznie wykonano wyrok na sprzedawcy alkoholu. Skazany
      przez sąd religijny sprzedawca publicznie otrzymał 70 razów paskiem.

      Wedle prawa religijnego - szariatu - sprzedaż alkoholu jest zakazana.
      Egzekwowanie szariatu za czasów Saddama Husajna było zabronione i surowo
      karane. Po upadku dyktatury przywódcy szyiccy z Nadżafu przywrócili jednak
      funkcjonowanie religijnych sądów. Wedle rzecznika nadżafskiej hałzy Ahmeda
      Dżafari - skierowano do nich już 7 tysięcy spraw. Odbyło się również około
      tysiąca rozpraw.

      Tym razem, po raz pierwszy szyici zdecydowali się na wykonanie kary publicznie.
      Sprzedawca alkoholu otrzymał 70 razów paskiem. Jego klienci zostali zmuszeni do
      oglądania tego jak wymierzana jest kara.

      Sądy szariackie są nielegalne również wedle zapisów tymczasowej konstytucji
      Iraku. Podobnie zresztą jak zbrojne szyickie milicje. Próby przeciwstawienia
      się ich działaniom, które jak do tej pory w swoim sektorze podjęli jedynie
      Brytyjczycy, napotkały jednak na zaciekły opór. Do zamykania szariackich sądów
      nie kwapi się też nowa iracka policja. Dotychczas próby takich dziań prowadziły
      do krwawych starć.

      źródło: onet.pl, IAR, JP /2004-03-21
    • beduinka Cena fałszywych wyliczeń i błędów 22.03.04, 00:36
      Cena fałszywych wyliczeń i błędów

      Dlaczego proces stabilizacji powojennego Iraku postępuje tak powoli? Pytanie to
      nurtuje dziś wielu polityków, nie tylko amerykańskich. Dla nas też nie jest
      obojętne, szczególnie gdy zbliża się termin przejęcia przez polskie dowództwo
      wielonarodowej dywizji odpowiedzialności za sektor centralno-południowy.

      Początkowo przypuszczano, że Pentagon, Departament Stanu i inne resorty nie
      miały dokładnego planu postępowania po zakończeniu działań zbrojnych. Nie jest
      to jednak prawdą. Niedawno ujawniono, że przygotowania podjęto jeszcze w końcu
      1998 r. Oparto się wtedy na opracowaniach służb wywiadowczych w końcówce
      Pustynnej Burzy w 1991 r., gdy nie wykluczano, że tamta wojna doprowadzi do
      opanowania Bagdadu i obalenia Saddama Husajna. Ponad siedem lat później do
      rozwijania odłożonych na półkę założeń przystąpiły grupy wojskowych i cywilnych
      ekspertów. Koncentrowali się oni na szczegółowych planach dotyczących prawnych
      struktur, konstytucji i systemu politycznego. Potem inni specjaliści zajęli się
      projektami związanymi z reformą banku centralnego i wprowadzeniem nowej waluty.

      KAŻDY SOBIE RZEPKĘ SKROBAŁ

      Kiedy jednak 9 kwietnia br. Bagdad padł, te wielkie plany nie przydały się na
      nic - piszą na łamach "Financial Times" w obszernym raporcie Stephen Fidler i
      Gerard Baker.- Cóż z tego, że konstytucja była przygotowana, gdy nie działały
      podstawowe usługi dla ludności i ludzie w całym kraju nie czuli się bezpieczni.
      Nawet teraz, po czterech miesiącach, dostawy energii elektrycznej nie osiągnęły
      poziomu przedwojennego i szpitalom wciąż brak podstawowych leków, materiałów
      opatrunkowych i narzędzi.

      Pozornie wygląda to tak, że planiści tak się przejęli wielką polityką, iż
      zapomnieli o przyziemnych sprawach. Tak jednak również nie było. Analitycy
      skłaniają się do wniosku, że zawinił brak międzyresortowej koordynacji. M.in.
      Pentagon, który miał początkowo bezpośrednio kierować sprawami irackimi na
      miejscu, nie brał w pełni pod uwagę założeń strategicznych wypracowanych przez
      Departament Stanu. Odpowiedzialność za to spada częściowo na Biały Dom. - Rada
      Bezpieczeństwa Narodowego nie wypełniła swych zadań. Pełniła ona funkcje
      doradcze, zamiast pilnować międzyresortowej współpracy - ocenia Antony
      Cordesman z Ośrodka Studiów Strategicznych i Międzynarodowych.

      JEDNOSTRONNE SPOJRZENIE

      Co gorsza, zdaniem uczestników licznych konsultacji Pentagon zignorował wiele z
      dorobku Departamentu Stanu i oparł się na sugestiach różnych grup doradczych, w
      tym Ahmada Szalabiego, przywódcy emigracyjnej organizacji Iracki Kongres
      Narodowy. Personalnie odpowiadają za to dwaj zastępcy sekretarza obrony -
      Douglas Feith i Paul Wolfowitz. Pierwszemu z nich zarzuca się - relacjonują
      autorzy raportu "Financial Times" - że uważał, iż całą odpowiedzialność za Irak
      szybko przejmie Szalabi i jego IKN, dzięki czemu kraj stanie się demokratyczny,
      zgodnie z amerykańskimi życzeniami.

      Feith teraz odrzuca zarzut, że zbyt polegał na radach przywódcy IKN. Nie
      zmienia to faktu, że w Pentagonie panowało przekonanie, iż wojna odetnie w
      Iraku głowę - to znaczy kierowniczą ekipę Saddama - a cała zarządzająca
      struktura pozostanie na miejscu. Te wyliczenia nie sprawdziły się - cały
      państwowy aparat rozpadł się jak domek z kart, które wciąż trudno pozbierać. Co
      więcej, fałszywa okazała się stawka na Szalabiego, który reprezentował
      wprawdzie silny, ale tylko jeden z kilku nurtów emigracyjnych oraz nie miał
      dostatecznego oparcia i autorytetu w irackiej społeczności. Na miejscowej
      politycznej scenie znacznie ważniejsi stali się lokalni przywódcy - przede
      wszystkim religijni, etniczni i klanowi. Potwierdził to skład powołanej
      niedawno Rady Zarządzającej. Ahmed Szalabi jest jednym z dwunastu jej członków
      i będzie przewodniczył obok ośmiu innych przywódców rotacyjnie przez miesiąc.
      Nawiasem mówiąc, Departament Stanu różnił się z Departamentem Obrony i bardziej
      realistycznie oceniał osobę Szalabiego, odmawiając uznania go za głównego
      przywódcę irackiej opozycji.

      Inną przyczyną powolnego procesu przywracania porządku w Iraku było przyjęcie
      fałszywych, jak się okazało, zadań dla utworzonego Urzędu Odbudowy i Pomocy
      Humanitarnej. Richard Haass, który do czerwca był szefem planowania
      politycznego w Departamencie Stanu, wyjaśnia to tak: - Myśleliśmy, że będziemy
      musieli rozwiązywać kryzys humanitarny. Ale takiego nie było. Przewidywaliśmy,
      że powstanie problem uchodźców. Ten również się nie pojawił. Zakładaliśmy, że
      będziemy mieli do czynienia z ludnością pokonaną i zdemoralizowaną. Nic
      podobnego.

      PODEJRZANI ARABIŚCI

      W Iraku powstały zupełnie inne potrzeby, wywołane m.in. niespodziewanymi
      zniszczeniami wskutek już powojennych grabieży i zniknięciem wszelkich struktur
      zarządzających. A to wymagało znacznie większych nakładów finansowych i
      odmiennych działań organizacyjnych. Jednego i drugiego nie przewidziano,
      realistyczna wizja utonęła w sporach.

      Już w lutym 2002 r. Departament Stanu zaproponował wyłożenie 5 mln dolarów na
      sfinansowanie konsultacji na temat procesu odbudowy politycznej Iraku po
      zakończeniu wojny. Pracami tymi miał kierować Instytut Bliskowschodni, który
      już od dwóch lat organizował wraz z Irakijczykami seminaria poświęcone tej
      tematyce. Pierwsze spotkanie robocze odbyło się 9 kwietnia - dokładnie na rok
      przed upadkiem Bagdadu. Jednakże senacka komisja ds. stosunków międzynarodowych
      nie akceptowała tego przedsięwzięcia, co oznaczało blokadę finansową.
      Przewodniczący komisji, Jesse Helms, uznał bowiem, że Instytut Bliskowschodni
      jest "zbyt proarabski" i zbyt sympatyzuje z demokratami (mimo że w zarządzie
      dominowali republikanie). Departament Stanu zadziałał więc samodzielnie. Przy
      pomocy Instytutu Bliskowschodniego powołał 15 grup roboczych z udziałem
      Irakijczyków żyjących na emigracji i na terenach kurdyjskich północnego Iraku,
      a także ekspertów z innych krajów. Od lata 2002 r. przygotowano wiele
      opracowań, dotyczących m.in. prawa, obrony, rolnictwa itp.

      W Pentagonie Douglas Feith podjął podobne prace dopiero w październiku, gdy
      powstał Urząd ds. Specjalnego Planowania. Następnie tą samą tematyką zajął się
      konserwatywny ośrodek American Enterprise Institute, który włączył do swoich
      prac Ahmeda Szalabiego. I opinie tego gremium znalazły posłuch w Pentagonie.
      Miało to decydujące znaczenie, bowiem w Dyrektywie 24, podpisanej w styczniu
      2003 r. przez prezydenta Busha, właśnie Departamentowi Obrony wyznaczono główną
      rolę w powojennym Iraku. Jak powiedział jeden z przedstawicieli administracji,
      dokument ten przedstawiał powojenny Irak "bardziej jak Japonię i Niemcy niż
      Haiti, Kosowo, czy Bośnię". Inaczej mówiąc, przewidywano, że Irak będzie na
      początku rządzony przez okupanta - z wszystkimi tego konsekwencjami. Nie brano
      pod uwagę, że amerykańskie dowództwo wraz z powołanymi przez siebie
      instytucjami będzie jedynie służyło pomocą i radą, koncentrując się na
      zapewnieniu spokoju, bezpieczeństwa i porządku.

      TEORIA I ŻYCIE

      Dyrektywa 24 powołała do życia wspomniany Urząd Odbudowy i Pomocy Humanitarnej
      na czele z emerytowanym generałem Jayem Garnerem. Zakładał on, że będzie
      funkcjonował tylko przez trzy miesiące, bowiem potem już wszystko samo się
      ułoży. Nie chciał słuchać innych opinii. Jeden z ich rzeczników, Laith Kubba,
      który był czołowym działaczem Irackiego Kongresu Narodowego, ale ustąpił, gdy
      skonfliktował się z Szalabim, w lutym br. dwukrotnie był zaproszony na
      konsultacje w Pentagonie. Ale za każdym razem wypraszano go jeszcze przed
      rozpoczęciem obrad. Zastępca sekretarza obrony Paul Wolfowitz poprosił w lutym
      innego działacza irackiej opozycji, Emada Dhia, by skompletował ok. 150
      rodaków, którzy mogliby zostać doradcami w ministerstwach i we władzach
      prowincji. Dhia przystąpił do działania 10 marca - dziesięć dni przed
      rozpoczęciem wojny. Było
      • beduinka Re: Cena fałszywych wyliczeń i błędów 22.03.04, 00:37
        TEORIA I ŻYCIE

        Dyrektywa 24 powołała do życia wspomniany Urząd Odbudowy i Pomocy Humanitarnej
        na czele z emerytowanym generałem Jayem Garnerem. Zakładał on, że będzie
        funkcjonował tylko przez trzy miesiące, bowiem potem już wszystko samo się
        ułoży. Nie chciał słuchać innych opinii. Jeden z ich rzeczników, Laith Kubba,
        który był czołowym działaczem Irackiego Kongresu Narodowego, ale ustąpił, gdy
        skonfliktował się z Szalabim, w lutym br. dwukrotnie był zaproszony na
        konsultacje w Pentagonie. Ale za każdym razem wypraszano go jeszcze przed
        rozpoczęciem obrad. Zastępca sekretarza obrony Paul Wolfowitz poprosił w lutym
        innego działacza irackiej opozycji, Emada Dhia, by skompletował ok. 150
        rodaków, którzy mogliby zostać doradcami w ministerstwach i we władzach
        prowincji. Dhia przystąpił do działania 10 marca - dziesięć dni przed
        rozpoczęciem wojny. Było to już spóźnione.

        Wojna bowiem potoczyła się inaczej, niż przewidywano i zakończyła się dwa do
        pięciu tygodni wcześniej niż zakładano. Armia iracka rozpierzchła się.
        Amerykanie pochwycili zaledwie 8 tys. jeńców, gdy w 1991 r. ich liczba
        przekroczyła 71 tys. Paul Wolfowitz potwierdził, że pewne założenia nie
        sprawdziły się, co m.in. nie pozwoliło na wykorzystanie irackich sił zbrojnych
        i policyjnych dla zapewnienia bezpieczeństwa. Przyznał, że przed wojną trudno
        było sobie wyobrazić, iż "kryminalny gang sadystów i gangsterów, który rządził
        Irakiem przez 35 lat, będzie kontynuował walkę".

        A brak bezpieczeństwa stał się głównym problemem po wojnie. Zdaniem ekspertów
        wszystko inne, jak starania o przywrócenie zaopatrzenia w elektryczność i
        wznowienie innych usług było podkopywane przez brak bezpieczeństwa. W końcu
        wojny tylko 19 słupów wysokiego napięcia było zniszczonych. Dwa miesiące
        później było ich już 80. Obalili je sabotażyści i złodzieje kradnący miedziane
        przewody.

        Raporty wywiadu donosiły, że po wybuchu wojny tysiące żołnierzy irackich
        przejdzie na stronę Amerykanów. Tak się nie stało - ludzie ci wtopili się
        między cywilów lub przyłączyli się do grup oporu. Zakładano, że iracka policja
        szybko i skutecznie podejmie swoje obowiązki. Planiści nie wzięli jednak pod
        uwagę tego, że Irakijczycy traktują policjantów nawet niższej rangi jako ludzi
        ściśle związanych z obalonym reżimem. Sytuację mogłoby poprawić sprowadzenie do
        Iraku większej liczby żołnierzy amerykańskich. Jeszcze przed wojną domagali się
        tego wyżsi dowódcy, jak szef sztabu armii lądowej gen. Eric Shinseki. Jednakże
        Pentagon był przeciwny. Paul Wolfowitz prorokował: - Jestem pewien, że ludność
        Iraku powita nas jako wyzwolicieli. To sprawi, że nasza liczebna obecność może
        być mniejsza.

        SZANSE BREMERA

        Listę błędów uzupełnia opóźniony przyjazd do Bagdadu Jaya Garnera. Dodatkowo
        znalazł się on w trudnej sytuacji decyzyjnej, bowiem już trzy dni po jego
        przybyciu prezydent Bush zawiadomił, że zastąpi go Paul Bremer. Przez trzy
        tygodnie maja obaj urzędowali w Bagdadzie. Gdy Garner wyjechał, jego Urząd
        Odbudowy i Pomocy Humanitarnej został 16 czerwca zastąpiony Koalicyjną Władzą
        Tymczasową (CPA) na czele z Bremerem. Jest to najwyższy organ odpowiedzialny za
        Irak - z szerokimi, także politycznymi kompetencjami. To Bremer powołał Radę
        Zarządzającą, która przynajmniej na razie nie ma uprawnień wykonawczych, nie
        pełni funkcji rządu. Przewiduje się jedynie, że jej pełnomocnicy przejmą
        ministerstwa, w których już działają doradcy z ramienia koalicji.

        Dopiero od niedawna więc zarysował się plan porządkowania i stabilizacji Iraku
        w oparciu o realia kraju. Różni się on od tego, co usiłowano w Waszyngtonie
        wypiec przed wojną. Przytoczone za relacją "Financial Times" fakty mogą
        zaskakiwać. Dziwi, że w planowaniu działań w powojennym Iraku faktycznie
        odsunięto lub usiłowano odsunąć arabistów i innych znawców Bliskiego Wschodu,
        przede wszystkim jego specyfiku. Nie było to znane wcześniej. Ale już w trakcie
        wojny jeden z polskich arabistów, z którym rozmawiała "TRYBUNA", wyraźnie to
        wyczuł. Analizując przebieg wydarzeń nad Eufratem i Tygrysem, wyraził
        przypuszczenie, że w Waszyngtonie nie słuchano znawców świata arabskiego, lub
        że ci specjaliści są nic nie warci. Okazało się, że było to pierwsze.


        Opracował ZYGMUNT SŁOMKOWSKI

        trybuna

        źródło: www.republika.pl/nowaarmia1/nowaarmia/press/923try090803.htm
        • padshah Jednak... 23.03.04, 11:32
          ...mimo wszystko, uwazam, ze warto bylo zaczynac te wojne.

          pozdr,
    • beduinka Saddam Husajn i inni 25.03.04, 18:46
      Saddam Husajn i inni

      Zmiana wizerunku Saddama

      Opinia o rządach Saddama Husajna w Iraku w ciągu ostatnich 20 lat zmieniła się
      diametralnie. Jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku był postrzegany jako
      ten, który przeciwstawił się Iranowi i idei islamskiej rewolucji. Oznaczało to
      tolerancję dla aktów barbarzyństwa, jakich dopuszczał się wobec współobywateli.
      Dopiero iracka inwazja na Kuwejt w sierpniu 1990 roku i pierwsza wojna w Zatoce
      Perskiej otworzyły światu oczu na jego agresywną politykę.


      JOANNA MODRZEJEWSKA-LEŚNIEWSKA



      Zachodnie media wykreowały Saddama Husajna na wroga publicznego numer 1:
      bezwzględnego tyrana i mordercę. Nie wybielając go, warto się przyjrzeć, czy
      iracki przywódca aż tak bardzo odbiegał od „średniej” dla całego regionu.

      O Saddamie Husajnie przyjęło się mówić jako o dyktatorze – pod tą formą władzy
      rozumie się rządy absolutystyczne, autokratyczne, sprawowane przez jednostkę
      lub niewielką grupę osób, znoszące formalnie lub faktycznie swobody
      obywatelskie. Jednak o byłym przywódcy Iraku należałoby mówić raczej jako o
      osobowości psychopatycznej sprawującej władzę dyktatorską. Wielki polski
      psycholog Kazimierz Dąbrowski charakteryzuje takie osoby jako ludzi
      pozbawionych uczuć wyższych i zdolności współodczuwania, którzy nie obarczeni
      skrupułami potrafią z nadzwyczajną sprawnością wspinać się po szczeblach
      kariery. Trudno wobec człowieka, który rozkazał: Zabierzcie ją i bijcie, póki
      nie zdechnie, używać li tylko terminu „dyktator”. Rozkaz dotyczył
      osiemdziesięcioletniej staruszki, która oskarżyła go o rozpętanie bezsensownej
      wojny z Iranem, na której zginął jej syn. Niezależnie od zbrodniczej natury
      Saddama Husajna, państwo, którym tak bezwzględnie rządził, wpisywało się w
      polityczny krajobraz Bliskiego Wschodu. Spróbujmy więc prześledzić rozmaite
      aspekty polityki obalonego reżimu irackiego i porównać je z sytuacją w
      państwach ościennych.

      W ślady Nasera

      Warto zauważyć, że w krajach Bliskiego i Środkowego Wschodu występują różne
      systemy polityczne. Formalnie Irak i Syria to republiki prezydenckie, Iran –
      islamska republika prezydencka, Arabia Saudyjska – monarchia absolutna, Kuwejt
      i Jordania – monarchie konstytucyjne, a Turcja – republika parlamentarna z
      bardzo istotną pozycją armii. Niemniej wszystkie mniej lub bardziej odbiegają
      od standardów demokratycznych ugruntowanych w Europie czy USA. Poza Turcją,
      Iranem, gdzie bardzo wiele do powiedzenia mają islamscy duchowni, i – od
      niedawna – kontrolowanym przez wojska koalicyjne Irakiem władza w tych krajach
      faktycznie spoczywa w rękach jednego człowieka: prezydenta lub monarchy.
      Wprawdzie jedynowładztwo jest mocno zakorzenione w tradycji politycznej
      regionu, ale do ubiegłego roku Saddam Husajn jako przywódca Iraku miał pozycję
      porównywalną jedynie z władzą prezydenta Hafeza Asada w Syrii. Oba kraje
      różniło jednak to, że w Syrii mordowano przeciwników politycznych, były też
      masowe aresztowania, pokazowe procesy, bezlitosne dławienie wszelkich prób
      społecznego oporu, ale jednocześnie trwała „mała stabilizacja” zwykłych
      obywateli. A tego akurat zabrakło w Iraku.

      Inspiracją dla obu tych przywódców była niewątpliwie działalność prezydenta
      Egiptu w latach 1956–1970 Gamala Abdel Nasera. Naser rządził autokratycznie,
      wprowadził system monopartyjny i uczynił z Egiptu państwo policyjne. W
      polityce zagranicznej dążył do zrealizowania idei jedności arabskiej, czego
      przejawem była unia z Syrią w ramach tzw. Zjednoczonej Republiki Arabskiej w
      latach 1958–1961. Pamiętając, że Saddam Husajn spędził w Egipcie cztery lata
      emigracji (właśnie za rządów Nasera), nawiązywanie do poczynań egipskiego
      przywódcy staje się czytelne. Za najlepszy dowód wzorowania się Husajna na
      Naserze należy uznać inicjatywę zjednoczenia Iraku i Syrii z jesieni 1978 roku.
      Gdyby ten plan został zrealizowany, przed Irakiem otworzyłaby się droga do
      dominacji w świecie arabskim. Ale pomysł spalił na panewce za sprawą samego
      Saddama, który zdał sobie sprawę, że w takim wypadku stałby się we wspólnym
      państwie osobą numer 3, gdyż prezydentura przypadłaby ówczesnemu prezydentowi
      Iraku gen. Ahmadowi Hasanowi al-Bakrowi, a wiceprezydentura syryjskiemu
      przywódcy Asadowi.

      Po przejęciu władzy w kraju w 1979 roku Saddam w polityce wewnętrznej oparł
      rządy na wiernych sobie ludziach, rozbudowując jednocześnie siatkę szpiegów i
      informatorów. Krytykowanie rządu czy żartowanie z Wodza oznaczało karę śmierci.
      [...] Ludzie zmuszani byli wydawać sąsiadów, współpracowników czy członków
      rodziny, którzy wypowiadali się przeciwko państwu. [...] Uczono ich [dzieci –
      przyp. aut.] także donoszenia na własnych rodziców*. Ta cecha dyktatury Husajna
      nie była niczym oryginalnym, gdyż także w krajach ościennych policja polityczna
      była i jest filarem władzy, ale w Iraku niewątpliwie zbliżyła się do
      stalinowskiego wzorca.



      Państwo rodzinne

      Krewni i krajanie Saddama z Tikritu wykorzystywali awanse Saddama dla siebie.
      Część z nich objęła urzędy państwowe, gdzie mieli okazję do wzbogacenia się
      przez łapownictwo i defraudowanie funduszy publicznych, a wielu członków
      rodziny weszło do biznesu. Kuzyn Husajna Kamal al-Madżid otrzymał „osobistą
      prowizję” w wysokości 260 milionów dolarów za sprowadzenie z Chin stu
      dwudziestu rakiet. Syn Saddama Udaj, zarobił miliony na nielegalnym handlu obcą
      walutą, np. dolarami amerykańskimi na czarnym rynku. Transakcje te były
      aprobowane przez jego ojca. Jednakże prawdopodobnie najważniejszym spośród
      tikrytczyków był wuj Saddama Chajrallah Tulfa, który został burmistrzem
      Bagdadu, kiedy partia Baas objęła władzę.

      Taki nepotyzm może wywoływać nasze oburzenie, ale w innych państwach regionu
      bliskowschodniego jest swoistą normą. W większości z nich władza znajduje się
      faktycznie w rękach jednej rodziny, a rządy – jak w monarchii – przechodzą z
      pokolenia na pokolenie. Tak jest choćby w Arabii Saudyjskiej, gdzie pełnię
      władzy dzierży rodzina Saudów. Jej członkowie nie tylko zasiadają na królewskim
      tronie, ale obsadzają także ważne stanowiska państwowe. Np. książę Abdullah to
      nie tylko następca tronu: w 1998 roku stanął na czele Rady Ekonomicznej, będąc
      jednocześnie pierwszym wicepremierem i dowódcą Gwardii Narodowej. Inny członek
      rodziny królewskiej książę Abdullah bin Fajsal Turki przewodził Komisji ds.
      Inwestycji Zagranicznych. Podobnie działo się w Kuwejcie, gdzie członkowie
      rodziny Al-Sabah obsadzali najważniejsze stanowiska.

      Można by to uznać jedynie za przypadłość monarchii, ale podobnie dzieje się w
      Syrii. Wprawdzie państwo oficjalnie jest republiką, ale do 1986 roku brat
      prezydenta Hafeza Asada Rifaat był wiceprezydentem. Co więcej, Hafez Asad
      zdołał zapewnić swojemu młodszemu synowi Baszirowi prezydenturę po swojej
      śmierci. Casus Rifaat Asada, który za próbę puczu musiał uchodzić za granicę,
      można potraktować jako przykład braku lojalności w rodzinie panującej. To
      paradoks – z jednej strony nepotyzm, obsadzanie stanowisk członkami rodziny, z
      drugiej zaś ostra rywalizacja i odsuwanie tych, którzy mogliby zagrozić pozycji
      aktualnego przywódcy. Nie inaczej było w przypadku Saddama Husajna. W 1996 roku
      uciekli do Jordanii dwaj jego zięciowie Husajn Kamil i Saddam Kamil Al-Madżid,
      gdyż obawiali się o swoje życie. Saddam obiecał im nietykalność, jeżeli wrócą
      do kraju. Uwierzyli mu. W parę dni po powrocie do Iraku zostali zamordowani.

      Partia przywódcy

      Prawa człowieka w Iraku nigdy nie były ściśle przestrzegane, ale w czasie wojny
      [iracko-irańskiej] zostały całkowicie zniesione. Nie można było zakładać partii
      politycznych, zgromadzeń i manifestacji zakazano, chyba że były to spotkania
      organizowane przez partię Baas; nie istniała wolność prasy.

      Co do wolności p
      • beduinka Re: Saddam Husajn i inni 25.03.04, 18:47
        Co do wolności prasy i mediów w ogóle – w większości państw regionu praktycznie
        ona nie istnieje albo jest bardzo ograniczona działaniami cenzury. Również w
        kwestii wolności zrzeszania się Irak pod Saddamem nie odbiegał tak bardzo od
        innych krajów arabskich. W Bahrajnie, Kuwejcie, Omanie, Katarze, Arabii
        Saudyjskiej czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich partie polityczne są
        zakazane. Natomiast w Libii obowiązuje podobny model jak w Iraku – jedna
        partia jako podpora władzy przywódcy. Wspierająca Saddama Husajna i będąca
        narzędziem w jego rękach partia Baas (Socjalistyczna Partia Odrodzenia
        Arabskiego) narodziła się w Syrii w latach trzydziestych XX wieku, a władzę w
        Iraku przejęła w lutym 1963 roku, ale jedynie na 9 miesięcy. Pięć lat później,
        w lipcu 1968 roku, Baas ponownie doszła do władzy dzięki zamachowi stanu. Jej
        monopolistyczną pozycję ugruntowała tymczasowa konstytucja. Partia rządziła
        Irakiem za pośrednictwem Rady Dowództwa Rewolucji, która pełniła funkcję
        wykonawczą i ustawodawczą. Baas posługiwała się hasłami panarabizmu, jedności,
        wolności i socjalizmu. W swoim programie głosiła jedną ojczyznę arabską i
        wieczne posłannictwo, podkreślała zasadę solidaryzmu i współpracy, uznawała
        pozytywne wartości islamu. Za cel stawiała sobie walkę z kolonializmem i
        imperializmem. Saddam Husajn, który był zastępcą sekretarza generalnego partii,
        zajął się tworzeniem potężnego i podporządkowanego sobie aparatu
        bezpieczeństwa. Z czasem stał się on podstawą jego rosnących wpływów
        politycznych.



        Szyici i Kurdowie – ofiary reżimu

        Saddam próbował stłumić falę szyickich niepokojów, grożąc i urządzając pogromy.
        Kiedy to nie wystarczyło, próbował ich pokonać, podkreślając własną pobożność i
        przywiązanie do religii. [...] Pomimo to zarówno Irańczycy, jak i podziemie
        szyickie Iraku pozostało w opozycji do Saddama i Baas. Saddam odpowiedział
        egzekucjami setek przywódców szyickich i wygnał około 80 tysięcy szyitów z
        kraju.

        Także w tym aspekcie polityka Saddama Husajna nie była niczym wyjątkowym. Co do
        tolerancji religijnej, to chociażby w Arabii Saudyjskiej mamy do czynienia z
        dużymi ograniczeniami – praktycznie nie wolno wyznawać innych religii niż
        islam, a cudzoziemcy przebywający w tym kraju są objęci wieloma restrykcjami.
        Także Iran nie unikał prześladowania mniejszości religijnych – tu grupą
        poszkodowaną byli bahaici. Za rządów Chomeiniego nie uznawano małżeństw
        bahaickich, konfiskowano mienie, konta bankowe, zabierano kartki żywnościowe,
        nie przyjmowano dzieci do szkół. Były tortury, aresztowania i wyroki śmierci.
        Dopiero po śmierci Chomeiniego władze irańskie złagodziły politykę wobec
        bahaitów.

        Całe osiedla kurdyjskie były ścierane z powierzchni ziemi. W latach 1972–1975
        kilkaset tysięcy Kurdów zostało pozbawionych mienia i wypędzonych do Turcji i
        Iranu. Inni byli przymusowo przesiedlani na pustynne tereny południowego Iraku,
        gdzie rozpraszali się wśród arabskich wiosek z zakazem tworzenia odrębnych
        wspólnot. [...]

        Armia iracka rozstrzelała kurdyjskich jeńców wojennych, zrównała z ziemią wiele
        miasteczek i wiosek kurdyjskich, pół miliona Kurdów zamknęła w obozach
        koncentracyjnych i zastosowała gazy bojowe w kilkunastu miejscowościach
        zamieszkanych przez ten naród. Najstraszniejsze wypadki miały miejsce w marcu
        1988. Samoloty irackie, prawdopodobnie przez pomyłkę, wypuściły gazy bojowe nad
        kurdyjskim miastem Halabdża, zabijając jednego dnia 5000 ludzi i raniąc dwa
        razy tyle.

        Problem Kurdów wykracza daleko poza granice Iraku. Liczący około 16 mln naród
        kurdyjski zamieszkuje również Turcję, Iran i Syrię. Nigdzie jego sytuacja nie
        była dobra. W Turcji do niedawna w ogóle nie uznawano istnienia Kurdów –
        mówiono o nich, że to górale tureccy, którzy utracili turecką świadomość
        narodową. Władze tureckie zabroniły posługiwania się językiem kurdyjskim nawet
        w domach,

        zlikwidowano kurdyjskie szkoły, a za używanie języka kurdyjskiego na ulicy
        groziło więzienie. Polityka asymilacji Kurdów polegała na tym, że przesiedlano
        ich w niewielkich grupach do miejscowości, gdzie automatycznie stawali się
        mniejszością, konfiskowano majątki i ziemię, zmieniano nazwy geograficzne, a w
        końcu zakazano celebrowania świąt narodowych i pielęgnowania odrębności
        kulturalnej. Dopiero w 2002 roku pod naciskiem opinii międzynarodowej nieco
        złagodzono kurs wobec Kurdów – obecnie wolno używać języka kurdyjskiego i uczyć
        go we wschodniej Turcji.

        W Iranie sytuacja Kurdów była lepsza niż w Turcji. Wprawdzie władze odrzucały
        wszelkie kurdyjskie postulaty autonomii, ale po 1988 roku zezwoliły na edukację
        w języku kurdyjskim, wydawanie gazet, książek i czasopism, a także na działanie
        radia i telewizji. Z kolei w Syrii do 1966 roku problem Kurdów oficjalnie nie
        istniał. Później jeszcze się pogorszyło, gdy do władzy doszła panarabska partia
        Baas. Nowe władze traktowały Kurdów jako Arabów syryjskich lub nielegalnych
        cudzoziemców. Dlatego nie wydawano im dokumentów tożsamości, co praktycznie
        prowadziło do wyeliminowania całej nacji z życia społecznego. Dokonywano
        również przesiedleń ludności kurdyjskiej. Sytuacja Kurdów w Syrii uległa
        poprawie po 2000 roku, kiedy władze zezwoliły na edukację w języku kurdyjskim.
        Te przykłady pokazują, że polityka Saddama w wielu kwestiach nie odbiegała
        zbytnio od norm regionalnych.



        Zgubne zapędy

        Co więc spowodowało, że to właśnie przywódca Iraku znalazł się pod pręgierzem
        światowej opinii publicznej? Najbardziej zaszkodził Saddamowi nie tyle terror
        wobec własnych obywateli, ile agresywna polityka zagraniczna i intensywne
        zbrojenia. Irak [...] miał nadzieję przekształcić się w militarnego hegemona w
        rejonie Zatoki Perskiej, czyniąc to, czego nie robiły inne kraje arabskie:
        zaopatrując się w broń jądrową. Pod koniec lat siedemdziesiątych zakupił
        reaktor jądrowy we Francji i rozpoczął budowę elektrowni atomowej Usajrak. Choć
        Saddam twierdził, że reaktor służy do badań naukowych, eksperci dowiedli, że
        wyposażenie jego było znacznie bardziej skomplikowane, niż wymagają tego
        badania, i z łatwością można je wykorzystać do skonstruowania broni atomowej.
        [...] Reaktor został zniszczony w wyniku bombardowania izraelskiego w 1981
        roku.Saddam Husajn powrócił do planów pozyskania broni atomowej, choć nie
        wiadomo, jak daleko posunęły się irackie badania. Irak dysponował także bronią
        chemiczną: napalmem, iperytem, cyjankiem i gazami paraliżująco-drgawkowymi.
        Wykorzystywał ją przeciwko Kurdom i podczas wojny z Iranem.

        Największe obawy budziły terytorialne zapędy irackiego przywódcy, naruszające
        status quo w strategicznym ze względu na ropę naftową regionie. Doprowadziło to
        najpierw do krwawej i wyniszczającej ośmioletniej wojny iracko-irańskiej, a
        później do agresji na Kuwejt. Był to gwóźdź do politycznej trumny Saddama
        Husajna, choć na pogrzeb trzeba było czekać kilkanaście lat. Można jednak
        zaryzykować tezę, że gdyby Saddam sprawował swą dyktatorską władzę takimi
        samymi metodami, ale w miejscu mniej istotnym dla świata, rządziłby jeszcze
        przez wiele lat, a po nim jego synowie i wnuki.

        Cytaty pochodzą z książki Rebeccy Steloff, Saddam Husajn. Absolutny władca
        Iraku (Świat Książki, Warszawa 2002)

        Saddam Husajn - Żywot dyktatora

        Saddam Husajn at-Takrit urodził się 28 kwietnia 1937 roku we wsi Al-Audża koło
        Tikritu na północ od Bagdadu, w bardzo biednej rodzinie chłopskiej. Jego ojciec
        Husajn al-Madżid zmarł albo jeszcze przed narodzinami Saddama, albo wkrótce po
        jego przyjściu na świat. Wychowywała go matka Sucha, a później także ojczym
        Ibrahim Hasan. Dopiero mając 10 lat, w 1947 roku, Saddam Husajn przeniósł się
        do Bagdadu i rozpoczął naukę w szkole. Zamieszkał u wuja Chajrallaha Tulfy,
        który odegrał znaczącą rolę w kształtowaniu jego poglądów politycznych.

        W 1956 roku Husajn wziął udział w pu
        • beduinka Re: Saddam Husajn i inni 25.03.04, 18:48
          W 1956 roku Husajn wziął udział w puczu wojskowym przeciwko królowi Fajsalowi
          II, rok później wstąpił do partii Baas, a w 1959 roku brał udział w zamachu na
          gen. Abdel Karima Kasima. Musiał uciekać za granicę i przez następne cztery
          lata przebywał w Syrii i Egipcie. W 1961 roku podjął studia prawnicze na
          uniwersytecie kairskim, ale ich nie ukończył – honorowy tytuł magistra prawa
          uzyskał w 1970 roku w Bagdadzie.

          W 1963 roku, po obaleniu gen. Kasima, Saddam Husajn wrócił do Iraku i został
          śledczym w więzieniu Kasr-al-Nihaja, zwanym Pałacem Końca. Szybko piął się w
          górę w hierarchii partyjnej: w 1964 roku wszedł do regionalnego dowództwa Baas,
          a dwa lata później był już zastępcą sekretarza generalnego gen. Ahmada Hasana
          al-Bakra. Gdy w lipcu 1968 roku partia Baas ponownie przejęła

          władzę w Iraku, Husajn awansował na wiceprzewodniczącego Rady Dowództwa
          Rewolucji. Odpowiadał za policję polityczną, co z czasem umożliwiło mu
          przejęcie kontroli nad partią.

          16 lipca 1979 roku, kiedy prezydent Al-Bakr podał się do dymisji, wyznaczył
          Saddama Husajna na swego następcę. Husajn skupił w swym ręku pełnię władzy:
          został prezydentem, sekretarzem generalnym partii Baas, szefem rządu,
          zwierzchnikiem sił zbrojnych i przewodniczącym Rady Dowództwa Rewolucji. Już
          rok później wywołał wojnę z Iranem, która trwała do 1988 roku, pochłonęła
          miliony ofiar i wyniszczyła kraj. Pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku
          zadłużenie zagraniczne Iraku sięgnęło 80 mld dolarów.

          By powetować sobie brak politycznych i militarnych sukcesów, dowartościować
          rozbudowaną armię i zasilić podupadającą gospodarkę, Saddam wziął na cel
          sąsiedni Kuwejt, kraj mały, ale bajecznie bogaty. 2 sierpnia 1990 roku wojska
          irackie zajęły emirat. Okupacja była wyjątkowo bezwzględna, znaczona terrorem,
          gwałtami i masowymi rabunkami. Jednak społeczność międzynarodowa ze Stanami
          Zjednoczonymi na czele nie chciała dłużej tolerować agresywnej polityki
          irackiego dyktatora w strategicznym ze względu na ropę naftową regionie
          bliskowschodnim. Z mandatu ONZ powstała koalicja (w jej skład weszły także
          kraje arabskie), której wojska w ramach operacji „Pustynna Burza” w 1991 roku
          wyzwoliły Kuwejt i w pościgu za rozbitą armią iracką wkroczyły do Iraku. Władza
          Saddama Husajna zawisła na włosku, gdyż w tym samym czasie na północy i
          południu kraju wybuchły rewolty Kurdów i szyitów, ciemiężonych od
          dziesięcioleci. Na szczęście dla dyktatora prezydent USA George Bush senior, w
          obawie przed rozpadem Iraku i destabilizacją regionu, polecił wstrzymać
          ofensywę na Bagdad, co pozwoliło reżimowi na stłumienie buntów. Z awantury
          kuwejckiej Saddam Husajn wyszedł osłabiony (musiał się zgodzić na stałą
          obecność w Iraku komisji ONZ ds. broni chemicznej i rozbrojenia oraz na strefy
          zakazu lotów), ale wciąż groźny. Udało mu się skonsolidować wokół siebie armię,
          aparat państwowy i rządzących krajem sunnitów. Propaganda iracka przedstawiała
          wojnę z koalicją jako sukces, podkreślając fakt, że przez sześć tygodni Irak
          bronił się przed koalicją 38 państw.

          Kwestie posiadania przez Irak broni masowej zagłady, wspierania terroryzmu i
          blokowania pracy ekspertów ONZ doprowadziły do kolejnego konfliktu. Wobec
          niewypełnienia przez Irak zobowiązań dotyczących likwidacji broni chemicznej
          Stany Zjednoczone wraz z sojusznikami podjęły akcję militarną. Inwazja na Irak
          rozpoczęła się 20 marca 2003 roku, a zakończyła 1 maja 2003 roku zdobyciem
          całego kraju. Reżim Saddama Husajna rozsypał się jak domek z kart, ale sam
          dyktator umknął z atakowanego przez Amerykanów Bagdadu. Przypuszczano, że
          zginął, ukrył się w okolicach Tikritu lub zbiegł za granicę. Wreszcie, po
          kilkumiesięcznych poszukiwaniach, 13 grudnia 2003 roku Saddam Husajn został
          zatrzymany przez żołnierzy amerykańskich, a 9 stycznia 2004 roku uznano go
          za „nieprzyjacielskiego jeńca wojennego”. Ma stanąć przed irackim sądem. Za
          niezliczone zbrodnie popełnione na własnych obywatelach grozi mu kara śmierci.

          źródło: "Mówią Wieki", JOANNA MODRZEJEWSKA-LEŚNIEWSKA, 2004-02-05
    • beduinka Zagłada Muzeum Starożytności - prawda czy mit? 25.03.04, 18:52
      Zagłada Muzeum Starożytności - prawda czy mit?

      Zrabowane skarby

      O badaniach archeologicznych oraz losach zabytków podczas ubiegłorocznej wojny
      w Iraku z prof. Piotrem Bielińskim, archeologiem śródziemnomorskim, dziekanem
      Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego rozmawia Michał Kopczyński. Zaraz
      po zakończeniu działań wojennych w Iraku oglądaliśmy spustoszenia dokonane
      przez tłum w bagdadzkim Muzeum Irackim. Wkrótce potem prasę obiegły informację,
      że niemal wszystkie zabytki zostały skradzione. Jak to wygląda w
      rzeczywistości?


      PIOTR BIELIŃSKI



      Piotr Bieliński: Trudno mówić o utracie wszystkiego, wszak znajduje się tam
      przeszło 100 tys. obiektów. Z zabytków klasy zerowej, znanych z albumów i
      podręczników, zaginęło jedynie sześć. Kilka innych uległo nie tyle zniszczeniu,
      ile rozsypaniu. Częściowo był to efekt furii rabusiów, częściowo konsekwencja
      rozbicia gablot, co z kolei spowodowało dekompozycję składników użytych przy
      konserwacji. Renowacja tych obiektów wymaga żmudnych i kosztownych prac. Los
      taki spotkał słynną harfę z Ur i wazę Inanny z Uruk. Niektóre z zabytków, które
      zginęły w czasie rabunku, po pewnym czasie odnalazły się w tajemniczych
      okolicznościach. Ich losy są skomplikowane, a podawane wersje wydarzeń pokrętne.


      Rzekome cudowne odnalezienie pod resztkami szaf nie brzmi przekonująco.
      Najważniejszym problemem jest jednak fakt, iż dyrekcja muzeum nie jest w stanie
      doliczyć się wszystkich obiektów, jakie powinny się tam znajdować. Wynika to z
      niedokładnego katalogowania zabytków trafiających tam po 1991 roku, czyli w
      okresie, gdy nakłady państwowe na badania nad archeologią Iraku uległy
      znacznemu ograniczeniu. Wygląda na to, że z magazynów poginęły zabytki
      niezainwentaryzowane. Jeśli w przyszłości pojawią się na rynku antykwarycznym,
      to ich związku z muzeum nie będzie można łatwo udowodnić. Niepozbawione sensu
      jest podejrzenie, iż rabunek był dokładnie i fachowo przygotowany. Stwierdzono,
      że w trakcie grabieży podjęto próbę spalenia katalogów muzealnych. To właśnie
      jest najważniejszy argument przemawiający za tezą, że cały rabunek był akcją
      dobrze zorganizowaną i przemyślaną. Zwykli kryminaliści, nie orientujący się w
      realiach rynku antykwarycznego i muzealnictwa, nie wpadliby zapewne na tak
      przewrotny pomysł. W sumie szacuje się, że zginęło kilka tysięcy zabytków,
      głównie tabliczek zapisanych pismem klinowym. Nikt dziś nie potrafi
      sprecyzować, czy chodzi o 2 czy o 5 tys. Obiekty te pochodziły z wykopalisk
      irackich, często nie były nawet sfotografowane. Jeśli teraz wypłyną na rynku
      antykwarycznym, to ich wartość naukowa będzie mniejsza bez inormacji, gdzie
      zostały znalezione. Wszak większość tabliczek to nie utwory literackie, lecz
      dokumenty życia gospodarczego, które powinny zostać osadzone w konkretnym
      miejscu.

      Jak wyglądały badania archeologiczne w Iraku za rządów Saddama Husajna?

      P.B.: Czasy Husajna trzeba podzielić wyraźnie na okres przed i po wojnie w
      Zatoce Perskiej w 1991 roku. Do 1991 roku archeologię traktowano jako ważny
      element aparatu propagandowego. Jej głównym zadaniem było wzmacnianie dumy
      narodowej Irakijczyków, którzy – jak to dziś widzimy – są podzieleni zarówno
      pod względem wyznaniowym, jak i narodowościowym. Spoiwa narodu irackiego
      poszukiwano w przeszłości, w Babilonie Nabuchodonozora. Do tego potrzebna była
      archeologia i niemałe pieniądze na badania. Te wydzielano hojnie, nawet w
      czasie wojny iracko-irańskiej w latach 1980–1988. Właśnie wtedy rząd iracki
      przeprowadził trzy wielkie, międzynarodowe akcje ratownicze, które przyciągnęły
      do Iraku liczne grono wybitnych badaczy zagranicznych, w tym Polaków.

      Służyły one m.in. pokazaniu, że Irak nawet w warunkach wojennych dba o
      świadectwa swojej przeszłości, bo jest krajem cywilizowanym, przeciwieństwem
      ciemnych ajatollahów irańskich, reprezentujących najgorszą wersję
      fundamentalizmu. Trzeba przyznać, że dla wielu badaczy z całego świata ten
      image był przekonujący. Drugą stroną medalu było poszukiwanie na użytek
      wewnętrzny wielkiej przeszłości narodu. Jest to zresztą sposób traktowania
      archeologii typowy dla wielu krajów Bliskiego Wschodu. Nawiasem mówiąc,
      instrumentalne traktowanie badań archeologicznych nieobce było i Europie.

      Akcja archeologiczna udowadniania polskości ziem zachodnich czy badania w
      okresie poprzedzającym obchody tysiąclecia państwa polskiego są tego
      przykładem, choć stopień kontroli politycznej był mniejszy. W Iraku szczegółowe
      rezultaty badań nie były dla władz najważniejsze. Liczyła się legenda na użytek
      wewnętrzny i reakcja zagranicy. Dlatego badania prowadzono na koszt rządu, a
      archeologom nie brakowało niczego. Wysoki prestiż archeologii znajdował odbicie
      w statusie Państwowej Orgnizacji ds. Archeologii i Dziedzictwa Kulturowego,
      instytucji de facto naukowej, która miała rangę ministerialną. Po wojnie w
      Zatoce skończyły się pieniądze na badania. Status archeologów obniżył się, a
      opłacano ich zgodnie z ynkową wartością znalezisk, które odkryli, co jest iście
      barbarzyńską praktyką. Nie prowadzono sumiennej dokumentacji. Ważne było
      dowiezienie znalezisk do muzeum i obliczenie ich wartości, bo to ona decydowała
      o wysokości premii, przy której pensja miała znaczenie symboliczne. Jedynie
      starsi archeolodzy respektowali zasady postępowania naukowego, młodsi po prostu
      prowadzili łowy na cenne zabytki. Liczba cudzoziemców pracujących w Iraku
      spadła po 1991 roku dwudziestokrotnie. Wpływ na to miały sankcje ONZ. Pozostali
      tylko Japończycy, Włosi i Austriacy, i to w ukryciu, często maskując się jako
      reprezentanci prywatnych fundacji.



      Jak wygląda sytuacja dzisiaj?

      P.B.: Cała organizacja, jaką stworzono za czasów Husajna, legła w gruzach.
      Istnieje wprawdzie Dyrekcja Generalna Starożytności, ale nie bardzo ma czym
      zarządzać. Struktury lokalne w wielu miejscach nie istnieją. Niektóre muzea
      lokalne – np. w Babilonie – uznają zwierzchnictwo Bagdadu, inne – jak w Mosulu –
      starają się wyemancypować. Archeolodzy dostają pensje niewystarczające na
      przeżycie, badań nie prowadzi się i, co najgorsze, nie ma troski o ochronę
      stanowisk archeologicznych. Kwitną wykopaliska rabunkowe, zjawisko, które
      zaczęło się 2–3 lata przed ostatnią wojną. Kopią zwykle okoliczni mieszkańcy, a
      znaleziska wywozi się przez Kuwejt i Jordanię, skąd trafiają do USA i Japonii.
      W Europie raczej się nie pojawiają, bowiem tutaj panuje największe wyczulenie
      na problem pochodzenia zabytków. Jest to tyleż forma ekspiacji za dokonania
      Europejczyków w XIX wieku, co pamięć o licznych przypadkach, gdy obiekty takie
      trzeba było zwracać do krajów pochodzenia. Amerykańskie muzea nie przejmują się
      zbytnio takimi roszczeniami.

      Jaką rolę mogą odegrać Polacy w ochronie i konserwacji zabytków
      archeologicznych Iraku?

      P.B.: Z racji zarządzania przez Polskę jedną ze stref stabilizacyjnych na jej
      dowództwo spadają obowiązki wynikające z ratyfikowanej przez nasz kraj
      konwencji o ochronie dóbr kultury. Literalne spełnienie wymagań konwencji
      oznaczałoby konieczność postawienia posterunków na każdym stanowisku
      archeologicznym, a jest ich w naszej strefie tyle co polskich żołnierzy. Nie
      istnieje iracka administracja, która mogłaby te warunki spełniać, zresztą w
      chwili obecnej są tam zupełnie inne priorytety. Przy dowództwie polskiej strefy
      powołano stanowisko doradcy do spraw naukowo-techniczych, edukacyjnych oraz
      ochrony dziedzictwa kulturalnego, które piastuje archeolog. Jego wysiłki
      skupiają się na zabytkach Babilonu, w którym znajduje się baza sił
      stabilizacyjnych. Dba przede wszystkim o to, aby nasz kontyngent przez
      przypadek nie poczynił szkód, tylko tyle bowiem może zrobić jedna osoba. Władze
      wojskowe wykazują zrozumienie dla postulatów zgłaszanych przez środowisko
      archeologiczne. Zapewniają, że będą poświęcały duż
      • beduinka Re: Zagłada Muzeum Starożytności - prawda czy mit 25.03.04, 18:54
        P.B.: Z racji zarządzania przez Polskę jedną ze stref stabilizacyjnych na jej
        dowództwo spadają obowiązki wynikające z ratyfikowanej przez nasz kraj
        konwencji o ochronie dóbr kultury. Literalne spełnienie wymagań konwencji
        oznaczałoby konieczność postawienia posterunków na każdym stanowisku
        archeologicznym, a jest ich w naszej strefie tyle co polskich żołnierzy. Nie
        istnieje iracka administracja, która mogłaby te warunki spełniać, zresztą w
        chwili obecnej są tam zupełnie inne priorytety. Przy dowództwie polskiej strefy
        powołano stanowisko doradcy do spraw naukowo-techniczych, edukacyjnych oraz
        ochrony dziedzictwa kulturalnego, które piastuje archeolog. Jego wysiłki
        skupiają się na zabytkach Babilonu, w którym znajduje się baza sił
        stabilizacyjnych. Dba przede wszystkim o to, aby nasz kontyngent przez
        przypadek nie poczynił szkód, tylko tyle bowiem może zrobić jedna osoba. Władze
        wojskowe wykazują zrozumienie dla postulatów zgłaszanych przez środowisko
        archeologiczne. Zapewniają, że będą poświęcały dużo uwagi kwestii transportu
        przez punkty kontrolne kradzionych zabytków.

        Pełniejsze zabezpieczenie zabytków i ewentualne wznowienie badań wymaga przede
        wszystkim zmiany ogólnych warunków panujących w Iraku, poważnych inwestycji
        oraz współpracy z partnerami irackimi, z którymi polscy archeolodzy mają
        kontakty. Zapewne należałoby podjąć działania w celu dokształcenia młodszych
        archeologów irackich, i to nie tyle w Polsce, ile w ramach tamtejszych struktur
        uniwersyteckich. Nie stać nas natomiast na pomoc w konserwacji zabytków, które
        uległy uszkodzeniu, bo są to kwoty idące w miliony dolarów. Tylko na odbudowę
        pracowni konserwatorskiej w Bagdadzie Japonia przekazała 4 mln dolarów.

        W ostatnich dniach światem wstrząsnęła tragedia zabytkowego irańskiego miasta
        Bam, zniszczonego doszczętnie w wyniku trzęsienia ziemi. Prezydent Iranu
        zapowiedział jego odbudowę w ciągu dwóch lat. Czy jest to zadanie realne?

        P.B.: Zabytkowa część miasta była wpisana na listę światowego dziedzictwa
        kultury UNESCO. Mam wrażenie, że deklaracja o odbudowie miała charakter
        psychologiczno-propagandowy. Irańczycy są w stanie to zrobić, dysponują zarówno
        odpowiednią kadrą, jak i zapewne środkami, ale jest to wyzwanie gigantyczne.
        Niestety, miasto nie było dobrze udokumentowane. W wielu fragmentach będzie to
        więc z konieczności rekonstrukcja oparta na domysłach. Z wieloma zabytkami
        pozaeuropejskimi jest podobnie, póki stoją, nie ma problemu, ale w przypadku
        tragedii wychodzi na jaw brak dokumentacji. Sądzę, że jest to pole do popisu
        dla UNESCO, które wpisując zabytek na listę dziedzictwa światowego, powinno
        pomagać, także finansowo, w jego właściwym zdokumentowaniu.

        Dziękuję za rozmowę

        źródło: "Mówią Wieki", PIOTR BIELIŃSKI, 2004-02-09
    • beduinka Dawno temu pod Karbalą 25.03.04, 19:03
      Dawno temu pod Karbalą

      Historia szyitów: Honor i plemienna lojalność

      O szyitach słyszymy każdego dnia w medialnych przekazach z Iraku, zwłaszcza że
      zamieszkują oni zwarcie tzw. polską strefę bezpieczeństwa. Początki tego odłamu
      islamu sięgają drugiej połowy VII wieku, kiedy wśród arabskich muzułmanów
      trwała zaciekła rywalizacja o schedę po Mahomecie. Omajjadzcy kalifowie, którzy
      przejęli władzę w Bagdadzie, odrzucali roszczenia Husajna, wnuka Proroka, syna
      Alego i Fatimy. Ten więc postanowił przywrócić „boski porządek” siłą.


      JERZY ROHOZIŃSKI



      Historia Husajna przypomina orientalny romans rycerski: ckliwy i patetyczny,
      ale okrutny. I bardzo arabski – przepojony ideałami honoru i lojalności
      plemiennej. Ósmego dnia miesiąca Zu’l-Hidżdża 61 roku ery muzułmańskiej, czyli
      10 września 680 roku, Husajn wyruszył z Mekki wraz z grupą krewnych i
      przyjaciół, kierując się do miasta Kufa w południowym Iraku. Jego mieszkańcy
      zaofiarowali mu pomoc w walce z Omajjadami o sukcesję po Proroku i poprosili,
      by objął nad nimi przywództwo. Drugiego dnia świętego dla Arabów miesiąca
      Muharram oddział rozbił namioty na równinie pod Karbalą, 70 km na północ od
      Kufy i 20 km na zachód od Eufratu. Husajn wysłał do miasta kuzyna Muslima Ibn
      Akila, by sprawdził na miejscu, jak wygląda sytuacja. Mieszkańcy Kufy powitali
      go owacyjnie i złożyli przysięgę na wierność wnukowi Proroka. Wtedy jeszcze nic
      nie zapowiadało tragedii.


      Tymczasem omajjadzki namiestnik Ubajd Allah Ibn Zijad kazał schwytać i
      ukrzyżować Muslima, a jego odciętą głowę wysłał do Damaszku. Przerażeni i
      zastraszeni mieszkańcy Kufy odmówili zbrojnego wsparcia Husajnowi. Chcieli żyć.
      Gdy wieści o tym dotarły do Husajna, ten w nocy przed dziesiątym dniem Muharram
      zebrał swoich ludzi i wygłosił do nich przemowę: Wiem, że nie ma godniejszych
      towarzyszy od moich [...] Myślę, że jutro nadejdzie nasz kres [...] Proszę was,
      byście mnie zostawili samego i wyjechali stąd dla waszego bezpieczeństwa.
      Zwalniam was od waszych zobowiązań wobec mnie i nie trzymam was tu [...]
      Możecie wziąć też moje dzieci, by zachowały swoje życie. Z wyjątkiem kilku osób
      wszyscy zostali.

      Oddział liczył 72 ludzi: 32 konnych i 40 piechurów. Rankiem następnego dnia –
      jak głosi tradycja – Husajn przywdział szaty Proroka, wyperfumował się piżmem i
      dosiadł konia, dzierżąc w dłoni Koran. Tymczasem na horyzoncie pojawiła się
      armia Omajjadów. Żołnierze, jak to było w arabskim zwyczaju, przed starciem
      wykrzykiwali obelgi pod adresem przeciwnika. Czekali, aż Husajn się przestraszy
      i zrezygnuje ze swych pretensji do sukcesji. Tak się jednak nie stało.

      Bitwa trwała do zachodu słońca. Towarzysze Husajna ginęli jeden po drugim.
      Wieczorem na polu bitwy został już tylko on sam i jego przyrodni brat Abbas,
      znany ze swej siły i piękna. Abbas wdarł się mężnie w szeregi przeciwnika, ale
      tylko po to, by znaleźć tam śmierć. Osamotniony i ranny, Husajn wycofał się do
      namiotu, gdzie znajdował się jego malutki synek, płaczący z pragnienia. Za nim
      wpadli żołnierze. Nie mieli litości dla dziecka, które przeszyła strzała.
      Krwawiący i załamany ojciec usiadł przed namiotem, czekając na swój koniec.
      Jednak żołnierze bali się podejść do niego. Żaden nie miał dość odwagi, by
      przelać krew wnuka Proroka. W końcu Husajn rzucił się na nich, czym
      przyspieszył swą śmierć. Wrogowie zadali mu 33 rany i 34 uderzenia, odrąbali
      rękę, a poszatkowane ciało stratowali końmi. Wszystko na oczach kobiet i dzieci
      z obozowiska. W końcu jeden z żołnierzy ściął Husajnowi głowę.

      Dwa dni później ciała pomordowanych pochowali ludzie z pobliskiej wioski. W
      miejscu pochówku stanęło później najświętsze dla szyitów sanktuarium –
      mauzoleum w Karbali. W środku znajduje się sarkofag okryty płótnem, przed
      którym płoną świece zapalane przez pobożnych pielgrzymów. W 850 roku na rozkaz
      kalifa Al-Mutawakkila grób Husajna zniszczono, zaorano i obsiano. W następnym
      stuleciu odbudował go i ozdobił pomnikiem Adud ad-Daula, władca z szyickiej
      dynastii Bujjidów. W 1009 roku jeden z szyickich wezyrów nakazał, by ciało
      Husajna przewieźć po śmierci do Karbali. Bliskie sąsiedztwo świętych zwłok
      pomaga szybciej dostać się do Raju. Ale wróćmy do roku 680.

      Mściciele Huseina

      Po bitwie pod Karbalą i zabiciu Husajna kawalkada zwycięzców wyruszyła do Kufy,
      wioząc głowy pokonanych nadziane na włócznie. Za nimi podążała grupa
      lamentujących kobiet z rodu Proroka. Prawdziwa via dolorosa świętej rodziny.
      Głowę Husajna przez kilka dni wystawiano na widok publiczny w Kufie, po czym
      odesłano do Damaszku, na dwór kalifa Jazida ibn Muawiji z dynastii Omajjadów.
      Znienawidzony i wyklinany potem przez wszystkich szyitów kalif umieścił
      pozostałych przy życiu przedstawicieli Domu Proroka, czyli tych, co przeżyli
      masakrę, w Mekce, by zapomnieli o swych pretensjach do władzy. Miejscem
      spoczynku świętej dla szyitów głowy pozostają do dziś podziemia dziedzińca
      meczetu Omajjadów w Damaszku. Według innych przekazów trafiła ona najpierw do
      Askalonu w Palestynie, po czym została wywieziona przed krzyżowcami do Kairu i
      ma tam być do dziś przechowywana w niewielkim sanktuarium Maszhad al-Husaini w
      pobliżu słynnego meczetu al-Azhar. W X wieku posiadaniem głowy „księcia
      męczenników” szczycił się też pewien klasztor suficki nieopodal Marwu w Azji
      Środkowej. Cóź, w islamie, tak jak w chrześcijaństwie, relikwie mnożyły się jak
      grzyby po deszczu.



      Niedługo potem mieszkańcy Kufy, przerażeni konsekwencjami swego tchórzostwa,
      utworzyli tajny ruch pokutników (tawwabun). Przysięgali uroczyście: Na Boga,
      nie ma innej drogi, byśmy się oczyścili z grzechu, jak tylko zabić wszystkich
      jego morderców i ich ludzi albo samemu dać się zabić. Zapewne robiąc tak
      sprawimy, że nasz Pan wybaczy nam nasz grzech. Trzy lata później, gdy zmarł
      znienawidzony kalif Jazid, ruch się ujawnił i zaczął kaptować nowych
      stronników. Oddział pokutników wyruszył w kierunku Syrii z mocnym
      postanowieniem pomszczenia masakry pod Karbalą. Po modlitwie nad grobem Husajna
      starł się z przeważającymi siłami syryjskimi. Zginęli prawie wszyscy uczestnicy
      wyprawy, ale ślub został wypełniony. Tak narodził się szyizm, już nie tylko
      ruch polityczny zwolenników Alego (wziął nazwę od słów szi’at Al’i – „partia
      Alego”), ale także nowa forma islamskiej religijności, dla której centralnym
      wątkiem stało się rozpamiętywanie tragicznej i męczeńskiej śmierci jego syna
      Husajna. Była to religijność pokuty, żalu, rozpaczy i samoofiary.

      Pierwsza historyczna relacja o tych wydarzeniach pochodzi od kufijskiego szyity
      Abu Mikhnafa (zm. 774), który spisał istniejącą już ustną tradycję. Z jego
      zbiorku będą korzystać prawie wszyscy późniejsi historycy, zarówno sunniccy,
      jak i szyiccy. Począwszy od XIII wieku historyczne relacje z bitwy pod Karbalą,
      już nieco udramatyzowane i zabarwione elementami hagiograficznymi, zaczynają
      jeszcze bardziej obrastać legendą. Rozrastają się opowieści o dzieciach, o
      dzielnym Abbasie. Pojawia się kolejny bratanek Husajna Kasim, piękny młodzian,
      który ginie w dzień swych zaślubin, a jego wesele zamienia się w pogrzeb i
      niedoszłego pana młodego wnoszą na marach. Wszystko nabiera wymiaru
      teologicznego i uniwersalnego. Tragiczna historia Husajna miała być znana już
      na początku świata. Bóg objawił ją za pośrednictwem archanioła Gabriela
      Prorokowi, który zaczął wtedy szlochać. Cała natura uczestniczy w kosmicznym
      dramacie. W dzień tragedii cały widzialny i niewidzialny świat miał się
      pogrążyć w żałobie: Raj i Piekło, Siedem Niebios i Siedem Ziemi wraz ze
      wszystkimi mieszkańcami. Sama Karbala zaś miała zostać miejscem świętym (haram)
      już 24 tys. lat przed tym, nim Bóg stworzył Kaabę. Szyici wierzą, że gdyby
      doszło do trzęsienia ziemi, Bóg uniesie Karbalę do rajskich ogrodów. Bóg
      ob
    • beduinka Piosenka Kazika 08.06.04, 22:59
      Bagdad

      słowa: Kazik Staszewski
      muzyka: J. Kufirski
      album: Spalam się



      Witaj żołnierzu, jestem twoim karabinem
      Jesteśmy tu po to, by działać obaj razem
      Szalony fanatyk we krwi po szyję
      Zniszcz go, zanim on cię zabije
      Umowy naszych władców, tracą zyski
      Musimy to zrobić w imię korzyści
      Jesteśmy aktorami wielkiego spektaklu
      Peter Arnett nadaje z Bagdadu

      Hej, ty żołnierzu, nie zapomnij o mnie
      Jeśli wrócisz do domu, kiedykolwiek
      A teraz szykujcie się do wielkich czynów
      Matki, szykujcie na wojnę swoich synów
      I pamiętaj, Bóg zawsze jest z nami
      Tak jak teraz, tak i przed wiekami
      On ci pomoże, walcz w imię Boże!
      Giń w imię Boże!

      Ta wojna nie jest dla wolności
      To wojna dla korzyści!
      Ta wojna nie jest dla wolności
      To wojna dla korzyści!
      Ta wojna nie jest dla wolności
      To wojna dla korzyści!
      I ta wojna nie jest Boża!
      To wojna o ropę blisko morza

      Hej, ty żołnierzu, nie zapomnij o mnie
      Jeśli wrócisz do domu, kiedykolwiek
      A teraz szykujcie się do wielkich czynów
      Matki, szykujcie na wojnę swoich synów
      I pamiętaj, Bóg zawsze jest z nami
      Tak jak teraz, tak i przed wiekami
      On ci pomoże, walcz w imię Boże
      Giń w imię Boże!

      Hej, ty żołnierzu, nie zapomnij o mnie
      Jeśli wrócisz do domu, kiedykolwiek
      A teraz szykujcie się do wielkich czynów
      Giń w imię Boże!
      I pamiętaj, Bóg zawsze jest z nami
      Tak jest teraz, jak i przed wiekami
      On ci pomoże, walcz w imię Boże
      Giń w imię Boże!

      I teraz nie myśl, że chciałbyś do domu
      Nawet przez chwilę, tak po kryjomu
      Gdy cię filmują, to się uśmiechaj
      Pamiętaj, jesteś po stronie słusznej
      Słuszna strona zwycięstwo ma za sobą
      Twoich wrogów na stracenie wiodą
      Największe przedstawienie XX wieku
      Peter Arnett nadaje z Bagdadu

      Ta wojna nie jest dla wolności
      To wojna dla korzyści!
      Ta wojna nie jest dla wolności
      To wojna dla korzyści!

      He, tak, ty, ty...
      Hej, ty żołnierzu, nie zapomnij o mnie
      Jeśli wrócisz do domu, kiedykolwiek
      A teraz szykujcie się do wielkich czynów
      Matki, szykujcie na wojnę swoich synów
      I pamiętaj, Bóg zawsze jest z nami
      Tak jest teraz, jak i przed wiekami
      On ci pomoże, walcz w imię Boże!
      Giń w imię Boże!
      Giń w imię Boże!
      On ci pomoże, walcz w imię Boże!
      Giń w imię Boże!
      On ci pomoże, walcz w imię Boże
      Giń w imię Boże! Tak, tak, tak!
      On ci pomoże, walcz w imię Boże
      Giń w imię Boże!
      Bóg zawsze jest z nami
      Tak jest teraz, tak i przed wiekami
      On ci pomoże, walcz w imię Boże!
      Giń w imię Boże!
      Giń w imię Boże!
      Walcz w imię Boże!
      Giń w imię Boże!
      Giń w imię Boże!
      Walcz w imię Boże!
    • beduinka Religijno-polityczni przywódcy szyitów irackich 16.10.04, 14:15
      Marek M. Dziekan

      Religijno-polityczni przywódcy szyitów irackich w XX w.


      Dzieje szyizmu na terytorium nazywanym obecnie Irakiem[1] sięgają niemalże
      samych początków islamu. Z Mezopotamią związany był Ali Ibn Abi Talib, czwarty
      kalif sprawiedliwy. To do Al-Kufy przeniósł swoją stolicę po przejęciu władzy i
      tutaj właśnie został zamordowany w miejscowym meczecie. Pochowany zaś został w
      An-Nadżafie, który po dzień dzisiejszy jest najważniejszym szyickim świętym
      miastem. Z Irakiem wiążą się także dzieje Al-Husajna, syna Alego i trzeciego
      imama, który został zamordowany w bitwie pod Karbalą w 680 r. Obecnie w Karbali
      znajduje się mauzoleum Al-Husajna, jedno z najważniejszych miejsc świętych
      szyitów.

      Szyickimi mieszkańcami Mezopotamii, choć od VII w. stanowili oni większość
      społeczeństwa tej krainy, zazwyczaj rządzili sunnici. Tak było za kalifatu, do
      1258 r., a także i później za panowania dynastii mongolskich. Wyjątkiem był
      tzw. okres safawidzki czyli lata 1508-1534. Szyiccy Safawidzi[2] popierali na
      nowo zdobytych terenach wszystko, co szyickie, tępiąc wszelkie przejawy
      innowierstwa. Wiele sunnickich świątyń i sufickich tekke zostało
      przekształconych w szyickie miejsca kultu, a sunniccy alimowie musieli uciekać
      do innych krajów. Szach popierał i dofinansowywał szyickie świątynie, a na jego
      osobiste polecenie 1515 r. przebudowano istniejące od wieków w mieście Al-
      Kazimijja (obecnie część Bagdadu) sanktuarium, siódmego imama szyickiego,
      którego Safawidzi uważali za swojego przodka. Przejęciu władzy przez sunnickich
      Turków osmańskich w 1534 r. nie towarzyszyły żadne represje wobec szyitów.
      Sułtan Süleyman, zdobywca Iraku odwiedził nawet święte miejsca szyitów w
      Karbali i An-Nadżafie i nazkazał kontynuację budowy Al-Kazimijji rozpoczętą za
      Isma’ila I. Wszystkie większe świątynie szyickie otrzymały od władz znaczne
      wsparcie finansowe. [3]

      Wiek XX zaczął się dla Iraku właściwie dopiero w 1918 r. Turcy musieli wycofać
      się z Iraku, a ich miejsce zajęli Brytyjczycy, których władza nie została
      przyjęta zbyt entuzjastycznie przez mieszkańców Mezopotamii. Wśród wydarzeń
      pierwszej połowy XX w., związanych z ruchem szyickim bardzo ważne było
      powstanie antybrytyjskie z 1920 r. dowodzone przez wodzów plemiennych znad
      środkowego Eufratu i popierane przez alimów szyickich. Wśród uczestników buntu
      znaleźć można na przykład późniejszego ajatollaha Abu al-Kasima Cho’iego, ale
      duchowym przywódcą ruchu był ajatollah Mahdi al-Chalisi.[4] W przygotowaniach
      do powstania uczestniczyli zresztą także alimowie sunniccy. Współpraca
      zapoczątkowana została latem 1919 r. w związku ze śmiercią przywódcy szyitów,
      mudżtahida Muhammada Kazima al-Jazdiego[5]. Zarówno szyici, jak i sunnici
      prowadzili propagandę wśród plemion irackich tak w Mezopotamii, jak i w Al-
      Dżazirze, a także w irackich miastach. Upadek powstania oznaczał wycofanie się
      większości przywódców szyickich z polityki aż do czasu rewolucji
      republikańskiej w 1958 r. Pomimo klęski powstania w 1922 r. w Karbali odbyła
      się konferencja szyickich przywódców. Efektem konferencji była lista żądań
      obejmująca m. in. zniesienie mandatu, natychmiastowe powołanie zgromadzenia
      narodowego i powstanie rządu, w którym połowę stanowiliby szyici.[6] W 1923 r.
      Al-Chalisi i inni mudżtahidowie wydali fatwę, w której zakazywali akceptacji
      brytyjskiego mandatu i układu brytyjsko-irackiego. W efekcie Mahdi al-Chalisi i
      jego syn Muhammad oraz Muhammad Hasan as-Sadr zostali wygnani z Iraku. Za nimi,
      w proteście przeciwko takim działaniom, do Iranu wyemigrowali liczni
      mudżtahidowie, w tym Muhammad Husajn Na’ini i Abu al-Hasan al-Isfahani. W
      Teheranie założyli oni Dżamijjat an-Nahrajn (Stowarzyszenie Mezopotamskie),
      którego celem była działalność na rzecz niepodległości Iraku[7].

      W latach monarchii (1932-1958) szyiccy uczeni nie angażowali się zbytnio w
      politykę, a już szczególnie w działania opozycyjne. „Państwo było nominalnie
      niepodległe, a monarchia haszymidzka miała wystarczającą legitymację do
      pełnienia władzy. Brak oporu zgodny był z tradycyjną tendencją do akceptowania
      każdego rządu, który formalnie uznaje prawo muzułmańskie i nie ingeruje w
      działalność społecznych instytucji islamu”[8].

      Sytuacja zmieniła się radykalnie po upadku monarchii w 1958 r. i powstaniu
      świeckiej republiki. Odtąd opozycja szyicka zaczęła brać czynny udział we
      wszystkich najważniejszych wydarzeniach w życiu kraju – starając się chronić
      religię od niszczących wpływów ideologii sekularystycznych, najpierw od wpływów
      komunistycznych, później zaś, od 1968 r., od ideologii basistowskiej. Pierwszą
      silną partią polityczną Iraku była Partia Propagandy Muzułmańskiej (Hizb ad-
      Dawa al-Islamijja), istniejąca po dziś dzień (por. niżej biogram M.B. as-
      Sadra). W czasie rewolucji 1963 r., kiedy to partii Al-Bas udało się po raz
      pierwszy przejąć władzę, szyiccy mieszkańcy bagdadzkiej dzielnicy As-Saura
      [‘rewolucja’] najsilniej przeciwstawiali się siłom basistowskim i pojawiły się
      nawet pogłoski, że Abd al-Karim Kasim jest oczekiwanym mahdim[9].

      Pod koniec lat 60. szyici zaczęli wyraźnie odczuwać pewien kryzys tożsamości,
      ponieważ panarabizm Al-Basu identyfikowali z sunnitami. Przyczyniło się to do
      wzrostu w Iraku nastrojów fundamentalistycznych, co należy traktować przede
      wszystkim jako obronę własnych wartości. Być może właśnie dlatego w tym czasie
      ukształtowały się w Iraku dwa nurty szyizmu: polityczny i czysto religijny.
      Przedstawicielami nurtu politycznego byli m. in. Muhsin al-Hakim i Muhammad
      Bakir as-Sadr, religijnego zaś Abu al-Kasim Cho’i i Ali as-Sistani.

      Jednym z najważniejszych wydarzeń w nowszej historii irackiego szyizmu było
      powstanie w lutym 1977 r. Wybuchło ono przy okazji obchodów święta Aszury.
      Piątego i szóstego lutego przywódcy religijni szyitów stanęli na czele protestu
      społecznego, którego władze w Bagdadzie się nie spodziewały. Na An-Nadżaf i
      Karbalę, gdzie doszło do tych wydarzeń, wysłane zostały oddziały wojskowe.
      Zginęło wielu pielgrzymów, a około 2 tysięcy ludzi zostało aresztowanych.
      Władze oskarżyły Syrię o przygotowanie demonstracji. Rząd powołał specjalną
      komisję, która dokonała oceny wypadków. W wyniku jej działalności ośmiu alimów
      zostało straconych, piętnastu zaś znalazło się w więzieniu[10]. Pomimo tych
      wydarzeń, a może właśnie z ich powodu partia Al-Bas wkrótce zaczęła podkreślać
      swoje związki z religią, traktowaną przez władzę instrumentalnie.

      Wraz z przejęciem władzy przez Saddama Husajna w 1979 r. nastąpił wzrost
      nastrojów fundamentalistycznych wśród szyitów irackich, co po wybuchu wojny
      iracko-irańskiej (1980) przypisywano rewolucji ajatollaha Chomejniego, ale w
      rzeczywistości było raczej reakcją na pogłębienie się nurtów sekularyzacyjnych
      w społeczeństwie oraz na nasilające się represje ze strony władz basistowskich,
      choć oczywiście wpływów irańskich z natury rzeczy nie można całkowicie
      zlekceważyć[11].

      Przejęcie władzy w Iranie przez Chomejniego stało się jednym z powodów
      przeprowadzonej jeszcze przed wybuchem wojny iracko-irańskiej, w kwietniu 1980
      r. akcji aresztowań wśród szyitów.[12] Został wtedy aresztowany (i wkrótce
      zamordowany) przywódca szyitów irackich, Muhammad Bakir as-Sadr. Spotkało się
      to z potępieniem ze strony władz irańskich, a sam Chomejni wezwał Irakijczyków
      do obalenia Saddama. To przyczyniło się do poczynienia przez Saddama Husajna
      kolejnych ustępstw na rzecz szyitów. Prezydent złożył między innymi wizyty na
      szyickim południu oraz w bagdadzkiej As-Saurze, której wkrótce zmieniono nazwę
      na Madinat Saddam [‘miasto Saddama’][13].

      W czasie wojny iracko-irańskiej stanowisko szyitów irackich nie było
      jednoznaczne, ale Chomejni i muzułmański Iran cały czas cieszyli się znacznym
      poparciem szyickich Irakijczyków, w większym stopniu, niż t
      • beduinka c.d. Religijno-polityczni przywódcy szyitów iracki 16.10.04, 14:17
        W czasie wojny iracko-irańskiej stanowisko szyitów irackich nie było
        jednoznaczne, ale Chomejni i muzułmański Iran cały czas cieszyli się znacznym
        poparciem szyickich Irakijczyków, w większym stopniu, niż to przewidywał
        Saddam. W dodatku rosły dążenia do przekształcenia Iraku w państwo religijne na
        wzór Iranu. Błędne są przy tym wysuwane czasem twierdzenia, że wojna iracko-
        irańska była wojną religijną. Powody wojny nie są przedmiotem niniejszego
        opracowania, wskazać można jednak, że mogły tu odegrać rolę osobiste animozje
        pomiędzy Chomejnim i Saddamem sięgające niedalekiej przeszłości, kiedy Chomejni
        mieszkał w An-Nadżafie. W dodatku, jak pisze H. Batatu, „jednym z ubocznych
        efektów wojny iracko-irańskiej stało się zaostrzenie się poczucia różnic
        pomiędzy Arabami a Irańczykami przynajmniej wśród części szyitów, szczególnie
        wśród tych, którzy uważali, że ich narodowa przynależność jest ważniejsza niż
        wspólna konfesja”[14].

        W trakcie trwania wojny, w 1982 r. w Teheranie powstała dziś najsilniejsza
        organizacja szyitów irackich, Najwyższe Zgromadzenie Rewolucji Muzułmańskiej w
        Iraku (Al-Madżlis al-Ala li-as-Saura al-Islamijja fi al-Irak), założona przez
        wygnanego z kraju ajatollaha Muhammada Bakira al-Hakima (por. jego biogram
        niżej).

        Również kolejny konflikt wywołany przez irackiego prezydenta miał swoją szyicką
        kartę. Po zakończeniu wojny o Kuwejt w 1991 r. wybuchły w Iraku rebelie
        obliczone na słabość reżimu w Bagdadzie. Na południu kraju rozgorzało powstanie
        szyitów, definitywnie zduszone przez wojska rządowe, co przyczyniło się do
        wprowadzenia w Iraku „stref bezpieczeństwa”, z których jedna, na południe od 32
        równoleżnika to właśnie obszar szyicki.

        Zmianę w sytuacji szyitów irackich może przynieść, nawet w najbliższym czasie,
        raczej niespodziewany upadek Saddama Husajna. Po krótkiej wojnie, która
        rozpoczęła się 22 marca 2003 r. nad ranem, a zakończyła zdobyciem Bagdadu 9
        kwietnia tegoż roku iracki dyktator został obalony przez antysaddamowską
        koalicję pod dowództwem Stanów Zjednoczonych. W efekcie tych wydarzeń do Iraku
        zaczęli wracać z emigracji liczni działacze szyiccy, z Muhammadem Bakirem as-
        Sadrem na czele, choć w jego przypadku powrót ten okazał się wyrokiem śmierci.

        USA i Wielka Brytania przy współudziale także Polski i innych krajów podjęły
        się, jako okupanci, odbudowy Iraku. Polska podjęła się działań stabilizacyjnych
        w strefie, która obejmuje obszar zamieszkany wyłącznie przez szyitów,
        obejmujący oba najważniejsze ośrodki szyickie, An-Nadżaf i Karbalę. W trakcie
        działań stabilizacyjnych konieczna jest współpraca z irackimi szyitami,
        stanowiącymi przecież większość społeczeństwa (dotyczy to nie tylko „polskiej
        strefy, ale całego kraju). Należy przy tym wziąć pod uwagę rozmaite nurty
        polityczne, jakie funkcjonują wśród szyickiej części społeczeństwa irackiego.
        Władze okupacyjne zdają sobie z tego sprawę, podobnie jak wiodące środowiska
        polityczne Iraku. Stąd w utworzonej 13 lipca 2003 Radzie Rządzącej zasiada aż
        13 szyitów. Rada wybrała spośród siebie pięcioosobową prezydencję, w której
        zasiada trzech szyitów, w tym przedstawiciel Partii Propagandy Ibrahim al-
        Dżafari oraz ówczesny wiceprzewodniczący Najwyższego Zgromadzenia, Abd al-Aziz
        al-Hakim, brat założyciela organizacji. Wszystko więc zapowiada, że wreszcie po
        raz pierwszy w historii szyici iraccy będą mieli aktywny i adekwatny udział w
        kształtowaniu polityki swego państwa.





        Tradycyjnie w szyizmie niezwykle istotne znaczenie mają religijni przywódcy
        wspólnoty. Chodzi głównie o wysokich rangą ludzi religii, ajatollahów.
        Wywierali oni i nadal wywierają wpływ na religijne i polityczne poglądy
        szyitów. Ich rolę bardzo trafnie charakteryzuje J.N. Wiley. Przywództwo „ludzi
        religii” w Iraku kontrastuje z przywództwem ludzi świeckich w ruchach
        religijnych w innych krajach arabskich. Na przykład w Egipcie i Syrii
        pojedynczy sunniccy ludzie religii uczestniczą w opozycji muzułmańskiej, ale
        wyżsi uczeni zasadniczo trzymają się na boku. Jako opozycja polityczna, ruchy
        muzułmańskie w niewielkim stopniu znajdują oddźwięk wśród ludzi uzależnionych
        od rządu, albo finansowanych przez polityczny establishment, jak to ma miejsce
        tradycyjnie w krajach arabskich. Z kolei stosunek pomiędzy szyickimi
        mudżtahidami i rządem irackim zazwyczaj był wrogi. Szyiccy przywódcy religijni
        byli zawsze niezalezni od rządu, ponieważ ich sytuacja finansowa i pozycja w
        państwie nie była związana z władzą, lecz ich zwolennikami, odwrotnie niż wśród
        sunnitów.[15] W dodatku szyiccy ajatollahowie w jakimś stopniu identyfikowani
        są z głosem ostatniego imama, Muhammada al-Mahdiego, co jeszcze bardziej wpływa
        na ich autorytet.

        W wydarzeniach XX-wiecznego szyizmu w Iraku szczególne znaczenie miały dwa rody
        mudżtahidów, Al-Hakimowie i As-Sadrowie, stąd też ich przedstawicielom poświęcę
        najwięcej miejsca. Arabski ród As-Sadrów pochodzi z Libanu. Pierwszym członkiem
        rodu, który przybył do Iraku w XVIII w. był Sadr ad-Din. Rodzina osiedliła się
        w Al-Kazimijji i wkrótce stała się jedną z najważniejszych nie tylko w mieście,
        ale w całym świecie szyickim, jak twierdziła już G. Bell.[16] Z kolei ród Al-
        Hakimów jest pochodzenia irańskiego. Pierwszym członkiem rodu, który osiadł w
        Mezopotamii był Sajjid Ali al-Hakim, który był lekarzem (ar. hakim – stąd
        nazwisko) na dworze safawidzkiego szacha Abbasa (przełom XVI i XVII w.). Za
        panowania Osmanów przedstawiciele rodu sprawowali wysoką funkcję nakibów
        szyickich, tj. przywódców wspólnoty w kraju.

        Warto także wspomnieć o innych uczonych, bez których iracki szyizm byłby dziś
        chyba dużo słabszy i uboższy. Chronologia nie pozwala na pełne zgrupowanie
        przedstawicieli poszczególnych rodów, co jednak, wobec stosunkowo niewielkiej
        objętości niniejszego tekstu, nie powinno zakłócić logicznej prezentacji
        najważniejszych postaci irackiego szyizmu.





        Ajatollah Muhsin al-Hakim urodził się w An-Nadżafie w 1889 r. Studia
        teologiczne ukończył w swoim rodzinnym mieście, mając za mistrzów takich
        wybitnych uczonych szyickich, jak np. Muhammad Husajn an-Na’ini i Abd al-Karim
        al-Ha’iri al-Jazdi[17]. Już w okresie międzywojennym zaistniał jako aktywny
        działacz szyicki walczący przeciwko okupacji brytyjskiej w Iraku. W latach 60.,
        po śmierci ówczesnego przewodnika szyitów, ajatollaha Budżedriego, stał się
        największym autorytetem, mardża at-taklid[18]. Zajmował się zarówno organizacją
        szyickiego systemu edukacji (hauzami[19]), jak i działalnością pisarską.
        Stosując modernistyczne metody w interpretacji teologii, włączył się aktywnie w
        działalność polityczną, głównie w nurt antykomunistyczny. Uznawał sekularyzm za
        największe zagrożenie dla islamu, stąd jego dążenia do jak najszerszego
        upowszechnienia szkolnictwa religijnego w Iraku. Starał się na wszelkie możliwe
        sposoby zdobywać pomoc finansową tak dla szkół teologicznych, jak i dla
        organizacji politycznych o charakterze religijnym, jak na przykład Hizb ad-Dawa
        al-Islamijja. Twierdził, że szyici powinni pozbyć się swoich kwietystycznych
        nawyków i przystąpić aktywnie do działalności politycznej, co bez wątpienia
        przyczyniło się do niewątpliwej rewitalizacji ruchu szyickiego w Iraku. O ile z
        rządami monarchistycznymi Al-Hakim utrzymywał poprawne stosunki (nie uznając
        jednocześnie religijnej legitymacji ich panowania), o tyle był zdecydowanym
        wrogiem kolejnych rządów republikańskich. Zaraz po rewolucji 1958 r. ogłosił
        komunizm jako kufr w ostatnich latach życia wydał także fatwę zakazującą
        szyitom członkostwa w partii Al-Bas, przez którą sam był prześladowany i z
        której wyroku ostatnie dwa lata życia spędził w areszcie domowym[20]. Zmarł 1
        czerwca 1970 r. i pochowany został w nowoczesnej bibliotece, której budowę
        sfinansował. Najważniejszym dziełem prawno-teologicznym A
        • beduinka c.d. (3)Religijno-polityczni przywódcy szyitów i 16.10.04, 14:18
          Ajatollah Muhsin al-Hakim urodził się w An-Nadżafie w 1889 r. Studia
          teologiczne ukończył w swoim rodzinnym mieście, mając za mistrzów takich
          wybitnych uczonych szyickich, jak np. Muhammad Husajn an-Na’ini i Abd al-Karim
          al-Ha’iri al-Jazdi[17]. Już w okresie międzywojennym zaistniał jako aktywny
          działacz szyicki walczący przeciwko okupacji brytyjskiej w Iraku. W latach 60.,
          po śmierci ówczesnego przewodnika szyitów, ajatollaha Budżedriego, stał się
          największym autorytetem, mardża at-taklid[18]. Zajmował się zarówno organizacją
          szyickiego systemu edukacji (hauzami[19]), jak i działalnością pisarską.
          Stosując modernistyczne metody w interpretacji teologii, włączył się aktywnie w
          działalność polityczną, głównie w nurt antykomunistyczny. Uznawał sekularyzm za
          największe zagrożenie dla islamu, stąd jego dążenia do jak najszerszego
          upowszechnienia szkolnictwa religijnego w Iraku. Starał się na wszelkie możliwe
          sposoby zdobywać pomoc finansową tak dla szkół teologicznych, jak i dla
          organizacji politycznych o charakterze religijnym, jak na przykład Hizb ad-Dawa
          al-Islamijja. Twierdził, że szyici powinni pozbyć się swoich kwietystycznych
          nawyków i przystąpić aktywnie do działalności politycznej, co bez wątpienia
          przyczyniło się do niewątpliwej rewitalizacji ruchu szyickiego w Iraku. O ile z
          rządami monarchistycznymi Al-Hakim utrzymywał poprawne stosunki (nie uznając
          jednocześnie religijnej legitymacji ich panowania), o tyle był zdecydowanym
          wrogiem kolejnych rządów republikańskich. Zaraz po rewolucji 1958 r. ogłosił
          komunizm jako kufr w ostatnich latach życia wydał także fatwę zakazującą
          szyitom członkostwa w partii Al-Bas, przez którą sam był prześladowany i z
          której wyroku ostatnie dwa lata życia spędził w areszcie domowym[20]. Zmarł 1
          czerwca 1970 r. i pochowany został w nowoczesnej bibliotece, której budowę
          sfinansował. Najważniejszym dziełem prawno-teologicznym Al-Hakima jest Al-
          Mustamsak, [‘ten, który mocno się trzyma’] uznawany za najbardziej wyczerpujący
          komentarz do pierwszej części dzieła z dziedziny prawa muzułmańskiego Urwat al-
          Wuska [‘ścisła więź’] autorstwa Muhammada Kazima al-Jazdiego.

          Następcą Muhsina al-Hakima jako najwybitniejszego ajatollaha Iraku był jego
          uczeń, Abu al-Kasim Cho’i (Al-Chu’i, Chu’i) urodził się w 1899 r. w irańskim
          Azerbejdżanie, ale całe niemal swoje życie związał z Irakiem[21]. Już w wieku
          13 lat zaczął naukę w hauzie w An-Nadżafie, dołączając do swego ojca, Sajjida
          Alego Akbara Cho’iego. Studiował między innymi u tak wybitnych teologów
          szyickich jak An-Na’ini. Po zakończeniu nauki stał się czołowym teologiem
          świata szyickiego i duchowym przewodnikiem szyitów w Iraku, Pakistanie, Indiach
          i innych krajach. Tytuł ajatollaha otrzymał zaraz po ukończeniu trzydziestu
          lat. W tym czasie prowadził już wykłady w szkole, której był absolwentem. Wśród
          jego uczniów jest wielu wybitnych uczonych muzułmańskich, na przykład Muhammad
          Bakir as-Sadr, Muhammad Husajn Fadl Allah[22].

          Cho’i był przede wszystkim teologiem i działaczem społecznym, mniej natomiast
          zajmował się polityką, choć i ten aspekt jest obecny w jego biografii. Już w
          1914 r. zaangażował się w powstanie Irakijczyków przeciwko okupacji
          brytyjskiej, podobnie również w słynne powstanie antybrytyjskie w 1920 r. W
          okresie powojennym wydał fatwę, w której zakazuje jakichkolwiek kontaktów z
          nowo powstałym państwem izraelskim. Stosunek Cho’iego do polityki doprowadził
          do konfliktu z ajatollahem Chomejnim. Sprzeciwiał się teorii politycznej
          irańskiego uczonego (wilajat al-fakih[23]), twierdził bowiem, że autorytet
          szyickich uczonych i prawników nie może być rozciągany na sferę działalności
          politycznej. Poza tym uważał, że władza prawników szyickich w czasie
          nieobecności dwunastego imama nie może być ograniczona do jednego lub choćby
          kilku uczonych.

          Cho’i jest autorem dziewięćdziesięciu opublikowanych prac poświęconych prawu
          muzułmańskiemu, biografiom wybitnych ludzi islamu, filozofii oraz komentarzom
          do Koranu. Jego najsłynniejsze książki to Al-Bajan fi tafsir al-Kuran [‘jasny
          komentarz do Koranu’], Al-Masa’il al-muntachaba [‘wybrane zagadnienia’] oraz
          Minhadż as-salihin [‘droga sprawiedliwych’].

          Pomimo nieangażowania się w politykę, ta dopadła go mimowolnie, kiedy po
          wyjeździe z Iraku Chomejniego w 1978 i śmierci As-Sadra w 1980 r. Cho’i został
          w Iraku jako najwazniejszy ajatollah w kraju. Pomimo prób emigracji, nie
          uzyskał od irackich władz pozwolenia i znalazł się w areszcie domowym, a hauza,
          którą administrował, została zamknięta. Cho’i zmarł 8 sierpnia 1992 r. w swoim
          domu w An-Nadżafie (Al-Kufie). Jak podaje L. Jahja, ajatollah został
          zamordowany przez „Chemicznego” Alego i Kusajja, młodszego syna Saddama: został
          polany benzyną i podpalony.[24]

          Szczególnie ważna w jego przypadku była działalność organizacyjna w zakresie
          edukacji religijnej. Od 1970 r. był administratorem nadżafskiej hauzy, która za
          jego rządów ponownie stała się najważniejszą instytucją edukacyjną świata
          szyickiego. Stworzył poza tym gęstą sieć szkół szyickich w Iraku, Iranie,
          Tajlandii, Bangladeszu, Indiach, Pakistanie i Libanie. Meczety połączone z
          centrami kultury muzułmańskiej powstały między innymi w Bombaju, Londynie i
          Nowym Jorku. Znaczna część wydatków na wspomniane inwestycje finansowana jest
          przez Fundację Ajatollaha Cho’iego (Mu’assasat al-Imam al-Cho’i al-Chajrijja)
          założoną w 1988 r. w An-Nadżafie. Al-Cho’iemu chodziło o sprawiedliwy podział
          funduszy, które wpływały do niego w formie chumsu[25] – kwoty te były ogromne,
          ponieważ był on najwięszym autorytetem dla większości szyitów z całego świata.
          Po wybuchu wojny kuwejckiej centrum administracyjne Fundacji przeniesione
          zostało do Londynu. Fundacja prowadzi tam także Markaz al-Imam al-Cho’i al-
          Islami (Centrum Muzułmańskie Imama Al-Cho’iego). Jest istotną sprawą, że Cho’i
          myślał nie tylko o religijnej edukacji mężczyzn, ale także kobiet, choć
          odmawiał im prawa przewodnictwa dla innych w sprawach islamu. Dwie szkoły: dla
          chłopców i dla dziewcząt oraz Fundacja i Centrum tworzą kompleks budynków
          leżący w północno-zachodniej dzielnicy Londynu, Willesden/Brent.[26]

          Działalnością Fundacji, zarejestrowanej jako organizacja charytatywna, kieruje
          Kolegium złożone z sześciu członków. Sekretarzem generalnym do 1994 był syn
          założyciela Muhammad Taki al-Cho’i. Po jego tajemniczej śmierci w wypadku
          samochodowym między Karbalą i An-Nadżafem stanowisko to objął drugi syn
          ajatollaha, mieszkający w Londynie Abd al-Madżid al-Cho’i.[27] Po upadku
          Saddama Husajna w kwietniu 2003 Abd al-Madżid, wyznający umiarkowane poglądy
          polityczne, określane wprost jako proamerykańskie, powrócił do Iraku i wkrótce
          został zasztyletowany w meczecie Alego w An-Nadżafie przez bojówkarzy Muktady
          as-Sadra.

          Największym być może irackim myślicielem szyickim XX w. był ajatollah Muhammad
          Bakir as-Sadr (ur. 1935)[28], nazywany irackim Chomejnim. W 1948 r. rozpoczął
          naukę w An-Nadżafie, a w 1958 r. na prośbę swojego przyjaciela Taliba ar-
          Rifa’iego włączył się w działalność polityczną jako członek władz powstałej rok
          wcześniej Dżamijjat al-Ulama fi An-Nadżaf al-Aszraf, w której działał do 1962
          r. Od 1963 r. do śmierci nauczał w hauzie w An-Nadżafie. As-Sadr od początku
          był wrogo nastawiony do władz republikańskich Iraku, jednak napięcie pomiędzy
          władzą a nim doszło do szczytu po przejęciu steru rządów przez partię Al-Bas w
          1968 r., co było wynikiem dążeń Al-Basu do „sunnizacji” społeczeństwa
          irackiego.

          W 1971 r. As-Sadr ogłoszony został mardża at-taklid, czyli największym
          autorytetem religijnym w islamie szyickim. W 1977 r. został aresztowany jako
          in
          • beduinka Re: c.d. (3)Religijno-polityczni przywódcy szyitó 16.10.04, 14:19
            W 1971 r. As-Sadr ogłoszony został mardża at-taklid, czyli największym
            autorytetem religijnym w islamie szyickim. W 1977 r. został aresztowany jako
            inspirator i uczestnik antyrządowego powstania. Po przejęciu władzy przez
            Saddama Husajna uznany został za głównego przywódcę muzułmańskiego ruchu oporu
            w Iraku. Jeszcze w czerwcu 1979 r. osadzono go w areszcie domowym, najpierw w
            An-Nadżafie, potem zaś w Bagdadzie, gdzie pozostał aż do 8 kwietnia 1980 r.,
            kiedy to został zamordowany z rozkazu Saddama Husajna wraz ze swoją siostrą
            Bint Hudą. Ajatollah został uduszony osobiście przez Alego Husajna al-Madżida,
            zwanego „Chemicznym Alim”.[29]

            Bint al-Huda, czyli „Córka Słusznej Drogi” to pseudonim Aminy as-Sadr. Amina as-
            Sadr urodziła się w 1938 r. i uważana jest za jedną z najwybitniejszych
            uczonych muzułmańskich naszych czasów. Była aktywistką szyicką, prowadziła
            szkoły dla dziewcząt w Al-Kazimijji i An-Nadżafie. Brała udział w powstaniu
            szyickim w 1977 r., towarzyszyła swemu bratu w walce politycznej, jak i w
            latach aresztu domowego. Udzielała się jako redaktorka religijnego
            czasopisma „Al-Adwa” [‘światła’], była także autor kilku opowiadań i powieści o
            charakterze umoralniającym (np. Imratani wa-radżul, ‘dwie kobiety i mężczyzna’)
            oraz prac religijnych, np. Muchtarat al-hadżdż (‘pamiętnik z pielgrzymki’),
            Kalima wa-dawa [‘słowo i wezwanie’, jej pierwsza książka, która ukazała się na
            początku lat 60.]. Po śmierci zyskała tytuł Asz-Szahida, „Męczennica”.[30]

            Jedną z przyczyn aresztowania As-Sadra, a wraz z nim jego siostry, był zamiar
            odwiedzenia Chomejniego i złożenia mu gratulacji w związku ze zwycięstwem
            dowodzonej przez niego rewolucji muzułmańskiej. Poparcie dla Chomejniego
            spowodowało, że Saddam uznał As-Sadra za wroga numer jeden, który może
            doprowadzić do upadku świeckiego państwa irackiego. Wyeliminowanie go z gry
            Saddam uznał za jedyny sposób na przetrwanie jego reżimu. Tym bardziej, że w
            swoich pismach As-Sadr dużo wcześniej wypowiadał się za stworzeniem państwa
            muzułmańskiego nie tylko w Iraku, ale w każdym możliwym miejscu. „Struktura
            ideologiczna państwa muzułmańskiego opiera się na wierze w Boga i Jego
            Atrybuty. Czyni ona Boga celem życia i słusznego rozwoju cywilizacyjnego na
            Ziemi. Jest to jedyna struktura ideologiczna, która daje rozwojowi cywilizacji
            nie gasnącą energię”[31] – pisał. Wydarzenia irańskie przekonały basistów, że
            nie muszą to być tylko czysto teologiczne rozważania.

            A. Hourani określił As-Sadra jako „postać ważną nie tylko w Iraku, ale w życiu
            całego świata szyickiego, a nawet wszystkich muzułmanów”[32]. Był zarówno
            wybitnym teologiem i prawnikiem, jak i aktywnym i popularnym działaczem
            politycznym, czym zdecydowanie różnił się od swego mistrza, ajatollaha
            Cho’iego. To właśnie jego charyzmat przywódczy i wpływy, jakie miał wśród
            społeczeństwa irackiego doprowadziły do zamordowania go przez służby specjalne.
            Jak pisze Samir al-Khalil, przez śmierć As-Sadra iraccy szyici zyskali
            wprawdzie kolejnego szahida, ale stracili osobowość, która mogła równać się z
            Chomejnim. Poza tym w chwili śmierci był jedynym Arabem spośród ośmiu
            ajatollahów będących mardża at-taklid[33]. Odtąd ruch szyicki w kraju uległ
            wyraźnemu rozpadowi[34].

            W swych rozlicznych pracach teoretycznych zajmował się najrozmaitszymi
            aspektami doktryny muzułmańskiej: filozofią, egzegezą koraniczną, logiką,
            edukacją, prawem konstytucyjnym, ekonomią i bankowością muzułmańską, teorią
            władzy w islamie (tzw. wilajat al-fakih) i dziejami szyizmu – lista ta nie
            wyczerpuje jeszcze wszystkich dziedzin jego badań. Cała myśl As-Sadra opiera
            się na muzułmańskim przekonaniu, że Bóg jest źródłem i władcą wszystkiego, co
            istnieje na ziemi – przekonanie to kształtuje i przenika całą ideologię
            religijną, polityczną i ekonomiczną uczonego, będąc jednocześnie wezwaniem do
            powrotu ku czystym źródłom islamu. Wśród ważnych prac As-Sadra wymienić można
            opublikowaną w 1959 r. monografię Falsafatuna [‘nasza filozofia’][35], ale za
            najważniejsze dzieło As-Sadra uznawana jest dwutomowa praca Iktisaduna [‘nasza
            ekonomia’], wydana w latach 1959-1961 oraz opublikowana w 1969 r. monografia o
            bankowości muzułmańskiej Al-Bank al-la ribawi fi al-islam [‘bank bez lichwy w
            islamie’]. Iktisaduna pozostaje najważniejszym dziełem na temat ekonomii
            muzułmańskiej powstałym w XX w. Opisuje ona system ekonomiczny alternatywny
            wobec dwóch funkcjonujących wtedy systemów – socjalistycznego i
            kapitalistycznego, które poddane są przez autora szczegółowej krytyce. Ze
            względu na siłę komunistycznych wpływów w Iraku w latach 50. i 60. szczególny
            nacisk położony został na krytykę systemu komunistycznego, nie tylko zresztą
            gospodarczego – krytyka ajatollaha dotyczy wszelkich aspektów filozofii
            marksistowskiej. Druga ze wspomnianych prac to analiza funkcjonowania banków w
            kontekście zakazów wynikających z prawa muzułmańskiego.

            As-Sadr zainteresowany był także koncepcją państwa muzułmańskiego i prawa
            konstytucyjnego, co w jego teorii politycznej ma ścisły związek. Problemy te
            omówione zostały głównie w pracach Chilafat al-insan wa-szahadat al-anbija
            [‘kalifat człowieka i świadectwo proroków’] oraz Lamha fikhijja tamhidijja an
            maszru dustur al-dżumhurijja al-islamijja fi Iran [‘wstępne uwagi prawne o
            projekcie konstytucji republiki muzułmańskiej w Iranie’] wydanych w jednym
            tomie w 1979 r. Idee As-Sadra wywarły wpływ na kształt ogłoszonej w kilka
            miesięcy później konstytucji Iranu.

            Trwałym dziedzictwem po As-Sadrze jest wspomniana wyżej Hizb ad-Dawa al-
            Islamijja. Założona została w 1957 r. jako Dżama’at al-Ulama fi an-Nadżaf al-
            Aszraf[36] [‘zgromadzenie alimów w An-Nadżafie], zmiana nazwy nastąpiła w 1968
            r. As-Sadr był jednak nie tyle organizatorem, co inspiratorem i duchowym
            przywódcą partii, włączając się bezpośrednio w jej działalność dopiero w kilka
            miesięcy po powstaniu organizacji. Ugrupowanie to od początku miało charakter
            opozycyjny w stosunku do republikańskich władz Iraku, co nasiliło się po
            dojściu do władzy partii Al-Bas. Karta Partii zakłada stosowanie wyłącznie
            pokojowych metod w celu wprowadzenia zasadniczych zmian i obalenia istniejącej
            w Iraku władzy. Bardzo istotne znaczenie ma również muzułmańska działalność
            edukacyjna, co legło zresztą u podstaw organizacji. W nakreśleniu linii ideowej
            Partii największą rolę odgrywał obok przywódcy duchowego także jego kuzyn
            Muhammad Sadik as-Sadr. Pod koniec lat 80. było to największe szyickie
            ugrupowanie w Iraku[37]. 31 marca 1980 r. iracka Rada Dowództwa Rewolucji
            wydała dekret, zgodnie z którym wszyscy członkowie i sympatycy partii podlegają
            karze śmierci. Na mocy tego dekretu zginęło lub zostało aresztowanych tysiące
            jej działaczy i zwolenników.

            Kolejnym przedstawicielem rodu jest Muhammad Sadik as-Sadr. Urodził się w 1943
            r. i już w 1954 r. rozpoczął naukę w nadżafskiej hauzie, gdzie był uczniem
            swojego kuzyna Muhammada Bakira as-Sadra i Abu al-Kasima Cho’iego, uczęszczał
            także na wykłady Chomejniego. W 1977 r. uzyskał stopień mudżtahida. W
            międzyczasie ukończył studia prawnicze (1960-1964). Był autorem wielu prac
            teologicznych, w tym 10-tomowej encyklopedii prawa muzułmańskiego Ma wara al-
            fikh [‘to, co poza prawem’]. Poza tym napisał m. in. Fikh al-ichlak [‘o
            moralności’] i Adwa ala saurat Al-Husajn [‘analiza rewolucji Al-Husajna’].
            Muhammad Sadik as-Sadr nosił tytuł wielkiego ajatollaha i był jednym z
            najbardziej charyzmatycznych przywódców szyickich w Iraku, zdecydowanym wrogiem
            reżimu Saddama Husajna i działaczem HDI. Szczególnie aktywnie działał od 1993
            r., skupiając wokół sie
            • beduinka c.d. (5)Religijno-polityczni przywódcy szyitó 16.10.04, 14:22
              Kolejnym przedstawicielem rodu jest Muhammad Sadik as-Sadr. Urodził się w 1943
              r. i już w 1954 r. rozpoczął naukę w nadżafskiej hauzie, gdzie był uczniem
              swojego kuzyna Muhammada Bakira as-Sadra i Abu al-Kasima Cho’iego, uczęszczał
              także na wykłady Chomejniego. W 1977 r. uzyskał stopień mudżtahida. W
              międzyczasie ukończył studia prawnicze (1960-1964). Był autorem wielu prac
              teologicznych, w tym 10-tomowej encyklopedii prawa muzułmańskiego Ma wara al-
              fikh [‘to, co poza prawem’]. Poza tym napisał m. in. Fikh al-ichlak [‘o
              moralności’] i Adwa ala saurat Al-Husajn [‘analiza rewolucji Al-Husajna’].
              Muhammad Sadik as-Sadr nosił tytuł wielkiego ajatollaha i był jednym z
              najbardziej charyzmatycznych przywódców szyickich w Iraku, zdecydowanym wrogiem
              reżimu Saddama Husajna i działaczem HDI. Szczególnie aktywnie działał od 1993
              r., skupiając wokół siebie wielką grupę zwolenników, szczególnie w Bagdadzie, w
              dzielnicy Madinat Saddam. To sprawiło, że został zamordowany z rozkazu
              prezydenta w lutym 1999 r. wraz z dwoma synami, Mu’ammalem i Mustafą. Stało się
              to podczas modlitwy piątkowej w historycznym meczecie w Al-Kufie. Ajatollah
              ubrany był w pogrzebowe szaty, ponieważ był w każdej chwili przygotowany na
              śmierć.[38]

              Ajatollah Sajjid Muhammad Bakir al-Hakim, syn Muhsina al-Hakima, urodził w 1939
              r. w An-Nadżafie.[39] Tam studiował teologię i tam również szybko włączył się w
              działalność religijno-polityczną na terenie Iraku wraz ze swym ojcem oraz
              ajatollahem Sajjidem Muhammadem Bakirem as-Sadrem. W 1972 r. został aresztowany
              i był torturowany przez basistów, wkrótce jednak władze uwolniły go pod
              naciskiem opinii publicznej. Po raz kolejny został aresztowany po powstaniu
              ludowym w lutym 1979 r. w An-Nadżafie i skazany przez specjalny sąd, ale w
              lipcu 1979 r. ponownie odzyskał wolność. Po 1979 r. kontynuował swoją
              współpracę z As-Sadrem do jego śmierci w 1980 r. W tymże roku, wkrótce po
              wybuchu wojny iracko-irańskiej Al-Hakim opuścił Irak i udał się na emigrację do
              Iranu i brał aktywny udział w powstaniu Najwyższego Zgromadzenia Rewolucji
              Muzułmańskiej w Iraku. Rząd Saddama ostro zareagował na działalność polityczną
              ajatollaha i w 1983 r. aresztował 125 członków jego rodziny, z czego 18 skazał
              na śmierć – wyroki zostały wykonane. W styczniu 1988 r. zamordowany został w
              Sudanie jego brat, Mahdi al-Hakim[40], co nie powstrzymało działalności
              politycznej Sajjida Muhammada przeciwko reżimowi basistowskiemu.

              Najwyższe Zgromadzenie Rewolucji Muzułmańskiej (oficjalna nazwa angielska
              Council for Islamic Revolution in Iraq – SCIRI)[41] powstało w 1982 r. w
              Iranie, a jednym z jej głównych celów była likwidacja reżimu Saddama Husajna.
              NZRM ze względów politycznych i strategicznych do 2003 r. miała swoją siedzibę
              w Teheranie. Biura Zgromadzenia funkcjonują w Kurdystanie irackim, Londynie,
              Damaszku, Wiedniu i Genewie. Biurem londyńskim kieruje Hamid al-Bajati. Tam
              również ukazuje się większość czasopism i innych publikacji w języku arabskim i
              językach zachodnioeuropejskich dotyczących działalności organizacji.[42]

              Poza działalnością polityczną Muhammad al-Hakim uprawiał również pisarstwo
              religijne. Jest wybitnym specjalistą w zakresie nauk koranicznych i historii
              islamu. Opublikował ponad 20 książek, w tym Daur Ahl al-Bajt fi bina al-dżama’a
              as-saliha [‘rola Ludzi Domu w budowie sprawiedliwego społeczeństwa’] (2 tomy),
              Ulum Al-Kuran [‘nauki Koranu’] (1996) i Saurat al-Imam al-Husajn [‘rewolucja
              imama Al-Husajna’]. Uczony prowadził także szeroką działalność pedagogiczną, a
              w 1993 r. był współzałożycielem Markaz Dirasat Tarich al-Irak al-Hadis [Centrum
              Badań nad Współczesną Historią Iraku] z tymczasową siedzibą w Kummie (Iran).

              Po upadku Saddama Al-Hakim powrócił triumfalnie do Iraku, witany przez tysiące
              swoich zwolenników. Choć jeszcze kilka dni przed opuszczeniem Iraku
              zdecydowanie opowiadał się przeciwko obecności obcych wojsk w Iraku, po
              powrocie z emigracji zdawał się akceptować okupanta i sprzeciwiał się
              jakimkolwiek atakom na Amerykanów. Być może ta postawa sprawiła, że 29 sierpnia
              2003 r Al-Hakim zginął, wychodząc po piątkowej modlitwie z meczetu Alego w An-
              Nadżafie. W zamachu bombowym skierowanym przeciwko niemu zginęło ponad 100
              osób. Sprawcy ataku pozostają nieznani – posądza się o to zwolenników byłego
              reżimu lub bojówki Muktady as-Sadra, często również ugrupowanie Al-Ka’ida.
              Kierownictwo NZRM objął jego brat Abd al-Aziz.

              Ajatollah Ali al-Husajni as-Sistani urodził się w 1930 r. w Maszhadzie. Wywodzi
              się z rodziny znanej ze swej wiedzy religijnej i pobożności. Pierwsze nauki
              pobierał w rodzinnym mieście, które jest jednym z ważniejszych ośrodków
              naukowych szyizmu w Iranie (tam znajduje się mauzoleum ósmego imama Alego ar-
              Ridy). W 1948 r. rozpoczął studia w Kummie u ajatollaha Borudżerdiego, a jego
              nauka obejmowała przede wszystkim usul al-fikh (źródła prawa muzułmańskiego).
              Jednakże już w 1951 r. przeniósł się do An-Nadżafu, gdzie w tamtejszej hauzie
              uczęszczał na wykłady ajatollahów Muhsina al-Hakima, Abu al-Kasima al-Cho’iego
              oraz Husajna al-Hillego. W tym czasie prowadził już własne badania naukowe i
              prowadził wykłady z rozmaitych dziedzin fikhu (jurysprudencji muzułmańskiej).
              Szczególnym zainteresowaniem darzył problematykę czystości rytualnej (tahara)
              oraz biografistyce – nauce o towarzyszach Proroka i innych wybitnych postaciach
              w dziejach islamu. Działając w hauzie nadżafskiej prowadził spory teologiczne z
              ajatollahem Muhammadem Bakirem as-Sadrem, był bowiem przeciwnikiem politycznej
              aktywności muzułmańskich uczonych, czemu po dziś dzień daje przykład, nie
              podejmując się komentowania wydarzeń zachodzących na politycznej scenie Iraku.

              W 1961 r. jego pozycja jako uczonego prawnika muzułmańskiego została
              ostatecznie zaakceptowana przez najwybitniejszych ówczesnych ajatollahów. Po
              śmierci ajatollaha Al-Cho’iego (1992) As-Sistani osiągnął tytuł „wielkiego
              ajatollaha” (ajatollah al-uzma) i jest najważniejszym uczonym muzułmańskim
              świata szyickiego, uznawanym przede wszystkim przez dwie główne hauzy – w An-
              Nadżafie i Kummie za mardża at-taklid.

              As-Sistani jest autorem 18 prac z dziedzinym prawa muzułmańskiego, w tym np. Al-
              Buhus al-usulijja [‘badania nad źródłami’], Risala fi salat al-musafir
              [‘traktat o modlitwie podróżujacego’], Risala fi at-takijja [‘traktat o
              takijji’], Risalat fi ar-riba [‘traktat o lichwie’].
              Typowo kwietystyczny charakter As-Sistaniego i jego zdecydowanie apolityczna
              działalność sprawiły, że właściwie nie wypowiedział się w 2003 r. na temat
              wtargnięcia do Iraku wojsk koalicji antysaddamowskiej, choć wiadomo, że jest
              przeciwny obecności wojsk okupacyjnych w kraju. To sprawiło, że w kilka dni po
              upadku Saddama Husajna jego dom został otoczony przez bojówki ugrupowania
              związanego z Muktadą as-Sadrem. Muktada zażądał, aby As-Sistani opuścił Irak w
              ciągu 48 godzin. Ajatollah nie podporządkował się tym żądaniom i pozostał w
              Iraku, ale potajemnie został wywieziony z domu. Po kilku dniach oblężenie
              zakończyło się. Wydarzenie to zostało potępione przez najwybitniejszych
              ajatollahów irańskich i libańskich. Jednym z haseł Muktady as-Sadra było to, że
              w irackim An-Nadżafie najwyższe zaszczyty powinny spoczywać w rękach rodowitych
              Arabów, a nie uczonych wywodzących się z Iranu czy innych krajów, jak wielki
              ajatollah Al-Fajjad, również osaczony przez jakiś czas przez jego bojówki,
              który wywodzi się z Afganistanu.[43]

              Ze względu na wydarzenia ostatnich miesięcy szyizm iracki jest obecnie
              niezwykle mobliny. Każdy dzień może przynieść wielkie zmiany, zarówno dla
              szyitów, jak i dla całego Iraku, z czasem również ukształtują się kolejne
              autorytety
              • beduinka c.d. (6)Religijno-polityczni przywódcy szyitó 16.10.04, 14:24
                Ze względu na wydarzenia ostatnich miesięcy szyizm iracki jest obecnie
                niezwykle mobliny. Każdy dzień może przynieść wielkie zmiany, zarówno dla
                szyitów, jak i dla całego Iraku, z czasem również ukształtują się kolejne
                autorytety i kolejni duchowi przywódcy szyitów, które z pewnością będą czerpać
                z doświadczeń i losów pokolenia, które odchodzi już do historii.




                Przypisy:

                [1] Dzieje Iraku zostały szczegółowo omówione w: M.M. Dziekan, Historia Iraku,
                Warszawa 2002; historię szyizmu zaprezentował J. Danecki w pracy Podstawowe
                wiadomości o islamie, t. I-II, Warszawa 1997.
                [2] Dynastia panujaca w Persji w latach 1502-1736; ustanowili szyizm jako
                religię państwową.
                [3] Por. M.M. Dziekan, dz. cyt., s. 104.
                [4] H. Batatu, Iraq’s Underground Shi’a Movements: Characteristics, Causes and
                Prospects, „Middle East Journal” 1981, vol. 35, no. 4, s. 593.
                [5] H.A. Jamsheer, Geneza powstania narodowego w Iraku, „Przegląd
                Orientalistyczny” 1973, nr 4, s. 287.
                [6] J.N. Wiley, The Islamic Movement of Iraqi Shi‘as, Boulder-London 1992, s.
                19.
                [7] Tamże; M. Farouk-Sluglett, P. Sluglett, Iraq since 1958. From Revolution to
                Dictatorship, London-New York 1990, s. 192.
                [8] J. N. Wiley, dz. cyt., s. 22.
                [9] S. al-Khalil, Republic of Fear. The Politics of Modern Iraq, Berkeley i Los
                Angeles 1989, s. 59.
                [10] M. Farouk-Sluglett, P. Sluglett, dz. cyt., s. 198-199; H. Batatu, dz.
                cyt., s. 590.
                [11]S. Al-Khalil, dz. cyt., s. 106-107.
                [12] Od 1964 r. wygnany z Iranu ajatollah Ruh Allah Chomejni przebywał w An-
                Nadżafie i z Iraku prowadził swą kampanię przeciwko reżimowi w Teheranie,
                wywierając wpływ na działających w An-Nadżafie mudżtahidów, szczególnie w
                dziedzinie myśli politycznej. Chomejni został usunięty z Iraku przez Saddama
                Husajna w 1978 roku.
                [13] Po upadku Saddama nazwa dzielnicy została przez jej mieszkańców zmieniona
                na Madinat as-Sadr, na cześć ajatollaha Muhammada Sadika as-Sadra (por. o nim
                niżej).
                [14] H. Batatu, dz. cyt., s. 594.
                [15] J.N. Weal, dz. cyt., s. 73-74.
                [16] Tamże, s. 76.
                [17] Por. na ich temat np. J. Danecki, dz.cyt., t. II, s. 90-92.
                [18] Omówienie tego terminu por. M. Stolarczyk, Iran. Państwo i religia,
                Warszawa 2001, gł. s. 85-94.
                [19] Hauza (al-hauza al-ilmijja), nazywana jest czasem szyickim uniwersytetem.
                Najstarsza hauza w An-Nadżafie powstała w 1057 r., a jej założycielem był
                Muhammad Ibn al-Hasan at-Tusi. Jej centrum znajduje się w mauzoleum imama
                Alego. Inne hauzy w Iraku to Hauzat Karbala i Hauzat Al-Hilla. Duże znaczenie
                ma obecnie także hauza w irańskim Kummie, rywalizująca od czasu rewolucji
                irańskiej z ośrodkiem nadżafskim.
                [20] Por. J. Esposito (red.), The Oxford Encyclopedia of Modern Islamic World,
                New York-Oxford 1995, t. II, s. 92-93; H. Batatu, dz. cyt., s. 588-589;
                www.playandlearn.org/scholars/514.htm.
                [21] Informacje na temat Cho’iego m. in. w J. Esposito, dz. cyt, t. II, s. 423
                oraz na stronie internetowej www.geocities.com/ahlulbayt14/al-khoei.html.
                [22] Por. np. jego biogram w: M.M. Dziekan, Pisarze muzułmańscy VII-XX w.,
                Warszawa 2003, s. 44.
                [23] Por. M. Stolarczyk, dz. cyt., gł. s. 102-126.
                [24] L. Jahja, K. Wendl, Byłem synem Saddama Husajna, Warszawa 2003, s. 325;
                tam błędna forma nazwiska: Chawai.
                [25] Chums – arab. „jedna piąta” – to jedna piąta dochodów płacona przez
                szyitów uznawanemu przez siebie ajatollahowi lub innemu autorytetowi
                religijnemu; chums stanowi podstawę ekonomicznej egzystencji hierarchii
                szyickiej.
                [26] J.-U. Rahe, Irakische Schiiten im Londoner Exil. Eine Bestandaufnahme
                ihrer Organisationen und Untersuchung ihrer Selbstdarstellung (1991-1994),
                Würzburg 1996, s. 60.
                [27] Tamże, s. 61.
                [28] Na temat As-Sadra por. m. in. J. Esposito, dz. cyt., t. III, s. 450-453;
                H. Batatu, dz. cyt., s. 578-580; J.-U. Rahe, dz. cyt., s. 28-30; J.N. Wiley,
                dz. cyt., s. 76-77; www.geocities.com./Athens/Cyprus/8613.
                [29] L. Jahja, K. Wendl, dz. cyt., s. 137.
                [30] Por. www.geocities.com/Athens/Cyprus/8613/amina.html; J.N. Wiley, dz.
                cyt., s. 82.
                [31] Muhammad Bakir as-Sadr, Al-Islam jakud al-hajat, Teheran 1403 H., s. 179.
                [32] Cyt. za: J. Esposito, dz, cyt., t. II, s. 450.
                [33] Byli to: Cho’i w Nadżafie, Chomejni i Kazim Szari’at Madari i Gulpajgani w
                Kummie, Abd Allah asz-Szirazi an-Nadżafi al-Maraszzi i Hasan al-Kummi w
                Maszhadzie. Oprócz Turkmena Szari’at Madariego pozostali to wszyscy Irańczycy
                (H. Batatu, dz. cyt., s. 594).
                [34] S. al-Khalil, dz. cyt., s. 107-108.
                [35] Tekst pracy w przekładzie na język angielski p. strona internetowa al-
                islam.org/philosophy.
                [36] M. Farouk-Sluglett, P. Sluglett, dz. cyt., s. 195.
                [37] S. al-Khalil, dz. cyt., s. 107.
                [38] Najmłodszym członkiem rodu jest Muktada as-Sadr, obecnie 25-letni, który
                zyskuje coraz większe poparcie wśród radykalnych szyitów. Zorganizowane przez
                niego brygady działają aktywnie od samego początku amerykańsko-brytyjskiej
                okupacji Iraku i zdecydowanie sprzeciwiają się obecności w kraju jakichkolwiek
                obcych wojsk. As-Sadr prześladuje także zwolenników amerykańskiej interwencji,
                albo tych, którzy jej zbyt głośno nie potępiają, szczególnie wsród wysoko
                postawionych ludzi religii (zamordowanie Abd al-Madżida Cho’iego, groźby wobec
                As-Sistaniego). Muktada nie ma wystarczających kwalifikacji, aby stać się
                przywódcą religijnym, z pewnością natomiast może wyrządzić wiele szkód jako
                populistyczny przywódca „ludowy”.
                [39] Informacje na temat Muhammada Bakira al-Hakima por. m. in. J.N. Wiley, dz.
                cyt., s. 78; strony internetowe www.playandlearn.org/scholars/502.htm (w języku
                angielskim) oraz www.al-hakim.com (w języku arabskim); po śmierci Al-Hakima
                sporo informacji na temat jego postaci i działalności pojawiło się także nawet
                w prasie codziennej.
                [40] Por. na jego temat: J.N. Wiley, dz. cyt., s. 77.
                [41] Na temat działalności NZRM por. np. J.-U. Rahe, dz. cyt., s. 72-74 oraz
                strony internetowe www.sciri.org,
                www.shianews.com/hi/middle_east/news_id/0000585.php i in.
                [42] Por. J.-U. Rahe, dz. cyt., s. 72-74.
                [43] Informacje biograficzne o As-Sistanim gł. za stroną internetową
                www.najaf.org (w języku arabskim); w języku ang. por.
                www.geocities.com/Tokyo/Spa/7220/scholars.html. Ze względu na wybitnie
                religijną działalność As-Sistaniego na jego temat brak informacji w
                najważniejszych publikacjach poświęconych irackim szyitom, które z reguły
                dotyczą „szyizmu politycznego”.

                źródło: "Bliski Wschód" nr 1, www.bw.swps.edu.pl/
    • beduinka 100 000 Irakijczyków zginęło od początku wojny 28.10.04, 23:45
      100 000 Irakijczyków zginęło od początku wojny

      Sto tysięcy cywilów, w większości kobiet i dzieci, zginęło w Iraku od marca
      2003, gdy amerykańska armia i jej sojusznicy rozpoczęli okupację - podali
      specjaliści ds. zdrowia publicznego w raporcie, który publikuje brytyjski
      magazyn medyczny "The Lancet".


      Raport wymienia głównie ofiary przemocy i nalotów bombowych sił koalicji, wśród
      których najwięcej było kobiet i dzieci. Dokładność badań była ograniczona,
      ponieważ badacze opierali się przede wszystkim informacjach uzyskiwanych
      bezpośrednio od Irakijczyków.

      W projekcie brali udział naukowcy z amerykańskich uniwersytetów Johnsa Hopkinsa
      i Columbia oraz Al-Mustansirija w Bagdadzie. Wyniki opublikowano na stronach
      internetowych magazynu "The Lancet".

      źródło: PAP, mat /2004-10-28
    • beduinka Zrealizowano kilkanaście projektów ochrony zabytkó 29.10.04, 18:38
      Zrealizowano kilkanaście projektów ochrony zabytków w Iraku



      W polskiej strefie stabilizacyjnej w Iraku do października 2004 r.
      zrealizowano kilkanaście projektów służących ochronie zabytków, o łącznej
      kwocie 200 tys. dolarów - poinformowano na konferencji prasowej w Warszawie.


      Dokonano m.in. inwentaryzacji zabytków w obrębie Obozu Babilon, nawiązano
      współpracę z instytucjami odpowiedzialnymi za ochronę dóbr kultury w Iraku, w
      tym z dyrektorem Muzeum Babilonu. Podjęto też działania prewencyjne, mające na
      celu zabezpieczenie babilońskich obiektów - zabezpieczono główne obiekty
      zabytkowe ogrodzeniami, umieszczono tablice informacyjne i ostrzegawcze w ich
      pobliżu. Częściowo wyremontowano również Muzeum Babilonu (dach, niektóre sale
      wystawiennicze, taras) i wyposażono miejscowe biura w sprzęt komputerowy,
      multimedialny oraz aparaturę geodezyjną.

      "Dzisiaj odkrywamy wszystko to, co zrobiliśmy w ramach misji stabilizacyjnej z
      punktu widzenia ochrony dziedzictwa światowego" - powiedział w piątek
      podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury Ryszard Mikliński. Według danych
      Centrum Informacyjnego Ministerstwa Obrony Narodowej, ewentualne szkody
      spowodowane funkcjonowaniem wojsk na terenie Babilonu są dużo mniejsze, niż
      mogłyby być w przypadku braku wojskowej ochrony.

      Polscy żołnierze realizują misję stabilizacyjną w Iraku, stacjonując w bazie
      Babilon od ponad roku. Ochrona dziedzictwa kulturowego Iraku jest jednym z
      najważniejszych elementów tej misji.

      Decyzja o ustanowieniu obozu wojskowego na terenie stanowiska archeologicznego
      w Babilonie została podjęta przez dowództwo amerykańskie, co spowodowane było -
      jak podkreślano na piątkowej konferencji - nie tylko dogodnym położeniem
      strategicznym, ale także chęcią zapewnienia wojskowej ochrony znajdujących się
      tam zabytków, które pozostawione bez nadzoru były intensywnie grabione.

      Obecny na piątkowej konferencji kulturoznawca i archeolog Łukasz Olędzki uznał,
      że sierpniowe oskarżenia irackiego ministra kultury, Mufida al-Dżazari, jakoby
      dowodzone przez Polaków siły koalicji dewastowały i rozgrabiały Babilon,
      były "bezpodstawne".

      Do połowy grudnia ma nastąpić opuszczenie Obozu Babilon przez wielonarodową
      dywizję Centrum-Południe pod polskim dowództwem. Polscy żołnierze rozpoczną
      stacjonowanie w bazie Echo w Diwaniji, a Irakijczykom zostanie zwrócona część
      ich historycznego dziedzictwa. W tym celu polscy specjaliści i eksperci ds.
      sztuki szkolili Iracką Policję Archeologiczną w zakresie m.in. kontroli
      zabytków.

      Na terenie dzisiejszego Iraku znajduje się większość najcenniejszych stanowisk
      starożytnego Bliskiego Wschodu. Strefa, którą w Iraku administrują Polacy,
      obejmuje tereny będące kolebką ludzkiej cywilizacji. Babilon wiele miejsca
      zajmuje w Biblii (tu lokalizowano słynną wieżę Babel). Według Herodota, w
      Babilonie znajdowały się wiszące ogrody Semiramidy - jeden z siedmiu cudów
      świata, część pałacu Nabuchodonozora.

      Początki istnienia miasta datowane są na rok 3000 p.n.e. W czasach rozkwitu
      liczyło ono około 100 tysięcy mieszkańców. Od czasów Hammurabiego (XVIII w.
      p.n.e.) Babilon był stolicą państwa, ośrodkiem politycznym, kulturalnym,
      naukowym i religijnym.

      źródło: PAP, MFi /2004-10-29
    • beduinka "Ojca mojego zmiotła burza" 18.01.05, 21:00
      W Polsce nową ojczyznę znalazło wielu Irakijczyków, którzy musieli uciekać z
      kraju Saddama Husajna

      "Ojca mojego zmiotła burza"

      Jan Strzałka , Tygodnik Powszechny , nr 29, 20 lipca 2003

      "Wszak przyszło mi być nieszczęsnym świadkiem ojczyzny mojej, którą zawładnęła
      gilotyna" - pisał Hatif Janabi, iracki poeta mieszkający w Polsce. Za nim słowa
      te powtórzyłby zapewne Ziyad Raoof, Fari Said, Wadie Al Khalidi i większość
      żyjących w Polsce Irakijczyków.

      Nie chciał prosić o azyl na Zachodzie, nie zamierzał zostać w Moskwie, bo już
      wiedział, czym pachnie komunizm. Nie mógł też wrócić do Iraku. Studiujący razem
      z nim na moskiewskim uniwersytecie przyjaciele z Polski zaprosili go na Boże
      Narodzenie do Krakowa. Pierwszy wieczór w Polsce spędził na opłatku w "Piwnicy
      pod Baranami". Zachwyciła go serdeczność piwniczan, a najbardziej Piotr
      Skrzynecki. Ziyad Raoof, syn kurdyjskiego miłośnika poezji arabskiej,
      postanowił zamieszkać w Polsce. Był rok 1986.

      W tym samym czasie Fari Said, Kurd z miasta Sulajmanija, emigrował z żoną Polką
      i dziećmi do Szwecji. Dziś wykłada architekturę na politechnice w Göteborgu,
      przymierza się tam do budowy własnej willi, ale każde wakacje spędza w
      Krakowie, w domu, którego nigdy nie sprzedał.

      W 1986 r. Wadie Al Khalidi, Arab z miasta Nasirija, też zaczynał życie od nowa.
      Nie należał już do partii Baas, stracił paszport iracki. Podjął pracę w
      Akademii Ekonomicznej, choć ekonomia socjalizmu, dla studiowania której przybył
      do Polski, wkrótce miała odejść do lamusa.

      A Hatif Janabi, poeta arabski, szukał ocalenia w metafizyce. Wadził się z
      Bogiem:

      Boże, Boże,
      dlaczego zostawiłeś mnie samego wśród lądów?
      Czyżbyś się bał tyranów tak samo jak ja?

      Wielbiciel Corleone

      Ilu Kurdów mieszka w Iraku? Dwa miliony? Sześć? Reżim Saddama zaniżał ich
      liczbę, podobnie jak władze innych krajów bliskowschodnich, które podzieliły
      Kurdystan. Według źródeł kurdyjskich, w Turcji żyje 20 mln Kurdów, w Iranie 8
      mln, w Iraku 6 mln, w Syrii milion, na Kaukazie 200 tysięcy. Nawet jeśli to
      liczby zawyżone, Kurdowie to największy na świecie naród bez państwa. Stale
      trwa gdzieś wojna przeciw Kurdom, a państwa regionu, zwykle sobie wrogie,
      zgodne są w jednym: "kwestia kurdyjska" nie istnieje.

      W 1970 r. między Bagdadem a Kurdami trwały rozmowy o autonomii. Uczestniczył w
      nich Saddam, wówczas zastępca prezydenta Iraku. Ziyad Raoof pamięta anegdotę:
      Saddam zaprosił do swej biblioteki działacza kurdyjskiego, który oniemiał na
      widok dzieł wszystkich Stalina. "Pan jest komunistą?" - zapytał. Na co Saddam z
      uśmiechem: "A czy Stalin był komunistą?". Dobra odpowiedź! Husajn wielbił
      generalissimusa nie jako ideologa, lecz geniusza zbrodni. Był podejrzliwy jak
      Stalin, i jak on pozbawiony skrupułów. Choroba tyranów. A więc po kolei:
      najpierw dokonał czystek w partii Baas, która wyniosła go do władzy. Potem
      rozpętał terror wobec szyitów i Kurdów, zaatakował Iran oraz Kuwejt. Marzył o
      przywództwie w świecie arabskim.

      W latach 70. Wadie Al Khalidi należał do irackiego establishmentu: pracował w
      ministerstwie planowania, potem w komisji ropy naftowej. Jego rodzina była
      ustosunkowana i rozpolitykowana. Wśród krewnych byli komuniści, zwolennicy
      prawicy, a on zapisał się do Baas - nie z przekonania, lecz by dostać się na
      studia.

      Wadie Al Khalidi znał wielu bagdadzkich prominentów. Nieraz słyszał więc, że
      Saddam analizuje genezę i mechanizmy każdego zamachu politycznego na świecie,
      zwłaszcza upadek rumuńskiego dyktatora Nicolae Ceausescu. Podobno ciągle
      studiował "Księcia" Machiavellego i oglądał w nieskończoność "Ojca
      chrzestnego".

      - To był faszyzm - mówi dziś Hatif Janabi, poeta i wykładowca arabistyki na
      Uniwersytecie Warszawskim. Wielbiciel Vita Corleone i Stalina rządził długo, bo
      świat przymykał oczy na jego zbrodnie: Francja i Niemcy miały w Iraku interesy
      gospodarcze, Rosjanie chcieli zachować "tradycyjną przyjaźń" z Bagdadem.

      Rodzice i dzieci

      Adam, sześcioletni syn Hatifa, ubrany jest w kontusz szlachecki, w ręku trzyma
      szablę. W tle zdjęcia: złota polska jesień, wierzby i dworek. Wypisz-wymaluj
      XIX-wieczny dwór klasycystyczny w podkrakowskich Tomaszowicach, gdzie mieszka
      Ziyad z żoną i dwoma synami.

      Synowie Hatifa i Ziyada urodzili się w Polsce, są pogodnymi dziećmi.
      Dzieciństwo ich ojców było krótkie i pełne grozy. Ziyad urodził się w
      kurdyjskim mieście Irbil, gdzie jego ojciec uczył arabskiego. - Myśląc o nim,
      zawsze widzę go w więzieniu albo ukrywającego się przed aresztowaniem -
      wspomina.

      Ojca prześladowano w czasach monarchii i gdy Irak stał się "republiką". Za to,
      że zawsze był w opozycji, czyli nie pozwalał zapomnieć swoim uczniom, iż są
      Kurdami. Nie miał w sobie krzty szowinizmu, nie gardził Arabami, kochał ich
      poezję.

      Pewnego dnia został aresztowany i słuch po nim przepadł. Rodzina bała się, że
      nie żyje. Ale żył, a nawet odzyskał wolność - dzięki pewnemu Arabowi, który w
      czasach monarchii siedział w jednej celi z wujem Ziyada. Wuj siedział, bo był
      Kurdem, Arab, bo należał do Baas. W latach 70. ów Arab został ambasadorem Iraku
      w Polsce, ale szybko padł ofiarą czystek Saddama.

      Myśląc o ojcu, Ziyad widzi go też na pustyni. Nauczyciel arabskiego został
      wypędzony z Irbilu, a że samotnej matce trudno było wychować trzech synów,
      pięcioletni Ziyad towarzyszył ojcu na wygnaniu. Zamieszkali na południu, na
      pustyni niedaleko miasta Al Kut, pod okiem policji, która śledziła ich każdy
      krok. Hatif Janabi nigdy nie był na pustyni, choć zaczynała się za progiem jego
      rodzinnego domu nieopodal Nadżafu. Patrzył na nią z lękiem. Jego ojciec był
      zamożnym ziemianinem, właścicielem 250-hektarowego majątku. Po upadku
      monarchii, gdy partia Baas powoli zaczęła rozbijać tradycyjne struktury
      społeczne, a Saddam dążyć do dyktatury - majątek kurczył się, państwo odbierało
      ojcu hektar po hektarze, aż w końcu rodzina znalazła się w nędzy. - Jadaliśmy
      raz dziennie - wspomina Hatif.

      Na początku lat 60., po obaleniu monarchii, ich dom napadali pracujący kiedyś u
      Janabich wieśniacy, spragnieni rewolucyjnej sprawiedliwości. Pewnej nocy doszło
      do strzelaniny z chłopami otumanionymi przez Bass i jedenastoletni Hatif musiał
      uciekać z domu. Schronił się w oborze sąsiada, między bydłem. Po raz pierwszy
      poznał smak wygnania. Nie wrócili do rodzinnej wsi, ani on, ani ojciec. Bali
      się zemsty, bo podczas napadu zginął jeden z wieśniaków. - Krwawe łaźnie były
      codziennością w pierwszych latach rewolucji baasistowskiej - mówi Hatif. W
      końcu ojciec zmuszony był odstąpić ziemię swym pracownikom i zamieszkał w
      Bagdadzie. Gdy wybuchła wojna z Iranem (1980 r.), przeniósł się do Nadżafu,
      wierząc, że szyicki Iran nie zbombarduje świętego miasta szyitów. Rzeczywiście,
      Iran nie ośmielił się tknąć miasta. Za to w 1991 r. Nadżaf zbombardowało
      lotnictwo i artyleria Saddama, tłumiąc bunt irackich szyitów.

      Hatif nie był tego świadkiem: od 1976 r. żył na emigracji. - Ale wygnany czułem
      się już w Iraku - powiada. Poczucie pustki i wygnania (,,Po wygnaniu nie ma już
      dymu" - pisał) towarzyszyć mu będzie wszędzie, gdzie rzuci go los: w Polsce,
      Algierii, USA.

      W 2001 r. Hatif razem z grupą irackich pisarzy emigracyjnych był gościem
      Barzaniego i Talibaniego, przywódców wolnego od 1991 r. Kurdystanu - quasi-
      państwa w północnym Iraku, uwolnionego od rządów Saddama i trwającego w latach
      90. dzięki armii peszmergów (partyzantów), wspieranych przez lotnictwo USA.
      Pierwszy raz od 27 lat ujrzał Irak. Kurdystan cieszył się wolnością, resztą
      kraju nadal rządził Saddam. Aby ujrzeć starych rodziców, w 2003 r. Hatif musiał
      lecieć do syryjskiego Damaszku. Spotkali się po latach rozłąki, podczas której
      syn słał poetyckie listy do ojca:

      Dzień dobry mój ojczulku,
      bezpowrotnie już minął czas gołębi i chwila rozstania nas łączy
      a kiedy umrzemy
      wrócimy na skrzydłach.
      Czy ciągle bijesz moich b
      • beduinka 2 "Ojca mojego zmiotła burza" 18.01.05, 21:01
        Dzień dobry mój ojczulku,
        bezpowrotnie już minął czas gołębi i chwila rozstania nas łączy
        a kiedy umrzemy
        wrócimy na skrzydłach.
        Czy ciągle bijesz moich braci
        czy przygryzasz skraj ubrania w gniewie
        krwawiące serce otwierasz przed Panem i się nie korzysz?

        Przed domem ojca Ziyada stale dyżurowało dwóch tajniaków. Gdy w 1991 r. Stany
        Zjednoczone pozwoliły Saddamowi rozprawić się z Kurdami i szyitami, ojciec
        emigrował do Niemiec, gdzie zmarł. Ziayd mógłby powiedzieć to, co Hatif w
        wierszu z połowy lat 90.:

        Mojego ojca zmiotła burza.

        Dojrzewanie

        Hatif skończył arabistykę na uniwersytecie w Bagdadzie w 1972 r. i został
        wcielony do armii. Po rocznej służbie z trudem, bo nie należał do Baas, znalazł
        pracę jako nauczyciel literatury arabskiej w liceum w kurdyjskim Kirkuku.
        Miasto było etniczną i religijną mozaiką: Kurdowie, Arabowie, Ormianie, Żydzi,
        Turkmeni. Hatif: - Żyjąc w takim tyglu, wzmocniłem wyniesioną z domu tolerancję
        wobec każdego człowieka, niezależnie od narodowości i religii. Ostatecznie
        przestałem zważać na różnice etniczne i wyznaniowe.

        Autonomia, którą w 1970 r. Saddam obiecał Kurdom, istniała na papierze:
        kurdyjskie władze autonomiczne wyznaczał Bagdad. Działały jednak kurdyjskie
        szkoły, jak ta w Kirkuku, wydawano książki i gazety. To i tak dużo - w Turcji
        represjonowano wtedy za mówienie po kurdyjsku.

        W 1973 r. Kurdowie zaczęli domagać się od Saddama obiecanych przywilejów, w tym
        wyłączonego z terenu ich autonomii bogatego w ropę Kirkuku. Rok później
        wybuchła wojna domowa. I znowu wielu Kurdów uciekało do Turcji lub Iranu, wśród
        nich rodzina Raoofów. Irbil, gdzie Ziayd się urodził, leży 180 km od granicy z
        Iranem, ale dotarcie tam zajmowało uchodźcom kilkanaście dni: byli
        bombardowani, ostrzeliwani, zabitych grzebano przy drodze. Hatif, wstrząśnięty
        tragedią Kurdów, pisał później:

        Tej jesieni ptaki wcześnie odeszły
        jak matki i pasterze.
        Odeszli Kurdowie ku najdalszemu punktowi na północy,
        a Halabdża odeszła na tamten świat.

        Halabdża to kurdyjskie miasto, zaatakowane bronią chemiczną w 1988 r.

        W tym czasie Ziyad od roku mieszkał w Krakowie. Za sobą miał siedem lat w
        Moskwie. - Idee komunizmu w tzw. krajach Trzeciego Świata były czymś innym niż
        komunizm wschodnioeuropejski - mówi. Dla kurdyjskiej inteligencji znaczyły
        tyle, co walka o wolność, równość i braterstwo. - Ideologii i propagandzie
        marksistowskiej najłatwiej ulegali młodzi - wspomina Ziyad.

        On sam już w liceum działał w nielegalnych stowarzyszeniach młodzieży
        kurdyjskiej, za co został aresztowany. Zwolnili go, ale wiedział, że nie
        dostanie się na żadną iracką uczelnię. I czekał, kiedy znów będzie aresztowany:
        od lat działał w Komunistycznej Partii Iraku.

        Nie był jedynym Irakijczykiem, zafascynowanym w latach 80. komunizmem. Lewica
        była wówczas jedną z najmocniejszych partii wśród Kurdów (i silną w Iraku), a w
        rodzinie Ziyada takie sympatie były "dziedziczne": lewicę popierał ojciec i
        wuj. Mohamed Arif to znany w świecie malarz kurdyjski.

        Arif studiował malarstwo w Bagdadzie i Moskwie, wystawiał we Francji,
        Niemczech, Anglii. Na realistycznych płótnach z lat 60. przedstawiał harmonijne
        współżycie Kurdów i Arabów. Marzył o świecie bez przemocy, wojny, nienawiści.
        Na obrazie "Pokój w kraju" Arab w burnusie nachyla się ku kurdyjskiej kobiecie,
        która chroni w dłoniach białego gołębia. Na innym arabska dziewczyna tuli się
        do kurdyjskiego bohatera narodowego. Radziecki wydawca albumu z malarstwem
        irackim twierdził, że malarz "daleki jest od utopii społecznej", ale Saddam
        Husajn miał wkrótce dowieść, że twórczość Arifa była utopijna. Jedno z
        ostatnich dzieł Arifa przedstawia przerażoną dziewczynę zaciskającą w ręku kęs
        chleba. Czy ktoś chce jej odebrać chleb? A może życie?

        Obraz powstał w 1979 r., gdy Saddam zabijał Kurdów.

        Uciec z pułapki

        W tym czasie rodzice skłonili Ziyada, by uciekał z Iraku: Saddam miał już
        pełnię władzy. Ziyad uciekł do Turcji. Stamtąd po roku pojechał na studia
        prawnicze w Moskwie. - Przyjechałem do ZSRR wierząc, że komunizm to spełnienie
        marzeń ludzkości - wspomina.

        Szybko uświadomił sobie pomyłkę. Najpierw ZSRR rozpoczyna wojnę w Afganistanie,
        potem wspiera Irak w wojnie z Iranem. Ziyad poświęcił temu konfliktowi jedną z
        prac semestralnych. Dowodził, że agresja na Iran szkodzi interesom Iraku i
        jedynie wzmacnia Saddama, stwierdził też, że kto wspiera tyrana, jest także
        agresorem. Promotor żądał usunięcia tego fragmentu, na co Ziyad się nie
        zgodził. Przekreślił więc swoją szansę na doktorat: - Po awanturach skończyłem
        studia z krasnym dipłomem, ale prorektor orzekł, że skoro chlapię językiem, to
        do widzenia.

        Nie zależało mu na karierze uniwersyteckiej w ZSRR. Doskwierała mu sowiecka
        codzienność, tak ponura, że już po roku studiów myślał o powrocie do Kurdystanu
        tureckiego. Ale akurat Ankara rozpoczęła kolejny akt wojny z Kurdami. Kończąc
        studia w Moskwie, czuł, że znalazł się w potrzasku: nie chciał zabiegać o azyl
        na Zachodzie, nie chciał zostać w ZSRR, powrót do Iraku lub Turcji byłby
        szaleństwem. Ale jednego był pewien. Rzucił legitymację Irackiej Partii
        Komunistycznej. Na szczęście, przyjaciele zaprosili go do Polski. - Nie
        przerażała mnie bieda i kartki, miałem za sobą kilka lat w Moskwie - wspomina. -
        Po takim doświadczeniu Polska była dla mnie oazą liberalizmu.

        Ambasada iracka nie przedłużyła mu paszportu. Dowiedział się, że rodziców
        kolejny raz deportowano - za karę, że syn nie wraca. Pod koniec lat 80. służba
        bezpieczeństwa wypuściła matkę do syna: miała namawiać Ziyada do powrotu,
        tymczasem zaklinała go, by nie wracał, choćby rodzina miała zapłacić najwyższą
        cenę. W Polsce Ziyad otrzymał kartę stałego pobytu, zaś polskie obywatelstwo
        dostał w 1992 roku.

        Kiedy przyjechał do Krakowa, chciał się doktoryzować na UJ - tematem pracy
        miały być relacje między Bagdadem a autonomią kurdyjską. Doktoratu nie zrobił:
        temat stracił aktualność.

        Na studia doktoranckie do Krakowa przyjechał też Wadie Al Khalidi.Chciał badać
        ekonomię socjalizmu. Podczas wakacji w Bagdadzie, wychodząc z ważnej narady
        zobaczył, że jego szofer płacze. Wadie: - Co się stało, pytam, a on, że
        wybuchła wojna z Iranem, i że to koniec Iraku.

        Wadie pomyślał, że po diabła mu służbowy samochód i partia Baas. Postanowił, że
        kiedy po wakacjach wróci do Polski, zostanie tam na zawsze. Tak się stało.
        Zaocznie skazany został przez reżim na osiem lat więzienia, a jego rodzinę
        represjonowano.

        Z pułapki uciekł także Fari Said. Do Polski przyjechał w latach 70. Tu ożenił
        się, otrzymał kartę stałego pobytu. Nawet w stanie wojennym nie opuścił
        przybranej ojczyzny, choć miał krewnych w Europie Zachodniej. W 1982 r.
        pożegnał żonę i dwoje dzieci i pojechał do Iraku, by odwiedzić chorego ojca.
        Sądził, że wyjeżdża z Krakowa na krótko, ale rozłąką z rodziną w Polsce trwała
        cztery lata. Zabiegał o polską wizę w ambasadzie w Teheranie, w konsulacie w
        Syrii. Bezskutecznie. W tym czasie żona chodziła do gen. Kiszczaka (szefa MSW),
        który uspokajał ją, że mąż wizę dostanie. Nie mogąc otrzymać wizy, poprosił o
        azyl polityczny w Szwecji, gdzie żyje 70 tys. Kurdów. I dopiero tam dołączyła
        do niego żona z dziećmi.

        Z korzeniami w niebie

        Hatif zadebiutował mając 16 lat. Okrzyknięto go "nadzieją irackiej poezji", ale
        wkrótce cenzura zamknęła mu usta. Pisał do szuflady i coraz bardziej czuł się
        wygnańcem, ogarniało go "śmiertelne przerażenie". Jak pisze w
        wierszu "Imperium":

        Puste imperium!
        Przestań mnie śledzić
        nie przeliczaj moich książek, listów
        i spraw domowych.

        Marzył o studiach teatrologicznych. Najchętniej w Polsce. Pasjonował go teatr
        Grotowskiego i Wajdy, dramaturgia Mrożka. Znał "Tango", opublikowane w egipskim
        piśmie poświęconym współczesnemu dramatowi. W 1976 r. zdobył trzymiesięczną
        wizę polską. Ruszył z walizeczką: kilka koszul, cztery książki
        • beduinka 3 "Ojca mojego zmiotła burza" 18.01.05, 21:01
          Marzył o studiach teatrologicznych. Najchętniej w Polsce. Pasjonował go teatr
          Grotowskiego i Wajdy, dramaturgia Mrożka. Znał "Tango", opublikowane w egipskim
          piśmie poświęconym współczesnemu dramatowi. W 1976 r. zdobył trzymiesięczną
          wizę polską. Ruszył z walizeczką: kilka koszul, cztery książki i notes, w
          którym zapisał garść polskich słów. Tak wyjeżdżał z Iraku. Na zawsze.

          W Polsce pomogli mu znajomi i krewni przyjaciół z Kirkuku. Dali dach nad głową,
          pomogli zdobyć polskie stypendium (dzięki takiemu wsparciu w Polsce studiowało
          wielu Kurdów; np. Fari Said skończył architekturę i doktoryzował się na
          Politechnice Krakowskiej).

          Po rocznym kursie językowym, Hatif trafił na polonistykę w Warszawie. -
          Protestowałem, mówiłem, że chcę studiować teatrologię - wspomina. -
          Przekonywano mnie, że Polska potrzebuje arabskich polonistów. Czytałem więc
          Biernata z Lublina i Reja, nic nie rozumiejąc i przeklinając żałosny los. Za to
          do teatru chodziłem kilka razy w tygodniu, żeby sobie powetować męki z Rejem.
          Przestałem rozpaczać, kiedy dotarłem do wieszczów romantyzmu.

          Pod koniec studiów zaczął tłumaczyć polską poezję współczesną: Różewicza, potem
          Miłosza (jeszcze przed Noblem). Zajmuje się nim do dziś: ostatnio
          przełożył "Traktat teologiczny". Tłumaczył też Szymborską, Herberta, ks.
          Twardowskiego, Ewę Lipską, Julię Hartwig i Artura Międzyrzeckiego, który
          wciągnął go do PEN Clubu - i obdarował przyjaźnią.

          Od 1991 r. Hatif ma polskie obywatelstwo. - I tak już połowę życia związany
          jestem z Polską. Czasem myślę, że żyję tu przez swoją głupotę, a niekiedy, że
          przez wielką mądrość. Przez głupotę, bo gdybym wybrał Zachód, wiodłoby mi się
          lepiej, niż wiedzie się w Polsce pracownikowi uniwersytetu. Ale nie poznałbym
          mojej żony, nie miał z nią dziecka i nie byłbym tak bogaty i "mądry", jak
          jestem dzięki polskiej kulturze.

          W wierszu "Gesty i obrazy" pisał:

          Polska: kraj o korzeniach zatopionych w niebie, współczesności w powietrzu i
          niedostrzegalnych granicach.

          Demokracja? A czemu nie?

          Kilka lat temu Ziyad kupił zdewastowany dwór w Tomaszowicach. W dawnych
          chlewniach i spichlerzach urządził hotel i centrum konferencyjne (gościom
          pokazuje fotografie, by dowieść, że niedawno dwór był ruiną). Dziś to jeden z
          wielu hoteli i restauracji należących do tego przedsiębiorczego Kurda. Fari
          buduje willę w Szwecji, ale nie pozbywa się mieszkania w Polsce: - Tu jestem
          najszczęśliwszy - mówi. - W Szwecji oglądamy z żoną "Złotopolskich", co
          niedzielę jadę do kościoła: żona i dzieci się modlą, ja czekam przed świątynią.
          Myślami jesteśmy w Polsce.

          Każdy z nich myślami był też z rodakami, gdy przeżywali radość i gorycz
          pierwszych dni wolności. Dziś niepokoją się, kto będzie rządzić Irakiem:
          amerykański administrator czy rząd, wybrany w demokratycznych wyborach?

          - Większość Irakijczyków jest wdzięczna Stanom za obalenie Saddama, ale trzeba
          jak najszybciej pozwolić opozycji przejąć władzę, inaczej grozi powstanie
          antyamerykańskie - mówi Ziyad, który wierzy, że Amerykanie zostają w Iraku nie
          tylko we własnym interesie.

          - Ich interesy są zbieżne z naszymi: musimy zbudować demokratyczne i pokojowe
          społeczeństwo - podkreśla Hatif. - Jeśli Amerykanie wycofaliby się za szybko,
          byłaby to nasza wspólna klęska.

          Optymistą jest także Fari: - My, Irakijczycy, jesteśmy najbardziej
          wykształconym społeczeństwem na Bliskim Wschodzie - zaznacza. - I jesteśmy
          ambitni, możemy zbudować prawdziwie demokratyczne państwo.

          Podobnie sądzi Ziyad: - Potencjał Iraku to nie tylko ropa, ale i rzesze
          wykształconych ludzi. Powiada się, że książki pisze się w Egipcie, drukuje w
          Libanie, a czyta w Iraku. Ropa kiedyś się skończy, a wykształcenie zostanie.
          Wahie Al Khalid napisał do polskich władz, że jest gotów pracować jako ekspert
          przy odbudowie Iraku.

          Hatif Janabi jest współautorem słownika arabsko-polskiego dla żołnierzy
          jadących do Iraku. Wygłosił też dla nich cykl wykładów o irackiej historii i
          kulturze. Jest gotów do współpracy z Polakami odbudowującymi Irak.

          Ziyad Raoof zakłada Polsko-Iracką Izbę Gospodarczą: chce pośredniczyć w
          kontaktach polskich firm z firmami i władzami irackimi. Jest też
          współzałożycielem stowarzyszenia irackich demokratów w Polsce.

          Organizując pierwsze spotkanie stowarzyszenia, zaprosił wszystkich polskich
          Irakijczyków. Także tych, którzy do ostatniej chwili popierali Saddama i
          protestowali przed ambasadą USA w Warszawie. Po dwóch godzinach musiał jednak
          ich wyprosić. - Z nimi nie da się rozmawiać - rozkłada ręce. Nie ma mowy o
          współpracy z tymi, którzy służyli dyktatorowi - dodaje Janabi.

          Ale to już inna historia.
    • beduinka Zdjęcia Saddama w negliżu-łamanie praw człowieka!! 20.05.05, 19:45
      IAR, MFi /2005-05-20

      Będzie śledztwo ws. zdjęć Saddama w negliżu



      Pentagon zapowiedział przeprowadzenie natychmiastowego śledztwa w sprawie
      opublikowania fotografii Saddama Husajna w negliżu.

      Zdjęcia zamieszczone w brytyjskim dzienniku "The Sun" pokazują byłego irackiego
      dyktatora w samych majtkach.

      Rzecznik Departamentu Obrony pułkownik Berry Venable powiedział Polskiemu
      Radiu, że Pentagon zrobi wszystko, by ustalić kto przekazał dziennikarzom
      fotografie. Na razie nie wiadomo jakie było źródło przecieku.

      Według Venable'a - nie wiadomo nawet kto i dlaczego zrobił te zdjęcia. Rzecznik
      podkreśla, że fotografie same w sobie stanowią oczywiste naruszenie
      wewnętrznych wytycznych w sprawie humanitarnego traktowania więźniów. .

      Rzecznik Pentagonu dodał, że jeśli okaże się iż zdjęcia Saddama Husajna w
      majtkach przekazał prasie amerykański żołnierz, poniesie on surowe konsekwencje.

      Fotografie zamieszczone w dzienniku "The Sun" pokazują byłego irackiego
      dyktatora w białych majtkach oraz śpiącego na łóżku. Gazeta twierdzi, że
      ujawnienie zdjęć może korzystnie wpłynąć na Irakijczyków, obalając ostatecznie
      mit jego osoby. Ma to z kolei osłabić iracki ruch oporu.

      Oprócz opublikowania zdjęć, dziennik "The Sun" opisał również warunki, w
      których przetrzymywany jest 68-letni były iracki prezydent. Mieszka w
      pomieszczeniu o wymiarach czterech na trzy metry "gdzieś niedaleko Bagdadu". W
      pokoju ma stół i różowe plastykowe krzesło, którego używa jako nocnego stolika.
      Pozwolono mu zabarwić siwiejące włosy na czarno. 24 godziny na dobę obserwują
      go kamery, również w toalecie.

      Amerykańscy żołnierze ujęli Saddama w grudniu 2003 roku w okolicach jego
      rodzinnego miasta Tikritu w północnym Iraku. Nie wiadomo, kiedy rozpocznie się
      jego proces.
    • beduinka wynalazki Mezopotamii 19.09.05, 21:23
      500 p.n.e. - początki tkactwa,
      4000 p.n.e. - kanały nawadniające, tamy,
      4000 p.n.e. - wytop miedzi z rud,
      4000 p.n.e. - radło drewniane,
      3500 p.n.e. - żagiel, wóz na kołach,
      3400 p.n.e. - szkło,
      3200 p.n.e. - koło garncarskie,
      3200 p.n.e. - cegła wypalana,
      3200 p.n.e. - narzędzia z brązu,
      2600 p.n.e. - najstarsza gra planszowa,
      2350 p.n.e. - pierwsze ustępy,
      2250 p.n.e. - pierwsze mapy,
      1500 p.n.e. - tokarki z nap. strunowym,
      600 p.n.e. - mosty drewniane i kamienne,

      www.wynalazki.mt.com.pl/
    • beduinka Znaleziono człowieka ze zdjęcia 20.09.05, 02:04
      Znaleziono człowieka ze zdjęcia

      Hadż Ali al-Kaisi - to nazwisko człowieka podłączonego do elektrod, stojącego w
      plastikowym kapturze na głowie. Jego zdjęcie z amerykańskiego więzienia Abu
      Ghraib w maju 2004 obiegło cały świat. Rozmawiał z nim norweski dziennikarz.

      Opowieść człowieka ze zdjęcia

      Lars Akerhaug

      Il Manifesto, 9-10 września 2005

      "CHCIAŁEM TYLKO URZĄDZIĆ BOISKO"


      Zanim zaczęły się kłopoty z Amerykanami Ali był mukhtarem (sołtysem)
      niewielkiej wsi w dystrykcie Abu Ghraib. Uprawiał daktyle, dorabiał pilnując
      parkingu pod meczetem. Nie wygląda na przestępcę, miły człowiek, trudno sobie
      wyobrazić co przeszedł w więzieniu Abu Ghraib.

      "Moje klopoty z Amerykanami - opowiada - zaczęły się kiedy znalazłem i
      urządziłem teren na boisko piłki nożnej dla dzieciaków." Zaraz potem na boisku
      pojawiły się amerykańskie ciężarówki ze śmieciami ze strefy lotniska. Były
      wśród nich odchody i pisma porno. Miejscowy lekarz zgłaszał rany i zakażenia
      wśród biednych, którzy chodzili na wysypisko w poszukiwaniu czegoś
      przydatnego. "Przedtem - żartuje Ali - myślałem, że amerykańska demokracja to
      plac zabaw. Ale wprost przeciwnie, zrobili z tego śmietnisko na chemikalia,
      ekstrementy i pornografię."

      Kapitan Philips

      Jako mukhtar idzie w końcu na skargę do administracji. "Ten protest - mówi Ali -
      był początkiem moich przykrości". 30 listopada [2003] o jedenastej przed
      południem żołnierze zabrali go z ulicy do hummera. Zawieźli do al-Amrije, byłej
      irackiej bazy wojskowej zamienionej w amerykańskie więzienie. Na miejscu
      niejaki kapitan Philips mówi "Nie wiem która agencja kazała cię zamknąć, ale tu
      zostaniesz".

      Na wieść o aresztowaniu wiele osób z rodziny przyszło prosić o jego uwolnienie.
      Kapitan Philips pyta czy Hadż Ali myśli, że ktoś z zewnątrz może
      zaatakować. "Nie mam pojęcia" - mówi Ali. Zostaje tam dwa dni. Trzeciego dnia
      rano wiozą go z workiem na głowie do więzienia Abu Ghraib.

      "Wtedy jeszcze nie wiedziałem gdzie jestem". Na początek przechodzi procedurę
      wstępną. Amerykanie pobierają mu odciski palców, krew, badają dno oka, potem
      ciągną do pokoju przesłuchań. "Te pokoje to właściwie ubikacje zalane
      nieczystościami. Dwóch Amerykanów z tłumaczem siedziało daleko ode mnie, od
      ścieku". Zmuszają Alego by usiadł po drugiej stronie, w dziurze z gównem.
      Pytają od razu "Jesteś sunnitą czy szyitą?".

      "Dawno nie słyszałem tego pytania", mówi. Tłumaczy, że wcześniej w Iraku,
      również z powodu ustawy o małżeństwie, nie pytano o przynależność religijną.
      Potem oskarżają go o atak na siły okupacyjne. Hadż Ali pokazuje swoje palce i
      inwalidztwo ręki, które czyni go niezdatnym do posługiwania się
      bronią. "Mówiłem im, że nie mógłbym, żeby zadzwonili do lekarza, który mnie
      operował”.

      „Pytali nawet czy znam Ossamę ben Ladena - ciągnie Ali - a ja, że z telewizji.
      Zadawali właśnie takie pytania, nawet o Saddama Hussajna. Chyba chcieli mnie o
      coś oskarżyć. Potem powiedzieli, że jestem antysemitą, a ja na to, że uważam
      Semitów za ojców ludzkości". "No to wiesz o czym mówię" - odpowiedział jeden z
      przesłuchujących.

      Wiedzieli, że jest mukhtarem, pytali dlaczego nie chce współpracować, że
      zoperują mu rękę. Jeden ciągle powtarza "Jesteśmy największym narodem świata,
      okupujemy was, więc macie się poddać i współpracować".

      Potem okazało się, że porwanie Alego i licznych innych, którzy podzielili jego
      los, ma na celu nie "powstrzymanie powstania", ale "pozyskanie informacji" i
      rekrutację ważniejszych ludzi z okolicznych wsi. Tak czy inaczej Hadż Ali się
      nie zgadza: "Skoro jesteście okupantami, to opór przeciw okupacji jest legalny
      według prawa muzułmańskiego i międzynarodowego". Ale tamci nalegają na
      kolaborację i straszą wysłaniem w miejsce "gdzie nawet pies by nie przeżył".

      Po pierwszym przesłuchaniu pakują Alego do ciężarówki. Żołnierze rozdają
      więźniom kaptury. Pytają "Wszyscy macie torby na głowy?". Jeden więzień,
      niewidomy, odpowiada, że nie ma. Jest oskarżony o atak na wojska okupacyjne.
      Wysiadają w miejscu więzienia zwanym "Fidżi". Stoją tu namioty, po pięć w
      grupie, każda otoczona zasiekami z drutu kolczastego i ogrodzeniem. "To tu
      tutaj trzymali tych, których nazywali "grubymi rybami".

      W każdym namiocie spało kilkudziesięciu mężczyzn, w pięciu namiotach było ich z
      trzystu. Przed przenośnymi ubikacjami ustawiały się dwu-trzygodzinne
      kolejki. "Były pełne zanim nadchodziła kolej". Inna toaleta była praktycznie
      niemożliwa. Każdy namiot dostawał dziennie 20 litrów wody na wszystko. Pili z
      butelek ze śmietnika. "Jedzenie też było złe", opowiada Hadż Ali.

      "Dostawaliśmy je nieregularnie, a kiedy ktoś złamał dyscyplinę kara zawsze była
      zbiorowa. Kiedy na przykład jakiś więzień rozmawiał z więźniem z sąsiedniego
      obozu nie dawali nam jeść albo kazali stać godzinami na słońcu. Pamiętam co
      wydarzyło się uczniowi Al Sadra*, który się nazywał Szejk Dżaber-al-Kadi.
      Prawie wszyscy pochodzili z sunnickich miast Faludży, Ramadi czy Mosulu, czuł
      się trochę sam. Pewnego dnia poprosiliśmy go by poprowadził modlitwę, że
      odmówimy ją razem. Zaraz potem dopadli go Amerykanie, krzyczeli "Dlaczego się
      modlisz z sunnitami?" i skatowali go.

      Hadż Ali spotkał tam ludzi z wielu obozów, jak przy lotniskach w Badgadzie i
      Mosulu. Słyszał historie tortur, przerażające opowieści o zastrzykach, po
      których widzi się skorpiony i pająki, pokazywano mu rany po torturach. Jest
      znowu przesłuchiwany, straszą go Guantanamo i innymi obozami. (…)

      Tortura Ramadanu

      W czasie Ramadanu muzułmanie nie mogą jeść od wschodu do zachodu słońca. Wtedy
      Amerykanie dostarczali posiłek regularnie, zaraz po porannej modlitwie. To
      znaczyło, że trzeba było czekać do wieczora żeby go zjeść. "Chcieli nas
      złamać", mówi Ali. "Sześć prądnic pracowało dzień i noc, głośno nie do
      wytrzymania. Każda zasilała tylko trzy lampy, było więcej hałasu niż światła. W
      namiotach elektryczności nie było."

      Wzywają jego numer, 11716. Zakładają mu kajdanki na ręce i nogi, na głowę
      kaptur i wiozą hummerem. "Kiedy mi zdjęli torbę z głowy stałem w długim
      korytarzu. Słyszałem wielu ludzi krzyczących z bólu. Kazali mi zdjąć ubranie,
      moją dżelabę (tradycyjny ubiór), podkoszulkę i slipy". Odmawiał, więc chwyciło
      go pięciu żołnierzy i rozebrało siłą. Miał potem przejść jakieś 10 metrów, do
      schodów. "Chcieli żebym wszedł po schodach, ale byłem za słaby, nie byłem w
      stanie podnosić nóg. Upadłem i zaczęli mnie bić. Więc się podniosłem i
      doczołgałem, zajęło mi to z godzinę".

      Potem rzucają nim o ścianę, przykuwają go do futryny. "Znowu mnie kopali,
      wylewali na mnie kubły moczu i brudnej wody, pisali coś na moim ciele,
      strzelali przy głowie. Później używali głośnika, żeby ryczeć mi do ucha obelgi,
      stukali kajdankami, ciągle przy uszach. Tak było do porannej modlitwy".

      Nad ranem ktoś przychodzi zdjąć mu kaptur. Z mocnym akcentem libańskim
      pyta "Nie znasz mnie? A jestem znany, przesłuchiwałem w Gazie, na Zachodnim
      Brzegu i na południu Libanu. Mam świetną reputację: wyciągam z więźnia to, co
      chcę, albo on nie żyje."


      "Można jeszcze torturować" - mówi amerykański lekarz

      Zdejmują mu kajdanki z jednej ręki. "Zrobię ci krzyż" mówi mężczyzna, Ali wisi
      na rozpiętych rękach. Padają ciosy z przerwami na kubły słonej wody. Lufami
      karabinów dźgają w genitalia. Ktoś podchodzi i zdejmuje mu torbę z głowy. (…)
      To samo przez trzy dni, w różnych pozycjach. Przez wiele godzin musiał stawać
      na palcach. Powtarzali, że jego ręka "zgnije".

      "Później dowiedziałem się, że to było w ramach operacji nazwanej Iron Horse,
      której celem była rekrutacja ludzi wpływowych i szefów klanów, żeby pracowali
      dla okupantów". Trzeciego dnia znowu przychodzi ten sam człowiek i proponuje
      uwolnienie za kolaborację. "Powiedziałem, że nie mam nic do powiedzenia.
      Podczas całego przesłuchania słyszałem wycie mężczyzn, kobiet, dzieci. Każd
      • beduinka Znaleziono człowieka ze zdjęcia (2) 20.09.05, 02:05
        "Później dowiedziałem się, że to było w ramach operacji nazwanej Iron Horse,
        której celem była rekrutacja ludzi wpływowych i szefów klanów, żeby pracowali
        dla okupantów". Trzeciego dnia znowu przychodzi ten sam człowiek i proponuje
        uwolnienie za kolaborację. "Powiedziałem, że nie mam nic do powiedzenia.
        Podczas całego przesłuchania słyszałem wycie mężczyzn, kobiet, dzieci. Każdy
        kto przechodził korytarzem mnie kopał".

        By the rivers of Babylon

        Po południu zapinają mu plastikowe kajdanki, ciągną do celi i kładą przykutego
        na plecach, przynoszą megafon i puszczają w kółko, na pełny regulator,
        piosenkę „By the rivers of Babylon” (tytuł cytat psalmu 137). Wtedy wolałby
        mieć kaptur na głowie. Po jakimś czasie ten sam mężczyzna wraca i wyłącza
        głośnik, ale Ali go nie słyszy. "Po wyłączeniu muzyki ciągle miałem piosenkę w
        uszach”.

        Mimo wylewanych wiader z wodą niczego nie słyszy. Więc stawiają go, przykuwają
        do krat celi, ramiona za kratami. "Wtedy nie jadłem już piąty dzień", mówi Hadż
        Ali. Mężczyzna znowu się pojawia i zapowiada "przyjęcie powitalne". "Potem się
        dowiedziałem, że robią to wszystkim", mówi Hadż Ali.

        Cela numer 49

        "Przydzielili mi celę 49". Przed nałożeniem kaptura zrobili mu zdjęcie, potem
        drugie. Wśród ludzi w celach naprzeciwko rozpoznał imama. Wszyscy nadzy. "Nie
        przejmuj się, jesteśmy tu od trzech miesięcy" - mówili. Chciał się zakryć
        kawałkiem papieru, ale Amerykanie byli przeciw. Do każdego inaczej się
        zwracali: "Big Chicken", "Dracula", "Joker", "Gilligan". "Mnie nazywali Colin
        Powell".

        Nazajutrz przybywa specjalista Charles Garner, póżniej oskarżony w skandalu Abu
        Ghraib. Hadż Ali ma na ręku bandaż z niezagojonymi ranami, Garner zrywa go "z
        mięsem". Ali traci przytomność. Następnego dnia prosi przechodzącą żołnierkę o
        środek przeciwbólowy. Ma wystawić rękę. Kobieta następuje na dłoń ze
        słowami "To jest amerykański środek przeciwbólowy".

        Piętnaście dni później dali mu koc. "Próbowałem tym się okryć". W tej części
        więzienia, zwanej "fosą", Ali słyszał wrzaski. Kobiety rozpaczały, wykrzykiwały
        ciągle "Bóg jest wielki".

        Po dwóch tygodniach przesłuchania przyśpieszono, Amerykanie chcą szybko zrobić
        miejsce nowym więźniom. (...) Zabierają go i kiedy zdejmują mu torbę z głowy w
        sali przesłuchań patrzy na niego około dziesięciu osób, niektórzy w mundurach,
        inni w cywilu. Mają telefony i aparaty fotograficzne. "Myślałem, że to jakiś
        sen", mówi.

        To tutaj rozgrywa się scena, która później na całym świecie stała się
        przykładem tortur praktykowanych przez reżim amerykański. "Kazali mi na coś
        wejść z torbą na głowie i rozkrzyżowanymi rękami. Powiedzieli, że podłączą mnie
        do elektryczności. Nie wierzyłem. Potem myślałem, że oczy wyskoczą mi z orbit,
        upadłem."

        Głowa i ręce przykute

        W czasie tego seansu język Alego zaczął krwawić, ale przyszedł lekarz i
        powiedział, że można kontynuować. Amerykańscy lekarze zazwyczaj uczestniczą w
        torturach. Zabierają go do tej sali jeszcze trzy razy, jeszcze pięciokrotnie
        podłączają do elektrod. Głowę i ręce przykuwają do rury pod sufitem, wkładają
        suchy chleb do ust. Potem przesłuchują, pytają"Może spróbujemy czegoś
        nowego?". "Im więcej nas torturujecie, tym bardziej Bóg nam wynagrodzi",
        odpowiada.

        Nie tylko Hadż Alego tak traktują. "Widziałem imama największego meczetu
        Faludży, miał 75 lat. Nie tylko ciągali go nago, ale jeszcze przebierali w
        damską bieliznę". Innego zmuszają do sikania z torbą na głowie. Kiedy mu
        zdejmują torbę okazuje się, że pod nim leży jego ojciec, wojskowi
        fotografują. "Jedna z żołnierek całkiem rozebrała się przed imamem z innego
        meczetu i chciała z nim stosunku. Kiedy odmówił, wzięła sztuczny członek i
        zgwałciła go".

        Według Alego amerykańskie więzienia zmieniają się w centra formowania
        partyzantki. "Zazwyczaj 90% więźniów trafia do nich bez powodu. Ale kiedy
        wychodzą, są gotowi do zbrojnego oporu przeciw okupacji. Każdy kto był tak
        traktowany, albo widział jak traktują brata czy siostrę, czuje to samo."

        Po 49 dniach w "fosie" przesłuchujący mówią mu, że został zatrzymany przez
        pomyłkę i będzie odesłany do namiotu. Nazajutrz żołnierz przychodzi po niego i
        odwozi do obozu „Fidżi”. "Jakbym się drugi raz urodził", mówi. W namiocie przez
        dwa dni przywykał do światła. "Podczas pobytu w celi schudłem 38 kilo - moją
        wagę napisali mi na opasce przy nadgarstku".

        Potem oddają mu jego rzeczy, pakują do ciężarówki z kapturem na głowie, już bez
        kajdanek. Po drodze wyrzucają z ciężarówki. "Kiedy zdjąłem z głowy torbę byłem
        na zewnątrz, na poboczu drogi. Zrozumiałem, że mnie zwolnili".

        Zbrodnie przeciw ludzkości

        Po wybuchu skandalu Hadż Ali al-Kaisi przeszedł szkolenie w ONZ związane z
        prawami człowieka. Chciał wykorzystać swoje doświadczenie i założyć
        stowarzyszenie przeciw torturom. Zwrócił się o pomoc do rządu, ale
        odpowiedziano mu "w naszych więzieniach nie ma złego traktowania".
        Celem "Stowarzyszenia ofiar amerykańskich więzień" jest informowanie o
        torturach, pomoc zwolnionym i rodzinom w kontaktach z krewnymi w więzieniach.
        Stowarzyszenie nie interesuje się tylko Amerykanami. „Liczne więzienia są
        zarządzane przez spółki prywatne, przez najmników", mówi Hadż Ali. "Biorą w tym
        udział ludzie z różnych stron świata. Nie tylko Amerykanie są winni".

        "To co się dzieje w Iraku jest naturalną reakcją na te gwałty", mówi. "W
        czasach Saddama było w Iraku 13 więzień, teraz jest 36 centralnych i około 200
        mniejszych. A w irackich więzieniach nie jest lepiej, są potwierdzone przypadki
        wyrywania paznokci, łamania kończyn, wszystko za przyzwoleniem Stanów
        Zjednoczonych". "To co robią w Iraku jest zbrodnią również przeciw
        Europejczykom i Amerykanom. Wszyscy tracą twarz. Wszyscy stosują tortury".

        Jego stowarzyszenie pracuje teraz nad fizyczną i psychiczną rehabilitacją
        byłych więźniów.

        Lars Akerhaug

        tłum: j.s.a

        źródło: pl.indymedia.org/pl/2005/09/15903.shtml
        • tetys Brytyjsko - irackie starcia w Basrze 21.09.05, 16:29
          Brytyjskie wozy pancerne rozbiły mury irackiego więzienia w Basrze na południu
          kraju, by odbić dwóch aresztowanych przez iracką policję brytyjskich
          komandosów - podały wczoraj wieczorem irackie władze. Irakijczycy oskarżyli
          komandosów o zabicie jednego policjanta i zranienie drugiego. Wcześniej, gdy
          wieść o aresztowaniu rozeszła się po mieście, doszło do zamieszek, podczas
          których Irakijczycy podpalili dwa brytyjskie wozy pancerne. W starciach zginęły
          2 osoby. Brytyjskie ministrestwo obrony zaprzeczyło informacjom o szturmie na
          więzienie. Zdaniem rzecznika ministerstwa komandosów uwolniono dzięki
          negocjacjom.

          Gazeta Wyborcza - 20.09.2005
          • tetys W Bagdadzie i na północy kraju znaleziono 21 ciał 21.09.05, 19:38
            21 ciał, w tym 15 irackich żołnierzy - prawdopodobnie ofiar rebeliantów,
            znaleziono w Bagdadzie i w dwóch miejscowościach na północ od irackiej stolicy -
            poinformowały w środę władze Iraku.

            Ciała żołnierzy oraz czterech cywilów znajdowały się w rzece Tygrys między
            miejscowościami Balad i Samarra, około 70-110 kilometrów na północ od Bagdadu -
            podały źródła w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Iraku.

            Źródła dodają, że żołnierzy przed tygodniem uprowadziła grupa bojowników.
            Według irackiej policji, dwa pozostałe ciała odnaleziono w północnobagdadzkiej
            dzielnicy Szula. Ciała były związane i nosiły ślady tortur; obie ofiary
            zastrzelono - dodała policja.


            źródło - www.onet.pl

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka