jajcio
27.10.03, 19:50
cześć
Wcześniej umieściłem to w innym wątku, dotyczącym wizy libijskiej, ale teraz
przekopiowałem i wkleiłem jako wątek nowy.
Z tego, co Beduinko piszesz na forum wynika, że sporo podróżujesz po krajach
arabskich. Też bym tak chciał, a na pewno chciałbym jeszcze kiedyś wyruszyć
do
Jemenu. To fascynujący kraj. W Jemenie byłem w roku 1998 i spędziłem tam 5
tygodni. Przyznam, iż krajem, który najbardziej zapadł mi w pamięci i w sercu
jest Syria, przede wszystkim ze względu na wspaniałych ludzi i niespotykany
chyba nigdzie indziej ogrom "wrażeń" i "doznań" na tak małym
obszarze, "klimat"
i urok Damaszku oraz Aleppo, jak też wszystkich innych odwiedzonych przeze
mnie
w Syrii miejsc. Zupełnie inaczej odebrałem Jordanię, choć broń Boże nie
negatywnie. Jordanię po prostu wspominam dobrze, a Syrię uważam w całości za
najwspanialsze miejsce, jakie dotychczas odwiedziłem w trakcie moich
skromnych
podróży.
Jemen natomiast jest zupełnie inny. Bez wątpienia jest fascynujący. Nie jest
może taki gościnny jak Syria, lecz Syria pod tym względem, a w zasadzie
Syryjczycy są wyjątkowi. Podróżowanie po Jemenie sprawia jednakże wielką
przyjemność i radość. To wielka przygoda. Kraj jest niesamowicie zróżnicowany
krajobrazowo, klimatycznie i kulturowo. Przepiękne góry z gniazdami osad
ludzkich, osadzonych nad skalnymi urwiskami, zdaje się, że niemalże w niebie.
Wioski te lub miasteczka wyglądają trochę, jak średniowieczne miasta
europejskie, otoczone są murami, a do wewnątrz można dostać się jedynie przez
bramy, które wciąż jeszcze na noc są zamykane. Przenosisz się w czasie.
Trochę
to smutne, bo wszędzie widać biedę, jednocześnie jednak fascynujące i po
prostu
ciekawe. A do tego wszystkiego mgły, które już koło 13.00 po południu
zasnuwają
dosłownie wszystko. Kocham góry, więc Jemen i pod tym względem mnie zaspokoił.
A poza tym - wulkany, którym można zajrzeć do środka, piaski pustyni,
przydrożne górskie wodowspady, w których można się wykąpać. Wadi Hadramaut to
osobna historia - miejsce przepiękne, wielkie i naprawdę pełne magii, choć i
niebezpieczne. Tam przeżyłem bowiem małą uliczną intifadę - zostałem zmuszony
do tego, aby w samoobronie rzucać kamienie w ludzi, którzy rzucali je we mnie
i
mojego towarzysza podróży. Rzecz działa się na ulicach miasteczka Tarim. Nic
nam się nie stało, lecz do dziś zastanawiam się, co sprowokowało taką reakcję
miejscowej młodzieży. Zresztą w Jemenie zdarza się, że kamienie latają za
Tobą
częściej. Jest ich po prostu dużo. Widok miasta Shibam w Wadi Hadramaut jest
też niesamowity - wieżowce z błota i gliny, zwane jemeńskimi drapaczami chmur.
Sana jest z kolei miastem, które nie sposób porównać z jakimkolwiek innym nie
tylko w świecie arabskim, ale i w całym chyba świecie. Stare miasto wygląda
jak
z bajki. Brak mu może kolorytu, smaku i tej radości życia, którą znalazłem w
Damaszku lub Aleppo, lecz bez wątpienia Sana jest najbardziej egzotycznym ze
wszystkich poznanych przeze mnie miast arabskich. Ma cudowną architekturę,
domy
budowane z błota i gliny, piękne zdobienia fasad i ścian. A nade wszystko
Jemen
to kultura jednej rośliny - qatu. To narodowa używka Jemeńczyków o
właściwościach narkotycznych i działaniu zbliżonym do amfetaminy. Wiem, bo
sprawdzałem osobiście. Jeżeli tam pojedziesz, to też z pewnością sprawdzisz,
bo
nie sposób tego uniknąć. Jemeńczycy polubią Cię i zaakceptują, jeżeli nie
wzgardzisz ich qatem. To się żuje, a w zasadzie magazynuje liście qatowe po
jednym z policzków przez kilka godzin i połyka wydzielane soki, od czasu do
czasu dodając nowych liści. Jemeńczycy wyglądają jak trębacze - najbardziej
wprawieni potrafią podobno upchać sobie kulkę liści wielkości piłki
tenisowej.
Najciekawsze jest jednak to, że cała gospodarka i życie społeczno-towarzyskie
kręci się wokół qatu. Jemeńczycy mają zwyczaj spotykania się na codziennych
przyjęciach qatowych. Żeby kupiś dobry qat, należy pójść na suk już około
12.00, 13.00 po południu, a więc - w skrócie - z dalszej pracy już nici.
Liczy
się tylko qat. Niektórzy pracodawcy płacą więc część pensji w qacie, a gdy
jeszcze pojmiesz, że wiązka qatu na jeden dzień kosztuje tyle, ile zarabia
robotnik w ciągu jednego dnia, to zaczynsz rozumieć marazm gospodarczy, w
jakim
tkwi obecnie Jemen. To jedno z najbiedniejszych państw na świecie. Najpierw
qat, potem chleb dla rodziny - to niestety praktyka wielu ojców jemeńskich
rodzin.
Jemen to też kraj, w którym na jednego mieszkańca (wliczając w to dzieci,
kobiety i starców) przypada kilka sztuk broni. Typowy Jemeńczyk chadza z
kałachem na ramieniu, czasem z dwoma, a gdyby i tego było mało, to może
jeszcze
uzbroić się w krótki pistolet przy pasie. Do tego spod obowiązkowej marynarki
wystaje nóż jalabija (niektóre są naprawdę piękne), na którym uwieszony jest
najczęściej mały plastikowy woreczek z liśćmi qatu. Ot i obraz typowego
mieszkańca Jemenu. Ludzie ci jednak są bardzo dumni, trochę nawet wyniośli,
czasami nieufni, lecz jednocześnie grzeczni i gościnni. Jemeńczycy przypadli
mi
do gustu. W czasie podróży byli dla mnie zawsze bardzo życzliwi i gotowi do
udzielenia pomocy. Małym wyjątkiem były wypadki w Tarim z intifadą.
Warto pojechać do Jemenu, tym bardziej, iż uzyskanie wizy nie sprawia żadnych
problemów, jak np. do Libii, którą teraz obrałem sobie za przedmiot
westchnień
i pragnień.
Może to głupie, ale czy mogłabyś porównać Libię do Syrii, Jordanii lub
Egiptu.
Wiesz - chodzi o ludzi, ceny, ogólne wrażenia itp. Wymienione kraje stanowią
dla mnie punkty odniesienia.
Pozdrawiam,
jarek