27.10.03, 19:50
cześć

Wcześniej umieściłem to w innym wątku, dotyczącym wizy libijskiej, ale teraz
przekopiowałem i wkleiłem jako wątek nowy.

Z tego, co Beduinko piszesz na forum wynika, że sporo podróżujesz po krajach
arabskich. Też bym tak chciał, a na pewno chciałbym jeszcze kiedyś wyruszyć
do
Jemenu. To fascynujący kraj. W Jemenie byłem w roku 1998 i spędziłem tam 5
tygodni. Przyznam, iż krajem, który najbardziej zapadł mi w pamięci i w sercu
jest Syria, przede wszystkim ze względu na wspaniałych ludzi i niespotykany
chyba nigdzie indziej ogrom "wrażeń" i "doznań" na tak małym
obszarze, "klimat"
i urok Damaszku oraz Aleppo, jak też wszystkich innych odwiedzonych przeze
mnie
w Syrii miejsc. Zupełnie inaczej odebrałem Jordanię, choć broń Boże nie
negatywnie. Jordanię po prostu wspominam dobrze, a Syrię uważam w całości za
najwspanialsze miejsce, jakie dotychczas odwiedziłem w trakcie moich
skromnych
podróży.
Jemen natomiast jest zupełnie inny. Bez wątpienia jest fascynujący. Nie jest
może taki gościnny jak Syria, lecz Syria pod tym względem, a w zasadzie
Syryjczycy są wyjątkowi. Podróżowanie po Jemenie sprawia jednakże wielką
przyjemność i radość. To wielka przygoda. Kraj jest niesamowicie zróżnicowany
krajobrazowo, klimatycznie i kulturowo. Przepiękne góry z gniazdami osad
ludzkich, osadzonych nad skalnymi urwiskami, zdaje się, że niemalże w niebie.
Wioski te lub miasteczka wyglądają trochę, jak średniowieczne miasta
europejskie, otoczone są murami, a do wewnątrz można dostać się jedynie przez
bramy, które wciąż jeszcze na noc są zamykane. Przenosisz się w czasie.
Trochę
to smutne, bo wszędzie widać biedę, jednocześnie jednak fascynujące i po
prostu
ciekawe. A do tego wszystkiego mgły, które już koło 13.00 po południu
zasnuwają
dosłownie wszystko. Kocham góry, więc Jemen i pod tym względem mnie zaspokoił.
A poza tym - wulkany, którym można zajrzeć do środka, piaski pustyni,
przydrożne górskie wodowspady, w których można się wykąpać. Wadi Hadramaut to
osobna historia - miejsce przepiękne, wielkie i naprawdę pełne magii, choć i
niebezpieczne. Tam przeżyłem bowiem małą uliczną intifadę - zostałem zmuszony
do tego, aby w samoobronie rzucać kamienie w ludzi, którzy rzucali je we mnie
i
mojego towarzysza podróży. Rzecz działa się na ulicach miasteczka Tarim. Nic
nam się nie stało, lecz do dziś zastanawiam się, co sprowokowało taką reakcję
miejscowej młodzieży. Zresztą w Jemenie zdarza się, że kamienie latają za
Tobą
częściej. Jest ich po prostu dużo. Widok miasta Shibam w Wadi Hadramaut jest
też niesamowity - wieżowce z błota i gliny, zwane jemeńskimi drapaczami chmur.
Sana jest z kolei miastem, które nie sposób porównać z jakimkolwiek innym nie
tylko w świecie arabskim, ale i w całym chyba świecie. Stare miasto wygląda
jak
z bajki. Brak mu może kolorytu, smaku i tej radości życia, którą znalazłem w
Damaszku lub Aleppo, lecz bez wątpienia Sana jest najbardziej egzotycznym ze
wszystkich poznanych przeze mnie miast arabskich. Ma cudowną architekturę,
domy
budowane z błota i gliny, piękne zdobienia fasad i ścian. A nade wszystko
Jemen
to kultura jednej rośliny - qatu. To narodowa używka Jemeńczyków o
właściwościach narkotycznych i działaniu zbliżonym do amfetaminy. Wiem, bo
sprawdzałem osobiście. Jeżeli tam pojedziesz, to też z pewnością sprawdzisz,
bo
nie sposób tego uniknąć. Jemeńczycy polubią Cię i zaakceptują, jeżeli nie
wzgardzisz ich qatem. To się żuje, a w zasadzie magazynuje liście qatowe po
jednym z policzków przez kilka godzin i połyka wydzielane soki, od czasu do
czasu dodając nowych liści. Jemeńczycy wyglądają jak trębacze - najbardziej
wprawieni potrafią podobno upchać sobie kulkę liści wielkości piłki
tenisowej.
Najciekawsze jest jednak to, że cała gospodarka i życie społeczno-towarzyskie
kręci się wokół qatu. Jemeńczycy mają zwyczaj spotykania się na codziennych
przyjęciach qatowych. Żeby kupiś dobry qat, należy pójść na suk już około
12.00, 13.00 po południu, a więc - w skrócie - z dalszej pracy już nici.
Liczy
się tylko qat. Niektórzy pracodawcy płacą więc część pensji w qacie, a gdy
jeszcze pojmiesz, że wiązka qatu na jeden dzień kosztuje tyle, ile zarabia
robotnik w ciągu jednego dnia, to zaczynsz rozumieć marazm gospodarczy, w
jakim
tkwi obecnie Jemen. To jedno z najbiedniejszych państw na świecie. Najpierw
qat, potem chleb dla rodziny - to niestety praktyka wielu ojców jemeńskich
rodzin.
Jemen to też kraj, w którym na jednego mieszkańca (wliczając w to dzieci,
kobiety i starców) przypada kilka sztuk broni. Typowy Jemeńczyk chadza z
kałachem na ramieniu, czasem z dwoma, a gdyby i tego było mało, to może
jeszcze
uzbroić się w krótki pistolet przy pasie. Do tego spod obowiązkowej marynarki
wystaje nóż jalabija (niektóre są naprawdę piękne), na którym uwieszony jest
najczęściej mały plastikowy woreczek z liśćmi qatu. Ot i obraz typowego
mieszkańca Jemenu. Ludzie ci jednak są bardzo dumni, trochę nawet wyniośli,
czasami nieufni, lecz jednocześnie grzeczni i gościnni. Jemeńczycy przypadli
mi
do gustu. W czasie podróży byli dla mnie zawsze bardzo życzliwi i gotowi do
udzielenia pomocy. Małym wyjątkiem były wypadki w Tarim z intifadą.

Warto pojechać do Jemenu, tym bardziej, iż uzyskanie wizy nie sprawia żadnych
problemów, jak np. do Libii, którą teraz obrałem sobie za przedmiot
westchnień
i pragnień.
Może to głupie, ale czy mogłabyś porównać Libię do Syrii, Jordanii lub
Egiptu.
Wiesz - chodzi o ludzi, ceny, ogólne wrażenia itp. Wymienione kraje stanowią
dla mnie punkty odniesienia.

Pozdrawiam,
jarek
Obserwuj wątek
    • beduinka Re: Jemen 27.10.03, 21:34
      bardzo miło mi było przeczytać te wspomnienia z Jemenu...czułam się jakbym
      widziała ten kraj Twoimi oczami, zwiedzała razem z Tobą wymieniane
      miejsca...mam nadzieję kiedyś odwiedzić Jemen (chyba szczególnie dlatego, że
      jest on jeszcze prawie zupełnie niezadeptany przez turystów), może na dłużej
      niż 5 tygodni...dla mnie takim preferowanym okresem potrzebnym na poznanie
      kraju są 3 miesiące...napisz nam trochę informacji praktycznych, np. o
      poruszaniu się po kraju (rodzaje dostępnego transportu), możliwościach noclegu
      itp.
      • jajcio Re: Jemen 28.10.03, 08:49
        cześć

        3 miesiące w podróży - mój Boże, jak by to było pięknie. Gdy studiowałem i
        mogłem, to takie podróże mnie nie interesowały, a teraz, gdy je pokochałem, to
        5 tygodni jest szczytem marzeń. Ale dobre i to, większość osób i tak nie ma
        takich możliwości. Nie narzekam. Wydaje mi się ponadto, iż wyruszając w podróż,
        której czas z góry jesteśmy w stanie określić i zamknąć jakąś datą, to w pewnym
        sensie programujemy swoją potrzebę powrotu do domu. Tak więc gdy wyjeżdżam na
        te swoje pięć tygodni, to w piątym tygodniu podróży czuję już, że wracam, że
        chcę wracać niezależnie od tego, jak jest fajnie lub źle i niezależnie od tego,
        że już przy wyjeździe tęsknię za miejscem, które opuszczam i którego nigdy może
        już nie odwiedzę.

        A na pewno Jemen jest krajem, który chciałbym kiedyś ponownie odwiedzić. Może
        za 5 lub za 10 lat. Nie zrealizowałem swojego zamiaru odwiedzenia Sukutry, więc
        mam jakiś powód.

        Podróżowanie po Jemenie nie stanowi wielkiego problemu. Nie ma takich połączeń
        autobusowych, jak w Turcji, Syrii lub Iranie (na komunikację autobusową w tych
        krajach nie mogę narzekać). Połączeń autobusowych jest znacznie mniej i z
        reguły autobusy wyruszają wcześnie rano. Na ten środek transportu w Jemenie bym
        jednak nie liczył. Taksówki (oczywiście wieloosobowe) i jeepy (a w zasadzie
        półciężarowe Toyoty, które jeżdżą po większości dróg Bliskiego Wschodu i okolic
        i też robią w zasadzie za taksówki) - to jest to, na co jesteś skazana w
        Jemenie. Plusy - za chwilę, a minusy to ścisk do granic możliwości,
        przytulające się do ciebie lufy kałachów, nieokreślone rzecz jasna godziny
        odjazdu, jak i nieraz ceny. No i jedziesz tak zapakowana przez kilka ładnych
        godzin. Pamiętam, jak jechałem wspólną taksówką (stare osobowe peagouty
        przerobione tak, aby do środka zmieściło się 10-11 Jemeńczyków) z Sany do
        Adenu. To było chyba z 9 godzin jazdy. Siedziałem z tyłu. Jak wsiadałem, to
        prawą nogę postawiłem po prawej stronie takiego wybrzuszenia, co to jest w
        podłodze każdego auta, a lewą po lewej jego stronie. Do tego mój podręczny
        plecak na kolanka, a obok towarzysze podróży z kałachami, no i z całymi
        gałęziami qatu, żujący i plujący. Jak tak wsiadłem, to zdrętwiałem niemalże po
        kwadransie, a w perspektywie miałem te 9 godzin. I nic się nie zmieniło.
        Horror, ale było fajnie. Towarzysze podróży byli bardzo mili, jak zresztą
        znakomita większość spotykanych w podróży Jemeńczyków. Autobusem jechałem tylko
        raz: bodajże z Sany do Taizz. Autobus był wyjątkowo popołudniowy, a podróż
        normalna, jak to autobusem. Rozmowy z ludźmi, patrzenie przez okno. Oniemiałem
        dopiero, gdy autobus dojechał do Taizz i wszyscy wysiedli. Musiałabyś zobaczyć
        podłogę tego autobusu - spojrzyj przez okno i popatrz na opadające na ulice
        liście i wyobraź sobie, że nikt ich przez tydzień nie zamiata. To były liście
        qatu. Wielu radości, ale i niemałego czasem trudu, dostarczają podróże
        wspomnianymi toyotami z paką. Jedziesz na takiej pace z nieokreśloną liczbą
        osób, karabinów i qatu. I jest fajnie, czasem tylko niewygodnie, a miejsca
        siedzące na dachu szoferki mogą być zajęte. Piękną jazdę miałem gdzieś pomiędzy
        Adenem a Al-Mukallą, nie pamiętam już skąd jechaliśmy i gdzie. Była noc, droga
        biegła wzdłuż wybrzeża. Jechaliśmy Toyotą, ale z budą i narzuconą plandeką.
        Piękna gwiaździsta i jasna noc, po prawej stronie spokojne wody Morza
        Arabskiego, a po lewej wchodzące dosłownie na drogę białe piaski pustyni i
        poszarpane kontury skał. Stanąłem z tyłu na schodku i tak na stojąco jechałem i
        podziwiałem. To była piękna droga. Żeby nie zapomnieć o plusach - poznajesz
        ludzi, rozmawiasz z nimi, jeździsz tak jak oni, ale o tym przecież doskonale
        wiesz. To bardzo dużo. Innych plusów nie widzę - komfort żaden. Ale nie o
        komfort chodzi.
        Generalnie gdy dojedziesz w ten sposób do Wadi Hadramaut, to stamtąd możesz
        albo z powrotem "pchać" się tą samą drogą do Adenu i dalej do Sany albo też
        jechać przez pustynię do Marib, a stąd dopiero do Sany. Oczywiście jeżeli
        inaczej nie ułożysz sobie planu i trasy podróży. Taka podróż przez pustynię
        wymaga jednak wynajęcia Jeepa wraz z kierowcą Beduinem, którego obecność
        stanowi jednocześnie gwarancję Twojego bezpieczeństwa, tzn. tego, że inni
        mieszkańcy okolic Marib Cię nie porwą. Płacisz za to wynajmując auto. Koszt za
        przejazd z Wadi Hadramaut do Marib razem ze zwiedzaniem zabytków pozostałcyh po
        Królestwie Saby i Królowej Bilkis (tamy i świątyń) to około 200 US$ (1998 rok).
        Nas było dwóch, więc wypadło po stówie na głowę. Drogo, ale trzeba, a przy
        okazji warto. Choć naprawdę drogo. W życiu tyle broni nie widziałem, co w
        Marib. Dzisięcioletnie dzieciaki z jednym lub dwoma kałachami na ramieniu,
        pistoletami u boku, nożami na pasie. I te naprawdę "poważne" spojrzenia. Nasz
        kierowca Beduin był bardzo miły (młody chłopak) i dał mi poprowadzić jeepa na
        równym kawałku pustyni. Spowodowałem wypadek i wywrotkę. Mój kumpel przeklinał
        mnie, bo się wywróciliśmy na jego stronę i kałach spadł mu na kolana, a ja się
        przekonałem, że prowadzenie auta po równej nawet pustyni nie jest takie proste.
        Co do cen, to przyznam, że nie pamiętam dokładnie w tej chwili. Transport w
        Jemenie nie jest jakoś szczególnie drogi, choć rzecz jasna stanowi poważną
        pozycję w ponoszonych wydatkach. Na dłuższych odcinkach, jak np. pomiędzy Saną
        a Adenem trzeba było liczyć się z wydatkiem ok. 8-9 dolarów, na krótszych
        podjazdach w ciągu dnia (w granicach kilku do kilkunastu kilometrów) ok. 1-2
        dolarów. Przy kilku podjazdach w ciągu dnia ta kwota staje się poważniejsza.
        Tak przynajmniej pamiętam to teraz, choć przyznaję, iż mogło być też drożej.
        Czasem podróżowało się także za darmo. W miastach jemeńskich funkcjonuje
        natomiast dobry system komunikacji opartej o minibusy dzielone z innymi
        pasażerami. Przejazdy są bardzo tanie.
        Na razie tyle, bo się rozpisałem, a koleżanka chce, żebym wrócił do
        rzeczywistości, tj. do pracy.

        pozdrawiam, jarek
        • beduinka Re: Jemen 28.10.03, 19:19
          jajcio napisał:

          ) cześć
          )
          ) 3 miesiące w podróży - mój Boże, jak by to było pięknie.

          to i tak uważam za minimum potrzebne do poznania kraju...
          najchętniej to bym wyruszyła w kilkuletnią podróż po Afryce Północnej i Bliskim
          Wschodzie...no ale studia...więc zawsze - co prawda z łzami w oczch - wracam do
          Polski i poprawiam sobie humor planami kolejnych wyjazdów...

          Gdy studiowałem i
          ) mogłem, to takie podróże mnie nie interesowały, a teraz, gdy je pokochałem,
          to
          ) 5 tygodni jest szczytem marzeń. Ale dobre i to, większość osób i tak nie ma
          ) takich możliwości. Nie narzekam.

          ja właśnie okres studiów staram się wykorzystać maksymalnie...nawet myślę o
          przerwie w postaci urlopu dziekańskiego (ale obawiam się, że już by mi się nie
          chciało na studia wracać [już jedne w ten sposób przerwałam] - więc wolę nie
          ryzkować i uparcie prę dalej), bo potem w czasach pracy na to czasu zbyt dużo
          może nie być.

          Wydaje mi się ponadto, iż wyruszając w podróż,
          )
          ) której czas z góry jesteśmy w stanie określić i zamknąć jakąś datą, to w
          pewnym
          )
          ) sensie programujemy swoją potrzebę powrotu do domu. Tak więc gdy wyjeżdżam na
          ) te swoje pięć tygodni, to w piątym tygodniu podróży czuję już, że wracam, że
          ) chcę wracać niezależnie od tego, jak jest fajnie lub źle i niezależnie od
          tego,
          )
          ) że już przy wyjeździe tęsknię za miejscem, które opuszczam i którego nigdy
          może
          )
          ) już nie odwiedzę.

          mi wręcz często zdaża się przedłużać wyjazd, zmieniać datę powrotu do
          Polski...a samego pobytu nie planuję, zawsze wiem mniej więcej co chcę
          zobaczyć, ale nie układam z tego jakiejś konkretnej trasy, lecz poddaję się
          biegowi zdarzeń, impulsowi chwili, często idąc na dworzec jeszcze nie wiem,
          gdzie pojadę...


          )
          ) A na pewno Jemen jest krajem, który chciałbym kiedyś ponownie odwiedzić. Może
          ) za 5 lub za 10 lat. Nie zrealizowałem swojego zamiaru odwiedzenia Sukutry,
          więc
          )
          ) mam jakiś powód.


          ja też zawsze zostawiam sobie w danym kraju coś, do czego muszę wrócić, jeszcze
          zobaczyć...w Libii jest to Kufra, Murzuq, Idehan Murzug, Wadi Namus i Gebel
          Acacus...

          )
          ) Podróżowanie po Jemenie nie stanowi wielkiego problemu. Nie ma takich
          połączeń
          ) autobusowych, jak w Turcji, Syrii lub Iranie (na komunikację autobusową w
          tych
          ) krajach nie mogę narzekać). Połączeń autobusowych jest znacznie mniej i z
          ) reguły autobusy wyruszają wcześnie rano. Na ten środek transportu w Jemenie
          bym
          )
          ) jednak nie liczył. Taksówki (oczywiście wieloosobowe) i jeepy (a w zasadzie
          ) półciężarowe Toyoty, które jeżdżą po większości dróg Bliskiego Wschodu i
          okolic
          )
          ) i też robią w zasadzie za taksówki) - to jest to, na co jesteś skazana w
          ) Jemenie. Plusy - za chwilę, a minusy to ścisk do granic możliwości,
          ) przytulające się do ciebie lufy kałachów, nieokreślone rzecz jasna godziny
          ) odjazdu, jak i nieraz ceny. No i jedziesz tak zapakowana przez kilka ładnych
          ) godzin. Pamiętam, jak jechałem wspólną taksówką (stare osobowe peagouty
          ) przerobione tak, aby do środka zmieściło się 10-11 Jemeńczyków) z Sany do
          ) Adenu. To było chyba z 9 godzin jazdy. Siedziałem z tyłu. Jak wsiadałem, to
          ) prawą nogę postawiłem po prawej stronie takiego wybrzuszenia, co to jest w
          ) podłodze każdego auta, a lewą po lewej jego stronie. Do tego mój podręczny
          ) plecak na kolanka, a obok towarzysze podróży z kałachami, no i z całymi
          ) gałęziami qatu, żujący i plujący. Jak tak wsiadłem, to zdrętwiałem niemalże
          po
          ) kwadransie, a w perspektywie miałem te 9 godzin. I nic się nie zmieniło.
          ) Horror, ale było fajnie. Towarzysze podróży byli bardzo mili, jak zresztą
          ) znakomita większość spotykanych w podróży Jemeńczyków. Autobusem jechałem
          tylko
          )
          ) raz: bodajże z Sany do Taizz. Autobus był wyjątkowo popołudniowy, a podróż
          ) normalna, jak to autobusem. Rozmowy z ludźmi, patrzenie przez okno.
          Oniemiałem
          ) dopiero, gdy autobus dojechał do Taizz i wszyscy wysiedli. Musiałabyś
          zobaczyć
          ) podłogę tego autobusu - spojrzyj przez okno i popatrz na opadające na ulice
          ) liście i wyobraź sobie, że nikt ich przez tydzień nie zamiata. To były liście
          ) qatu. Wielu radości, ale i niemałego czasem trudu, dostarczają podróże
          ) wspomnianymi toyotami z paką. Jedziesz na takiej pace z nieokreśloną liczbą
          ) osób, karabinów i qatu. I jest fajnie, czasem tylko niewygodnie, a miejsca
          ) siedzące na dachu szoferki mogą być zajęte. Piękną jazdę miałem gdzieś
          pomiędzy
          )
          ) Adenem a Al-Mukallą, nie pamiętam już skąd jechaliśmy i gdzie. Była noc,
          droga
          ) biegła wzdłuż wybrzeża. Jechaliśmy Toyotą, ale z budą i narzuconą plandeką.
          ) Piękna gwiaździsta i jasna noc, po prawej stronie spokojne wody Morza
          ) Arabskiego, a po lewej wchodzące dosłownie na drogę białe piaski pustyni i
          ) poszarpane kontury skał. Stanąłem z tyłu na schodku i tak na stojąco jechałem
          i
          )
          ) podziwiałem. To była piękna droga. Żeby nie zapomnieć o plusach - poznajesz
          ) ludzi, rozmawiasz z nimi, jeździsz tak jak oni, ale o tym przecież doskonale
          ) wiesz. To bardzo dużo. Innych plusów nie widzę - komfort żaden. Ale nie o
          ) komfort chodzi.

          kocham taki koloryt...


          ) Generalnie gdy dojedziesz w ten sposób do Wadi Hadramaut, to stamtąd możesz
          ) albo z powrotem "pchać" się tą samą drogą do Adenu i dalej do Sany albo też
          ) jechać przez pustynię do Marib, a stąd dopiero do Sany. Oczywiście jeżeli
          ) inaczej nie ułożysz sobie planu i trasy podróży. Taka podróż przez pustynię
          ) wymaga jednak wynajęcia Jeepa wraz z kierowcą Beduinem, którego obecność
          ) stanowi jednocześnie gwarancję Twojego bezpieczeństwa, tzn. tego, że inni
          ) mieszkańcy okolic Marib Cię nie porwą. Płacisz za to wynajmując auto. Koszt
          za
          ) przejazd z Wadi Hadramaut do Marib razem ze zwiedzaniem zabytków pozostałcyh
          po
          )
          ) Królestwie Saby i Królowej Bilkis (tamy i świątyń) to około 200 US$ (1998
          rok).
          )
          ) Nas było dwóch, więc wypadło po stówie na głowę. Drogo, ale trzeba, a przy
          ) okazji warto. Choć naprawdę drogo. W życiu tyle broni nie widziałem, co w
          ) Marib. Dzisięcioletnie dzieciaki z jednym lub dwoma kałachami na ramieniu,
          ) pistoletami u boku, nożami na pasie. I te naprawdę "poważne" spojrzenia. Nasz
          ) kierowca Beduin był bardzo miły (młody chłopak) i dał mi poprowadzić jeepa na
          ) równym kawałku pustyni. Spowodowałem wypadek i wywrotkę. Mój kumpel
          przeklinał
          ) mnie, bo się wywróciliśmy na jego stronę i kałach spadł mu na kolana, a ja
          się
          ) przekonałem, że prowadzenie auta po równej nawet pustyni nie jest takie
          proste.


          ja w tym roku prowadziłam jeepa po pustyni po ogromiastych wydmach, w górę, w
          dół, w górę, w dół...uczucie troche jak w lunaparku...samochodu nie
          wywróciłam...
          ale kiedyś w Jordanii w Wadi Rum prowadziłam zwykły samochód i mieliśmy wjechać
          trochę tylko w pustynię by ukryć ten samochód za jakąś skałą (i dalej przesiąść
          się do jeepa) i udało mi się ten samochód zakopać w piasku (czyż nie lepiej
          ukryć samochód w piasku niż za skałą) no i musieli go wypychać...



          ) Co do cen, to przyznam, że nie pamiętam dokładnie w tej chwili. Transport w
          ) Jemenie nie jest jakoś szczególnie drogi, choć rzecz jasna stanowi poważną
          ) pozycję w ponoszonych wydatkach. Na dłuższych odcinkach, jak np. pomiędzy
          Saną
          ) a Adenem trzeba było liczyć się z wydatkiem ok. 8-9 dolarów, na krótszych
          ) podjazdach w ciągu dnia (w granicach kilku do kilkunastu kilometrów) ok. 1-2
          ) dolarów. Przy kilku podjazdach w ciągu dnia ta kwota staje się poważniejsza.
          ) Tak przynajmniej pamiętam to teraz, choć przyznaję, iż mogło być też drożej.
          ) Czasem podróżowało się także za darmo. W miastach jemeńskich funkcjonuje
          ) natomiast dobry system komunikacji opartej o minibusy dzielone z innymi
          ) pasażerami. Przejazdy są bardzo tanie.
          ) Na razie tyle, bo się rozpisałem, a koleżanka chce, żebym wrócił do
          ) rzeczywistości, tj. do pracy.
          )
          ) pozdrawiam, jarek

          wielkie dzięki za te przydatne in
    • beduinka Żebrzesz? Wyłącz telefon 05.11.03, 19:56
      Żebrzesz? Wyłącz telefon

      Jemeński żebrak został zmuszony do ucieczki spod meczetu, gdy nagle z jego
      torby żebraczej rozległ się dzwonek telefonu komórkowego
      W Jemenie, jednym z najuboższych krajów arabskich, na każde 100
      osób przypada zaledwie pięć telefonów, wliczając aparaty
      komórkowe i stacjonarne.


      źródło: PAP
      • jajcio Re: Żebrzesz? Wyłącz telefon 06.11.03, 09:27
        Ciekawa historia z tym żebrakiem. Cwaniak.
        A swoją drogą znam Jemeńczyka, który pracuje w Sanie bodajże w TelJemenie (tak
        się chyba nazywa ichniejsza firma telekomunikacyjna). Studiował w Polsce w
        Gliwicach na Polibudzie. Bardzo fajny gość i odwiedziłem go podczas mojego
        pobytu w Jemenie. Zarabia, jak na Jemen, bardzo duże pieniądze. Musi jednak
        pomóc w utrzymaniu całej swojej rodziny, obejmującej niemalże całą wioskę
        położoną daleko od Sany w górach Jemenu południowego. Oni mu kiedyś pomogli,
        gdy studiował, a on teraz musi spłacić swoje zobowiązanie.
        A co stanu posiadania ludności w Jemenie, to w bardzo wielu miejscach kraju
        odniosiłem wrażenie, iż gdyby ktoś pochował pewnego dnia wszystkie toyoty, to
        niemalże w skali całego kraju przenosisz się w czasie o jakieś 300-400 lat
        wstecz. Wrażenie potęgowane jest przez niesamowitą architekturę, noszone przez
        Jemeńczyków noże za pasem, krajobrazy przyrodnicze i dominującą kulturę qatu.
        Żadnych innych oznak "cywilizacji".
    • jnrgarcia Re: Jemen 26.02.04, 17:27
      "Warto pojechać do Jemenu, tym bardziej, iż uzyskanie wizy nie sprawia żadnych
      problemów, jak np. do Libii"
      jak zalatwiles wize.dzwonilam do ambasady 2dni temu i powiedziano mi ze
      indywidualnych turystow nie wpuszczaja.nalezy wykupic wycieczke albo starac sie
      o wize "biznes" i wtedy nalezy miec zaproszenie od kontrahenta jemenskiego.az
      tak duzo sie zmienilo przez pare miesiecy .czy nalezy np.starac sie o wize w
      kraju innym niz nasz?
      pozdr
      alicja
      • jajcio Re: Jemen 03.03.04, 08:22
        Cześć

        Przepraszam, że wcześniej nie odpowiedziałem. Szczerze przyznam, iż nie
        zaglądałem na forum: praca, praca, praca.
        Ale do rzeczy: nie wiem, czy coś się zmieniło. Mam nadzieję, że nie. Ja
        załatwiałem wizę w 1998 r., czyli parę lat już minęło. Nie miałem wówczas
        najmniejszych problemów. Jestem z Gliwic, więc wcześniej też dzwoniłem i
        powiedziano mi, co i jak. No i załatwiłem bez problemu. Myślę, że we wzajemnych
        kontaktach (polsko-jemeńskich) nie cofnęliśmy się aż tak bardzo.
        Nie wiem, jak Ci pomóc. Może powinnaś skontaktować się z kimś z Tow. Przyjaźni
        Polsko-Arabskiej i skombinować jakiś temat wyjazdu, tak pro forma.
        Pamiętam, iż w latach 90-tych Polska była bardzo aktywna w Jemenie, gdyż
        sprzedawała w tamtym regionie świata sporo broni. Po to też w zasadzie, moim
        skromnym zdaniem, my podatnicy utrzymujemy ambasadę w Sanie. Postaram się
        znaleźć namiar e-mailowy na tą ambasadę, to może też spróbujesz z nimi się
        skontaktować. Kiedyś była tam fajna ekipa, teraz ponoć kolesie się zmienili i
        nawet na e-maile Polaków z Etiopii, w potzrebie będących, nie odpowiadają. Tak
        mi doniesiono. Ale warto spróbować, choć mogą Ci nie pomóc, bo po co mają sobie
        ew. "problem", czyli Ciebie na głowę sprowadzać.
        Ale zaraz, zaraz. Są jeszcze inne możliwości. W Sanie u ambasadora słyszałem o
        Polakach z UW przebywających na stypendiach. Tu pewno Beduinka więcej Ci powie,
        z kim się kontaktować po info. A w domu mam chyba jeszcze adres, nawet e-
        mailowy, szkoły językowej w Sanie, więc może na kursik arabskiego. Możesz im
        napisać, że chciałabyś przyjechać, trochę pozwiedzać i pouczyć się języka.
        Trochę to żenujące, żeby tak kłamać, ale widocznie coś im strzeliło do głowy z
        tymi wizami. Choć możliwe, że trafiłaś akurat na niewłaściwego kola, który miał
        deprechę albo kupił pączka bez dżemu w środku i na Tobie sobie ulżył. Może też
        był na haju po żuciu katy (takiego zielska narkotycznego), który mu z domu
        wysłali. Powinnać przedzwonić raze jeszcze, zostawiając sobie wyraźnie furtkę
        na wyjazd naukowo-językowy, wcześniej kontaktując się z ambasadą polską w
        Sanie. Oni muszą mieć aktualne info o wizach i jemeńskie wytyczne dla swoich
        placówek. Żeby Cię nie olali, to napisz im, że wcześniej kontaktowałaś się z
        MSZ. MSZ też ma informacje wizowe. Warto to sprawdzić, żeby odpowiednio w
        ambasadzie pogadać. A z ambasadą należy miło rozmawiać. To też pomaga.

        Chętnie Ci pomogę, jeżeli potrafił będę.

        pozdrowienia
        • jajcio Re: Jemen 03.03.04, 08:34
          Zapomniałem dodać:

          Wszyscy na forum zachwycają się Syrią. I ja się nie dziwię, bo jest to W PEŁNI
          uzasadnione. Syria jest wspaniałym krajem, chyba najcudowniejszym, choć to nie
          o to chodzi, ze wszystkich arabskich (i nie tylko), które widziałem. Nie chodzi
          też o przyrodę, bo akurat pod tym względem Syria nie jest tak ciekawa. Choć
          uwielbiam pustynie, to w innych krajach mają piękniejsze. Chodzi raczej o
          pewien klimat i nastrój, o ludzi. Przekonany jednak jestem, iż Jemen jest tym
          krajem, o którym można powiedzieć, że jest niesamowity. Znając inne kraje
          arabskie i spodziewając się podobnych wrażeń, człowiek będzie totalnie
          zaskoczony. Pełny Orient, czas zatrzymany w miejscu: a to w średniwieczu, a to
          w latach 50-tych lub 60-tych XX wieku. Czasem też juz współczesny, Jemen
          fascynuje przyrodą, ludźmi i architekturą, podróżą. Myślę, że Syria i Jemen to
          są te kraje arabskie, które są najbardziej warte trudu. Więc nie zniechęcaj
          się, Alicjo, w staraniach wizowych.
        • beduinka Re: Jemen 03.03.04, 08:51
          jajcio napisał:

          >
          > Ale zaraz, zaraz. Są jeszcze inne możliwości. W Sanie u ambasadora słyszałem
          o
          > Polakach z UW przebywających na stypendiach. Tu pewno Beduinka więcej Ci
          > powie, z kim się kontaktować po info.

          to już jest przeszłość... niestety ;-(((((
          • jajcio Re: Jemen 04.03.04, 08:05
            a co się stało ?
            • beduinka Re: Jemen 04.03.04, 19:47
              nie wiem... a szkoda
        • beduinka Re: Jemen 04.03.04, 21:36
          jajcio napisał:

          >Po to też w zasadzie, moim
          > skromnym zdaniem, my podatnicy utrzymujemy ambasadę w Sanie. Postaram się
          > znaleźć namiar e-mailowy na tą ambasadę, to może też spróbujesz z nimi się
          > skontaktować.

          oto adres stronu tej ambasady:
          www.y.net.ye/polemb/index.htm
          a to ich adres i e-mail:
          Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Sanie
          Hadda Fajj Attan Area
          Tel.: (009671) 412243, 413523, 413524
          Faks: (009671) 413647
          E-mail: polemb@y.net.ye
          P.O. Box 16168
          Sana
          Jemen

          • jnrgarcia Re: Jemen 05.03.04, 19:05
            dzieki za info.postawilam sobie za cel wakacje w Jemenie albo w Libii:)a chyba
            skonczy sie na ogladaniu zdjec na necie...ale bede walczyc:)))
            pozdr
    • beduinka Zamach na meczet - 4 osoby zabite 12.03.04, 22:50
      Zamach na meczet - 4 osoby zabite

      Cztery osoby poniosły w piątek śmierć, trzydzieści zostało rannych w zamachu na
      meczet w okręgu Utoma w Jemenie, około 100 km na południe od Sany.

      Według naocznych świadków, uzbrojony mężczyzna wrzucił ręczny granat do
      meczetu, wypełnionego przez tłum wiernych, uczestniczących w piątkowych modłach.

      Wśród zabitych jest również zamachowiec. Nieznane są motywy zamachu.

      źródło: onet.pl, PAP, MFi /2004-03-05

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka