mala_gorzka
24.01.12, 10:23
Jestem wrogiem diet, ale moje racjonalne żywienie nie przynosi żadnych efektów. Nie głodzę się, a jak już mam ochotę czymś się zapchać, to będzie to starta marchew z jakbłkiem, z dodatkiem siemienia i otrębów żytnich. Lodówka notorycznie pusta, więc nie podjadam. Nie kupuję mąki, cukru, słodyczy na zapas lub w promocji, ryżu, chińskich zupek, sosów, dzemów, żółtego sera, soli, masła - jak ktoś wpada do mnie niezapowiedzianie, to może się zdziwić przy stole;) Wody, herbaty zielonej, czerwonej piję do oporu, ale to raczej z przyzwyczajenia niż cukrzycy lub innych zaburzeń.
+ BIEGANIE
a waga dalej w miejscu. Dobrze, że nie idzie w górę, to i tak mega pozytyw. Biegając można schudnąć, ale organizm się przyzwyczaja do wysiłku i nic go nie rusza. Jest też teoria, że tłuszcz się spala, ale budują się mięśnie, które są cięższe od tłuszczu, dlatego zamiast wagi łazienkowej poleca się miarę krawiecką.
Naczytałam się wszelkich za i przeciw 13-nastce. Nie wiem czy się nie złamię, sport jednak jest dla mnie ważny, a na tej diecie chyba tylko spać można.
Jestem w górnej granicy BMI. To też ciekawe, że NORMA waha się w moim przedziale z 15 kg. To bardzo dużo. Nie chce popadać ze skrajności w skrajność, chcę dobrze wyglądać w moich spodniach. Poza tym waga ma znaczenie w bieganiu. Już pali licho czasy, stawy będą mniej obciążone.
Lista zakupów zrobiona.
Jadłospis - ok, nie lubię gotować, tyle co zawinąć mięso w folię, ugotować jajka czy rozmrozić szpinak - dieta dla leniwych lub "niepełnosprawnych" kucharek
tylko ten cukier do kawy... Nie wiem co ja po diecie zrobię z resztą cukru. w moim domu nie było zwyczaju słodzenia czegokolwiek, nawet od święta robione ciasto zawierało połowę cukru niż sugerował przepis.
stąd "gorzka" zamiast "gośka"