Dylemat rodzinny...

19.04.04, 10:57
Może nie bardzo pasuje do tego forum,ale wyrazaliście swoje opinie w tylu
róznych kwestiach.Otoż moj kuzyn rozszedł sie niedawno po wielu latach
udanego małzeństwa syn już dorosły. (wszyscy byliśmy zszokowani jego
decyzją).Ma nową panią. no i pojawiają sie problemy natury rodzinno-
towarzyskiej.
Jego była żona, świetna dziewczyna,mieliśmy bardzo dobre kontakty,bardzo
lubiana przez cała rodzinę.Nowa pani (nawet nie wiemy czy już żona) nie
bardzo jest akceptowana-ponadto jest cudzoziemką nie znająca języka
polskiego.No i kogo zapraszać na rodzinne uroczystości? Wszak kuzyn dość
bliski i w końcu to jego wybór,jego życie, ta kobieta-nie do końca wiadomo
jaką rolę odegrala w rozbiciu małzeństwa (moze nie jej udział). Z drugiej
strony zaprzyjaźniona z cała rodziną eks żona kuzyna.Wiem też,że razem nie da
rady a zbliza sie cała seria uroczystości rodzinnych...
    • zenta1 Re: Dylemat rodzinny... 19.04.04, 13:41
      u mnie było podobnie. Cała rodzina odróciła się od "byłej". Ja tego nie
      zrobiłem i czas pokazał, że miałem rację. "Byłą" trzeba szanować i traktować
      jak członka rodziny. Trudno, kuzyn może obrazić się.
    • f.l.y Re: Dylemat rodzinny... 19.04.04, 13:48
      miałam w życiu podobne sytuacje...gdzie zabrakło mądrości czy taktu nie wiem...
      odeszłam od męża dobre cztery lata temu... związałam się z innym mężczyzną,
      którego moja rodzina zna..(nie mamy ślubu) i tu się zaczął problem...
      imieniny u brata czy siostry - zapraszana byłam ja i ex... ponieważ nie miałam
      ochoty na towarzystwo eksa - nie szłam, eks a jakże bywał...wręcz po naszym
      rozstaniu zaczął nawiązywać tak wspaniale bliskie stosunki z moją rodziną, że
      sama się w tym wszystkim czuję odrzucona przez rodzinę...
      rodzina moje stanowisko zna, ale zapraszają dalej i mnie z partnerem i eksa,
      choć wiedzą, że wtedy my nie przyjdziemy...
      źle mi z tym, bo widzę że albo rodzince zabrakło mądrości, albo nie jestem dla
      nich rodziną... nie moge tego jakoś pojąć - wydawałoby się, że ja jako ich
      rodzona siostra jestem dla nich ważniejsza niż szwagier, a tu proszę,
      niespodzianka...myślę, że jak mąż zwiąże się z kimś - będą chodzić do mojej
      rodziny razem...
      mało tego, goszcząc u mnie - zawsze poruszają temat eksa, co dla mojego
      obecnego nie jest miłe...czy robią to świadomie? czy nie?
      zwracałam im delikatnie uwagę, żeby choć przy świątecznym stole u nas w domu
      darowali sobie temat eksa...niee....
      mam zerwać kontakty? nie rozumiem tego naprawdę....
      Rodzinka mówi, że przecież na amerykańskich filmach to eks-małżonkowie
      spotykają się z nowymi rodzinami itede itepe...i jakby na siłę chcieli to
      przełożyć na moje życie....
      nie godzę się z tym i płacę za to ograniczonymi kontaktami z rodziną...
      czy rodzinie jest z tym źle...widać nie...

      jeśli mogę Ci poradzić...pogadaj o tym z kuzynem i jego eks...czy chcą się
      spotykać u Was, czy raczej nie...
      ciężkie są takie decyzje jak widać...

      pozdrawiam i szczerze mówiąc ciekawa jestem jak to jest u innych w takich
      sytuacjach...i jak to będzie u Ciebie...

      • slodkoslony Re: Dylemat rodzinny... 19.04.04, 18:38
        Jako Półgajowy muszę powiedzieć o smutnym losie odtrącanych przez stado samic -
        szczególnie wszystkich jeleniowatych [ wybacz Olgo , to bez podtekstu ].
        Najczęściej padają ofiarą , kłusowników i wałęsających się psów .
        Częściej niż inne osobniki chorują i klasyfikowane są do selekcji , żadko
        dożywając starości .

        Uważam - jak Zenta - że Twoje stado ["chmara"] powinno ją zatrzymać .
        A może nawet poszukać jakiegoś wolnego byczka ... wink

        PS. [ as f.l.y ] Osobniki męskie zwykle radzą sobie nieco lepiej .
    • aankaa Re: Dylemat rodzinny... 19.04.04, 19:44
      zapraszać obie "zwaśnione" strony informując o liście gości. W końcu muszą się
      jakoś (wszyscy) w tej sytuacji odnaleźć ...

      powiem jak to jest u mnie: eks na typowo rodzinne uroczystości przychodzi sam,
      zdarzało Mu się wcześniej "znikać"
    • olga55 Re: Dylemat rodzinny... 19.04.04, 21:23
      Wiem, żw jesli zaprosi się obie strony,to ona (eks mojego kuzyna) sie wycofa,
      on pewnie przyszedlby chętnie ze swoją nową panią, ale wtedy...moi rodzice by
      chyba wyszli z siebie. Ja usiłuję im wytłumaczyć,że dziewczyna ma i tak ciężko,
      (sama w bardzo obcym kraju,bez znajomości języka),ale chyba już tego nie
      zaakceptują.Poza tym oni byli małżeństwem ponad 20 lat,to też "robi
      swoje".Pewne też, że to on ją zostawił, aczkolwiek "zaopatrzył materialnie".Ja
      sama mam ogromnie mieszane uczucia.Teraz eks mojego kuzyna (z kolei sam,tylko z
      dorastającym synem), nie ma praktycznie żadnej własnej rodziny (mieszkają b.
      daleko).Próbowałam jakoś z nią porozmawiać, powiedziała żeby dać jej trochę
      czasu.
      Slodkoslony napisał o zwyczajach zwierząt-one robią to instynktownie, a my mamy
      ponoć serca i rozum, co nie zawsze potrafią sie "dogadać".
      • slodkoslony Re: Dylemat rodzinny... 19.04.04, 21:35
        Stado to stado . Nawet jeleniowatych .
        Zrób większy spęd po prostu.

        Jak odtrącić członka rodziny po 20 latach ?
        Jak nie przyjąć nowego ??
    • olga55 Re: Dylemat rodzinny... 08.05.04, 12:05
      No własnie dzisiaj impreza rodzinna,ale nie u mnie w domu.Mój kuzyn i nowa pani
      przyjęli zaproszenie.Aż sie boję...Dobrze, ze cała rodzina juz mniej więcej wie
      o co chodzi.Tylko wiem,ze drętwo będzie, nie pogadamy sobie jak dawniej...
      • slodkoslony Re: Dylemat rodzinny... 08.05.04, 14:30
        Zrób mocniejsze drinki .Jeszcze lepszy byłby szampan .
        Drogo , ale każda integracja jak wiadomo kosztuje .


        • ada296 Re: Dylemat rodzinny... 09.05.04, 00:47
          ano dylemat
          mnie po rozwodzie rodzina exa olała
          nawet osoby mi bliskie
          znajomi się podzielili
          albo on albo ja
          ci "niepodzieleni" robią dwie imprezy
          na jednej ex
          na drugiej ja

          najbezpieczniej jest porozmawiać z kuzynem i jego ex
          i ustalić jakies zasady

          jak juz ktos wspomniał - zależy jak się rozstali
          może ona będzie tolerować faceta z nową panią
          (mnie by szlag trafił więc przed komunią dziecka kategorycznie wymusiłam by ex
          byl sam i bez nowego dziecka ale to byla "nasza rodzinna" impreza - poza tym
          jestem cholerykiem i gdyby sie nie zgodził dosłaby po łbie)
          • sloggi Re: Dylemat rodzinny... 09.05.04, 17:29
            A czemu bez "nowego dziecka"? Czy tego chcesz, czy nie - to rodzeństwo
            przyrodnie Twojego dziecka.
            • ada296 Sloggi 09.05.04, 18:51
              nowe dziecko to była wtedy dwuletnia panienka
              a więc dziecko, któremu trzeba jednak poświęcic duzo uwagi - zwłaszcza na
              nudnym rodzinnym obiedzie
              chciałam by Piotr był tego dnia najważniejszy
              by na niego patrzono
              wyeliminowałam mu potencjalna konkurencję
              poza tym mój ojciec i brat stwierdzili, że czuli by się niezręcznie
              gdyby była tam Julka

              i już
              • sloggi Re: ada296 09.05.04, 19:01
                Ja byłem przez 17 lat taką eliminowana konkurencją...
                [nie napiszę nic ponadto w tym temacie]
    • jackussi Re: Dylemat rodzinny... 08.05.04, 14:28
      olga55 napisał(a):

      > Może nie bardzo pasuje do tego forum,ale wyrazaliście swoje opinie w tylu
      > róznych kwestiach.Otoż moj kuzyn rozszedł sie niedawno po wielu latach
      > udanego małzeństwa

      To zależy jaki był styl rozstania. jeżeli rozstali się w zgodzie to zapewne
      nalezy zapraszać wszystkich.Może warto to z nimi skonsultować?
      • ashek Re: Dylemat rodzinny... 09.05.04, 01:52
        Może troche nie na temat, bo rodzina nie była zamieszana.
        Ale od początku.
        Po siedmiu latach mniej lud bardziej szczęśliwego pożycia nadszedł kres. I to
        rozstanie nie było miłe ani eleganckie. Odszedłem od ex bo trzeba się było
        ratować, ale przez te lata mój krąg przyjaciół zrobił sie wspólnym kręgiem
        przyjaciół. Moim i ex. Okazało się, że odchodze również od przyjaciół.
        Uwierzyli ex, nie mi.
        Może... nie do końca byli przyjaciółmi...może nie potrafiłem wtedy się
        otworzyć...znali tylko wersję ex.
        I na bardzo długi czas zostałem zupełnie sam i do tego z traumą jakąś i z
        bzdurnym poczuciem winy.
        A po co ja to opowiedziałem?
        Nie wiem.
        Nie zawsze osoba wydająca się pokrzywdzoną naprawde jest pokrzywdzona.
        I nie zawsze ten odchodzący samolub jest samolubem.
        Poprostu nie zawsze fajny jest fajny.
        • sloggi Re: Dylemat rodzinny... 09.05.04, 17:32
          Nie wybieram kontaktów - przyjaźnię się nadal z dawnymi obiema stronami, ale
          nie rozmawiam na temat "tej/tego złego".
          Przymuszany do wyboru odsuwam się od osoby przymuszającej.
    • olga55 Re: Dylemat rodzinny... 09.05.04, 19:05
      Już po imprezie.Bylo lepiej niż sie spodziewałam. (impreza była u moich
      rodziców)."Nowa", pani mojego kuzyna jest bardzo młoda,bardzo sympatyczna i
      bezpretensjonalna.Ponieważ bardzo słabo zna język, czasami rozmowa toczyła sie
      po angielsku,ale często musiała po prostu przysłuchiwać sie naszej gadaninie.Co
      nie zmienia faktu, że serce me nadal rozdarte...Eks mojego kuzyna powiedziała,
      że wpadnie "kiedy indziej"...Co oznacza,że razem raczej się nie da...
      • asia.sthm Re: Dylemat rodzinny... 09.05.04, 20:58
        Boze oszczedz takich spotkan rodzinnych.Serce mi sie rozdziera na kawalki,
        kiedy czytam o takich sytuacjach.Wiecie, to mozna przezwyciezyc i zawsze trzeba
        zaczac od siebie.A jesli juz wmieszane sa dzieci, to doroslych jest
        obowiazkiem, zeby czuly sie wszyskie chciane i mile widziane.Ja wiem, ze to
        trudne.. ale w pewnych sytuacjach trzeba sie wyzbyc emocji.. Nawet obecna nowa
        bylego jest potencjalna matka przyrodniego rodzenstwa naszych pociech itd.
        Dobrze jest zaczac miec dobre stosunki z tymi,ktorzy sa prezentowani nam na
        rodzinnych spotkaniach, bo to znaczy, ze sprawy juz daleko zaszly.
        Ja mieszkam w Szwecji i widze , ze to jest mozliwe.Ex i nowi potrafia sie
        sprezyc aby utrzymac atmosfere dla dzieci.To jest obowiazkiem
        doroslych .Tesciowie ,dziadkowie, znajomi tez powinni sie dorosloscia wykazac.
        Kropka, szkoda slow.
Pełna wersja