numu
06.10.11, 22:24
przeczuytalem artykul ze facet w wiezieniu powiedzial kolegom z celi ze zgwalcil dziewczynke
i oni wypatroszyli go zyletkami.
i teraz niewiem sam: czy wspulwiezniowie az tak bardzo przejeli sie tragedia dziweczynki i w szale wymiezyli sprawiedliwosc no bo takie z nich praworzadne ludzie
czy moze poprostu poczuli nosem pretekst zeby zrobic to co w nich od awsze siedzialo czyli eksplozja agresji ale trzeba bylo wytlumaczenia,przyzwolenia ,prawa zeby to zrobic.
i dalej sie zastanawiam tak: czy niejest tak ze ludzie jak sa w grupie to sie w nich zwierze wyzwala
i jak przyjdzie pretekst czyli prawo do agresji to to z nich wylazi
sami sei napedzaja
np w wiezieniach: gwalci sie pedofili i gwalcicieli.
tylko czy to chodzi o ta niby sprawiedliwosc czy o to ze sie chcialo to poprostu i tak zrobic- a skoro pedofil to wolno??
albo w szkole sytuacja autentyczna: pani najezdza na dzieciaka ze niegrzeczny poniza go przed dziecmi za kare
a za chwile przed szkola dzieci mu spuszaczaja wpierdol i wlasciwie same niewiedza czemu
tylko tyle ze go zawse nie lubili
ale pani dala sygnal. przyzwolila. bez sygnalu mozliwe zeby nie zrobili tego
kodeks wiezienny po to zeby miec mozliwosc upuszczenia krwi co zalega we lbie i pragnienia co zalega w duszy
no bo przemysliwuje ostatnio zachowania ludzkie.i nie wierze w ludzi ich dobro itd