skiela1
25.02.14, 15:52
Czy wywiadówki w obecnym kształcie mają jeszcze sens? Czy muszą wyglądać tak, jak moja ostatnia? Na półtoragodzinnym zebraniu merytorycznie, o postępach, nauce, zachowaniu w klasie mojego syna rozmawialiśmy 10-20 minut. Reszta to wymyślone problemy, które skłóciły rodziców. Siedziałam, słuchałam, jak tworzą się obozy i stronnictwa.
Wkrótce klasa jedzie na pierwszą wycieczkę. Ma ciekawy, zróżnicowany program, który powinien się spodobać maluchom. I okazuje się, że nie jest ważne, jak tam dzieci dotrą, gdzie wynająć autobus. Takich dylematów nie ma.
Największym problemem jest to, co dzieci będą jadły podczas tego wyjazdu jednodniowego.
Chodziło o wybór obiadu z menu jednego z lokali. Najpierw, by pogodzić różne gusta, zaproponowano tradycyjny rosół i kurczaka. Nic z tego. Zgłaszali się rodzice, którzy domagali się, by uszanować gusta dzieci, które nie lubią rosołu albo kurczaka. Jedna mama oświadczyła, że jej dziecko jest tak bardzo elokwentne i dorosłe, że jest w stanie decydować samo, a kurczaka to może zjeść wszędzie. I padła propozycja, żeby to jedno dziecko samo wybrało danie w miejscu, gdzie obiad będzie jedzony. Inny rodzic nie chciał, by jego dziecku podawano mięso. Skończyło się więc na kłótni dotyczącej wegetarianizmu. Rodzice przerzucali się argumentami na temat tego, czy 7-latek w ogóle może być wegetarianinem, i czy mu to szkodzi.
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15442732,Zamiast_o_ocenach_i_zachowaniu_dzieci_byla_dyskusja.html#Cuk
Pomijam sens wywiadowek bo jak dla mnie ciekwsze sa zachowania ludzkie i tak sie zastanawiam czy ludzi ostatnio zalewa jakas fala malostkowosci.. (?)