tak mi się przypomniało, jak kroiłam teraz ogórka na kanapkę...
otóż niemąż podejrzał mnie kiedyś, jak smarowałam twarz ogórczanymi
obierkami /wersja szybka, bez kładzenia plasterków i leżakowania/ i był mocno
zdziwiony po co ja to robię

)
generalnie unikam takich sytuacji, żeby widział mnie z paciajami na twarzy,
bo po co...
korzystacie z dobrodziejstw owoców i warzyw w kosmetoligii domowej?

co na to Wasze połówki?