izia30
26.09.05, 14:14
jestem zona zdradzona. tym bolesniej ze znalazlam wszystko. obejrzalam
zdjecia, filmy, smsy w komorce, znalazlam kupe dowodow. maz w koncu przyznal
sie do wszystkiego.
kocham go i on chyba kocha mnie.oboje chcemy to jakos posklejac. ja
wyprowadzilam sie z domu, trwa to juz miesiac. nie potrafie sie pozbierac. nie
potrafie sie usmiechnac, choc wiem ze on na to czeka. to wlasnie tego usmiechu
zabraklo w ciagu ostatnich 2 lat naszego malzenstwa. wiec poszukal usmiechu
gdzie indziej, u 12 lat mlodszej kolezanki z pracy. i choc twierdzi ze ona w
niczym "nam " nie zagraza,ze zerwie z nia jak to sie wypali po to by nie miec
pokusy... ja cierpie bo to nadal trwa, i choc ona jest tylko dla niego
obiektem seksualnym, i tym usmiechem ktorego u mnie nie ma, jest mi bardzo zle.
dzwoni codziennie, smsy plyna w obie strony, mowi ze ma nadzieje ze jeszcze
nie jest za pozno, ze wie ze nikt go juz nigdy nie bedzie kochac tak jak ja.
ze musial wziac ten usmiech od losu ktory mu sie przydarzyl i teraz placi za
to okrutna cene. chce ze mna utrzymac kontakt, nie pozwala mi wyjsc jak
przyjezdza do naszej coreczki. nie pozwala mi zabrac swoich rzeczy z naszego
domu, nawet kombinezon ktory kupila tesciowa dla naszej coreczki, zabral do
domu by tam na nia czekal.
nie piszcie na maila, bo nie chce zeby to odebral, musze sie zadowolic tym
forum, w godzinach pracy.
moze ktos napisze mi cos cieplego? cos co pozwoli mi sie pozbierac do kupy.