26.09.05, 14:14
jestem zona zdradzona. tym bolesniej ze znalazlam wszystko. obejrzalam
zdjecia, filmy, smsy w komorce, znalazlam kupe dowodow. maz w koncu przyznal
sie do wszystkiego.
kocham go i on chyba kocha mnie.oboje chcemy to jakos posklejac. ja
wyprowadzilam sie z domu, trwa to juz miesiac. nie potrafie sie pozbierac. nie
potrafie sie usmiechnac, choc wiem ze on na to czeka. to wlasnie tego usmiechu
zabraklo w ciagu ostatnich 2 lat naszego malzenstwa. wiec poszukal usmiechu
gdzie indziej, u 12 lat mlodszej kolezanki z pracy. i choc twierdzi ze ona w
niczym "nam " nie zagraza,ze zerwie z nia jak to sie wypali po to by nie miec
pokusy... ja cierpie bo to nadal trwa, i choc ona jest tylko dla niego
obiektem seksualnym, i tym usmiechem ktorego u mnie nie ma, jest mi bardzo zle.
dzwoni codziennie, smsy plyna w obie strony, mowi ze ma nadzieje ze jeszcze
nie jest za pozno, ze wie ze nikt go juz nigdy nie bedzie kochac tak jak ja.
ze musial wziac ten usmiech od losu ktory mu sie przydarzyl i teraz placi za
to okrutna cene. chce ze mna utrzymac kontakt, nie pozwala mi wyjsc jak
przyjezdza do naszej coreczki. nie pozwala mi zabrac swoich rzeczy z naszego
domu, nawet kombinezon ktory kupila tesciowa dla naszej coreczki, zabral do
domu by tam na nia czekal.
nie piszcie na maila, bo nie chce zeby to odebral, musze sie zadowolic tym
forum, w godzinach pracy.
moze ktos napisze mi cos cieplego? cos co pozwoli mi sie pozbierac do kupy.
Obserwuj wątek
    • madziulec Re: zdradzona 26.09.05, 14:24
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=28060
      Tu mozemy Cie wesprzec....

      Po pierwsze trzymaj sie...
      Sporo z nas to przezylo.
      Jestem z Toba.
      • jasmin33 Re: zdradzona 26.09.05, 16:11
        A gdzie Twoja wartość???
        Ja rozumiem,ze docenić trzeba i tak wyjatkowa odwagę i szczerość faceta, bo
        wszak zawsze mógł powiedzieć : - Kochanie,wierzysz mi czy własnym oczom?
        Przyznał się , ale jak czytam, niebardzo chce mu sie zrezygnować z przyjemnosci
        jakie płyną z ochoczych ramion kolezanki . No i ten jej usmiech.Owszem, mozesz
        czekać az coś się zmieni... Tyle,ze pamietaj : to nie był jednorazowy flirt.
        Powiem krótko : będzie Cię zawsze zdradzał.
    • impostor tak, ale... 26.09.05, 15:14
      > choc ona jest tylko dla niego
      > obiektem seksualnym, i tym usmiechem ktorego u mnie nie ma,

      dlaczego nie ma? przeciez:

      > nikt go juz nigdy nie bedzie kochac tak jak ja.

      wiec dlaczego musial szukac czegos u innej kobiety?

      pozdrawiam. i zycze duzo sily.
      • madziulec Re: tak, ale... 26.09.05, 15:21
        Kazdy ma prawo byc zmeczony, przemeczony.

        A milosc to nie wieczne wdzieczenie sie do faceta prawda???
        • impostor Re: tak, ale... 26.09.05, 15:34
          i odwrotnie. milosc to nie wieczne czekanie na milosc.
          • madziulec Re: tak, ale... 26.09.05, 15:54
            Czasem tak. Milosc nie jest czyms co odchodzi na pstrykniecie palcami.
    • rafi.raf Re: zdradzona 26.09.05, 15:37
      moim zdaniem powinnas zastanowic sie nad trescia jego slow: jesli mowi, "ze ona
      w
      > niczym "nam " nie zagraza,ze zerwie z nia jak to sie wypali po to by nie miec
      > pokusy... " powinnas go przekreslic. zapomniec i wyrzucic z pamieci. jesli
      znowu pojawi sie inny usmiech losu na horyzoncie to jak myslisz, co bedzie?

      nie dawaj sie poniewierac lobuzowi! jest cynicznym palantem, ktorego zachowanie
      nie ma usprawiedliwienia.

      bol nie przeminie szybko. bedzie zle, ale to minie. z pewnoscia poznasz kogos
      wartosciowego, dla kogo bedziesz wyjatkowa.


      to jest oczywiscie moja opinia. powinnas ja jednak trzymac w pamieci, poniewaz
      jestes obiektem manipulacji cynika. pisze to jako facet. (lata temu tez bylem
      takim cynikiem).
      • f.l.y Re: zdradzona 26.09.05, 16:13
        będzie niesalonowo:

        wygodnicki dupek....

        nad czym Ty się zastanawiasz?
        trochę jeszcze poużywa, za przyzwoleniem już - no bo wiesz - i co? na
        słówka 'kocham' się nabierzesz?

        dziewczyno....
        pakuj manele swoje albo jego i fru....

        za rok może inna odwzajemni mu usmiech i co? znowu dasz na przeczekanie?
        to już taki wredny typ, który skoro już wiesz - dlaej w to brnie...
        żadnego szacunku dla Ciebie....

        kobieto!!! opamiętaj się....
        • wadera3 Re: zdradzona 26.09.05, 17:10
          dokładnie tak samo myślę, z "obiektem seksualnym" to sie nie robi zdjęć(np)
          tylko wiadomo co....
          "aż się wypali" egoista cholerny!
        • drzazga1 F.L.Y ma racje 21.11.05, 13:07
          i Wadera i Rafi.raf i...

          Co za bezczelny manipulant, fuj.
    • grenka1 Re: zdradzona 26.09.05, 16:47
      Jeżeli tak Cię kocha, to dlaczego czeka na "wypalenie"? Ile toto będzie jeszcze
      trwać? Rok, dwa, a może 5 lat?
      "Ona jest dla niego obiektem seksualnym?" A Ty co - niańką? Może jeszcze
      zaprosi (a może już to robi, bo chata wolna) do domu i będziesz im usługiwać?
      Już mu ułatwiłaś sprawę wyprowadzając się z domu. Wprowadź się spowrotem, a
      jego manele wystaw za drzwi niech idzie do tej "uśmiechniętej".
      Gdyby chciał zerwać, to dawno by to zrobił, a nie esemesował, dzwonił i
      spotykał się z nią - nie bądź naiwna.
      Pamiętaj gdy raz Cię zdradził zrobi to jeszcze raz i jeszcze raz i tak ciągle.
      Jeżeli zgadzasz się na taki układ to wyłącznie Twoja sprawa, ale
      pamiętaj "małżeństwo jak garnek można skleić, ale zupy już się nie ugotuje".
      A załóż mu sprawę o alimenty, zobaczysz jak się zachowa !!!
      • jes3 Re: zdradzona 26.09.05, 21:07
        Niestety, muszę dołaczyć do przedmówców.
        Ciebie dalej kocha, a z nią sypia... To jakaś paaranoja ! Jedyne co możesz
        zrobić, jeżeli Ty go kochasz i chcesz, potrafisz z nim dalej żyć, to postawić
        mu ultimatum: koniec z tamtą dupą /piszę tak celowo/.
        Jeżeli nie, to odejdź od niego jak najprędzej, bo będzie Cię wykorzystywał i
        oszukiwał całe życie....
    • piano_barti Re: zdradzona 26.09.05, 23:56
      MOże pytanie, dlaczego nie umiesz uśmiechnąc się do własnego męża i co robisz
      żeby pielęgnować waszą miłośc i pożądanie. Odpowiedz sobie na te pytania zanim
      się będziesz dziwić, że odszedł do innej.
      • carrramba Re: zdradzona 27.09.05, 08:23
        Teraz, to już nie ma żadnego znaczenia, dlaczego się nie uśmiechasz etc. Teraz,
        powinnaś wziąć się w garść. Ja nie widzę mozliwości kontynucji Twojego
        małżeństwa. Zimny drań. Tylko tyle. Poszukaj sobie normalnego faceta. I nie
        powielaj raz popełnionego błędu. Powodzenia smile)
        • barwa1 Re: zdradzona 27.09.05, 10:31
          Jak mu się wypali, to co? Przecież to bezczelność powiedzieć coś takiego
          zdradzanej żonie!
          Szanuj się, kobieto! Bo od niego szacunku już nie będziesz miała. Na miejscu
          tej drugiej też nie chciałabym być: jest nieuczciwy wobec Was obu. To naprawdę
          wstrętne.
          Weź się za siebie , a faceta pogoń.
          Powodzenia!
    • your_and Re: zdradzona 27.09.05, 10:33
      Izia, zastanów sie jaki jest twój własny wkład w tą zdradę. Przejrzałem twoje
      posty w archiwum. Miesiącami nic tylko i wyłacznie sprawy dziecka. Żadnego
      innego tematu.

      Obawiam sie że ten cytat dotyczy właśnie ciebie:

      Pierwszą i często występującą jest poświęcanie przez "młode" matki całego
      czasu i całego zainteresowania dziecku. Mąż, który dotychczas tworzył z żoną
      wspólnotę został niejako "odsunięty" na plan dalszy, a pierwsze i jedyne miejsce
      w zainteresowaniach kobiety zajęło dziecko, które jej całkowicie wystarcza.
      Jest zrozumiałe, że małe dziecko wymaga wyjątkowej opieki, zabierającej
      sporo czasu. Ale czy aż takiej, aby kobieta zapomniała, że istnieje również mąż,
      ojciec dziecka? W psychologii małżeństwa funkcjonuje już powiedzenie: "KOBIETA
      ZDRADZA MĘŻĄ Z DZIECKIEM". Wytworzenie modelu rodziny: "tandem" matka - dziecko
      i gdzieś tam ojciec powoduje, że mężczyzna - czując się niepotrzebny,
      niezauważany, odtrącony, zwolniony z odpowiedzialności - szuka sobie zajęcia
      najczęściej poza domem i znajduje je w... kobietach, wódce, kolegach. Żona
      zaabsorbowana dzieckiem, które jest dla niej "wszystkim" nawet nie zauważa
      zbliżającego się niebezpieczeństwa.
      • carrramba Re: zdradzona 27.09.05, 10:46
        Nawet jeśli masz rację, ze Iza zrobiła ten bład, nic nie usprawiedliwia
        chamstwa i cynizmu faceta.
        • barwa1 Re: zdradzona 27.09.05, 10:55
          No właśnie! Mógł chyba porozmawiac z nią o tym, co mu przeszkadza w
          małżeństwie, a nie szukać sobie innego obiektu. Gdyby mu zależało na
          małżeństwie najpierw by je ratował, a dopiero potem szukał kogoś innego. Zrobił
          odwrotnie i gdybyś go nie nakryła, to dalej hulałby bezkarnie.
          • your_and Re: zdradzona 27.09.05, 11:30
            Tu nie chodzi o to czy coś kogoś usprawiedliwia czy nie.
            Pytanie jest czy chce się coś odbudować czy nie.
            Wynika z postu że ona chce a on niekoniecznie. Może małżeństwo w formie w jaką
            przeobraziło się nie jest dla niego wcale warte ratowania.
            A jeśli ona chce się odbudować , trzeba spróbować spojrzeć na sprawę
            obiektywnie, co doprowadziło do takiej sytuacji, a nie jedynie z punktu widzenia
            swoich żalów, dumy, urażonej godności.

            Co nie tłumaczy wcale tego ze zdrada jest zawsze obrzydliwa.
            • isabelle30 Re: zdradzona 27.09.05, 11:54
              do wczoraj zapewnial mnie ze chce nasze malzenstwo odbudowac, ale potrzebujemy
              oboje czasu do tego zeby emocje opadly. nawet moja pani psycholog tak mowi.
              do wczoraj bylismy w stalym kontakcie, od wczoraj kontakt sie urwal. jak juz
              napisalam wczoraj z nia zerwal. powiedzialam mu jasno i wyraznie ze odbudowe
              mozna zaczac dopiero gdy ona zniknie z naszego zycia. ale ona nie zniknie,
              pracuja razem, musialabym ja wlasnorecznie zamordowac zeby miec pewnosc ze jej
              juz nie ma. Boze, co ja pisze.!!!
      • isabelle30 Re: zmienilam nick. 27.09.05, 11:50
        tutaj sie z toba zgadzam w 100%. poswiecilam sie dziecku, meza zaniedbalam, ale
        go nigdy nie przestalam kochac, kocham nadal i chce mu wybaczyc i zapomniec bo
        jestem swiadoma swojej winy. tyle ze nie jest to chyba az takie przewinienie
        zeby kara byla taka sroga. widzialam zdjecia jakie sobie robili, widzialam
        filmy. na dzialce u tesciow, w domach u naszych przyjaciol, w domu tesciow
        podczas ich nieobecnosci, w naszym lozku malzenskim, znam wyjazdy sluzbowe,
        zobaczylam wszystko. wczoraj podobno z nia zerwal, dopiero wczoraj, i jaka mam
        pewnosc ze to juz naprawde koniec. wczoraj bylam w domu, naszym domu i znalazlam
        klab zuzytych prezerwatyw, i test ciazowy. ta gowniara sie nawet nie
        zabezpiecza. tym razem wynik negatywny ale co za miesiac?
        tesciowa jest po mojej stronie, jest moim najwiekszym w tej chwili sojusznikiem,
        wiem ze to skarb. nie dopuszcza do swiadomosci ze to moze byc koniec naszego
        malzenstwa. jestem dla niej jedyna corka, a nasza coreczka jest w tej chwili
        jedyna jej wnuczka.jestesmy w stalym kontakcie. moj maz zamilkl od wczoraj po
        tym jak wyslal mi 2 dziwnie brzmiace smsy.
        • sloggi Re: zmienilam nick. 27.09.05, 12:07
          Czy mogłabyś być z fecetem, który Cię nie kocha?
          • iga.g Re: zmienilam nick. 27.09.05, 12:21
            Boże, jacy bałaganiarze....stos zużytych prezerwatyw /chyba nie z jednego
            razu?/ test ciążowy?
            grzebiesz po koszu czy co? bo chyba nie zostawili specjalnie na wierzchu, żebyś
            sobie popatrzyła...

            normalnie robią sobie z Ciebie pośmiewisko....
            co Ty chcesz ratować kobieto????

            a z drugiej strony, wiesz...zaczynam podejrzewać, że Ty bajki piszesz....
            • isabelle30 Re: zmienilam nick. 27.09.05, 12:36
              niestety to nie bajki. poszlam jak zwykle na spacer po domu, takie
              przyzwyczajenie, bo to nadal moj dom?
              kolo komputera lezal test. poplakalam sie, chcialam wyrzucic chusteczke,
              otworzylam kosz, i zobaczylam zawartosc, 2 sztuki i 2 puste pudelka.
              • f.l.y Re: zdradzona 27.09.05, 12:49
                nie układaj sobie życia z facetem, który mówi Ci o miłości z wygodnictwa, żeby
                Cię mieć na zapleczu stale...

                powiedz mu, że poznałas fajnego faceta na spacerze i że z nim pójdziesz do
                łóżka wyluzowac się ze stresu, który zapewnił Ci ostatnio małżonek....i że
                będziecie wtedy kwita smile

                zobaczysz wtedy, jak wielka jest ta jego 'miłość'.....

                jak Ty sobie wyobrażasz trwanie w tym związku, skoro podobno mają wspólne
                zdjęcia u znajomych - nie wstyd Ci będzie, że wyjdziesz na głupią kurę domową?

                a wogóle pytanie - piszesz o tej zdradzie jeszcze na innym forum, zbyt mało
                opinii zebrałaś, że to kontynuujesz?
                potrzebujesz się tym dzielić? to rodzaj kary dla siebie? robienia z siebie
                cierpiętnicy czy jak?

                moje współczucie do Ciebie zaczyna przechodzić w ironię....
                jak dużo już dziwnych pytań zadałaś...
                jak wiele dostałaś od nas odpowiedzi i co?

                co zamierzasz Izabello?
                ośmiesz go...tym testem ciążowym....tymi prezerwatywami....tym dowartościowanie
                m się...uciekaniem od domu, ojcostwa i spraw ważnych....

                ten temat chyba się już wypala....
                dziwnie piszesz......
                zaczynasz mnie najzwyczajniej drażnić tymi wywodami...
          • isabelle30 Re: zmienilam nick. 27.09.05, 12:27
            dobre pytanie. odpowiedz brzmi nie. ale on mi powtarza ze mnie kocha, ze te 13
            lat ze laczy nas cos wyjatkowego czego nie da sie wymazac, ze wie ze juz nikt go
            tak kochac nie bedzie jak ja. i widze w jego oczach lzy za kazdym razem kiedy
            sie rozstajemy.tydzien temu sprowokowalam go do okazania mi jakiegokolwiek
            dowodu na to ze mu zalezy. mocno mnie objal i slyszalam jak lyka lzy. znam go,
            to twardy facet, a nie potrafi powstrzymac lez przy mnie. za kazdym razem kiedy
            przyjezdza, powtarza ze nie przyjechal tylko do naszej coreczki, a rowniez do
            mnie i widze w jego oczach nadzieje na jeden moj usmiech. ja sie staram a
            wychodzi mi tylko smutny grymas i lzy.
            ja wiem ze to cholernir skomplikowana sytuacja, ze nikt nie potrafi mi pomoc, ze
            tylko ja sama, ale ...
            no wlasnie zaczynam sie bac bo coraz czesciej mam mysli samobojcze, i to one
            przynosza mi ulge wtedy gdy mam wrazenie ze za chwile rozpadne sie na kawalki.
            nawet moja matka mowi ze co by byla ze mnie za kobieta ktora tak latwo by
            machnela reka, i nie podjela nawet proby ratowania tego co sie da.
            ale ja musze odzyskac spokoj . w jakikolwiek sposob, po to by moc cokolwiek
            robic, jakos dalej zyc.
            w tej chwili zasypiam dopiero po kilku tabletkach uspokajajacych, a gdy sie
            budze, biegne wymiotowac, i czuje bol calego ciala....
            moj swiat rozpadl sie na kawalki!
            • barwa1 chyba 27.09.05, 12:56
              jesteś niereformowalna... sorry
              Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.
              • carrramba Re: chyba 27.09.05, 13:12
                niestety, ja równez Ciebie nie rozumiem. masz szansę oczywiście ratować
                zwiazek, ale nie tak !!!!tak długo, jak dasz mu odczuć, ze Ci bardzo na nim
                zależy, tak długo jesteś na przegranej pozycji. nic również nie da, żebranie o
                zerwanie z pannicą. to musi być jego decyzja, a nie Twoja. swoją drogą, ja bym
                nic nie ratowała, szkoda życia i czasu. Życie przed Tobą, ale jak tam sobie
                chcesz....
              • grenka1 Izia30 27.09.05, 13:17
                Ty to chyba tutaj coś ściemniasz.
                Na tym forum piszesz, że esemesuje z kochanką, na "eDziecko", że esemesuje do
                Ciebie, na "eTata" znów cos innego.
                W/g nicku myślę,że masz 30 lat, a piszesz, że od 13 lat jesteście razem.
                To w wieku 17 lat zostałaś już mężatką? Dziecko masz małe około 1 - 1,5 roku.
                Nic mi nie pasuje.
                Chyba jesteś na "urlopie wychowawczym" i z nudów nawijasz. Przyznaj się !!!
                • isabelle30 Re: Izia30 27.09.05, 13:55
                  mam 34 lata, od 13 lat jestesmy razem, od 3 lat i 3 mcy po slubie, nasze dziecko
                  ma 2 latka i 4 mce. nic nie sciemniam.
                  dlaczego fakt ze smsuje z kochanka wyklucza ze smsuje takze ze mna?
                  jezeli niektorym nie pasuje moja osoba, to niech nie odpisuja. ja tu szukam tych
                  osob ktore anonimowo moga mi dac w tej chwili wsparcie, nieco ciepla i
                  zrozumienia. slow takiej bezdusznej krytyki nie potrzebuje i nie chce.
                  dlaczego kazdy jest taki madry i tak stanowczo wypowiada sie "ja na twoim miejscu"
                  a prawda jest taka, ze dopoki nie znajdziesz sie na takim miejscu, nic na ten
                  temat nie wiesz.
                  • your_and Re: Izia30 27.09.05, 14:31
                    Też z politowaniem patrzę na mądre rady: co tu ratować, rzuć w cholerę...
                    Chyba te osoby nigdy nikogo nie kochały... i nie maja pojęcia co to być z kimś
                    13 lat
                    Pozdrawiam.
                    • barwa1 jeśli kogoś kochasz 27.09.05, 14:45
                      to nie poniżasz go... Jak można komuś poradzić, żeby tolerował poniżanie? Nawet
                      jeśli jest z kimś 13 lat, to nie oznacza, że ma godzić się na podobną sytuację.
                      I nikt nie mówi, że łatwo jest rzucić kogoś nawet po pół roku. Nie rozmawiamy
                      tu o tym, czy to łatwe czy trudne. Raczej próbujemy zwrócić uwagę na coś, tak
                      dziś nie w cenie, jak godność, szacunek dla siebie i innych, jak skupianie się
                      w takim trudnym momencie życia na wartościach ważnych dla funkcjonowania w
                      związku w ogóle, a nie na rozczulaniu się. Dziewczyna musi podjąć ważną decyzję
                      życiową: godzić się na poniżanie i zdradę w imię tego co było czy też w oparciu
                      o spokojne rozważenie czego chce dla siebie i od związku z mężczyzną żyć z
                      godnością.
                      Też pozdrawiam.
                    • f.l.y Re: dobre rady... 27.09.05, 14:51
                      your_and napisał:

                      > Też z politowaniem patrzę na mądre rady: co tu ratować, rzuć w cholerę...
                      > Chyba te osoby nigdy nikogo nie kochały... i nie maja pojęcia co to być z kimś
                      > 13 lat
                      > Pozdrawiam.
                      ========

                      te osoby w większości znają temat....
                      często z obu stron...

                      brak pojęcia reprezentuje tu owa bohaterka sprawy....
                      chce ciepła i wsparcia, ale w czym? w kołtuństwie?
                      chyba nikt normalny nie poradzi dziewczynie - czekaj, kochaj, wytrzymaj...
                      jej mąż to kawał wygodnickiego drania...i ktoś, kto jej radzi dalej z nim być -
                      powinien sam takiego życia zaznać...
                      no chyba, że jesteście typem cierpiętnic, które czerpią siłę z bycia pomiotłem
                      w rękach swoich facetów....

                      eeech...ten temat zawsze wywołuje różne reakcje u ludzi....a najbardziej to mi
                      szkoda żon, nie dlatego że są zdradzane, tylko że takie nie kumate są...
                      • skiela1 Re: dobre rady... 27.09.05, 14:59
                        Powtorze powiedzonko Sloggiego-rece i majty opadajasmile
                  • grenka1 I tu się mylisz !!! 27.09.05, 16:49
                  • grenka1 I tu się mylisz !!! 27.09.05, 16:56
                    Ja trochę wczesniej od Ciebie byłam tą zdradzaną, miałam z nim syna. Kopnęłam
                    dziada w 4 litery, a on po miesiącu od zakończenia sprawy rozwodowej ożenił się
                    po raz drugi, bo kochanka była w ciąży. Mało tego po 3 latach trwania w drugim
                    związku jego następna kochanka urodziła mu następnego syna.
                    Czy mmyślisz, że tylko Ty przeżywasz taką sytuację? A może złościsz się, bo
                    napisałam prawdę?
                    • your_and Re: I tu się mylisz !!! 27.09.05, 17:29
                      I znalazłaś tego dojrzałego, bez wad , czy uważasz że lepiej być samotnie niż
                      iść na kompromisy?
                      A ta druga, też go już nie chce czy okazało się że potrafiła sobie ułozyć z nim
                      życie?
                      Nie doszukuj się sarkazmu...
                      • wadera3 Re: I tu się mylisz !!! 27.09.05, 17:53
                        Faktycznie i "zdradzona" i "your_and" niewiele rozumiejąuncertain
                        nie chodzi o kompromis, tylko o to na co pozwalamy w "imię miłości"...
                        Ja nie byłam modelową mamuśką zapatrzoną w dzieci, bo pamietałam,że mąż to moja
                        druga połówka, nie było zaniedbań łożkowo domowych z powodu pojawienia się
                        dzieci, i też znalazł sobie tłumy pocieszycielek (po czym?) ,
                        może któraś z Was mi wyjaśni?
                        Ponieważ to już lata za mną ciekawa jestem jedynie "pomysłu" tych osób , ktore
                        chciałyby ratować to, co nie do uratowania a winy najchętniej szukałyby w sobie
                        • your_and Re: I tu się mylisz !!! 27.09.05, 20:42
                          Fakt, czasem nie rozumiem…
                          Pytam, bo sam się zastanawiam jak to czasem jest (2 przykłady z życia
                          znajomych), że facet przez swoja pierwszą żonę (2 dzieci) przedstawiany jest
                          jako diabeł wcielony, okrutnik i utracjusz (i faktycznie taki był) a z tą drugą
                          tworzy sielankowy obrazek, kochający tatuś od paru lat, zacałowuje wręcz żonę,
                          lata z córą wszędzie.
                          Znamy jedno i drugie i wiem że to nie fikcja na pokaz.
                          Jak to jest że jedni partnerzy wyzwalają w sobie wzajemnie najgorsze a inni
                          potrafią wyzwolić najlepsze cechy? Z tych samych ludzi…
                          • wadera3 Re: I tu się mylisz !!! 27.09.05, 20:47
                            to dla mnie pocieszającesmile
                            mój były z następną partnerką nienawidzą się, i nie pomogła jej młodość ani
                            rzekome jemu oddanie( na wtępie)...wolałby jednak mnie-lecz to poza namibig_grin
                      • grenka1 Re: I tu się mylisz !!! 27.09.05, 19:30
                        your_and napisał:

                        > I znalazłaś tego dojrzałego, bez wad , czy uważasz że lepiej być samotnie niż
                        > iść na kompromisy?
                        > A ta druga, też go już nie chce czy okazało się że potrafiła sobie ułozyć z
                        nim
                        > życie?
                        > Nie doszukuj się sarkazmu...


                        A co myślisz, że ja swego męża nie kochałam. Rozstanie spowodowało u mnie silną
                        nerwicę połączoną z bezsennościa. Czas goi rany, po 5 latach dopiero doszłam do
                        siebie.
                        Ja postanowiłam żyć samotnie, chociaż cholernie ciężko było. Tyrałam od świtu
                        do nocy, aby zapewnić 2 synom godziwe warunki (z alimentami to bywało różnie).

                        A ta druga, wyobrażacie sobie jaka była bardzo szczęśliwa, gdy dowiedziała się
                        o ciąży jego kochanki, zrobiła awanturę i sama dostała po buzi od swego męża.
                        Żyła z nim, a kochanka przychodziła w odwiedziny ze swoim synem, a żona nie
                        miała nic do powiedzenia.
                        A on cóż - już nie żyje. Zmarł mając 52 lata.
                        Ja nie jestem sarkastyczna, tylko szczera aż do bólu.
                        I tak jak już napisałam: małżeństwo, to tak jak potłuczony garnek, można
                        skleić, ale zupy już się w nim nie ugotuje.
            • skiela1 Nie kocha 27.09.05, 15:05
              ten lajdak ciebie juz i najwyzsza pora zebys to zrozumiala.To,co on mowi male
              ma znaczenie.Milosc okazuje sie czynami a slowa sa tylko ozdoba.Jak na razie to
              on Cie ozdabia w ladne slowka i nic wiecej.
              A dziecko zawsze bedzie mialo kochajca babcie i z czasem ona tez zrozumie Twoje
              decyzje.
    • isabelle30 Re: zdradzona 28.09.05, 13:35
      niestety, kocha, nie wiem czy to jest taka milosc o jaka chodzi czy tylko ta
      wiez ktora sie wyksztalca po 13 latach.
      nie rozumiem dlaczego jestem niereformowalna? bo kocham, bo znow chce byc z nim
      (znow to zle slowo, bo my sie jeszcze nie rozstalismy, jakkolwiek by to nie
      zabrzmialo)
      co zlego ze chce walczyc o swoje szczescie?
      • iga.g Re: zdradzona 28.09.05, 14:24
        wiesz co? zamiast spędzać tyle czasu na różnych forach i dyskutować o tym, czy
        on Cię kocha czy nie i płakać tu, że test, że smsy, że prezerwatywy - to
        wprowadź się w końcu do swojego domu, dbaj o siebie, dom i dziecko...
        idź do pracy...i nie wypłakuj się tutaj co chwilę....
        usmiechaj się w końcu, niech on widzi ten Twój uśmiech skoro Ci zależy na tym
        wstrętnym facecie i zajmij się nim, a nie internetem...

        zastanawia mnie, czemu wciąż ciągniesz ten wątek zamiast zamknąć sprawę i
        zacząć cokolwiek robić....
      • grenka1 Wiesz, co 28.09.05, 14:40
        albo bądź z nim, albo nie - decyzja należy do Ciebie.
        Ale do diabła przestań już prać publicznie swoje prywatne brudy, bo już
        obrzydzenie bierze.

        Ten kłąb prezerwatyw (w końcu okazało się, że to tylko 2), do tego test ciążowy
        (coś tu nie tak: albo prezerwatywy, albo test).

        Zdjęcia na działce, u teściów, u Ciebie w domu - zgoda, ale u znajomych, nie
        sądzę, aby Wasi znajomi chcieli zrobić w swoim domu "agencję".

        Czego się spodziewałaś, że każdy Ci powie "oj jakaś Ty biedna i nieszczęśliwa".
        Przecież znałaś go, mieszkałaś z nim "na kartę rowerową" przez prawie 10 lat,
        wtedy był taki nieskazitelny ideał?
        Za cholerę nie wierzę. Albo konfabulujesz, albo jesteś kompletną idiotką do
        kwadratu.
        Możesz się obrazić, ale takie jest moje zdanie, a trochę więcej od Ciebie
        przeżyłam i mam syna starszego od Ciebie.
        • natashaa2 Re: Wiesz, co 30.09.05, 13:25
          Troche sie z grenką zgadzam, ale sądzę że isabelle bardzo trudno się pogodzić z
          odejściem męża czy z utratą kontaktu z nim. A może wytworzyło się tutaj coś na
          zasadzie rywalizacji z jego kochanką: którą w końcu wybierze, która będzie
          zwycięska?
          Isabelle, myśl o dobru swojej córeczki. Żadne dziecko nie znosi takich
          sytuacji, wole jasne decyzje. Nie pozwól by wychowywał ją ojciec, który nie
          szanuje jej matki.
          • grenka1 Natashaa2 30.09.05, 17:31

            Z czysto babskiej ciekawości przejrzałam posty "isabelle" na forach: Romantica,
            Salon odrzuconych, Samotni?Dlaczego, eTata, eMama, Zdrowie dziecka, Naturalnie
            zdrowe dziecko, Jedzenie, Alergie, Niemowlę, Zakupy, Kosmetyki dziecięce.
            Raz ma 30 lat, raz 34, jej córka raz 2 lata gdzie indziej 2,4. Jedno co się
            zgadza to fakt, że jest z facetem 13 lat.
            Na jednym z forów znalazła majtki kochanki, na innym kłąb prezerwatyw i test
            ciążowy przy kompie (sic?).
            Na forum Romantica szuka pocieszyciela - a tutaj chce się pogodzić z "mężem"?
            • wadera3 Re: Natashaa2 30.09.05, 17:37
              mitomanka...
      • wadera3 Re: zdradzona 30.09.05, 13:34
        isabelle30 napisała:

        > co zlego ze chce walczyc o swoje szczescie?

        a co to za szczęście "wywalczone"? żeby kiedyś w chwili słabości powiedział Ci
        "zostalem z Tobą, bo mi Ciebie było żal"? bez sensu
        • melba7 Re: zdradzona 02.11.05, 13:08
          a może Ty poszukaj 'uśmiechu' gdzie indziej?To baaardzo pomagasmile
          • towita Re: zdradzona 02.11.05, 15:24
            Och, do decyzji o rozstaniu trzeba dojrzeć. Nie rób z siebie cierpiętnicy, daj
            sobie czas, wyjedź gdzieś z przyjaciółmi. I nie katuj się na litość boską tymi
            sms-ami, ciągłymi rozmowami, rozgrzebywaniem starych sytuacji. To Ci w niczym
            nie pomoże. Masz córkę, jeżeli będzie patrzyła jak jej ojciec źle traktuje jej
            matkę jaką będzie kobietą, żoną, matką?
            Oj dużo, dużo czasu upłynie zanim dojdziesz do siebie. Zostając z nim, nigdy do
            siebie nie dojdziesz. To niemożliwe, uwierz.
    • eemmy1 Re: zdradzona 02.11.05, 16:33
      jeżeli razto zrobił zrobi i drugi....błagam nie trać czasu....potem bedzie
      jeszcze gorzej



      izia30 napisała:

      > jestem zona zdradzona. tym bolesniej ze znalazlam wszystko. obejrzalam
      > zdjecia, filmy, smsy w komorce, znalazlam kupe dowodow. maz w koncu przyznal
      > sie do wszystkiego.
      > kocham go i on chyba kocha mnie.oboje chcemy to jakos posklejac. ja
      > wyprowadzilam sie z domu, trwa to juz miesiac. nie potrafie sie pozbierac. nie
      > potrafie sie usmiechnac, choc wiem ze on na to czeka. to wlasnie tego usmiechu
      > zabraklo w ciagu ostatnich 2 lat naszego malzenstwa. wiec poszukal usmiechu
      > gdzie indziej, u 12 lat mlodszej kolezanki z pracy. i choc twierdzi ze ona w
      > niczym "nam " nie zagraza,ze zerwie z nia jak to sie wypali po to by nie miec
      > pokusy... ja cierpie bo to nadal trwa, i choc ona jest tylko dla niego
      > obiektem seksualnym, i tym usmiechem ktorego u mnie nie ma, jest mi bardzo
      zle.
      > dzwoni codziennie, smsy plyna w obie strony, mowi ze ma nadzieje ze jeszcze
      > nie jest za pozno, ze wie ze nikt go juz nigdy nie bedzie kochac tak jak ja.
      > ze musial wziac ten usmiech od losu ktory mu sie przydarzyl i teraz placi za
      > to okrutna cene. chce ze mna utrzymac kontakt, nie pozwala mi wyjsc jak
      > przyjezdza do naszej coreczki. nie pozwala mi zabrac swoich rzeczy z naszego
      > domu, nawet kombinezon ktory kupila tesciowa dla naszej coreczki, zabral do
      > domu by tam na nia czekal.
      > nie piszcie na maila, bo nie chce zeby to odebral, musze sie zadowolic tym
      > forum, w godzinach pracy.
      > moze ktos napisze mi cos cieplego? cos co pozwoli mi sie pozbierac do kupy.
    • skorpioniczka Re: zdradzona 02.11.05, 19:08
      Wiesz co? Szkoda mi Ciebie....taka głupia jesteś. Od 15 lat jestem mężatką -
      kocham męża tak, że nie jestem w stanie tego nawet opisać. Mamy 2 dzieci. Ale
      jakoś mój mąż nigdy nie szukał wrażeń z koleżankami z pracy czy innymi pannami.
      Wie doskonale co bym zrobiła w takiej sytuacji. Noga -> dupa -> brama!!!!!!!!!!
      Jakie ratowanie związku? Czego??????????? Czy wy obydwoje wiecie co to takiego
      małżeństwo czy nawet związek? Mam wrażenie, że nie. Zachowujecie się jak
      smarkacze, bo chyba nimi jesteście. Jest takie (może głupie, ale prawdziwe)
      powiedzonko: "mężczyzna jest głową, ale to kobieta jest szyją i tą głową
      kręci". On nie dorósł do bycia mężem i ojcem, a Ty do bycia żoną i matką
      jednocześnie. I nie chodzi mi o to jaką matką jesteś. Czy aż tak nisko się
      cenisz, że pozwalasz facetowi pomiatać sobą w tak PERFIDNY sposób? Dla mnie
      jesteś jeszcze gorsza od tej laski która mu się podkłada. Ona robi to dla
      przyjemności, a Ty? Moi przedmówcy mają całkowita rację, lubisz być
      cierpiętnicą. Ty poprostu to lubisz.
      • towita Re: zdradzona 03.11.05, 08:37
        A w ogóle to bardzo źle zrobiłaś wyprowadzając się z domu. Bo odpowiedz sobie
        szczerze za czym tęsknisz? Za facetem, który nie pomaga Ci przy dziecku i żyje
        z inną kobietą? A może po prostu za swoim mieszkaniem, znajomymi kątami,
        bezpieczeństwem własnego kąta. Jeżeli możesz to koniecznie wróć do domu a jemu
        spakój walizki. To bardzo ważne.
      • lexi1 Re: zdradzona 21.11.05, 10:33
        Pycha i straszna buta z ciebie wyłazi.Widziałam już taaakie pewne i zadufane w
        sobie,swą potęgę i siłę!!!
        Nie zyczę Ci źle ale nie osądzaj innych i dopilnuj ,by Ciebie co przykrego nie
        spotkało.I aby jakś "lepsza" laska nie stanęłą na Twojej drodze.
        • skorpioniczka Re: zdradzona 21.11.05, 11:16
          Spokojna Twoja poczochranasmile))) Szkoda mi tych lasek, a wiesz czemu? Bo same na
          to pozwalają w taki czy inny sposób. I jeszcze te żałosne skamlenie: "a moze
          wróci?". Po co mi gość, który mnie nie szanuje? Niech spada na drzewo! A dobry
          adwokat pomoże mi zapomnieć o smutkach rozstania. To moje zdanie, a moja połowa
          doskonale wie, że potrafię walczyć o swoje. Kiedyś po przeczytaniu takich
          wywodów zakochanej-zdradzonej żonki powiedziałam co ja bym zrobiła na jej
          miejscu. Jestem pieruńsko mściwą i wredną babąsmile)) Jak coś jest moje to znaczy,
          że innym od tego wara! A mężem, szczoteczką do zębów, piórem i samochodem się
          nie dzielę. Z nikim. Jeżeli wpadnie na ten genialny pomysł i mnie zdradzi może
          od razu iść pod most, bo ewentualnie dam mu karton z jego ciuchami na nowe
          życie. Jak będę miała dobry humorwink)) Mam dzieci i muszę o nie dbaćsmile A mężowi
          kochanka zapewni wszystko, przecież chciała go miećsmile))
          • drzazga1 Skorpioniczka - DOOOBRE!!! :)))) n/txt 21.11.05, 13:19

          • lexi1 Re: zdradzona 21.11.05, 17:15
            Do Ciebie S K O R P I O N E C Z K O: można tylko współczuć!
            • grenka1 Re: zdradzona 21.11.05, 17:47
              grenka1 30.09.05, 17:31 + odpowiedz



              Z czysto babskiej ciekawości przejrzałam posty "isabelle" na forach: Romantica,
              Salon odrzuconych, Samotni?Dlaczego, eTata, eMama, Zdrowie dziecka, Naturalnie
              zdrowe dziecko, Jedzenie, Alergie, Niemowlę, Zakupy, Kosmetyki dziecięce.
              Raz ma 30 lat, raz 34, jej córka raz 2 lata gdzie indziej 2,4. Jedno co się
              zgadza to fakt, że jest z facetem 13 lat.
              Na jednym z forów znalazła majtki kochanki, na innym kłąb prezerwatyw i test
              ciążowy przy kompie (sic?).
              Na forum Romantica szuka pocieszyciela - a tutaj chce się pogodzić z "mężem"?
    • lexi1 Re: zdradzona 21.11.05, 08:53
      Współczuję Ci ogromnie.Jesteś sporo młodsza ode mnie...więc może łatwiej ci
      będzie "pozbierać"się.Z własnego ( i innych też) doświadczenia wiem,,że nie
      warto marnować swojego życia dla takich EGOCENTRYKOW i EGOISTÓW.Oni nie
      zmieniają swojego postępowania.Smutne to ale prawdziwe.Cuda zdarzają się na
      kartach...BIBLII ale nie w życiu.Zmarnowałam dwadzieścia parę lat życia w walce
      z wiatrakami...Naprawdę nie warto było.Szczęścia i sił Ci życzę.
    • fiore11 Re: zdradzona 21.11.05, 09:18
      Kurcze, naprawdę trudno powiedzieć cokolwiek. Niektórzy mówią, że lepij jest
      wybaczyć i zacząć od nowa. Tylko na ile można teraz wierzyć komuś takiemu? Sama
      nie wiem... Ale może jednak spróbujesz?
      • lexi1 Re: zdradzona 21.11.05, 09:27
        Lata przebaczałam a ON miał to gdzieś...Życie może być wspaniałe,to piekiełko
        ludzie sami tworzą już tu na ziemi.
        Mimo,że ja przegrałam to wcale nie twierdzę,że innym się nie uda.Sprópować
        zawsze można.Więć powodzenia
        wszystkim "zdradzanym,niedocenianym,niechcianym".Tak naprawdę to rzeczywiście
        warto pomyśleć i zadbać o siebie,swoją godność i nie ozwolić zniszczyć siebie
        przez innych.Żadna osoba nie dała nam życia więc jakim prawem maje nam niszczyć?
        Za późno to zrozumialam,ale lepiej późno niż wcale.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka