xysztov
25.10.05, 20:45
nie wiem czy bardziej z przepracowania, ze zdenerwowania, czy może z ogólnego
mojego zakręcenia w ostatnim czasie, ale wracając dziś z pracy do domu
(tradycyjnie rowerem) wjechałem w samochód stojący na krzyżówce.
ja go oczywiście widziałem, ale głowe daję uciąć sobie, że widziałem tez jak
rusza! a on jednak nie ruszył, ja patrzyłem w bok, bo sprawdzałem co na
skrzyżowaniu, no i BUM!
pan wysiadł, pokrzyczał wpierw, potem już spokojnie spytał czy nic mi nie jest.
a mi oczywiście nic nie jest, boli mnie troche obojczyk od uderzenia
kierownicą i noga, na którą upadłem. najbardziej dotkliwa strata to zbita
lampa w rowerze.
śmieję się sam z siebie juz parę godzin.