towita
28.10.05, 14:16
Był sobie człowiek. Ani biedny, ani bogaty - szczęśliwy człowiek. Codziennie
rano chodził do pracy brzegiem morza. Codziennie też obok śladów swoich stóp
zostawianych na piasku widział inne - ślady swojego Anioła Stróża. Był
zadowolony i spokojny.
Aż przyszły ciężkie dni, stracił pracę, zachorowała mu żona. Wracając do domu
wieczorem po kolejnych, nieudanych próbach znalezienia pracy, wlokąc nogę za
nogą zauważył, że zostają za nim ślady stóp tylko jednej osoby. Poczuł się
samotny, oszukany.
Po jakimś czasie problemy się skończyły i znowu wracał raźny krokiem i...
znowu pojawiły się drugie ślady. Rzekł człowiek do Anioła spoglądając w górę:
-No tak, teraz jesteś, ale kiedy najbardziej Cię potrzebowałem to opuściłeś
mnie
- Och, byłem przy Tobie cały czas a kiedy już całkiem opadłeś z sił, niosłem
Cię na swoich ramionach...