Wyobraźcie sobie, wyszłam z domu załatwić drobną sprawę z myślą, że
zajmie mi to, około godziny. No i bum… wracając do domu samochód mi zgasł,
oczywiście miesiąc temu, znajomy mechanik przeglądał go skrupulatnie.
Jeżdżę od dwunastu lat i pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji…
dzwonię do kolegi, mieszkającego niedaleko miejsca ,w którym utkwiłam,
czy nie mógłby mnie podholować, ewentualnie zerknąć, co to za awaria.
Mimo, że wybierał się z żoną na imieniny do znajomych, to przyjechał i
pociągnął mnie do swojego sąsiada-mechanika.
Swoją drogą, dziwnie się jedzie w samochodzie, który nie wydaje dźwięków

I co?… okazało się, że zepsuty jest wskaźnik paliwa i nieświadoma byłam,
pustki w baku, więc kolega pojechał na stację i przywiózł płynu, bez
którego mój samochodzik nie chce jeździć.
W życiu bym nie przypuszczała, że z takiego powodu utknę bezradnie.
Kończąc optymistycznym akcentem … fajnie jest mieć znajomych na których
można liczyć