Z młodszych lat - smak Calypso śmietankowych, jedynych wtedy dostępnych lodów.
Żeby było bardziej "po zachodniemu" nadziewało się kostkę na patyczek i
powstawał lód na patyku, co przy dużych upałach powodowało, że konsumpcja
kończyła się po dwóch minutach upadkiem wpółroztopionego loda na ziemię.
Zapach... smoły. Czekałam z moim wakacyjnym przyjacielem na to, kiedy słońce
zacznie rozmiękczać smołę na tarasie restauracji w ośrodku wypoczynkowym.
Kiedy była już wystarczająco miękka zdrapywaliśmy ją i lepiliśmy różne
kształty, figurki. Albo zbieraliśmy kolorowe szkiełka i urządzaliśmy pogrzeb
biedronkom i stonkom w szklanych trumienkach wciskanych w smołę.
Ot, takie wspomnienia z wieku cielęcego, sprzed ćwierćwiecza