Bylem dzisiaj w poblizu bazy nuklearnej armii brytyjskiej i musialem zapytac
o droge. Zapytalem na niedalekim obozowisku pacyfistow - stare przyczepy,
kampery, namioty, wszystko w motywach kwiecisto-pacyfkowych, wszedzie hasla w
rodzaju 'Make peace, not war' i ' grow kids, not rockets', pod rozpieta
plachta ze starego namiotu pali sie ognisko, na ognisku rondelek, w kolko
przy ognisku dlugowlose postacie z gitara...
Za plotkiem stoi jeden samotny - dlugie dredy, okulary lennonki, dzwony,
rozciagniety sweter, pacyfka wielkosci logo mercedesa na szyi.
Podchodze i pytam o droge, a kolo kompletnie nastukany do mnie wykonuje
zapraszajacy do ogniska gest i mowi: Reeeelaaaaaaax, meeeeeeeeennnn
Powinni bilety na nich sprzedawac - sa lepsi niz misie koala w edynburskim
zoo