Dodaj do ulubionych

historia pewnej zdrady

02.04.07, 17:55
motyla noga Tomka Mazura!

moj znajomy zaprosil mnie na pepkowe z okazji narodzin syna. podczas imprezy,
pod wplywem alkoholu zaczal swietowac wraz z kolezanka z pracy tete-a-tete w
pokoju ze zgaszonym swiatlem. nakrylem ich przez przypadek wchodzac po
plaszcz.

caly weekend zastanawialem sie jak sie zachowac. do tej pory nie wiem - nie
rozmawialem z nimi. dla mnie jest to o tyle niezrozumiale, poniewaz stracilem
corke w listopadzie zeszlego roku i wiem, ze nikt inny nie zawrocilby mi
wtedy w glowie (gdy sie oczywiscie urodzila), no moze tylko moja zona.

czy to nie jest paradoksalne? spotykamy sie swietowac narodziny dziecka,
owocu zwiazku, ktory jest niszczony (zdrada jest procesem niszczenia) przez
samego organizatora podczas spotkania?

jest we mnie zlosc, ale to juz inny watek i inne forum.
Obserwuj wątek
    • zuzia381 Re: historia pewnej zdrady 02.04.07, 19:25
      Moze ten zwiazek od poczatku nie byl szczesliwy.

      No ale podczas takiej okazji moglby sobie darowac facet.
    • e._ Re: historia pewnej zdrady 02.04.07, 19:32
      Ciekawe, jak on się zachowa przy pierwszym spotkaniu z Tobą.
      Bo choć to Ty czujesz niesmak i - delikatnie mówiąc - dyskomfort, to on jest
      winien całej sytuacji. Ruch po jego stronie.
      Trudna sprawa, brrr.
      Żal tej żony i dziecka.
      • mamakubusia8 Re: historia pewnej zdrady 02.04.07, 19:50
        dokładnie żal mi tej żony.. a maż pozbawiony skrupułów.. ohydne.
      • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 02.04.07, 20:24
        rozmawialem dzis ze swoja zona o tym. nie chce juz znac kolesia. szkoda tylko, ze musze z nim i jego "dziewczyna" pracowac...

        do dzis bardzo ich lubilem.
        • skiela1 Re: historia pewnej zdrady 02.04.07, 20:32
          Ty to w tej robocie masz urozmaiceniesmile

          jak nie jakies ploty to takie historietongue_out

          ale sprawa raczej nieprzyjemna.
    • netka6666 Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 09:58
      Niektórzy ludzie to naprawdę kretyni. Niszczą sobie życie na własne życzenie. Bo
      każde kłamstwo kiedyś wychodzi na jaw. A tak swoją drogą. Można nie być
      szczęśliwym na własnym weselu (bo np. żony się nie kocha) ale narodziny potomka
      to wydaje mi sie wyjątkowa sprawa. Człowiek jest wtedy chyba pijany szczęściem i
      oprócz dzieciątka i żony chyba w takich chwilach nie liczy sie nic innego. Jak
      na mój gust to kawał hu.. z niego i tyle.
      • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 10:01
        i to przez CH...

        ale tak na powaznie - co zrobic w takiej sytuacji? umoralniac, olac? w koncu z
        nimi pracuje...

        netka6666 napisała:

        > Niektórzy ludzie to naprawdę kretyni. Niszczą sobie życie na własne życzenie.
        B
        > o
        > każde kłamstwo kiedyś wychodzi na jaw. A tak swoją drogą. Można nie być
        > szczęśliwym na własnym weselu (bo np. żony się nie kocha) ale narodziny
        potomka
        > to wydaje mi sie wyjątkowa sprawa. Człowiek jest wtedy chyba pijany
        szczęściem
        > i
        > oprócz dzieciątka i żony chyba w takich chwilach nie liczy sie nic innego. Jak
        > na mój gust to kawał hu.. z niego i tyle.
        • e._ Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 10:16
          A on? Zachowuje się, jakby nigdy nic?
          Mnie by korciło podejść do niego i spytać bardzo podle niestety, czy to na
          pewno jego dziecko, skoro świętując jego urodziny z takim zapałem starał się
          zmajstrować następne...
          Ohydny typ.
          Mieć takiego tatusia, brrr...
        • skiela1 Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 13:45
          rafi.raf napisał:


          >
          > ale tak na powaznie - co zrobic w takiej sytuacji? umoralniac, olac? w koncu z
          > nimi pracuje...

          Nic absolutnie nic.
          Co myslisz to Twoja sprawa ale nie Twoj w tym interes.
    • frida2 Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 10:31
      I znów swoje uzasadnienie mają tutaj słowa refrenu
      piosenki pewnego zespołu.
      • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 10:43
        a jakie slowa?
        jakiego zespolu?
        • frida2 Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 10:47
          "facet to świnia"
          Ja rozumiem, różnie bywa, ludziom się nie układa,
          skoki w bok się zdarzają, ok.
          Ale w takiej sytuacji?
          • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 10:53
            moja zona rozmawiala wczoraj z kolega z pracy (rowniesnik wszystkich
            wspomnianych), ktory ma coreczke. powiedzial, ze moja reakcja byla wlasciwa -
            jego tez by zamorowalo...

            ale teraz... ja ich unikam. dzisiaj musze sie spotkac, poniewaz mamy wspolny
            projekt. bedzie ciezko...
            • tjbazuka Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 12:03
              rafi.raf 02.04.07, 20:24 + odpowiedz


              rozmawialem dzis ze swoja zona o tym. nie chce juz znac kolesia. szkoda tylko,
              ze musze z nim i jego "dziewczyna"
              pracowac...

              Oj rafi.raf. Juz nie badz takim zazdrosnikiem. Zapros jego "dziewczyne" na
              jakas kameralna imprezke ,puknij ja i wszystko bedzie poukladane. I nie miej
              zadnych wyrzutow sumienia. Tak juz w zyciu jest.
              • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 14:01
                tjbazuka napisał:

                > rafi.raf 02.04.07, 20:24 + odpowiedz
                >
                >
                > rozmawialem dzis ze swoja zona o tym. nie chce juz znac kolesia. szkoda
                tylko,
                > ze musze z nim i jego "dziewczyna"
                > pracowac...
                >
                > Oj rafi.raf. Juz nie badz takim zazdrosnikiem. Zapros jego "dziewczyne" na
                > jakas kameralna imprezke ,puknij ja i wszystko bedzie poukladane. I nie miej
                > zadnych wyrzutow sumienia. Tak juz w zyciu jest.

                to nie jest smieszne. mnie boli fakt, ze on to zrobil na imprezie z okazji
                urodzin dziecka. mnie boli to boli z innych powodow, anizeli jakis troll
                wypisuje.
    • chestanczyk Zastanów się, może nic nie widziałeś? 03.04.07, 12:44
      życie to nie je bajka, to je bitwa - jak powiedział klasyk.
      zapomnij, nie gadaj - niedługo dojdzie do żony i zrobisz dziecku krzywdę.
      można ludzi lubić albo nie, można utrzymywać stosunki towarzyskie albo
      nie...ale przewidywać ewntualne konsekwencje zawsze warto.
      • rafi.raf Re: Zastanów się, może nic nie widziałeś? 03.04.07, 14:00
        moze lepiej, aby sie zreflektowal? moze trzeba z nim pogadac?

        sam juz nie wiem...
        • tjbazuka Re: Zastanów się, może nic nie widziałeś? 03.04.07, 14:36
          Wiesz,wiesz plotkarzu. Tylko pogadajcie ze soba nie pod wplywem alkoholu .Sam
          wiesz do czego to moze doprowadzic.
    • bubster Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 14:48
      możesz zrobić 3 rzeczy:
      1. pogadać z facetem
      2. pogadać z jego żoną
      3. nic

      z tego wszystkiego nr 2 niesie bardzo dużo konsekwencji ze sobą - możesz
      zniszczyć małżeństwo, sam musisz zdecydować, czy szczerość wobec jego żony jest
      więcej warta niż jej i tego dziecka spokój
      decyzja trudna - można wiele zepsuc i nic nie naprawić....

      rozwiązanie nr 1 podziała, jeżeli koleś się po prostu "zapomniał" - schlał,
      przechodzi kryzys w małżeństwoe, o którym nikomu nie mówi, ma bardzo duże
      problemy
      ale jeżeli kolo to s...syn - tylko się źle na Tobie odbije, będzie Ci dołki
      kopał w pracy wiedząc, że znasz jego sekret
      Ty znasz kolesia lepiej, musisz sam ocenić

      rozwiązanie nr 1 - jak zastosujesz, będziesz musiał poradzić sobie sam z tym
      ciężarem - chyba najtrudniejsze, bo nie rozmawiając z nikim nie możesz zrzucić
      ciężaru odpowiedzialności i się oczyścić

      nie jest lekko, sam wybieraj

      a co do babki - olej, to zwykła k..a jest....
      • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:08
        dzieki za rade. chyba sie zbiore i z nim pogadam. to nie jest zly koles, tak
        samo jak ta dziewczyna - przynajmniej tak ich postrzegalem przez blisko dwa
        lata.
        • bubster Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:16
          z dziewczyną też chesz pogadać?
        • skiela1 Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:32
          rafi.raf napisał:

          > dzieki za rade. chyba sie zbiore i z nim pogadam. to nie jest zly koles, tak
          > samo jak ta dziewczyna - przynajmniej tak ich postrzegalem przez blisko dwa
          > lata.

          Kompletnie nie rozumiem.
          Ale to Twoja decyzja.
          Mediatorem chcesz byc?
          To sa jacys bardzo bliscy znajomi?
          czy tylko wspolpracownicy/koledzy z pracy.
          • bubster Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:38
            i czy to nie będzie tak że po prostu zrzucisz z siebie balast?
            nie patrz na siebie tylko na żonę tego człowieka i owo dziecko
          • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 18:18
            skiela1 napisała:

            > rafi.raf napisał:
            >
            > > dzieki za rade. chyba sie zbiore i z nim pogadam. to nie jest zly koles,
            > tak
            > > samo jak ta dziewczyna - przynajmniej tak ich postrzegalem przez blisko d
            > wa
            > > lata.
            >
            > Kompletnie nie rozumiem.
            > Ale to Twoja decyzja.
            > Mediatorem chcesz byc?
            > To sa jacys bardzo bliscy znajomi?
            > czy tylko wspolpracownicy/koledzy z pracy.

            to sa ludzie, ktorych bardzo lubilem. czuje sie odpowiedzialny wlic ich po
            glowie za glupote. z drugiej strony tak mnie zaskoczyli, ze nie wiem sam...
            • skiela1 Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 18:28
              rafi.raf napisał:

              > to sa ludzie, ktorych bardzo lubilem. czuje sie odpowiedzialny wlic ich po
              > glowie za glupote. z drugiej strony tak mnie zaskoczyli, ze nie wiem sam...

              Nie czuj sie odpowiedzialny za faceta glupote.

              Wmieszasz sie w to-Twoja sprawa.
              Swiadkiem na rozwodzie pewnie bedziesz (jezeli sa malzenstwem).
              • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 18:49
                skiela1 napisała:

                > rafi.raf napisał:
                >
                > > to sa ludzie, ktorych bardzo lubilem. czuje sie odpowiedzialny wlic ich p
                > o
                > > glowie za glupote. z drugiej strony tak mnie zaskoczyli, ze nie wiem sam.
                > ..
                >
                > Nie czuj sie odpowiedzialny za faceta glupote.
                >
                > Wmieszasz sie w to-Twoja sprawa.
                > Swiadkiem na rozwodzie pewnie bedziesz (jezeli sa malzenstwem).

                mam problem. ten facet powinien sie opamietac. ta dziewczyna powinna sie
                uspokoic.

                nic nie bede mowic jego zonie. on powinien jednak wiedziec o odpowiedzialnosci.
                • skiela1 Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 21:12
                  rafi.raf napisał:

                  > mam problem. ten facet powinien sie opamietac. ta dziewczyna powinna sie
                  > uspokoic.

                  Na koniec wyjdzie tak,ze obroca to w zart a Tobie wmowia,ze Ci sie wydawalo.

                  Wyjdziesz na glupka i tyle z Twojej mediacji.
                  • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 08:59
                    skiela1 napisała:

                    > rafi.raf napisał:
                    >
                    > > mam problem. ten facet powinien sie opamietac. ta dziewczyna powinna sie
                    > > uspokoic.
                    >
                    > Na koniec wyjdzie tak,ze obroca to w zart a Tobie wmowia,ze Ci sie wydawalo.
                    >
                    > Wyjdziesz na glupka i tyle z Twojej mediacji.

                    wlasnie przyszedlem do pracy. wyspalem sie. rozwiazanie jest tylko jedno:
                    ograniczyc relacje do minimum. nie bede nic mowil, ani dyskutowal z nimi - nie
                    sa tego warci, a z drugiej strony to nie moja sprawa. znajomosc z nimi
                    ograniczam, poniewaz on (w moim mniemaniu) nie zasluguje na swoje dziecko.
                    • madziulec Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 11:09
                      Wiesz, a ja mam pretensje do takich ludzi, bo udaja ze wszystko jest ok.
                      Bo wiedza, ze jednak nie "funguje" cos, a jednak chowaja glowe w piuasek i
                      przechodza nad tym do porzadku dziennego.
                      takie , ot tchorzostwo jak dla mnie. Mowinie - nie moja sprawa. A dlaczego nie
                      Twoja? Chcialbys by Twoja zona tak sie zachowala? Chcialbys to wiedziec? czy
                      wolalbys nie weidziec i dowiedziec sie jak zwykle ostatni, gdy juz bedzie
                      pakowac walizki???
                      A moze wolalbys dowiedziec sie gdy juz wszyscy naokolo beda sie z Ciebie smiac,
                      ze tak sie dajesz walic w rogi? (to oczywiscie troche odwrocenie sytuacji, bo
                      tamta miala miejsce ze facet zdradzil)

                      Mnie zdradzil facet. Jego znajomi z pracy, mimo to, ze niektorzy mnie znali,
                      coz, nawet jeden u nas czasem nocowal, udawali, ze nic nie wiedza. Udawali, ze
                      jest wszystko ok. A wlasnie byla to kolezanka z jego firmy. W domu malutkie
                      dziecko. Wszystko za wlasnie takim milczacym akceptem kolegow, kolezanek...
                      Potem ona nawet mi mowila, ze wszyscy im tak zazdroszcza, ze oni sie tak kochaja.
                      Pomysl, jak bardzo mozna zapobiec tragedii.
                      Niekoniecznie utrzymujac na sile zwiazek.
                      • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 12:20
                        madziulec napisała:

                        > Wiesz, a ja mam pretensje do takich ludzi, bo udaja ze wszystko jest ok.
                        > Bo wiedza, ze jednak nie "funguje" cos, a jednak chowaja glowe w piuasek i
                        > przechodza nad tym do porzadku dziennego.
                        > takie , ot tchorzostwo jak dla mnie. Mowinie - nie moja sprawa. A dlaczego nie
                        > Twoja? Chcialbys by Twoja zona tak sie zachowala? Chcialbys to wiedziec? czy
                        > wolalbys nie weidziec i dowiedziec sie jak zwykle ostatni, gdy juz bedzie
                        > pakowac walizki???
                        > A moze wolalbys dowiedziec sie gdy juz wszyscy naokolo beda sie z Ciebie
                        smiac,
                        > ze tak sie dajesz walic w rogi? (to oczywiscie troche odwrocenie sytuacji, bo
                        > tamta miala miejsce ze facet zdradzil)
                        >
                        > Mnie zdradzil facet. Jego znajomi z pracy, mimo to, ze niektorzy mnie znali,
                        > coz, nawet jeden u nas czasem nocowal, udawali, ze nic nie wiedza. Udawali, ze
                        > jest wszystko ok. A wlasnie byla to kolezanka z jego firmy. W domu malutkie
                        > dziecko. Wszystko za wlasnie takim milczacym akceptem kolegow, kolezanek...
                        > Potem ona nawet mi mowila, ze wszyscy im tak zazdroszcza, ze oni sie tak
                        kochaj
                        > a.
                        > Pomysl, jak bardzo mozna zapobiec tragedii.
                        > Niekoniecznie utrzymujac na sile zwiazek.


                        nie znam jego zony. nie zamierzam do niej dzwonic i mowic, poniewaz z tym panem
                        i ta pania (ktora rowniez zdradzala swojego faceta) nie chce miec za duzo
                        wspolnego. niestety.

                        nie bede robil mu wyrzutow, chyba, ze bardzo bedzie tego chcial, ale wtedy nie
                        recze za swoj jezyk. mnie ta historia bardziej uderza prywatnie, w listopadzie
                        stracilem corke, i w zyciu bym nie myslal o zdradzaniu kogokolwiek, poniewaz
                        byla ona calym moim swiatem. obawiam sie tego, ze zamiast mowic mu o jego
                        prostocie wyjde z tekstem o swoim prywatnym bolu, a to w ogole nie powinno go
                        obchodzic.
                        • madziulec Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 12:55
                          Czyli nalezysz do 70% spoleczenstwa, ktore po cichu daje swoja akceptacje na
                          zdrade...
                          Co zrobic.
                          • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 12:59
                            madziulec napisała:

                            > Czyli nalezysz do 70% spoleczenstwa, ktore po cichu daje swoja akceptacje na
                            > zdrade...
                            > Co zrobic.

                            nie akceptuje zdrady. po prostu nie prowadze prywatnego sledztwa w tej sprawie.
                            nie znam jego zony i nie zamierzam poznawac. gdybym akceptowal zdrade po cichu
                            to z pewnoscia nie bylbym tak urazony.
                            wiemy jakich ludzi wybieramy na partnerow. to jest nasz wybor.
                            • madziulec Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 13:23
                              Wlasnie, ze akceptujesz. Bo procz glosnego awanturowania sie tu na forum, gdzie
                              wybacz, ale nikt ani Ciebie ani tych ludzi nie zna nie robisz nic, by zapobiec
                              tragedii dwojki ludzi i dziecka.

                              Chcialam napisac zupelnie inny komentarz, ale sie powstrzymam.
                              Bo tak naprawde to powinnam Ci napisac zupelnie inny komentzr.
                              • bubster Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 14:28
                                ale jak ma tej żonie powiedzieć, jak jej nie zna?

                                wg mnie takie rzeczy żonie powinien mówić ktoś bliższy niż osoba pierwszy raz
                                zobaczona
                                • madziulec Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 14:33
                                  Ale zna meza i zna kochanke.

                                  Przyzwala. Akceptuje.
                                  Proste.
                                  • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 14:34
                                    madziulec napisała:

                                    > Ale zna meza i zna kochanke.
                                    >
                                    > Przyzwala. Akceptuje.
                                    > Proste.
                                    >
                                    nie akceptuje tego! ci ludzie zostali skresleni z listy moich znajomych.
                                    • madziulec Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 14:55
                                      fantastycznie.

                                      Co dalej? Kobieta siedzi w domu i nadal mysli, ze ma kochajacego meza, a owze
                                      maz nadal bedzie uwazal, ze nie zrobil nic zdroznego.
                                  • bubster Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 14:35
                                    To ma ich op...lić? Ale co to da żonie? Nadal nie będzie wiedziała
                                    • madziulec Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 14:58
                                      Wiesz co jest fascynujace w zachowaniu ludzi? Ze bardzo czesto robia cos
                                      niewlasciwego nie zdajac sobei sprawy z niestosowanosci czy wrecz niewlasciwosci
                                      swojego zachowania.

                                      Nikt nie zwroci uwagi dziecku, ze rzuca papierek na ulice, wiec to dziecko gdy
                                      dorosnie bedzie rzucac peta.

                                      Jesli teraz Rafi nie powie tamtemu facetowi, ze ogolnie dal ciala jako maz,
                                      partner, kochanek swojej zony, a przede wszystkim jako ojciec swojego dziecka -
                                      facet ten bedzie w ten sposob, na takich wartosciach wychowywal dziecko (zasada:
                                      co nie jest zabronione jest dozwolone), czyli wykorzysta to nazwijmy "spoleczne
                                      przyzwolenie" dane mu przez Rafiego.

                                      Ja to tak widze, ale moze rzeczywiscie, nalezy nic nie mowic, patrzec jak kazdy
                                      z kazdym i cieszyc sie, ze to jeszcze nei wlasny maz i nie wlasna zona.. Chociaz
                                      kto wie???? (przeciez tamta zona tez pewnie nie wie.....)
                                      • szela11 Na prośbę madziulec... 04.04.07, 17:47
                                        Apropos społecznego przyzwolenia i niestosownych zachowań.

                                        Mój mąż również zdradził mnie z koleżanką z pracy (rozwódką z małym dzieckiem),
                                        która zresztą znała mnie i moje dzieci. W ich firmie pozostałe dziewczyny z
                                        pokoju (M. jest tam rodzynkiem)też widziały, że coś się dzieje i żadna mnie nie
                                        poinformowała.

                                        A może gdyby któraś dała mi znak, gdy tamto się dopiero zaczynało, to wszystko
                                        potoczyłoby się inaczej...? Może teraz nie zbliżałabym się do końca mego
                                        małżeństwa?

                                        Oczywiście to nie jest tak, że je obwiniam, ale taka znieczulica po prostu mnie
                                        rozwala. Mam do nich żal, bo mogły zareagować wiele miesięcy temu, jeszcze
                                        przed rozwodem qrewny, kiedy to ona wypłakiwała się w rękaw (i to dosłownie)
                                        mojemu M., dreptała za nim krok w krok jak pieseczek, łapała za rękę i
                                        strzelała "niedźwiadki" (bo w jej towarzystwie to normalne), zostawała razem z
                                        nim po godzinach, itd... I nie zrobiły nic. Nie zwróciły nawet uwagi koleżance
                                        na fakt, że jej zachowanie jest niewłaściwe. A dużo później, z tej wspaniałej
                                        przyjaźni, ze zdziwienia, że mojemu M. coś w sercu drgnęło, qrewna rozłożyła
                                        przed nim nogi (BTW podobno nic do niego nie czując - jeszcze). I zaczęło się
                                        smsowanie, także w czasie pracy, gruchanie na fajeczce, spojrzenia, gesty -
                                        które nadal współpracownicom nie przeszkadzały.

                                        Co z tego, że w domu żona z małymi dziećmi, po co się wtrącać?
                                        Przecież to nie własny mąż i nie własne dzieci...





                                        • warszawianka_jedna Re: Na prośbę madziulec... 05.04.07, 13:53
                                          takie sprawy są trudniejsze, niż się wydaje.

                                          choć unikam tego jak ognia, kilkakrotnie byłam powierniczką wyznań dziewczyn
                                          dot. zdrady. Jedyne co mogłam zrobić, to tłumaczyć, że to nie w pożądku, kiedyś
                                          się wyda i zniszczy rodzinę. Co słyszałam? że mąż jest ciągle zajęty swoimi
                                          sprawami, nieobecny, obojętny, zmęczony a kochanek sprawia, że chce się żyć.
                                          • madziulec Re: Na prośbę madziulec... 05.04.07, 14:26
                                            No jasne.
                                            Nowa zabawka tez jest piekna, kolorowa, sliczna, bo.... nowa.
                                            Po kilku, kilkunastu dniach "dziewczyneczka" tez ja walnie w kat, bo ta
                                            zabaweczka stanie sie nudna, taka sama jak wszystkie poprzednie, taka banalna....
                                            • warszawianka_jedna Re: Na prośbę madziulec... 05.04.07, 15:16
                                              chyba żle mnie zrozumiałaś, chodzi o zainteresowanie tej drugiej strony,
                                              potwierdzenie atrakcyjności w oczach mężczyzny.
                                              • madziulec Re: Na prośbę madziulec... 05.04.07, 22:38
                                                Ja caly czas mowie kazdej kobiecie, ze to starszne, ze wiekszosc z nas widzi swoj sens isntienia wylacznie przy boku mezczyzny.
                                                I jesli ktoras jest nei w humorze to zaraz komentarz "bo chlopa nie masz". jakie to deprecjonowanie wlasnej osoby, po przeciez tamta druga doskonale realizowac sie moze w wielu innych dziedzinach zycia i jej ambicje zyciowe nie musza sprowadzac sie do prasowania koszul i prania skarpetek i brudnych gaci jakiemus walkoniowi.

                                                Tak wiec - potwierdzenie atrakcyjnosci??? Fizycznej moze tak. Ale jesli nie ma wewnetrznego piekna, fizyczne przemija piekielne szybko mimo miliona operacji plastycznych i zostaje tylko brzydka powloka...
                                                I co wtedy???
                                                • warszawianka_jedna Re: Na prośbę madziulec... 06.04.07, 11:11
                                                  madziulec napisała:
                                                  > tamta druga doskonale realizowa
                                                  > c sie moze w wielu innych dziedzinach zycia i jej ambicje zyciowe nie musza
                                                  spr
                                                  > owadzac sie do prasowania koszul i prania skarpetek i brudnych gaci jakiemus
                                                  walkoniowi.


                                                  w związku z mężczyzną, nie chodzi o pranie mu gaci.Skąd masz takie pomysły,
                                                  wychowałaś się na księżycu?


                                                  > Tak wiec - potwierdzenie atrakcyjnosci??? Fizycznej moze tak. Ale jesli nie
                                                  ma
                                                  > wewnetrznego piekna, fizyczne przemija piekielne szybko mimo miliona operacji
                                                  plastycznych i zostaje tylko brzydka powloka...
                                                  > I co wtedy???

                                                  dziewczyno, co twoja wypowiedź ma wspólnego z tym co napisałam o motywach
                                                  zdrady?
                                                  Kobieta chce być artakcyjna w każdym wieku i pod wieloma względami i mąż ma ją
                                                  o tym zapewniać.Jeśli robi to ktoś inny, zdrada wisi w powietrzu.
                                                  • madziulec Re: Na prośbę madziulec... 06.04.07, 20:25
                                                    Atrakcyjna jest kobieta nie przez to, ze ma tylek i ma faceta przy boku czy kochanka, dla ktorego zdradza meza.
                                                    Ale jesli tak to widzisz - gratulacje.

                                                    Rola meza nie jest zapewnianie kobiety, ze jest atrakcyjna. Jesli tak - moze sobie kupic lalke - lalka jest baaardzo atrakcyjna. Rola kobiety jest troszke inna. Smutne, ze tak bardzo deprecjonujesz kobiety....
                                                    I dobrze, ze nie nie jestes facetem, bo smutno byloby kobiecie z Toba, byc tylko obrazkiem przy Tobie, niczym wiecej.
                                          • bubster zdrada pozostaje zdradą 05.04.07, 16:44
                                            rozumiem te dziewczyny
                                            niemniej jednak zdrada to zdrada

                                            ale zgadzam się, że to trudne
                                  • gacus Re: historia pewnej zdrady 05.04.07, 16:57
                                    > Ale zna meza i zna kochanke.
                                    >
                                    > Przyzwala. Akceptuje.
                                    > Proste.

                                    i co z tego? ja mam w dupie co z kim co robi- parę razy przyłapałem innych
                                    na zdradzie. Jedynie co zrobiłem to oceniłem ich negatywnie w moich myślach.
                                    Ja jednak wstrzymałbym się od ocen- zdrada rzadko kiedy jest jednostronna i
                                    jest winą jednej ze stron. Aby nie snuć domysłów po prostu nie rozmawiam o
                                    tym z tymi, którzy zdradzili.

                                    Dodam jeszcze jedno: nigdy jeszcze nikogo nei zdradziłem, bo nie miałem takiej
                                    potrzeby.
                                    • madziulec Re: historia pewnej zdrady 05.04.07, 22:32
                                      Jasne.
                                      Podobnie mam w dupie, ze ktos wywala pety na ulicy, mam tez w dupie, gdy widze zlodzieja wiencow z cmentarza. Podobnie nei zareaguje, gdy zobacze zlodzieja samochodow.
                                      Czy rowniez nic nei zrobie, gdy widze wypadek?? o nie Gacus... Tu zareaguje.. Tu zwolnie, przyjrze sie, bo moze trup jest.

                                      NIE!!!!
                                      Moze Ty tak reagujesz. Ja taka nie jestem. Jesli ktos smieci - moowie to bez ogrodek, jesli jest wypadek nie patrze czy jest trup i nie napawam sie tym, po czym nawet nei staje, bo moze mnei policja wezwie na swiadka... Gdy widze zlodzieja - co najmniej wzywam policje. Gdy widze pozar - nie mysle, e pewnie wezwal juz ktos inny straz.

                                      Gdy ktos zdradza - tez reaguje. Bo jest to niemoralne co najmniej.
                      • gacus Re: historia pewnej zdrady 05.04.07, 17:02
                        > takie , ot tchorzostwo jak dla mnie

                        niezupełnie. Mnie nei interesuje co ludzie robią w łóżku- nie mam żadnego
                        interesu w tym aby opowiadać o łóżkowych perypetiach moich kolegów.


                        >Chcialbys to wiedziec?

                        Oczywiście, ze nei chciałbym wiedzieć ze partner mnei zdradza. Po co mi ta
                        wiedza? Zdradę sie czuje....


                        >Wszystko za wlasnie takim milczacym akceptem kolegow

                        ale jakim akceptem? Niemówienie to nei jest milcząca zgoda! Jęzlei ów kolega
                        pochwaliłby mi sie jaki to on gieroj i jak to on puka laski kiedy żona nie
                        widzi, to dostałby jak świnia za obierki ode mnie. I wtedy bym powiedział co o
                        tym myślę.


                        > Pomysl, jak bardzo mozna zapobiec tragedii.
                        > Niekoniecznie utrzymujac na sile zwiazek.


                        tragedia dla dziecka jest rozpad związku.ZAWSZE!!!!
                        • madziulec Re: historia pewnej zdrady 05.04.07, 22:30
                          Gacus.. Zdrady sie nie czuje.
                          Jestes z kims, bo kumus ufasz. Nie dlatego, ze masz slub, nie dlatego, ze masz kredyt, nie dlatego, ze masz wreszcie dziecko.
                          jestes z kims - bo zaufanie, to jest podstawa. I masz nadzieje, ze ten ktos darzy Cie takim samym zaufaniem.

                          I wracasz pewnego dnia do domu i okazuje sie, ze to zaufanie mozesz sobie wsadzic. Uwierz mi.
                          Wali sie swiat. Swiat, ktory dla Ciebie jest moze swiatem zbudowanym na zasadach. Dla innych jednak naczelna zasada jest "carpe diem" - z Twoja zona, czy czyjac inna to nei ma znaczenia. Byle tylko dobrze sie bawic.
                      • mamakubusia8 Re: historia pewnej zdrady 05.04.07, 20:22
                        zgadzam się z postem madziulec.
                        Ja chciałabym wiedzieć...
      • tjbazuka Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:18
        Gdzie byla zona tego kolezki od tete-a-tete podczas tego tete-a tete ?
        • bubster Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:22
          dobre pytanie...
          skoro było to przyjęcie na cześć małego człowieka, to pewnie też na nim była
          • madziulec Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:24
            Nie, bo takich malych ludzi nie zostawia sie samych w domu. Bo taki maly
            czlowiek potzrebuje matki.
            taka jest koelj rzeczy.
            tatusia potrzebuje okreslmy to brutalnie finansowo, tatus wiec korzysta i
            traktuje matke jak mleczarnie, bardzo czetwo robiac sobei niewybredne zarty co
            do jej obowiazku...
            Slyszalas to pewnie nie raz prawda????
            • bubster Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:29
              słyszałam o innych kobietach
              o sobie nie - ale nie mam dzieci

              ale zawsze mi się wydawało, że tzw pępkowe to się robi albo po cichu w domu
              (małe śpi jakoś "odizolowane" od dźwięku) albo się zostawia małe z dziadkami
              • madziulec Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:31
                No wlasnie firmowe pepkowe coraz czesciej robi sie w knajpach.
                dziecka nijak nie wezmiesz, kobieta karmiaca co ma tam robic???


                Poza tym mimo wszystko coraz czesciej sa mlodzi ludzie majacy dziadkow 300-400
                km od siebie. Nianka tak malego dziecka nie za bardzo chce.
                • bubster Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:35
                  może i masz racje - jeszcze na żadnym pępkownym nie byłam (dobiegam
                  trzydziestki ale w calej mojej "gromadzie" znajomych ze studiów i bliższych
                  znajomych z pracy tylko 2 koleżanki urodziły)
                  więc nie wiem jak to jest

                  ale od takich opisów to się rodzić odechciewa... (pomijam fakt że głównie się
                  odechciewa jak się poczyta, jak w szpitalach traktują)
        • madziulec Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:23
          Powiem Ci gdzie zazwyczja bywaja zony wlasnie podczas takich "pepkowych".
          Otoz tatusiowie jakos "zapominaja" czesto, ze maja w domu swoja dziewczyne /
          zone i mowia, ze ogolenie to ida wyprowic pepkowe z okazji narodzin dziecka.
          Ona zas ma psi obowiazek siedziec przy dziecku.
          Przeciez tatus cyca nie da prawda??????
          • bubster Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 15:31
            mam nadzieje, że to nie tylko moje złudzenia, ale mój Ser by mnie samej nie
            zostawił - albo by był wariant - małe na pięterku a my na dole i raczej cicho,
            albo wariant - małe u babci

            ale faktem jest, że takich Serów to ze świeca szukać i często "faceci to świnie"
        • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 03.04.07, 18:17
          tjbazuka napisał:

          > Gdzie byla zona tego kolezki od tete-a-tete podczas tego tete-a tete ?

          w domu - zajmowala sie dzieckiem
          • bubster Re: historia pewnej zdrady 04.04.07, 09:27
            bez sensu
            tzn to jest bez sensu że żona w takiej imprezei nie bierze udziału...
            kompletnie bez sensu....
            nie mogli poczekać z tym kilka miesięcy?
      • gacus Re: historia pewnej zdrady 05.04.07, 16:52
        > 3. nic


        wybieram opcję nr 3

        to ich małżeństwo, ich życie, ich sprawa.

        Na posłańca złych wieści, spada ich odium.

        Rozmowa z nią zniszczy małzeństwo, rozmowa z nim prawdopodobnie nic nie da-
        skoro puknął ją przy świadkach rónie dobrze może pukać setki innych bez
        świadków.
        • madziulec Re: historia pewnej zdrady 05.04.07, 22:35
          Ciekawe czy tak samo reagowalbyc gdyby ta "puknieta" (jakie to obrzydliwe...) byla Twoja partnerka??
          Mogla nia byc?? Oczywiscie...
          Przeciez moze pracowac razem z Rafim w jednej firmie...
          Jak teraz podoba Ci sie wizja?/ Pewnego dnia Twoja partnerka oznajmia Ci ze jest w ciazy. Ale Ty nawet nei wiesz, ze nie jestes ojcem, ona zreszta nawet nie wie KTO nim jest... Podoba Ci sie juz mniej taka wizja????

          Wszystko zalezy od punktu widzenia.
    • mazur39 co Ciebie to obchodzi? 04.04.07, 18:16
      Nie Twoj problem. Nikt nie kaze Ci utrzymywac z kolega kontaktow, ale tez nikt
      nie dal Ci prawa do oceniania go i potepiania.
      Zyj po swojemu i daj innym zyc jak lubia.
      • e._ Re: co Ciebie to obchodzi? 04.04.07, 21:07
        To niezupełnie tak.
        Każdy z nas ocenia ludzi a co najmniej wie, czy coś mu się podoba czy nie, czy
        mieści sie w jego systemie wartosci czy z niego wykraxcza.
        Autor wątku ma prawo do swojej oceny sytuacji podobnie, jak Ty dajesz samemu
        sobie prawo do oceny jego stanowiska, pisząc "Nie Twoj problem".
        Twój też nie, a jednak Twój głos w dyskusji ma swoja wartość.
      • bubster Re: co Ciebie to obchodzi? 05.04.07, 11:57
        gdyby to był tylko problem tego faceta...

        ale cała dyskusja jest o tym, że on swoją żonę krzywdzi i jak temu
        zapobiec/pomóc/co zrobić
    • rafi.raf Re: historia pewnej zdrady 05.04.07, 23:24
      wiecie co? w calej tej historii jest jeden pozytyw. tyle osob uczestniczy w dyskusji. byc moze to zle doswiadczenie sprawi, ze inaczej patrzymy na nasze zwiazki. ja przynajmniej zrozumialem jak wazne jest zaufanie. wlasnie dopiero dzis zrozumialem, ze caly czas ufalem i ufam mojej zonie - to cudowne. ufam i nie musze sie zastanawiac nad tym stanem.

      nie powiem nic zonie kolegi poniewaz jej nie znam. rzeczywiscie nie mam dowodow na ich zdrade, choc zauwazylem, ze dziewczyna czuje sie skrepowana i jakos tak rozmawiamy na inne tematy... zdawkowo z mojej strony na dymku. koles sie do mnie nie odzywa, a ja nie czuje takiej potrzeby by z nim sie kontaktowac.

      w samej dyskusji pojawily sie rozne argumenty i rady. czasami niektorzy zbyt emocjonalnie wybiegali z ocena mojego postepowania, czasami sciagali mnie na ziemie tym co pisali. jednak im dluzej o tym mysle i czytam, dochodze do wniosku, (byc moze skandalicznego bowiem poddajacego ocenie ludzi) ale zasadniczo mozemy podzielic spoleczenstwo na romantykow i pragmatykow. ci pierwsi cenia wiernosc i jej zasadnosc, nie moga sie podporzadkowac obludzie, klamstwom i zdradzie - dotyka ich ona i badz nie wiedza jak sie zachowac (ja) badz tez zywo reaguja na nia (madziulec). druga grupa skupia sie bardziej na chwytaniu dnia, chwili. innych problemy to innych problemy i nie nalezy sie wtracac. nie oceniam tej postawy. byc moze jest sluszna, byc moze nie. z pewnoscia latwiej jest przedstawicielom tej grupy utrzymywac kontakt z takimi ludzmi jak moi byli znajomi. ja mam z tym problem. powazny. jakkolwiek nie bylaby moja postawa oceniana.

      antoni slonimski powiedzial kiedys: jesli nie wiesz jak sie zachowac, na wszelki wypadek zachowaj sie przyzwoicie.

      te wypowiedz interpretuje poprzez okazanie ograniczonego, aczkolwiek odczuwalnego ostracyzmu romansujacej pary. nie bede ich bil po glowie i mowil co o nich mysle. w odpowiednim momencie podczas sprzyjajacej okazji powiem temu panu co mysle o jego zachowaniu. zreszta sadze, ze sie domysla.


      • tjbazuka Re: historia pewnej zdrady 08.04.07, 18:51
        Przetan juz gledzic rafi.
        Przeczytaj sobie lepiej kawal:
        Bo i Tobie moze się to przytrafic.

        "Stoję sobie ostatnio spokojnie w kolejce do kasy w Carrefourze.
        Stoje sobie .... stoje...
        Nagle zauważam przy drugiej kasie, wpatrzoną we mnie i uśmiechającą się do mnie
        blondynę
        Ale jaką blondynę mówię Wam Karaiby, słońce, plaża, Bacardi...!
        Ostatnio ładne dziewczyny sie do mnie tak usmiechaly, gdy
        przytaszczyłem do akademika, na drugi dzien po imprezie,
        skrzynkę zimnego piwa. Ale to bylo 10 lat temu...
        Ta jednak usmiechala sie do mnie przyjaźnie nawet bez piwa.
        Jakas taka
        znajoma mi się przez chwilę wydała ale nie moglem sobie
        przypomnieć skąd..
        Pewnie podobna do jakiejś aktorki...
        Powoli budził sie we mnie głęboko uśpiony instynkt łowcy.
        Mieszanka adrenaliny i testosteronu wypełniały mój organizm.
        To one mi bez zastanowienia kazaly zapytać:
        - Przepraszam, czy my się nie znamy?
        Wypadlo nawet nieźle. Lala połknęła haczyk. Jej reakcja byla szybka,uśmiech bez
        zmian:
        - Nie jestem pewna, ale chyba jest pan ojcem jednego z moich dzieci...
        Mówi się, że ludzki umysl potrafi w sytuacjach ekstremalnych pracować
        nie gorzej od komputera. Mój był w tej sekundzie w stanie
        konkurowac z najlepszymi.
        Po chwili mialem wydruk.
        Zawsze używam gumek. Zdrada malżenska jest juz sama w sobie
        wydarzeniem szargajacym nerwy szanujacego sie mezczyzny.Po co
        ją jeszcze dodatkowo komplikowac? Mój komputer pokladowy przypomnial mi
        tylko trzy przypadki, ktore byly odstępstwem od tej zasady.
        Kolezanka z pracy, na szczęście tak brzydka tak, że sama jej
        twarz byla najlepszym zabezpieczeniem. Kolezanka żony z pracy,
        na szczeście
        po takim alkoholu, ze mi nie do konca ... tego..--.Jest...jest....
        pozostala tylko jedna mozliwosc kiedy moglem sobie "strzelic"
        dzidziucha na boku. Nie omieszkalem podzielic sie tą radosną nowiną z
        matką "mojego" nieślubnego dziecka i setką kupujących przy okazji:
        "Juz wiem Pani musi byc tą stripteaserka, którą moi koledzy zamówili
        na mój wieczór kawalerski przed 8-ma laty. Pamietam, że za niewielką
        dodatkową oplatą zgodzila sie pani wtedy robic TO ze mną na stole
        w jadalni na oczach moich klaszczacych kolegow i tak sie pani
        przy tym
        rozochocila, ze na koniec za darmo zrobila im pani wszystkim po lodziku.
        Zaległa calkowita cisza. Nawet kasjerki przestały pracowac.
        Wszyscy
        wpatrywali sie na przemian we mnie i w czerwieniacą się coraz bardziej
        ślicznotkę. Kiedy osiagnela kolor znany w kręgach muzycznych
        jako "Deep Purple" wysyczala przez śliczne usteczka:
        - Pan sie myli! - Karaiby zastąpila Arktyka.- Jestem
        wychowawczynią pana syna w 2b..."

        He,he.Smieszna historyjka ,co?
        Glowa do gory Mistrzu!
    • aankaa czyż nie zabija się posłańca, który 08.04.07, 20:22
      niesie złe wieści ?

      na Twoim miejscu nie wtrącałabym się w cudze życie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka