Turystyka kosmiczna powoli zaczyna raczkować. Zobaczcie, jak bedzie
wyglądał wypoczynek w kosmosie za wiele, wiele lat....
I zagadka:
Kto jest autorem opisanej poniżej rzeczywistosci (pytanie
podhfytliwe, uwaga

"Po dłuższym pobycie na Ziemi wybrałem się w drogę, aby pozwiedzać
najulubieńsze miejsca dawnych moich wypraw - gromady kuliste
Perseusza, konstelację Cielca i wielką chmurę gwiazdową u jądra
Galaktyki. Wszędzie zastałem zmiany, o których ciężko mi pisać, bo
nie są to zmiany na lepsze. Mówi się teraz wiele o upowszechnieniu
turystyki kosmicznej. Bez wątpienia turystyka to doskonała rzecz,
ale wszystko winno mieć swoją miarę...
Nieporządki zaczynają się tuż za progiem. Krążący między Ziemią i
Marsem pas asteroidów jest w opłakanym stanie. Te monumentalne złomy
skalne, niegdyś pogrążone w odwiecznej nocy, oświetlono
elektrycznością, a na dodatek każde urwisko raz koło razu pokrywają
pracowicie wydłubane inicjały i monogramy.
Szczególnie ulubiony przez flirtujące parki Eros trzęsie się od
uderzeń, którymi rozmaici domorośli kaligrafowie wykuwają w jego
skorupie pamiątkowe napisy. Paru obrotnych spryciarzy wypożycza na
miejscu młoty, dłuta, a nawet wiertła pneumatyczne i człowiek nie
może znaleźć dziewiczej skały w najdzikszym dawniej uroczysku.
Zewsząd straszą napisy w rodzaju: "Kocham Cię nad życie na tym
meteorycie", "To jest asteroidu skała, pod nią miłość nasza trwała"
i tym podobne, wraz z sercami przebitymi strzałą w najgorszym
guście.
Nie do zniesienia jest bałagan panujący na głównych trasach
przelotowych. Ogromna ilość wypadków nie budzi zdziwienia, skoro
tyle osób systematycznie łamie przepisy ograniczające szybkość.
Zwłaszcza czynią to kobiety, bo podróżując szybko, zwalniają upływ
czasu, a przez to i mniej się starzeją. Często też spotyka się
zawalidrogów, jakimi są stare kosmobusy, które całą ekliptykę
zanieczyszczają kłębami dymu spalinowego.
Warunki sanitarne, zwłaszcza na planetach należących do Wielkiego
Rezerwatu, wołają o pomstę do nieba. W "Głosie Mersyturii" czytałem
artykuł, którego autor domaga się wybicia do nogi tych wspaniałych
zwierząt, jakimi są czajaki połkliwe. Drapieżce te posiadają na
górnej wardze szereg świecących brodawek, układających się w
rozmaite desenie. Istotnie - na przestrzeni ostatnich lat coraz
częściej pojawia się odmiana, u której brodawki układają się w
kształt dwóch zer. Czajaki te wybierają zwykle pobliża obozów
campingowych, gdzie nocą, w ciemnościach, czekają z szeroko rozwartą
paszczęką na osoby poszukujące ustronnego miejsca. Czy autor
artykułu nie pojmuje, że zwierzęta są najzupełniej niewinne i
zamiast nich należy oskarżać czynniki odpowiedzialne za brak
właściwych urządzeń sanitarnych?!
Na tejże Mersyturii brak udogodnień komunalnych wywołał całą serię
mutacji genetycznych u owadów.
W miejscach słynących z pięknych widoków - nieraz można zauważyć
wygodne, wyplatane z wikliny foteliki, zdające się zapraszać
utrudzonego piechura. Jeśli pochopnie osunie się między wabiące
poręcze, te rzucają się nań, a rzekomy sprzęt okazuje się tysiącami
łaciatych mrówek (mrówka krzesławka dręczypupa, multipodium
pseudostellatum Trylopii), które ustawiwszy się odpowiednio na
sobie, udają wyplataną wiklinę. Doszły mię słuchy, jakoby pewne inne
odmiany członkonogich (rzęsula niedołazka, moczyścier przeprzaśny i
woczykij brutalik) udawały kioski z wodą sodową, hamaki, a nawet
natryski z kurkami i ręcznikami, ale za prawdziwość tych twierdzeń
nie mogę ręczyć, ponieważ niczego podobnego nie widziałem,
autorytety zaś myrmekologiczne w tej sprawie milczą. Natomiast warto
ostrzec przed dość rzadką odmianą wężonoga teleskopka (anencephalus
pseudoopticus tripedius Klaczkinensis). Teleskopek ustawia się także
w miejscach widokowych, rozstawiając swoje trzy cienkie i długie
nogi na kształt trójnoga, rozszerzonym tubusem ogona celuje w
krajobraz, śliną zaś, która wypełnia jego otwór gębowy, imituje
soczewkę lunety i w ten sposób skusić może do zajrzenia, które dla
nieopatrznego kończy się nader nieprzyjemnie. Inny wąż, ale już na
planecie Gaurymachii, przewrotnik podstawiec (serpens vitiosus
Reichenmantlii ), czai się w krzakach i podstawia nieostrożnemu
przechodniowi ogon, aby ten potknął się i upadł, ale - po pierwsze -
gad ten żywi się wyłącznie blondynami, a po wtóre - nikogo nie
udaje. Kosmos nie jest ogródkiem dziecinnym ani ewolucja
biologiczna - idyllą. Należy wydawać broszury podobne do tych, jakie
widziałem na Derdymonie, w których przestrzega się botaników-
amatorów przed okrucytią cudawką (pliximiglaquia bombardans L. ).
Zakwita ona wspaniałymi kwiatami, należy wszakże oprzeć się chętce
ich zrywania, ponieważ okrucytią żyje w ścisłej symbiozie z
miażdżycą kamienulą, drzewem rodzącym owoce rozmiarów dyni, ale
rogate. Wystarczy zerwać jeden kwiatek, aby na głowę nieostrożnego
kolekcjonera okazów roślinnych obruszył się grad twardych jak głazy
pocisków. Okrucyda ani kamienula nie czynią potem uśmierconemu nic
złego, kontentują się bowiem naturalnymi skutkami jego zgonu, gdyż
to przyczynia się do użyźnienia gleby w ich pobliżu."
Pozdro
Krzysztof