sloggi
18.07.03, 17:23
By ustrzec się nędzy, będziemy pracować do 67-go roku życia. Taką propozycję
wysunął wicepremier oraz minister pracy i polityki socjalnej Jerzy Hausner.
Na pierwszy ogień pójdą kobiety. One pracują najkrócej i żyją najdłużej.
Ponieważ to leży w interesie samych pań. W obecnym systemie emerytalnym
wysokość świadczeń zależy od okresu składkowego. Jeżeli ktoś dłużej pracuje,
będzie miał wyższą emeryturę - wyjaśnia prof. Marek Góra ze S.G.H.
Kobiety, które przechodzą na tzw. zasłużony odpoczynek o 5 lat wcześniej niż
mężczyźni będą miały świadczenia nawet o połowę niższe. Wszystkiemu winna
demografia - rodzi się nas za mało i żyjemy za długo. Dlatego za parę lat nie
będzie komu pracować na świadczenia wypłacane długowiecznym emerytom. -
Systemy emerytalne powstawały w innych warunkach. Ludzie żyli krócej, a tym
samym emerytury nie musiały być wypłacane tak długo.
Obciążenia dla budżetów były mniejsze - podkreśla prof. Marek Góra. W 1950 r.
przeciętna długość życia mężczyzn wynosiła 56 lat, kobiet 62. W 2001 r.
statystyczny mężczyzna żył już 70 lat, a kobieta 78. W przyszłości będziemy
żyli jeszcze dłużej. Według danych biura statystycznego Unii Europejskiej, w
Polsce pracuje niewiele ponad połowa osób w wieku produkcyjnym.
Według Ireny Wóycickiej z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową problemy
zaczną się już w 2010 r. Kulminacja nastąpi w 2020 r., gdy wyż demograficzny
będzie wchodził w wiek emerytalny. Jaki jest ratunek? Walka z bezrobociem,
aktywizacja zawodowa i przesunięcie wieku emerytalnego. O ile lat? Na to
pytanie Wóycicka nie chce odpowiedzieć. Więcej o tym w dzisiejszym
SuperExpressie w artykule Barbary Doktór i Wojciecha Kamińskiego.