sloggi
06.11.03, 17:33
W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie
Grudzień ucieka za grudniem, styczeń mi stuka za styczniem
Wśród ptaków wielkie poruszenie, ci odlatują ci zostają
Na łące stoją jak na scenie, czy też przeżyją, czy zostają
I ja żegnałam nieraz kogo, i powracałam już nie taka
Choć na mej ręce lśniła srogo, obrączka srebrna jak u ptaka
I ja żegnałam nieraz kogo, za chmurą, za górą za drogą
I ja żegnałam nieraz kogo, i ja żegnałam.
Gęsi już wszystkie po wyroku, nie doczekają się kolędy
Ucięte głowy ze łzą w oku, zwiędną jak kwiaty, które zwiędły
Dziś jeszcze gęsi kroczą ku mnie, w ostatnim sennym kontredansie
Jak tłuste księżne, które dumnie, witały przewrót kiedy stał się
I ja witałam nieraz kogo, chociaż paliły wstydem skronie
I powierzałam Panu Bogu to co w pamięci jeszcze płonie
I ja witałam nieraz kogo, za górą, za drogą
I ja witałam nieraz kogo, i ja witałam nie raz.
Ognisko palą na polanie. W nim liszka przez pomyłkę gore
A razem z liszką drogi panie, me serce biedne, ciężko chore
Lecz nie rozczulaj się nad sercem. Na cóż mi kwiaty, pomarańcze?
Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę.
I ja żegnałem nieraz kogo, i powracałem już nie taki
Choć na mej ręce lśniła srogo, obrączka srebrna jak u ptaka
I ty żegnałeś nieraz kogo za chmurą, za górą, za drogą
I ty żegnałeś nieraz kogo, i ty żegnałeś nieraz.