Jesli ktos mysli, ze mowa tu o jednej z najwiekszych i najmadrzejszych
cesarzowych swiata to sie grubo myli.
Moja Maria teresa chodzi rowniez w sutej krynolinie z obfita
tiurniura,porusza sie dostojnie,spogladajac wyniosle raz jednym , raz drugim
okiem na mnie, laskawie bierze mi z reki smakolyk jaki jej podaje i jest
niezwykle dystyngowana. Codziennie dostaje rano od niej prezent: dlugie ,
brazowe jajko z dwoma zoltkami bo Maria Teresa jest moja ulubiona kura.
Przywiozlam ja do biura z zadupia ,bo jej kumoszki zostaly pozarte latem a
ONA jako Maria Teresa do jedzienia absolutnie sie nie nadaje! To jest kura
zaopatrzona w przerozne przywileje.I tak:
-ma prawo mieszkac w klatce w biurze kolo faxu.
-ma prawo zyc do konca kurzego zycia.
- ma prawo spacerowac od czasu do czasu po biurze albo po ogrodku obok.
-ma wlasne miseczki na jedzenie i picie oraz wlasne drazki do siadania ale
woli siadac na moim kompie.
A wogole to ona jest kura wyjatkowa. Przypetala sie latem od sasiada,z golym,
czerwonym kuprem i zaczela tolerowac tylko mnie. Uciekala wystraszona nawet
przed powiewem wiatru w krzaki ale do mnie sie przywiazala i lazi za mna jak
pies. Piora jej na moim wikcie odrosly, zaczela znosic te swoje dluuuuugie
jajka.Naprawde sa dlugie i maja po dwa zoltka! I mowi czasem do mnie "koko"
jak cos ja niepokoi.Taka to jest kura!

A ten idiota , moj chlopina chce z niej zrobic rosol bo mowi, ze biuro to nie
kurnik!PO MOIM TRUPIE!