sibeliuss
10.04.09, 11:59
Ukraińscy urzędnicy w swoich deklaracjach podatkowych zapisują
kopiejki, a jednocześnie wydają miliony hrywien na nieruchomości i
samochody. O sprawie pisze tygodnik "Korrespodent".
Tygodnik zauważa, że rozbieżność w dochodach i wydatkach widać u
wszystkich urzędników, począwszy od najniższych rangą do ministrów
włącznie. Chętnie kupują oni nieruchomości na Krymie, mieszkania w
Kijowie, drogie samochody i szwajcarskie zegarki. Najczęściej nie
starają się nawet ukryć swojej tożsamości i płacą kartami
kredytowymi.
"Korrespondent" przedstawia kilka przykładów. Minister transportu
Josyp Winski, mimo że oficjalnie zarabia miesięcznie 18 tysięcy
hrywien, czyli 7 tysięcy złotych, był w stanie odłożyć na kontach
milion dolarów, kupić 4 samochody i dom o powierzchni 500 metrów
kwadratowych.
Z kolei szef sekretariatu prezydenta Wiktor Bałoha nosi zegarek o
wartości 4 swoich pensji, a prawie co tydzień lata czarterami do
domu na Zakarpaciu.
Tygodnik zwraca uwagę, że urzędnicy w ogóle nie chcą tłumaczyć
swojego zachowania. Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i
Obrony Raisa Bohatyriowa na pytanie, skąd ma pieniądze na zegarek z
brylantami, przekonywała dziennikarzy, że nie ma sensu o tym pisać.
Z kolei premier Julia Tymoszenko w ogóle nie zadeklarowała swoich
dochodów w tym roku.
/polskatimes/