Dodaj do ulubionych

Witam i zachęcam do zgłaszania problemów

29.01.09, 15:02
Nie tylko zachęcam do zgłaszania problemów, ale także do podawania
przykładów. Gimnazjalista to dziecko jeszcze mocno niedojrzałe i
jest zupełnie naturalne, że często sprawia kłopoty rodzicom (a
także sobie). Jeżeli będę więcej wiedział o dziecku i warunkach, w
jakich ono się uczy, jest większa szansa na znalezienie dobrej,
pomocnej rady.
Obserwuj wątek
    • anna.lukowska Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 03.02.09, 22:56
      Witam,

      jestem mamą dwójki dzieci. Syn w tym roku zdaje egzamin gimnazjalny,
      córka w roku kolejnym. Z synem nigdy nie było do tej pory problemów,
      o córce nie wspomnę jest naprawdę wybitnym dzieckiem. Syn spędza
      godziny w internecie - twierdzi, że się uczy, jednak oceny tego nie
      potwierdzają, mam silną obawę, że może mieć problem z egzaminem.
      Czy to kwestia trudnego wieku?

      pozdrawiam,
      Anna
      • kama287 Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 04.02.09, 18:45
        Wiatm.
        Właśnie w tym roku moje dziecko bedzie zdawało egzamin gimnazjalny.
        Uczy sie dobrze, nie narzekam, choć musze ciagle nawoływac zeby szedl odrabiać lekcje. Słaby jest z przedmiotów ścisłych, więc automatycznie ich nie lubi. Chodzi na korepetycje z matematyki i z tego co mówi korepetytor nieźle sobie radzi. Proszę, nawołuje żeby zaczął przygotowywać sie do testów- nic. Ma pokupione książki, które mu pomoga powtórzyć wszystko to, co potrzebne na egzaminie, od października nawet do nich nie zajrzał. Wczoraj rozwiązał 2 testy mat-przyr. i stwierdził, że są to największe głupoty i tak sformuowane, że nie mozna ich zrozumieć i połowy tych głupot to nie było w szkole i ma to gdzies jak napisze te częśc. Proszę, żeby poczytał trochę, powtórzył, on mówi dobra, ale jak ma się zabrac to dzień mija i koniec.O humanistyczna sie nie obawia z próbnego w zeszłym roku mial 44, a był dopiero w drugiej klasie.
        Wybiera sie do LO przeraża go w przyzłości matura z matematyki. I jeszcze jedno nie mam żadnych problemów wychowawczych, nigdzie nie chodzi, siedzi w domu, jedynie to pyskuje i "zawze ma racje".
        Myslę, że za duzo od nas dostaje.
        • klemens.strozynski Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 04.02.09, 21:33
          kama287 napisała:

          Wczoraj rozwiązał 2 testy mat-przyr. i stwierdził, że są to
          największe głupoty i tak sformułowane, że nie mozna ich zrozumieć i
          połowy tych głupot to nie było w szkole i ma to gdzies jak napisze
          tę część.
          To, że syn krytykuje testy, niech Pani nie przeraża - w tym wieku
          dzieci mają przesadnie krytyczny stosunek do szkoły i mało się
          liczą ze słowami.
          Niech Pani stara się rozbudzić w nim ambicję - jeżeli te testy to
          głupoty, to on (tak proszę mu powiedzieć) jako człowiek
          inteligentny powinien dać sobie z nimi rade i zdobyć tak samo jak w
          części humanistycznej, okolo 90% punktów.
          Chłopak ma prawo nie rozumieć, jaki cel mają arkusze egzaminacyjne,
          dlaczego takie zadania, a nie inne (które były na lekcjach) - ale
          jedno mu Pani musi wytłumaczyć: to właśnie część
          matematyczno=pzyrodnicza najsilniej decyduje o randze sukcesu, o
          tym, jak wartościowy jest wynik egzaminu i jakie drzwi pani synowi
          otworzy.
          Nie musi lubic egzaminu - niech mu Pani powtarza - ale musi go
          POKONAĆ!
          • verdana Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 09.02.09, 21:59
            Litosci... Jak zdolny 15-16 latek ma "nie rozumieć jaki cel maja
            arkusze egzaminacyjne"?
            Stale tłumaczenie, ze MUSI odnieść sukces to spora gwarancja
            porazki.
      • klemens.strozynski Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 04.02.09, 21:23
        Gimnazjalista spędzający tyle czasu w internecie musi budzić
        niepokój. Gry internetowe działają jak narkotyk i mogą powaznie
        zakłócić naukę szkolną. Nie należy jednak otwarcie zabraniać
        dziecku korzystania z internetu (bo być może naprawdę wykorzystuje
        Sieć do nauki) ani też prawić mu od razu kazań - bo to wywola tylko
        odwrotny skutek.
        Radzę poprosić syna, zeby Pani pokazał, w jaki sposób wykorzystuje
        internet do uczenia się. Powinna sobie Pani zarezerwować na
        ten "pokaz" przynajmniej godzinę. Niech Pani poprosi o pokazanie,
        bo sama Pani chętnie nauczyła by się tak wykorzystywac internet.
        Wtedy się okaże, czy syn dobrze wykorzystuje czas i komputer, czy
        też marnuje czas.
        Jeżeli marnuje czas teraz - trudno, chyba musi Pani zareagować
        zdecydowanie, to znaczy wyznaczyć mu po prostu w tygodniu parę
        godzin na internet, ale pod warunkiem, ze reszta czasu będzie
        na "zakuwanie".
        Wszyscy jednak wolelibyśmy, żeby syn studiował strony edukacyjne,
        niż dał się wciągnąć grom komputerowym. Proszę poinformować, co
        Pani stwierdziła, jestem bardzo ciekaw.
        • gucio_x Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 24.02.09, 17:15
          klemens.strozynski napisał:

          > Gimnazjalista spędzający tyle czasu w internecie musi budzić
          > niepokój. Gry internetowe działają jak narkotyk i mogą powaznie
          > zakłócić naukę szkolną. Nie należy jednak otwarcie zabraniać
          > dziecku korzystania z internetu (bo być może naprawdę wykorzystuje
          > Sieć do nauki) ani też prawić mu od razu kazań - bo to wywola tylko
          > odwrotny skutek.
          > Radzę poprosić syna, zeby Pani pokazał, w jaki sposób wykorzystuje
          > internet do uczenia się. Powinna sobie Pani zarezerwować na
          > ten "pokaz" przynajmniej godzinę. Niech Pani poprosi o pokazanie,
          > bo sama Pani chętnie nauczyła by się tak wykorzystywac internet.
          > Wtedy się okaże, czy syn dobrze wykorzystuje czas i komputer, czy
          > też marnuje czas.
          > Jeżeli marnuje czas teraz - trudno, chyba musi Pani zareagować
          > zdecydowanie, to znaczy wyznaczyć mu po prostu w tygodniu parę
          > godzin na internet, ale pod warunkiem, ze reszta czasu będzie
          > na "zakuwanie".
          > Wszyscy jednak wolelibyśmy, żeby syn studiował strony edukacyjne,
          > niż dał się wciągnąć grom komputerowym. Proszę poinformować, co
          > Pani stwierdziła, jestem bardzo ciekaw.

          Przepraszam pana, ale jako gimnazjalista muszę powiedzieć, że metoda wysoce
          nietrafiona.
          Przede wszystkim, każdy kto ma rozum zrozumie takie beznadziejne podchody...
          Rzuca mi się też w oczy, że prawdopodobnie chciałby pan, żeby dziecko ponad
          połowę czasu w domu przeznaczało nauce... Proszę pana, szkoła zabiera nam tyle
          czasu co praca ( ja wiem, że to co innego, chodzi mi tylko o czas ) w domu
          musimy odrabiać pracę itp... Ale coś takiego, że dziecko MA się uczyć w domu
          jest jakąś kpiną. Mamy znajomych, zainteresowania , a przede wszystkim nie
          jesteśmy aż tak dojrzali, mamy prawo marnować swój czas...
          Jeszcze jedno : zakładanie ograniczeń ( typu 2h gry, 4 h nauki ) jest jedną z
          najgorszych metod, wywołuje buntowy nastrój : >
    • sarete Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 04.02.09, 22:05
      Mam córkę, któa w tym roku zdaje egzamin gimnazjalny. Jest naszym
      najmłodszym dzieckiem, więc jakoś tak naturalnie najbardziej
      martwimy się z mężem o jej przyszłość. Dwójka starszych dzieci jest
      już na studiach i nieźle sobie radzą. Nasza Marta niby się uczy, ale
      boimy się, że to trochę za mało. Mamy w rodzinie taką tradycję, że
      wszystkie nastolatki idą u nas do jednego konkretnego liceum z
      tradycjami. Dodam, że to liceum jest na prawdę na wysokim poziomie i
      nauka w nim niemal gwarantuje dobry start na studia. Tymczasem Marta
      oznajmiła nam, że nie zamierza się starać więcej niż to (w jej
      mniemaniu) konieczne i nie będzie brała udziału w "wyścigu
      szczurów", jak się wyraziła. Boję się, że to się skończy tym, że
      przez głupi młodzieńczy bunt sama zamknie sobie drogę do dobrej
      szkoły. Rozmawiałam już z nauczycielami, powiedzieli, że ma
      potencjał, ale też i braki i powinna poważnie przysiąść do nauki,
      szczególnie z historii i biologii. Nie wiem, co robić, czy motywować
      ją do nauki (ale jak?), czy odpuścić i pozowolić jej na samodzielne
      wybory, które niekoniecznie nam pasują. Jak każda matka, chciałabym
      dla mojej córki najlepiej.
      • Gość: też_mama Po co motywować? IP: *.devs.futuro.pl 05.02.09, 00:37
        - zadam przewrotne pytanie, niczym kij wsadzony w mrowisko.
        • kama287 Re: Po co motywować? 05.02.09, 10:57
          O dziwo mój syn również mówi, że nie zamierza brać udziału w wyścigu szczyrów. Jak twierdzi większość ludzi którzy maja świadectwa z paskami nie najlepiej wypadają na egzaminach, ale dochodzą im punkty za rożne konkursiki, a oceny z reguły maja po zawyżane, takim lizusom 6 stawiane są za byle co, za to, że głupia gazetkę ktoś zrobi to dostaje 6 np.z języka polskiego w zależności jaki nauczyciel ją zadał. Twierdzi, że kujonem nie będzie i podlizywać się tez nie będzie żeby ktoś mu stawiał dobre oceny i jak mówi moje oceny są wizerunkiem mojej wiedzy. Ale starał się na półrocze żeby na koniec roku jednak ten czerwony pasek mieć, bo mówi punkty się przydadzą. Czasami ciężko mi go zrozumieć.
          Oceny ma dobre średnia na półrocze 4,0. Ale denerwuje mnie to, że zawsze wszystko zostawia na ostatnia chwilę, na dzień przed i o dziwo wypada nie najgorzej, ale teraz mówię mu że to nie klasówka z kilku lekcji czy działu, ale prawdziwy egzamin z wiedzy ogólnej z trzech lat. To on mi na to " oj mamo zdarzę, przejże wszystko nie martw się" te jego teksty, że mu nie zależy jak napiszę część mat- przyr. to tylko jak stwierdziłam jakaś zasłona bo wiem że mu zależy, bo wybrał dobre LO.
          • klemens.strozynski Re: Po co motywować? 05.02.09, 11:26
            kama287 napisała:

            > O dziwo mój syn również mówi, że nie zamierza brać udziału w
            wyścigu szczurów.
            >
            Sama Pani widzi, że syn jest dojrzały i bardzo rozsądny, może być
            Pani spokojna o jego los. Radzę tylko chwalic go za tę
            odpowiedzialności i podtrzymywać ja, mówiąc, ze to jest wielka
            sprawa dla Pani, ze może Pani na nim polegać. I niech sobie
            komentuje jak chce różne szkolne rzecdzy - ważne, że naprawdę
            dobrze się przygotowuje. Gratuluję syna.
        • klemens.strozynski Re: Po co motywować? 05.02.09, 11:21
          Gość portalu: też_mama napisał(a):

          > - zadam przewrotne pytanie, niczym kij wsadzony w mrowisko.
          Po co motywować? Pytanie nie tyle przewrotne, co podstawowe.
          Motywacja to wewnętrzny napęd, decydujący o tym, ile energii i
          rozsądku przydzielimy do realizacji zadania.
          Bywa, że uczedń ma sam z siebie wystarczajacą motywację i wtedy -
          tu pani miałaby rację - motywowanie nie jest potrzebne. Ale to nie
          jest częsta sytuacja w wieku imnazjalnym.
      • klemens.strozynski Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 05.02.09, 11:12
        sarete napisała:

        > Nie wiem, co robić, czy motywować ją do nauki (ale jak?), czy
        odpuścić i pozowolić jej na samodzielne wybory, które niekoniecznie
        nam pasują. Jak każda matka, chciałabym dla mojej córki najlepiej.
        Oczywiście, motywować, próbować rozbudzić wyższe ambicje,
        przekonać, ze sukces nie jest aż tak trudny. Musi być coś, na czym
        Pani córce zależy - niech Pani to znajdzie, dowie się i wykorzysta
        do motywowania córki.
        Ale też mam dzieci i też się buntowały. Niech Pani pamięta, że
        czasem bunt dzieci nie da się uśmierzyć. Po prostu zrobią po
        swojemu. A potem, po paru latach, sami przyznają, że to było
        głupie.
        Proszę zrobić, ile się da, ale także pamiętać, że zycie nie kończy
        się na egzaminie gimnazjalnym. Raczej się wtedy zaczyna.
        • kama287 Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 05.02.09, 20:40
          Dziękuje za te słowa, choć o tym tak na prawdę wiem, ale potrzebowałam chyba
          jakiegoś potwierdzenia w tym wszystkim od kogoś z zewnątrz.
          Wiem, że da radę.
          Jeszcze raz dziękuje i pozdrawiam.
    • frisky2 Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów 05.02.09, 21:05
      Ja mam nieco inny problem. Mój syn uczy się w gimnazjum prywatnym, jest tam
      raczej dobre towarzystwo w sensie wychowawczym. Jest w ostatniej klasie. Jest
      zdolny, dużo czyta natomiast w domu bardzo mało się uczy. Najczęściej wtedy, gdy
      jest zmuszony przeze mnie. Albo gdy ma jakąś poważną wpadkę w szkole. Oceny ma
      więc słabe.

      Za to przesiaduje długo przed komputerem, albo spotyka się z kolegami. Jeśli
      jednego i drugiego mu zabronimy z żoną, to czyta książki. Wówczas się zacina i
      na zlość nie bierze się do nauki.

      Żadne rozmowy ani takie jak z "dorosłym" nastolatkiem, ani nerwowe nie pomagają.
      Nie pomaga także wizja kary w postaci zakazu komputera, spotykania z kolegami
      czy zakupu jakichś rzeczy. Wtedy on mówi, nie to nie i zamyka się z książką w
      swoim pokoju.

      Czasami, gdy rozmawiam z nim sam na sam tak zupełnie szczerze, to przyznaje, że
      mam rację widzę, że przyjmuje moje słowa. Potem, często już następnego dnia
      powtarza się sytuacja, że np. nie nauczy się z czegoś bo to umie i dochodzi do
      kłótni, kończy się zamknięciem w pokoju, słuchaniem muzyki lub książką.

      Szczerze mówiąc nie mam już pojęcia w jaki sposób doitrzeć do niego. Kiedyś, gdy
      wcześnie kończyłem pracę dopilnowywałem tego, żeby się uczył. Każdego wieczora z
      nim spędzałem godzinę na nauce. I w szkole było świadectwo z czerwonym paskiem.
      Od dwóch lat kończę bardzo późno pracę, moja żona nie jest w stanie dotrzeć do
      niego, szybko się denerwuje i ich rozmowy kończą się kłótnią. No i syn jest
      starszy więc nie tak uległy.
      • klemens.strozynski Na pewno nie sprawdza się karanie 06.02.09, 03:12
        frisky2 napisała:

        > Szczerze mówiąc nie mam już pojęcia w jaki sposób doitrzeć do
        niego.

        To jest trudny wiek, a jeżeli uczeń uzdolniony, to problemy jeszcze
        większe. Na pewno nie jest właściwa metodą karanie albo pozbawianie
        dostępu do komputera. Jednak warto sprawdzać, czy dziecko nie
        wpadło w nałóg gier komputerowych - to takie samo uzależnienie, jak
        np. amfetamina.
        Bardzo rozsądna była metoda, o której Pan pisał, tzn. wspólnego
        spędzania czasu na nauce - ale to często niemożliwe.
        Niech Pan szuka, czego syn od Pana chciałby. Powinno być coć, na
        czym mu zalezy i co Pan mu może dać, zapewnić.
        Dzisiaj to ogromny problem - dzieci, kte właściwie wszystko, co
        chca, mają - i nie ma sposobu, zeby ich skłonić do czegokolwiek
        nagradzaniem. Ale mam wrażenie, że u Pana w rodzinie takiej
        sytuacji nie ma.
        Z tego, co Pan pisze, wnioskuję, że syn ma takie "falowanie"
        emocjonalne, raz przyznaje Panu racje i chciałby sie zabrac do
        nauki,innym razem wybiera bunt. I na to nie ma dobrej rady. Po
        prostu trzeba korzystać z chwil, kiedy się z Panem zgadza i
        przyznaje racje, wtedy zachecać, najlepiej jezeli od razu się
        zabierze do roboty. A część czasu - cóż, zmarnuje, zapewne tego
        nie da się uniknąć.
        Pozdrawiam i życzę, żeby jak najwięcej syn się przed Panem otwierał.
        • verdana Re: Na pewno nie sprawdza się karanie 09.02.09, 17:21

          Nie - isnieje zasadnicza róznica miedzy amfetamina a grami.
          przepaść, powiedzialabym. Nie mówimy tu przeciez o osobach, ktore
          nie chodza do szkoły, tylko graja, ale o mlodych ludziach, ktorzy w
          miare normalnie funkcjonuja. Takie porownania są szkodliwe. Bo
          uzaleznienie od amfetaminy to dzwon alarmowy, nalezy natychmiast
          poddac dziecko odwykowi i leczeniu - czy to jest wskazane, przy
          nastolatku, ktory po prostu lubi grac, albo pogadac z przyjaciółmi?
          Bo jesl to jest takie uzaleznienie, to nalezy natychmiast sprzedac
          komputer, a dziecko umiescić w szpitalu na odwyku. Chyba Pan tego
          nie sugeruje??
          Niechęć do nauki to nie jest bunt. To racjonalna reakcja na nudę i
          przeladowany program szkoły. Krytykowanie testow to tez nie bunt -
          to zdrowy rozsadek. Testy SĄ glupie i sprawdzaja jedynie to, czy
          uczeń mysli dokladnie wg. schematu.
          Posiadanie odmiennego zdania od rodziców to tez nie jest bunt, tylko
          bardzo pożądany i jedynie sluszny etap rozwojowy. Niepokoić nalezy
          sie wtedy, gdy nastolatek we wszystkim zgadza się z mamusią.
          Czas, gdy dziecko robi to co lubi, a nie uczy się - nie jest
          bynajmniej zmarnowany. Tak jak nie jest zmarnowany czas, gdy rodzice
          nie siedza w pracy i nie pracuja w domu, tylko robia to co lubią.
          Biedne te nastolatki, słowo daję.

          Mops i kot

          img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
        • frisky2 Re: Na pewno nie sprawdza się karanie 09.02.09, 17:50
          Bardzo dziękuję za odpowiedź i poradę. Przyznaję Panu rację, że trzeba
          wykorzystywać momenty porozumienia, nadawania na tych samych falach z synem.
          Próbuję tak robić w weekendy, kiedy ja mam czas. Spróbowałem w ostatni weekend i
          razem robiliśmy jakieś prace przy domu, czy wyjście do kawiarni na lody. Wtedy
          można pogadać.
          A co do nauki - bo może Verdana ma rację pisząc, że dzieci są znudzone programem
          szkolnym - spróbowałem zaciekawić syna, tzn. omawiając jakąś lekcję z fizyki
          zacząłem go wciągać w pytania typu: jak w codziennym życiu można wykorzystać tę
          wiedzę, np. czy jakiś wzór pomógłby nam obliczyć grubość kabla który musimy
          kupić itp. I to go wciągnęło.

          Oczywiście to kropla w morzu na razie. Ale dziękuję za Pana wypowiedź, bo lepiej
          teraz rozumiem, że nic się nie zdziała jak za dotknięciem różdżki, tylko trzeba
          - tak jak Pan radzi - wykorzystywać chwile i systematycznie kroczek po kroczku
          zmieniać nasze relacje. To pewnie długotrwała praca, ale dla mnie w końcu jakaś
          wskazówka.
          Pzodrawiam
          • verdana Re: Na pewno nie sprawdza się karanie 09.02.09, 20:28
            To ja jeszcze dorzucę parę słów.
            Twój syn był nauczony, że nie on bierze odpowiedzialność za swoją
            naukę. Miał pewność, ze Ty dopilnujesz codziennie, aby lekcje były
            odrobione, a on przygotowany. Teraz nie czuje sie odpowiedzialny sam
            za siebie, mimo, ze jest już w wieku, gdy powinien nie liczyć na
            stałą pomoc rodzicow.
            Nie powielaj wlasnego błędu - tzn. nie próbuj znowu brać
            odpowiedzialności za jego naukę, kontrolując, przynaglając i cały
            czas 'stojac mu nad głowa". Bo ten sam problem pojawi Ci się w
            liceum, a na studiach będzie dramat.
            Poza tym piszesz, ze syn chodzi do prywatnej szkoly. Znajdź
            przyjazne prywatne liceum, gdzie stawia się na myślenie, a nie na
            same piątki i gdzie nie trzeba miec z testów astronomicznie wysokiej
            sredniej. I przestań się denerwować i zamartwiać. Wbrew temu, co się
            słyszy i czyta, poziom szkoly wcale nie liczy się tak bardzo. Szkoly
            pierwsze w rankingach są czesto pierwsze bo przyjmują najlepszych
            uczniów, zatem wypuszczają najlepszych, a nie dlatego, ze po drodze
            czegos uczą (wymagają, tak - uczą - naprawde nie zawsze...).
            Szkoła taka sobie moze czxasem przyjmować nienajlepszych uczniow i
            wypuszczac całkiem dobrych - oczywiście w rankingach będzie niżej,
            ale co z tego?
            No i jeszcze jedno, wazne.
            Uczenie się lekcji od A do Z wplywa dobrze na wynik egzaminu. Co
            najmniej połowa (optymistycznie) z tego, czego dziecko uczy się w
            gimnazjum i liceum poza tym jest do niczego niepotrzebna. Czytanie
            książek bez porównania bardziej rozwija inteligencję niz sumienne
            odrabianie wszystkich lekcji. Jesli Twoj syn czyta - to masz się z
            czego cieszyc, prawdopodobnie jego perspektywy na przyszłość moga
            być lepsze, niż kogoś z paskiem na świadectwie, kto z braku czasu
            zdążył przeczytać tylko lektury szkolne.
            Jesli chcesz mieć dziecko odnoszące sukcesy pamiętaj też, że dom to
            nie szkoła. W domu ma być spokoj, a nie kolejne lekcje.
            Pisze ci to matka, która o mało nie wykonczyła pierworodnego przez
            idiotyczne wymagania;ex-nauczycielka w marnej szkole prywatnej,
            ktorej absolwenci, ku zaskoczeniu absolutnie wszystkich, radzą sobie
            w zyciu bardzo dobrze; była uczennica nie odrabiajaca niemal żadnych
            lekcji (bo wolała czytać) w przededniu otrzymania tytułu profesora.
            • klemens.strozynski Nie sprawdza się karanie, sprawdza się czytanie 09.02.09, 22:06
              verdana napisała:

              > Czytanie książek bez porównania bardziej rozwija inteligencję niz sumienne
              odrabianie wszystkich lekcji. Jesli Twoj syn czyta - to masz się z czego
              cieszyc, prawdopodobnie jego perspektywy na przyszłość moga być lepsze, niż
              kogoś z paskiem na świadectwie, kto z braku czasu zdążył przeczytać tylko
              lektury szkolne.

              Serdecznie dziękuję za sympatyczny i mądry komentarz, pozdrawiam
          • klemens.strozynski Re: Na pewno nie sprawdza się karanie 09.02.09, 21:59
            frisky2 napisała:

            > bo lepiej teraz rozumiem, że nic się nie zdziała jak za dotknięciem różdżki,
            > Pzodrawiam
            >
            Tak, dokładnie o to chodzi - i jeszcze jedno - nie ma żadnej gwarancji sukcesu
            przy wychowywaniu dzieci - ale zawsze musimy zakładać, że nam się uda
            przynajmniej coś zmienić na lepsze.
            Serdecznie pozdrawiam
            • ratyzbona Re: Na pewno nie sprawdza się karanie 09.02.09, 22:21
              Jako osooba która zdawała egzamin gimnazjalny już dość dawno temu (
              załapałam się na pierwszy rocznik reformy) muszę wtrącić się do
              rozmowy. To co dla wielu rodzciów jest tylko okresem przygotowania
              dziecka do ważnego egzaminu dla tego dziecka jest normalnym rokiem
              szkolnym w którym - ma się dobre dni, ma się złe dni, człowiek jest
              zmęczony, człowiek ma dużo energii człowiek się zakocha lub z kimś
              pokółci albo zrobi jedną z miliona rzeczy które nie mają nic
              wspólnego z nauką szkolną. Tymczasem część rodziców potrafi się
              zachowywac tak jakby na ten rok należało zawiesić wszystkie
              czynności życiowe poza wypełnianiem testów. Oczywiście do egzaminów
              należy się uczyć ale jeśli włożycie w to za dużo energii to wyniki
              na egzaminie będą może i bardzo dobre ale pierwszy rok liceum - cóż
              nie można się uczyć bez przerwy całe życie. Tak tylko przypominam bo
              w tym całym motywowaniu nie zapomnieć, że uczeń to paradoksalnie też
              człowiek.
              • claratrueba ratyzbona,verdana- brawo! 10.02.09, 09:34
                jako matka gimnazjalisty, która własnie wybiera sie do p. wychowawczyni żeby
                wytłumaczyć "dlaczego średnia tylko 4.75 (elitarne niepubliczne gimnazjum) a
                było więcej" z wielka przyjemnością przeczytałam wasze wpisy. Mój syn, i
                wszystkie nasze dzieci sa ludźmi- oprócz funkcji gromadzenia wiedzy maja jeszcze
                uczuciowośc, wrazliwość, własne zainteresowania i pasje. Czasem cos je boli,
                czasem deszcz pada zbyt długo, czasem w życiu towarzyskim cos nie tak. Łatwo
                wybaczać sobie swoje słabośći i niedyspozycje, a dziecko ma byc ciągle na
                stand-by gotowe do ciężkiej pracy? Bo nauka jest bardzo ciężką pracą! Który
                zawód wymaga tak dużej koncentracji przez tak długi czas? Przecież my mamy co
                najwyżej 8 godzinny dzień pracy a nasze dzieci? 6-7 h w szkole ile później?
                Następne tyle? Toż to Archipelag Gułag. Ile można mieć zapału, entuzjazmu jesli
                przychodzi zwykłe, ludzkie zmęczenie. Czymś, co nie zawsze interesuje. Uczę
                prywatnie 24 lata, wśród moich byłych uczniów są tacy z tytułami naukowymi,
                absolwenci światowych czołowych uczelni- dziwnym trafem to nie ci, którzy mieli
                kolekcję szóstek, ale ci, którzy mieli pasje i zainteresowania, czasem
                wagarowali ze szkoły żeby pograc na komputerze albo poczytać, albo z dziewczyną
                się spotkać. A ci szóstkowi od góry do dołu często niezrealizowani życiowo
                frustraci. Sprawdza mi się moje powiedzenie "uczeń jak proszek do prania- jak do
                wszystkiego to do niczego". Pozdrawiam i jadę wytłumaczyć, że mój syn to fajny
                facet a nie maszyna do robienia średniej.
                • Gość: obserwator Re: ratyzbona,verdana- brawo! IP: 195.242.90.* 10.02.09, 18:48
                  Biorąc pod uwagę dotychczasowe średnie punktów uzyskanych przez
                  uczniów podczas egzaminów gimnazjalnych zaobserwawałem, iż jednym z
                  najlepiej kształcących w tym kierunku są gimnazja katolickie oraz
                  społeczne - prywatne.
                  W tych gimnazjach to właśnie wynik z gezaminu jest priorytetem,
                  zasłaniającym wszelkie podstawy programowe, których i tak tu nie
                  kontroluje. Zresztą tak jak i podczas egzaminu występuje brak
                  kontroli podczas samodzielnego pisania prac egzaminacyjnych.
                  Wiem co piszę. Znam ten problem "od podszewki", od której już dawno
                  NIKT nie zaglądał. Nawet panna nikt. Wystarcz modlitwa o dobry wynik
                  z egzaminu gimnazjalnego, a jakoś to będzie. Bo inaczej być nie
                  może !
                  Czy to stała zasada ?
                  • ratyzbona Re: ratyzbona,verdana- brawo! 10.02.09, 22:24
                    Istnieć też może inna zależność - choć mniej spiskowa. Zamożni rodzice których
                    stać na korepetycje i dodatkowe lekcje posłyją swoje dzieci do szkół prywatnych.
                    Młodzież taka na wstępie wyselekcjonowana lepiej wypada na egzaminach. Mniej
                    spiskowo bardziej logicznie
                    • claratrueba o niepublicznych niespiskowo zupełnie 11.02.09, 07:29
                      Obserwator sugeruje jakieś szacher-macher na egzaminach w szkołach
                      niepublicznych. Nie mam wiedzy na ten temat, ale intryguje mnie jedno: skoro ten
                      dobry wynik jest nierzetelny to dlaczego absolwenci tych szkół dostawszy się do
                      liceów o najwyższym poziomie świetnie sobie w nich radzą? Skoro ich
                      przygotowanie z gimnazjum było, jak sugerujesz, gorsze niż w państwowym lub
                      podobne dlaczego oni wyraźnie wyróżniają się in plus wśród licealistów?

                      Zamożni rodzice których
                      > stać na korepetycje i dodatkowe lekcje posyłają swoje dzieci do szkół prywatnych
                      To mit lub niewłaściwa buchalteria domowa. W gimnazjach płatnych a dobrych jest
                      nie więcej dzieci z zamożnych domów niż w państwowych. Dużo jest zamożnych w
                      szkołach słabych niepublicznych- tu jest "płacę, żeby miał świadectwo" a nie
                      "płacę i wymagam". W świetnym gimnazjum mojego syna (w 5% najlepiej zdanych
                      egzaminów) stan zamożności rodziców jest taki jak w przeciętnej szkole (są i
                      tacy bez samochodu). Co jest "nieprzeciętne"- 1. rubryka "wykształcenie matki,
                      ojca" wyższe prawie od góry do dołu. 2. rubryka "zawód matki, ojca"- zawody
                      prawie wyłącznie inteligenckie wcale niekoniecznie dobrze płatne (pielęgniarka,
                      pedagog szkolny, nauczyciel, urzędnik państwowy- raczej do takich nie należą) 3.
                      frekwencja na zebraniach- przy 20 uczniów w klasie, na zebraniach jest... ok. 24
                      rodziców lub dziadków. Rekord- 32.
                      Co do "stać na korepetycje, dodatkowe lekcje" stać, ale nie są potrzebne poza
                      wyjątkowymi sytuacjami typu długa nieobecność w szkole, okazjonalne trudności.
                      Wynika to z "lepszego dopilnowania" również przez szkołę (natychmiast jest
                      wzywany rodzic jeśli dziecko "opuściło się w nauce" co może oznaczać trójki
                      zamiast czwórek, a nie tylko pały, a nawet czwórki zamiast piątek), z
                      "nieprzepadania lekcji" dziwnym trafem zawsze jest zastępstwo lub lekcja innego
                      przedmiotu, większego zaangażowania nauczyciela- nie radzący sobie zostaje
                      zwolniony i ląduje w szkole państwowej- "welcome to the jungle". Podobnie,
                      często nieobecny nawet z powodów losowych. Od dawna korepetycje nie sa jedynie
                      pomocą "odstającym" uczniom lub wybitnie uzdolnionym, a zastępowaniem pracy
                      nauczyciela-olewusa. I ich koszt jest zwykle wyższy niż czesne. To często
                      pojawiający sie wątek w naszych rodzicielskich rozmowach "korepetycje wyniosły
                      by więcej i niełatwo dobrego korepetytora znaleźć w naszym mieście". I kwestia
                      czasu oczywiście- szkoła, korepetycje, a kiedy hobby, książka, koledzy- normalne
                      życie? Natomiast ratyzbona ma racje co do "wyselekcjonowania"- to jest lepsza
                      młodzież- wyższa średnia, wynik z egzaminu po szk. podst.(przyjmą tylko
                      okresloną liczbę na zasadzie konkursu) , sprawowania (poniżej "dobre" nie
                      przyjmujemy). Ale te kryteria sa jasne i znane kandydatom. Chcą lepszej szkoły,
                      muszą sie bardziej niz inni postarać. Tak przeciez jest wszędzie- liceum,
                      studia, praca.
                • klemens.strozynski Re: ratyzbona,verdana- brawo! 11.02.09, 09:50
                  claratrueba napisała:

                  > Pozdrawiam i jadę wytłumaczyć, że mój syn to fajny
                  facet a nie maszyna do robienia średniej.

                  Wiedza to zupełnie coś innego niż stopnie, średnia, punkty. To niedobrze, ze od
                  punktów na egzaminie zależy dostanie się do szkoły. Ale pewnych rzeczy nie
                  zmienimy...
                  Druga rzecz - egzamin nie sprawdza wielu ważnych umiejętności ucznia. ALe to
                  egzamin jest etykietką "mądrości" - i tego też tak łatwo nie zmienimy (chociać
                  chyba trzeba próbować).
                  Pozdrawiam
              • klemens.strozynski Re: Na pewno nie sprawdza się karanie 11.02.09, 09:45
                ratyzbona napisała:

                > Oczywiście do egzaminów należy się uczyć ale jeśli włożycie w to za dużo
                energii to wyniki na egzaminie będą może i bardzo dobre ale pierwszy rok liceum
                - cóż
                > nie można się uczyć bez przerwy całe życie.

                Oczywiście, każda przesada rodzi rezultaty odmienne od oczekiwanych - tyle że
                nadmierne "kucie" przed egzaminem to raczej rzadkość, prawda?
                Pozdrawiam
                • verdana Re: Na pewno nie sprawdza się karanie 11.02.09, 17:49
                  Rzadkość?
                  Absolutnie nie rzadkość - w trzeciej klasie dzieci sa tak straszone
                  przez rodzicow , nauczycieli i ekspertów - że te, ktore sa ambitne,
                  lub ktorych rodzice sa ambitni, ucza się niemal bez przerwy. Sama
                  widze tłumy w soboty na kursach, dzieci maja korepetycje do późnego
                  wieczora (kolezanka dawała korepetycje gimnazjalistce o 10
                  wieczorem), znam matke, ktora w klasie trzeciej pozwoliła wyjść do
                  kina synowi po raz pierwszy w marcu, sporo znajomych dzieci mialo
                  zapowiedziane surowe kary za wszelkie wpadki (pozbawienie wakacji,
                  odeslanie do internatu). A do tego dochodzi normalna nauka...
                  To zaczyna być horror. Mlodziez się buntuje - i slusznie, mlodzież
                  próbuje się uczyć, ale nie może, bo w takim napięciu malo co wchodzi
                  do głowy. Po roku nerwów, jak słusznie napisała Ratyzbona, w liceum
                  nastepuje krach - bo szczytowej formy nie da się utrzymać cztery
                  lata, do matury.
                  Oczywiscie, część mlodziezy się nie uczy, tylko raczej jej rodzice
                  tu nie pisują. Ci, ktorzy tu pisza powinni raczej zażyć cos na
                  uspokojenie i zrozumieć, ze od egzaminu gimnazjalnego tak naprawdę
                  zalezy niewiele, a nie całe zycie.
                  • klemens.strozynski Polaryzacja 11.02.09, 21:50
                    verdana napisała:

                    > Oczywiscie, część mlodziezy się nie uczy, tylko raczej jej
                    rodzice tu nie pisują. Ci, ktorzy tu pisza powinni raczej zażyć
                    cos na uspokojenie i zrozumieć, ze od egzaminu gimnazjalnego tak
                    naprawdę zalezy niewiele, a nie całe zycie.
                    >
                    Tak to jest we współczensym świecie, że bogaci stają sie jeszcze
                    bogatsi, a biedniejsi coraz biedniejsi. Analogicznie w szkole,
                    porównując z dawnymi czasy - jedni są coraz lepsi (ci dobrzy),
                    inni, słabi, coraz słabsi.
                    Krzyczy się o wyrównywaniu szans - ale konkurencyjność
                    rzeczywistości nie sprzyja wyrównywaniu szans. Dokladniej, może i
                    szanse się wyrównują, ale ci, dla których te szanse się tworzy, nie
                    bardzo z nich korzystają. Widać rzeczywiście, że na tym forum są w
                    większości ludzie, których dzieci sobie dobrze radzą. Ich obecność
                    nie jest jednak bez sensu - przecież możemy także rozmawiać o tym,
                    jak dzieci chwalić za to, że są chętne,mądre, pilne, dobrze
                    zorganizowane... Najlepiej w specjalnym wątku na forum.
                    Pozdrawiam
                    • ratyzbona Uczenie się 12.02.09, 13:07
                      Problem z atmosferą wokół testów wcale nie leży w nauce ale w presji jaką
                      wywiera się na młodzież. Nigdy w swoim życiu nie bałam się żadnego egzaminu tak
                      jak gimnazjalnego a za mną już i nowa matura i nie jeden egzamin na studiach.
                      Problem polega na tym że nawet ci młodzi ludzi którzy się nie uczą boją się
                      egzaminu. Świadomość że nie da się opanować programu 14 przedmiotów paraliżuje
                      zarówno tych siedzących po nocach nad książkami jak i tych którzy się obijają.
                      Niestety najczęściej okazuje się że w wynikach między nimi nie ma żadnej
                      różnicy. Moi nauczyciele podobnie jak pan ekspert zapewniali nas że od tego jak
                      zdamy egzamin zależy całe nasze życie. Ja akurat wiem kto najlepiej zdał egzamin
                      w mojej szkole gdyż był to mój najlepszy przyjaciel- zdał świetnie poszedł do
                      świetnego liceum a potem na studia - oboje wybraliśmy te same kierunki tylko że
                      ja skończę oba a on jeden bo w między czasie się poddał. Druga dziewczyna w
                      szkole nie zdała matury - gdzieś koło trzeciej klasy liceum skończył jej się
                      impet do nauki.
                      • klemens.strozynski Uczenie się - ale i wola, charakter 12.02.09, 18:13
                        ratyzbona napisała:

                        > Ja akurat wiem kto najlepiej zdał egzamin w mojej szkole gdyż
                        był to mój najlepszy przyjaciel- zdał świetnie poszedł do
                        > świetnego liceum a potem na studia - oboje wybraliśmy te same
                        kierunki tylko że ja skończę oba a on jeden bo w między czasie się
                        poddał. >

                        Egzamin daje możność wyboru szkoły - i tylko to. Jako stary belfer
                        wiem, że często uczniowie marnie uczący się w gimnazjum i szkole
                        średniej potem mieli świetne wyniki na studiach. Po prostu z
                        opóźnieniem zaczęli wykorzystywać swoje możliwości.
                        A z kolei ci z dobrymi stopniami, którzy dla tych stopni
                        musieli "dawać z siebie wszystko", na studiach miewają kłopoty.

                        Tak naprawdę w dłuższym wymiarze czasowym decyduje charakter,
                        zdolności są na drugim miejscu. Jednak optymalnie jest
                        wykorzystywac w pełni swoje możliwości i zdolności od początku, ale
                        potem się nie poddawać.
                        Ratyzbono, gratuluję Ci sukcesu na studiach. Myślę, że jeszcze
                        wiele dokonasz, bo masz refleksyjne podejście do życia i jakąś
                        wewnętrzna aktywność (to da się wyczuć "między wierszami" Twoich
                        postów).
                        • pluskotka Re: Uczenie się - ale i wola, charakter 17.02.09, 15:26
                          Tak czytam Państwa wypowiedzi i troszkę się dziwię. Sama egzamin gimnazjalny
                          pisałam cztery lata temu i podchodziłam do tego zupełnie inaczej. Od razu mówię,
                          że byłam w zwykłym osiedlowym gimnazjum. Testów na dobrą sprawę nie
                          rozwiązywałam żadnych, uczyłam się jak zazwyczaj przed kartkówkami i
                          sprawdzianami. Ze swojej strony nie dokładałam jakichś specjalnych starań, żeby
                          swoją wiedzę nie tyle pogłębiać co przypieczętowywać jakimiś drukowanymi na tę
                          okazję testami. Może wynikało to ze świadomości, że i tak pójdę do "najlepszego
                          liceum", jeśli takie w ogóle istnieje w 65tys. mieście powiatowym.
                          Jeśli chodzi o rodziców i motywowanie...moja mama należy do tych, którzy
                          pomagają przy odrabianiu lekcji. I potrafią, choć "tylko" z wykształceniem
                          średnim. Dla mnie najlepszą motywacją jest miły gest, żadne puste słowa w stylu
                          "jestem z ciebie dumna bo jesteś taka i siaka". Muszę się przyznać, że długi
                          czas sukcesy cieszyły mnie dlatego, że sprawiałam radość mamie. Choć ona wcale
                          tego nie wymagała, to było tylko moje odczucie.
                          Ja także kocham czytać, ale od komputera też nie stroniłam. Nie wyobrażam sobie
                          trzeciej klasy gimnazjum, podczas której całymi dniami przesiaduję nad
                          podręcznikami i owymi testami. To dla mnie sztuczne, przygotowywanie się do
                          wypełnienia schematu. Ale schematyczna jest też matura, czego doświadczyłam rok
                          temu. I znów bez żadnego wstydu muszę dodać, że moje przygotowania były podobne.
                          Nie żebym się chwaliła swoim lenistwem albo przesadną wiarą w siebie. Uważam
                          tylko, że stres wokół kartki papieru jest niepotrzebny.
                          Teraz jestem szczęśliwą studentką, z pierwszą zaliczoną sesją w zerowych
                          terminach. I nadal nie preferuję zakuwania.
                          A i jeszcze jedno. Moje olanie testu skończyło się na 80 procentach. Co zapewne
                          jest dla Państwa wynikiem tragicznym. :)
                          • ratyzbona Re: Uczenie się - ale i wola, charakter 17.02.09, 19:35
                            Moim zdaniem to podejście to dowód zdrowego rozsądku , pamiętaj jednak że takie
                            podejście mają ci którzy testy piszą - to rodzice dostają kręćka.
                            • pluskotka Re: Uczenie się - ale i wola, charakter 18.02.09, 19:06
                              Mam brata w drugiej klasie gimnazjum i wiem, że z nim będzie ciut inaczej. On
                              bardzo nerwowo podchodzi do nauki, uczy się z lekcji na lekcję i denerwuje się
                              strasznie gdy coś mu nie wychodzi. Nie trzeba go nawet do niej zaganiać. Uczy
                              się systematycznie, więc znając go powtórzy przed testem tylko jakieś podstawowe
                              zagadnienia, nie omieszkując trochę pohisteryzować. :) Dużo też zależy od wyboru
                              potencjalnych szkół średnich. W mieście gdzie jest sześć liceów i cztery zespoły
                              szkół, nie bardzo trzeba się starać aby się gdzieś dostać. :)
    • Gość: Gucio :) Re: Witam i zachęcam do zgłaszania problemów IP: 62.108.186.* 24.02.09, 16:33
      Drodzy państwo...
      Jestem aktualnie uczniem 3 klasy gimnazjum, test już niebawem... To, że
      możliwości mam - wiem. Kiedyś za motywację posłużyło mi zauroczenie ( dziewczyna
      intelektualistka, która nie chciała za bardzo się wiązać ze średniakiem ).
      Miałem wtedy bardzo dobre wyniki w szkole, uczeń wzór, jak mawiali nauczyciele (
      dodam, iż roku wcześniej " trochę " błaznowałem, nauczyciele wtedy nazywali mnie
      głupim smarkaczem :) ).
      Ale przejdźmy do sedna. Zauważmy, że dobre licea przyjmują od 140-150 punktów,
      dość trudno uzbierać je z samych ocen i testów ( nie mówię tu o uczniach
      piątkowo-szóstkowych ). Tak więc b. często zdarza się, iż niezbyt inteligentny (
      nie muszą tego potwierdzać oceny, dobrze, jak sądzę, to wiecie ) dostaje się do
      super liceum, ponieważ łaził po jakieś dodatkowe punkty, brał się za
      wazeliniarstwo i takie tam... W każdym razie trzeba biegać bez sensu, załatwiać
      jakieś dodatkowe punkciki żeby było ok...
      A uczeń powiedzmy średni ( 2,3,4 ), nawet jeśli jest inteligentny nie zdobędzie
      tylu punktów.
      Uważam ten system za nieprawidłowy, sądzę, iż do liceum powinny się liczyć TYLKO
      testy, bo TYLKO one uwidaczniają wiedzę ucznia. Oceny? Nauczyciele nie raz mają
      swoich pupilków, ulubieńców ( nazywajcie jak chcecie ) i te osoby mają dużo
      łatwiej...
      Ja, powiedzmy sobie szczerze nie mam za dobrych ocen ( głównie lenistwo... brak
      motywacji... ) zachowania też nie ( tego niestety nie rozumiem, nigdy nie
      dyskutuję z nauczycielami, nie biłem się, nie psocę itp. ) na dodatkowe punkty
      nie mam co liczyć. Nie mam pojęcia gdzie się dostane... Najbardziej chciałbym
      się załapać do jakiegokolwiek LO, bo jak wiadomo, one do matury przygotowują
      najlepiej, ale nie wiem czy uda mi się uzyskać 110 punktów +.
      • klemens.strozynski Sam egzamin nie pokazuje wszystkiego 24.02.09, 18:22
        Gość portalu: Gucio :) napisał(a):

        Uważam ten system za nieprawidłowy, sądzę, iż do liceum powinny się
        liczyć TYLKO testy, bo TYLKO one uwidaczniają wiedzę ucznia.

        Ale w liceum ważne są nie tylko wiadomości ucznia, ale także perwne
        cechy charakteru, jak wytrwałość, systematyczność, o których bardzo
        słusznie wspominasz. Pośrednia informacja o tych cechach ukryta
        jest w stopniach szkolnych.
        Ty sobie pewnie poradzisz, jeżeli będziesz chciał - widać po
        dotychczasowych doświadczeniach. A idealnego systemu naboru nie ma -
        zawsze jednym uczniom bardziej "pasuje", innym mniej.
        Pozdrawiam i życzę dostania się do liceum, a potem trwałego
        zakochania w intelektualistce ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka