Dodaj do ulubionych

Mam pierwszego doła :(

23.07.10, 09:54
A raczej wqrwa totalnego. Nie na dietę nawet, bo co mi ona winna, tylko na
siebie.

Noż... jakim trzeba być baranem, ja się pytam. Człowiek całe życie mysli, że
jest stosunkowo ogarnięty, że my zbyt wiele klepek nie brakuje, a tu przy byle
okazji wychodzi z niego kompletny osioł, no jak słowo daję.

Otóż wzięłam się wczoraj za zrobienie pieczeni wołowej. Ze dwa dni śliniłam
się na jej myśl i załatwiałam sobie 2 kilo pieczeni ze wsi, bo odkąd tam
kupuję, to na nasze wołowe w sklepach jakoś gorzej mi się patrzy. Załatwiłam,
zapłaciłam, przywiozłam zdobyczne. Piekny kawał! Obmyślałam jakby to to
zamarynować po Dukanowsku, bez grama tłuszczu i z minimum soli. Nazrywałam
majeranku, sranku, oczywiście wieczorem, więc komary mnie pożarły żywem,
posiekałam to wszsytko zapakowałam w foremkę, w woreczek, nastawiłam piekarnik
i dobra. Ale żeby piekarnika nie puszczać na 1,5 godziny półpustego (krakowski
centuś ;)) stwierdziłam, że zrobię trzecie podejście do chlebka Klary.
Pierwsze jak mi wyszło - już pisałam. Drugie - myślałam, że lepiej i uhahana
obserwowałam jak góra chlebka się rumieni i pieknie odstaje od formy. Nawet
się pochwalilam! A potem jak po 1,5 godzinie szłam wyciągnąć chlebek, to się
okazało, że włączyłam w piekarniku tylko górną grzałkę. A że chlebek leżął na
najniższej półce, to jego dół niestety po upieczeniu przypominał pasztet.

No to myślę sobie - robimy podejście nr trzy, przy okazji. Chleb zrobiłam,
wsadziłam razem z pieczenią. Sprawdziłam czy idą dwie grzałki. Idą. Spojrzałam
na zegarek. Północ. Pięknie - myślę sobie - trzeba teraz poczekać do wpół do
drugiej. Zaświatała mi myśl, czy by się nie położyć i nie nastawić budzika,
ale szybciutko ją odrzuciłam, bo mnie obudzić jak już śpię, to można tylko
gumowym młotkiem, napierdzielając z pięć minut, a że zmęczona byłam, to tym
bardziej.

Siadłam więc przed komputerem nadrabiać dalej zaległości pracowe. Muszę
wszsytko nadgonić przed urlopem, więc sypiam ostatnio raczej symbolicznie i to
się niestety skumulowało, więc wczoraj o północy już (choć zazwyczaj nie
chodzę spać przed trzecią-czwartą) oczy mi się kleiły totalnie. Ale siedziałam
twardo, parę razy podeszłam zobaczyć co z chlebkiem - mniamku, rumiany.
Pieczeń się bulgocze we własnym sosie, wszsytko super. Wróciłam, patrzę na
zegarek - jeszcze kwadransik, wyłączę piekarnik i niech to sobie stygnie i
dochodzi w ciepełku.

Noooo... i poczekalam kwadransik, a potem poszłam spać. BEZPOŚREDNIO.
Niestety moim jedynym dwóm komórkom móżgowym nie udało się zderzyć w porę i
nie zakapowałam, że pasuje najpierw wyłączyć ten cholerny piekarnik. Spałam
fatalnie, parę razy się budziłam, ale za żadnym sobie nie przypomniałam o czym
trzeba. Ba! Wstałam nawet w nocy i z obłędem w oczach szukałam Fenistilu, bo
mi tak napuchły palce i kostki po tych nieszczęśnych komarach, że się spać nie
dało. I drzemałam tak jakoś niespokojnie do 4.30, kiedy to z drugiego,
najodleglejszego końca domu doszedł do mnie orzeźwiający zapach spalenizny.

Powiem Wam, że myślałam, że się uduszę sama własnymi rękami. No jak słowo
dają. Tu już pal licho zmarnowany chlebek Klary, srał pies piękną pieczeń jako
taką, piekarnik do mycia (czego nie znoszę najbardziej na świecie). Staram się
tez nie myśleć o tym jaki zarąbisty rachuneczek za prąd mi ostatecznie przyjdzie.

Ale kurdę... Dwa dni o tej pieczeni myślałam i ślina mi strumieniami ciekła, a
teraz przez swoją głupotę zaś muszę iść po jakiegoś jeba*** kurczaka. Nie
żebym miała coś przeciwko kurczakom, nie mogę mieć, bo będę je jeszcze z pewną
intensywnością żarła przez dobre trzy kwartały zapewne, ale rany... Nastawił
się człowiek na coś innego wreszcie, narobił przy tym jak dziki, nacieszył z
góry jak łysy na wspomnienie grzebienia i gówno z tego. Za przeproszeniem.

Że już nie wspomnę o dwóch kolejnych blaszkach, które są do wypierdzielenia,
bo odczyścić to mi się ich na pewno nie uda... Dukan dziesiątkuje moją
"zastawę" do pieczenia ;)

Ech, idę chyba ponapierdzielać łbem o trzepak, jak słowo daję, może mi to
ciśnienie obniży... Myślałam, że to nastąpi, jak tu dokonam publicznie
samobiczowania, ale jednak mi to nie pomogło ;)
Obserwuj wątek
    • aga_piet Re: Mam pierwszego doła :( 23.07.10, 09:59
      Łączę się z Tobą w bólu.
      A ta pieczeń to tak nic a nic? Nawet do żucia się nie nadawała? W
      rękawie była przecie, nic a nic?
      • marisella Re: Mam pierwszego doła :( 24.07.10, 01:02
        aga_piet napisała:

        > A ta pieczeń to tak nic a nic? Nawet do żucia się nie nadawała? W
        > rękawie była przecie, nic a nic?

        Haha... No obawiam się, że pieczeń odeszła do krainy Wiecznych Łowów, czy gdzie
        to tam pieczenie chodzą ;) Śmierć jej była tragiczna i nieodwracalna, a żucie
        nie wchodziło w grę, bo dwukilowy kawałek to raczej ciężko, a pokroić na
        mniejsze to dałoby się może, ale wyłącznie piłą łańcuchową. I to o porządnej
        mocy, a nie jakimś chucherkiem ;)

        Ew. możnaby ją w jakimś solidnym młynie przemielić na przyprawę o aromacie
        kładzionego asfaltu, względnie zjaraną cebulkę zapasteryzować i używać jako sosu
        o smaku i konsystencji nagrzanej smoły ;)

        A woreczek? Po tylu godzinach w piekarniku nieszczególnie przypominał woreczek,
        w rzeczy samej ;) No cóż, przynajmniej już nie muszę się zastanawiać, bo się z
        takim celofanikiem dzieje przy dłuższym grzaniu :D To już wiem :D

        Dzieci, nie róbcie tego w domu!
    • patuchaklucha Re: Mam pierwszego doła :( 23.07.10, 10:01
      :D poplułam właśnie monitor :D. Dzięki Ci marisella, bo mi się teraz z uśmiechem
      na twarzy do roboty wychodzi.
      • redlimonka Re: Mam pierwszego doła :( 23.07.10, 10:18
        Szczerze wspołczuje
        naprawde . sama jestem wqrwiona że Ci się coś takiego przydarzyło.przeklinam za
        ciebie .....
        • marisella Re: Mam pierwszego doła :( 24.07.10, 01:06
          redlimonka napisała:

          > sama jestem wqrwiona że Ci się coś takiego przydarzyło.przeklinam
          > za ciebie .....

          No dobra, odwołuję moje słowa sprzed chwili. Głęboka empatia Redlimonki mnie
          powaliła na kolana :D
      • marisella Re: Mam pierwszego doła :( 24.07.10, 01:04
        patuchaklucha napisała:

        > :D poplułam właśnie monitor :D. Dzięki Ci marisella, bo mi się teraz z uśmieche
        > m
        > na twarzy do roboty wychodzi.

        No masz! Ja tu tragedię przeżywam, głową o ścianę walę, wsłuchuję się w swoje
        kołatające (?) serce z niepokojem, z pięć razy zawału dostałam i raz zadyszki, a
        ona ucieszona do pracy wychodzi! Co za znieczulica na tym forum!
        ;) ;) ;)
    • mama-ola Re: Mam pierwszego doła :( 23.07.10, 10:16
      Powinnaś pamiętniki pisać i z każdą setką stroniczek do Znaku albo
      innego WAB-u zasuwać. Styl masz fantastyczny.
      Najbardziej współczuję szorowania piekarnika, bo co się da wyrzucić,
      to wyrzuć i zapomnij...
      Ze względów przez Ciebie opisanych, ja nie nastawiam budzika,
      lecz minutnik w komórce, bo ma fantastyczną opcję: można tam
      wpisać krótki tekst. Więc jest tak, że komórka mi brzęczy, a na
      wyświetlaczu czytam np.: Ciasto!
      Pozdrawiam :)
      • marisella Re: Mam pierwszego doła :( 24.07.10, 01:15
        Nie żartuj. Ja za każdym razem jak zaczynałam pisać pamiętnik, to kończyłam po
        pierwszej kartce ;) A poza tym pisanie pamiętnika to nuda, tak samemu do siebie
        ;) Czasem się ma ochotę podagać do kogoś mądrego, a nie wiecznie z imbecylem, we
        własnym towarzystwie ;)

        A budzik? Wiesz... Mnie nawet komórka nie musi wołać co to ja miałam zrobić, bo
        ja jak już sobie zawiążę supełek na trąbie, to pamiętam zazwyczaj po co ;) No
        ale przyszloby Ci do głowy, że w piętnaście minut zapomnisz o czymś, o czym dwa
        dni zapomnieć nie mogłaś? :) Własnie... ja też się tego nie spodziewałam po
        sobie ;) Supełek znaczy się był, ale niestety podpięte do niego były dwie
        czynności i jedna umknęła. Następnym razem muszę pamiętać, żeby wiązać nie tak
        oszczędnie ;)

        A następny raz chyba jutro, bo moja historia i rozpacz w oczach poruszyła serca
        rzeźnicze i dziś w mojej lodówce wylądował jeszcze piekniejszy, dwukilowy kawał
        pieczeni :D :D :D Nawet przeszło mi przez myśl, żeby ją zrobić teraz na rano
        <rotfl>
        Ale SZYBCIUTKO to sobie gumowym młotkiem ze łba wybiłam :D

        Jutro odczyszczę ten cholerny piekarnik i się zemszczę ;) Ale jak wsadzę tę
        pieczeń, to słowo daję, że z kuchni nawet na siku nie wyjdę i oka z niej nie
        spuszczę ;)
    • aga_piet Czyszczenie piekarnika 23.07.10, 10:59
      Do czyszczenia zasyfionego piekarnika polecam masę utworzoną z sody
      oczyszczonej i octu. Jeśli pozostaną jakieś oporne babole - dodaj do
      tego soli kuchennej (najlepiej grubej) - powinno mocno odpuścić.
      • donnaanna Re: Czyszczenie piekarnika 23.07.10, 11:10
        aha, ten system z octem i soda jest super, jesli ci to humor
        poprawi.
        a co do pieczeni to chyba mnie tez by h*j strzelil!
        • marisella Re: Czyszczenie piekarnika 24.07.10, 01:19
          donnaanna napisała:

          > aha, ten system z octem i soda jest super, jesli ci to humor
          > poprawi.

          Haha, tak, od razu mi się lepiej zrobiło na myśl o tym, żejak coś wk kuchni
          dokumentnie spierdzielę, to przynajmniej będzie to jak łatwo doczyścić ;) ;) ;)

          donnaanna napisała:

          > a co do pieczeni to chyba mnie tez by h*j strzelil!

          W dwóch słowach wyraziłaś mój stan ducha po tysiąckroć lepiej, niż ja zrobiłabym
          to w dowolnie długim monologu ;))))
      • izawit1 Fantastycznie 23.07.10, 11:19
        sie to czyta, naprawde! Ja z innej diety, ale uzaleznilam sie od
        podczytywania tego forum.

        W ostatniej piosence 30 second to Mars jakis ich fan mowi cos
        takiego: ze nie ma co zalowac tego co sie stalo, bo na koncu czyni
        nas to kim jestesmy, a ty jestes swietna w pisaniu! Masz talent, a
        ja nie lubie czytac, a od twoich slow nie moglam oderwac wzroku.

        Tylko tytul nie pasuje :-) bo ja tez mam w zwyczaju nie zalamywac
        sie tylko wqrwiac, a to chyba jedno drugie wyklucza, a moze nie.

        Tekst swietny! A pieczen i chlebek tez bedzie za ktoryms razem jak
        piekarnik doprowadzisz co porzadku i nabierzesz znowu dzikiej
        ochoty:-)

        Tez mam zwyczaj pracowac po nocach i to nie w domu i wiem ze wtedy
        organizm plata rozne dziwne figle, czlowiek moze stac sie NIE soba,
        hihihi

        Powodzenia przy kolejnych probach :-)
        • marisella Re: Fantastycznie 24.07.10, 01:30
          izawit1 napisała:
          > Tez mam zwyczaj pracowac po nocach i to nie w domu i wiem ze wtedy
          > organizm plata rozne dziwne figle

          Ja tam w nocy uwielbiam pracować i moja praca jest wedy najbardziej efektywna :)
          Niemąż spi, psy nie szczekają, koty się nie piorą, nie puka non stop listnosz,
          pan z gazowni, z elektrowni, zagubiony przechodzień, pani sprzedająca krzyżówki,
          wujek z domu obok, szukający swojej piły, teść, który przyszedł tylko po coś
          tam. Sąsiad nie napierdziela niczym w warsztacie, nie wali mi po uszach syk
          kompresowa, kierowcy nie urządzają zlotu ciężarówek i nie naparzają po
          klaksonach. Nie dzwoni Pani oferująca mi kredyt ani inna, przekonująca o
          konieczności posiadania kołdry z wełny merynosa i majtek w rozmiarze
          uniwersalnym. Nikomu nie muszę gotować obiadu, wymieniać wody w misce, nakładać
          karmy, wciskać tabletek, wlewać do paszczy syropu. Jest cicho, wspaniale, a ja
          mam ŚWIĘTY, niczym niezmącony spokój :D

          Noce są cudne, pod warunkiem, że mozna je odespać w dzień rano lub popołudniu ;)
          Bo jak nie można, to przyznam, że ja już się zestarzałam i jednak więcej niż 3
          doby bez snu to nie pohulam choćbym spuchła :)
    • magdziorek84 Re: Mam pierwszego doła :( 23.07.10, 11:13
      Przepraszam Cię, ale uśmiałam się jak nigdy:P Świetny styl:)
      A pieczeni oczywiście współćzuję:)
    • sloneczkoasia Marisella! 23.07.10, 11:33
      Jak już dziewczyny wspomniały: świetnie się Ciebie czyta :)
      Rogala mam na ustach do tej pory :)

      Pieczeni żal i chlebka też :( Skończ robotę. Idź na zasłużony urlop
      i jak już odpoczniesz (nie zarywajac nocy) zabierz sie znowu za
      pieczenie :) powodzenia!
      • lilka208 Re: Marisella! 23.07.10, 11:49
        fakt fakt fakt
        czyta sie świetnie, ale mam nadzieje ze to ostatni twój dół.
        nastepnym razem juz upieczesz pyszna pieczeń pwzodzenia
    • marisella Starcie drugie ;) 25.07.10, 03:34
      No dobra. Nikt mi nie wmówi, że Polak się na błędach uczy ;) Przecież nie
      byłabym sobą, gdybym się nie zabrała za uskutecznianie powtórki z rozrywki po
      raz kolejny w środku nocy :D

      Tym razem jednak, o wiele przytomniejsza, odniosłam zwycięstwo. Victoria! Nasi
      górą!

      To znaczy jeszcze się nie cieszę, tak do końca, bo i chlebek, i pieczeń leżakują
      sobie w WYŁĄCZONYM (hłe hłe hłe) piekarniku i dochodzą :D

      Chlebek wygląda na lekko przyjarany i wyrósł jak dziki, ale przynajmniej jest
      cień szansy, że w śordku będzie puchaty ;) A mięsko? No... mięsko to już osobna
      historia. Dwukilowy kawał leżakował sobie w lodówce, ale dziś mój Niemąż
      zapytał, czy może sobie odkroić z niego plaster do zgrillowania. Głupie pytanie,
      co mam chłopu zabronić jeść? Potem chciał odkroić drugi, więc też się oczywiście
      zgodziłam. Ostatecznie stwierdziłam, że jak zostanie te kilo pięćdziesiąt na
      pieczeń to starczy aż zanadto :)

      Taaaaaakkk... Nie przyszło mi tylko do głowy, że chłop wytnie sobie dwa plastry
      ze środka pięknego, dwukilowego, niemal kwadratowego kawałka :D A jakby
      tego było mało, że wytnie je PO PRZEKĄTNEJ o_O
      :D

      W roli pieczeni wystepuje więc dziś jakiś trójkątny ochłap, co jednak nie
      umnijsza faktu, że nie zapomniałam wyłączyć piekarnika z nim w środku i że jutro
      go wszamam z chęcią, kontemplując jednocześnie jak słodka potafi być zemsta,
      nawet jeśli tylko na mięsie ;)
      • gandaja Re: Starcie drugie ;) 25.07.10, 07:58
        podziwiam :) za wytrwalosć w pieczeniu
        mnie juz by się nie chciało drugi raz piec a chłop jak to chłop ;)wyciął
        najwieksze kawalki :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka