Dodaj do ulubionych

ciagle jem...:(

10.06.03, 11:48
to jest chyba jakies nienormalne ale ja ciagle cos jem... i ciagle jestem
glodna:( najgorsze ze mam slaba wole i nawet jak sobie obiecam ze nie bede
kupowac zadnych slodyczy etc to i tak nie moge sie oprzec... czy jest na to
jakas rada? moze zaczac brac chrom? slyszalam ze to ogranicza apetyt. albo
moze jesc cos co nie powoduje tycia... przy okazji przydaloby sie zrzucic
zbedne kilogramy z pupy i talii... macie jakies pomysly? podzielcie sie
nimi:)PLIZ:)
krakow pozdrawia:)
Obserwuj wątek
    • splenda lila 10.06.03, 14:08
      rusz dupe z krzesla. Dieta nisko-weglowodanowa, dieta optymalna. Poczytaj sama
      chyba, ze wrodzone lenistwo ci nie pozwala na koncentracje. Kilka moich
      zlosliwych postow i jak nie dostaniesz choroby nerwowej to przestaniesz wpruwac
      krowki.
      • dzika_roza Re: lila 10.06.03, 14:28
        heh uwierz mi ze sie ruszam - jezdze na rowerze (malo:(, ale jednak), jezdze
        konno, nie jezdze winda, staram sie jak najwiecej chodzic. ale glownym
        problemem jest ten nadmierny apetyt...:(
        kr.pozdr.:)
        • diavolo666 Re: lila 11.06.03, 21:15
          z konia mozna spasc na pysk wiec nie radze. A wiec troche ruchu masz. A
          kolezanka o Diecie Optymalnej slyszala?
    • dragonetka-opatentowana Re: ciagle jem...:( 12.06.03, 00:36
      Jako bulimiczka nie powinnam sie moze udzielac, ale u mnie sie BARDZO
      POPRAWILO, wiec Ci napisze, co zrobilam, bo uwazam, ze zaslugujesz na cos
      wiecej, niz dziarskie maile PT moich poprzednikow. Kochasz slodycze - ok, to
      jedz je, ale malo. Codziennie 250 brzuszkow. Dobra muzyka i jedziesz;)
      Podziel sobie na 2 czesci, jesli nie masz sily na raz;) Kup sobie jakis nowy
      ciuch, zrob cos milego dla siebie, wychodz gdzies. Generalnie, im wiecej
      rzeczy Cie zajmuje, tym mniej sie przejmujesz zarciem. Trzymam kciuki,napisz,
      jak Ci idzie (ale tu, na forum, bo moja skrzynka jest kaputt;) Pozdrawiam!
    • madzikowa Re: ciagle jem...:( 26.09.03, 12:36
      Hej,
      nie jestes sama. Mam ten sam problem w pracy, kiedy siedze przed kompem to jem
      bez ustanku.(podobnie w samochodzie w korku) Na szczescie nie typowe slodycze,
      tylko owoce suszone (jestem nalogowcem :)) ). Jablka nie pomagaja na moj wilczy
      apetyt, a bylo by to duzo zdrowsze!

      Na szczescie w domu jakos udaje mi sie opanowac - zajmuje sie Malusiem, ide z
      nim na spacer. Na szczescie jeszcze nie tyje (bo sie ruszam, brzuszki cwicze i
      karmie piersia), ale oczywiscie mam stracha, ze w koncu ta dobra passa sie
      skonczy i znow bede wazyc 60 kg:(((

      Nie wiem, co robic!

      Magda
      • krystynaopty1 Re: ciagle jem...:( 27.09.03, 17:58
        madzikowa napisała:

        > Hej,
        > nie jestes sama. Mam ten sam problem w pracy, kiedy siedze przed kompem to
        jem
        >
        > bez ustanku.(podobnie w samochodzie w korku) Na szczescie nie typowe
        slodycze,
        > tylko owoce suszone (jestem nalogowcem :)) ). Jablka nie pomagaja na moj
        wilczy
        >
        > apetyt, a bylo by to duzo zdrowsze!
        >
        > Na szczescie w domu jakos udaje mi sie opanowac - zajmuje sie Malusiem, ide
        z
        > nim na spacer. Na szczescie jeszcze nie tyje (bo sie ruszam, brzuszki cwicze
        i
        > karmie piersia), ale oczywiscie mam stracha, ze w koncu ta dobra passa sie
        > skonczy i znow bede wazyc 60 kg:(((
        >
        > Nie wiem, co robic!

        Żarłoczność można opanować jedynie na diecie optymalnej. Jeśli "to nie dla
        Ciebie" - to ja Twoje zmagania z ustawicznym głodem - czarno widzę.

        Pozdrawiam
        Krystyna na DO ponad 5 lat (zawsze najedzona, je to co lubi i waży 53 kg)
    • denise Re: ciagle jem...:( 05.03.04, 10:52
      Niestety, to zupelnie normalne. Ja cierpie z tego powodu od ok. 15 lat.
      Pomiedzy 80 i 60 kg przy 172 cm wszystko juz przeszlam. Traktuje jedzenie jak
      panaceum przy stresie, nerwach, strachu itd. A poniewaz mam ciezkie zycie,
      zdarza mi sie to czesto. Zauwazylam, ze tylko w okresach bycia szczesliwa
      (wyprowadzenie sie od bylego meza, przeprowadzka do nowego mieszkania, poczucie
      wolnosci, towarzysko fajne lato ze sportem i basenem) w ogole nie istnial
      problem jedzenia. Kilogramy same z siebie znikaja. Dopiero kiedy sobie
      mysle: "Tak dlugo juz ci sie udalo, ciekawe ile to jeszcze potrwa", zaczyna sie
      czarne kolo znowu krecic.
      Profilaktycznie moge polecic ksiazki "Przeciw-dieta I i II) Susie Orbach, poza
      tym dobrego psychologa, ktory pomoze ci przeprogramowac podejscie do zycia i
      swiata. A to moze trwac dlugie lata.
      Powodzenia i wierz, ze bedzie lepiej!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka