Dodaj do ulubionych

Choroby mojego synka.

06.11.20, 00:21
Witam państwa. Muszę napisać w końcu na jakimś forum o dramacie który nas spotkał. Otóż , pierwszego września ubiegłego roku urodził nam się synek Tymoteusz. Moją narzeczoną jest 38 letnia kobieta. Cieszyliśmy się bardzo gdy dowiedzieliśmy się o ciąży. (Mieszkamy niestety w Niemczech) i tez tu urodził się Tymek a dokladnie w Görlitz(Sachsen) całą ciążę było wszystko super, były badania prenatalne itd. Ciąża na 10+. Nic nie wskazywało ze dziecko może być chore. Pod koniec 9 miesiąca ciąży, zaczęło się, 01.09.19 godz ok 22 wieczór z soboty na niedzielę. Odeszły wody i pojawiła się krew. Pojechaliśmy na porodówkę do kliniki w Görlitz (niestety). Na miejscu nas przyjęto, nie było żadnego lekarza tylko położne i nie przeprowadzo żadnych badań. Podpięli do brzuszka KTG , puls wysoki oddech niski. I tak pozostało na 1 godz. Powiedzieliśmy położnej ze Odeszły wody itd. Zbadała jedynie rozwarcie ręką (ręka była cała we krwi) az z niej Kapała. Polozna powiedziała że jest wszystko ok 8 ze jeszcze nie ma rozwarcia i ze to jeszcze nie czas. Aha nie napisałem ze to nasze pierwsze dziecko. Po upływie około godziny przyszła inna położna i powiedziała tak" dobry wieczór państwu, poród jeszcze się nie zaczął, nie ma pani rozwarcia ani buli, wiec dzisiaj jeszcze pani nie urodzi. Teraz pójdziecie państwo na górę na oddział , dam pani tabletki takie do spania żeby się pani lepiej spało bo musi pani do rana wypocząć żeby mieć siłę na poród, trzymała w ręku 2 tabletki i dała je mojej kobiecie, musi je pani teraz wziąć i popić wodą, gdy zapytałem po co jej te tabletki to powiedziała że to na lepszy sen. Wzięła je i popiła. 2szt. Poszliśmy na oddział. Ja zasnąłem. Nazecxona obudziła mnie ok. 5 rano, powiedziała że coś jest nie tak bo nie czuje żeby dziecko się ruszało czy co kolwiek, i że czuje lekki ból w dole brzucha, zeszliśmy na porodówkę a tam totalnie zero życia w śród położnych, nie było lekarza. Powiedzialy ze juz się nami zajmą, weszliśmy do pokoju porodowego. Położyli ją na łóżko, i co usłyszeliśmy ze to jeszcze nie czas, myśleliśmy ze zrobią cesarkę albo ze zaczną wywoływać poród, niestety tak nie było. Minęło jakieś 2 godziny w tym czasie była podlaczona do ktg. Polozna mówiła cały czas ze jeszcze nie pora ze jeszcze mały nie chce wyjść z brzuszka. Jakoś około 8 rano położna zaczęła podawać mojej narzeczonej środek do wywołania skurczy, biały proszek w malutkim pojemniczku. Miała brać tego po troszkę co 15 min. Tak też robiliśmy, bule się wzmagały około 9:15 zażyła ostatnią dawkę i zaczął się poród, trwało to 2 godz tymek przyszedł na świat o 11:08 . Cały siny nie oddychał i nie biło mu serce. Polozna położyła go jak szmacianą lalkę i tykała palcem i probowala go tak chyba ocknąć, ale mały nie reagował. Zapytałem dlaczego nie oddycha itd, to powiedziała że on Śpi. Szok, jak to Śpi zapytałem przecież nie oddycha, po ok 3 min, Tymek zacharczał i dopiero zabrali go do reanimacji trwało to dobre 20 min na moich oczach. Nigdy się tak nie bałem. Przywrócili oddech i akcję serca. Tylko ze musiał być pod tlenem bo nie mógł sam oddychać. Był strasznie wyczerpany, bez życia. Dopiero przyjechał lekarz ok 11:30. Przyszedł i powiedział że Dziecko jest niedotlenione i żeby ratować jego mozg i w ogóle całą resztę to ze musi go wprowadzić w stan hipotermii na 37 godz po to by nie doszło do zmian w mózgu. I tak zrobił. Po tym zmian w mózgu nie było . Ale pojawiły się delikatne drgawki typu 3 razy lekko drgnęła rączka albo nóżka to juz w czasie gdy był wybudzany z hipotermi. Lekarze stwierdzili ze dziecko będzie miało Epilepsję. Będzie miał to trochę dziwnie zabrzmiało a i jeszcze coś. W pierwszej dobie życia podano mu podwójna dawkę Phenobarbitalu o czym dowiedzieliśmy się później. Zaczęli podawać mu ten lek co dziennie, pierw raz dziennie po tygodniu 2 razy. Drgawki były co raz silniejsze. Przez pierwsze 3 tygodnie byl co dzień po kilka razy reanimowany, spędził na oiomie 1 miesiąc cały czas pod tlenem. Podawali mu Phenobarbital i kofeinę , lekarze stwierdzili ze Phenobarbital na epilepsję a kofeinę na rozwój płuc. W końcu trafiliśmy do Kliniki w Kraischa za 140 km od Görlitz. I tam się zaczął nasz horror. Zwiększanie dawek Phenobarbitalu i dołączenie innych leków. Malutki tylko spał praktycznie i cały czas miał ataki i co raz gorsze i dłuższe które wyglądały bardzo dziwne jakby to był jakiś wstrząs a wraz z tym dziwne zachowanie jakby coś go wykręcała. To było straszne . Dzisiaj już kończę tą część historii. Bo tu jeszcze jest sporo do opisania. Jutro opisze dalszą część tego co nas spotkalo.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka