robekk40
10.04.10, 20:50
Cytat z innego forum: "W sierpniu 2008 r., kilka dni po wybuchu walk w Gruzji,
prezydent Lech Kaczyński udał się do tego kraju z prezydentami Litwy i Estonii
oraz premierem Łotwy. Samolot poleciał przez Ukrainę do Azerbejdżanu, skąd
delegacja udała się do stolicy Gruzji w kolumnie samochodów.
Po międzylądowaniu w Symferopolu na Ukrainie, gdzie na pokład wsiadł prezydent
Ukrainy, Lech Kaczyński chciał, by samolot nie leciał do Gandżi w Azerbejdżanie,
lecz od razu do Tbilisi.
Pilot się nie zgodził.
Według ustaleń zwierzchnicy pilota najpierw wydali decyzję "natychmiastowego
przelotu do Tbilisi", ale później - ze względów bezpieczeństwa - zmienili zdanie.
Po wylądowaniu w Azerbejdżanie prezydent zapowiadał, że:
"po powrocie do kraju wprowadzimy porządek w tej sprawie", a podczas lotu
powiedział o dowódcy załogi, że "oficer powinien być mniej lękliwy".
Dzisiejsza katastrofa prawdopodobnie wynikła z nacisków na pilota, aby lądował w
Smoleńsku niezależnie od panujących trudnych warunków atmosferycznych.
Źródła wojskowe podają, że 15 min przed lądowaniem Prezydenta służby kontrolne
lotniska zabroniły lądować wojskowemu Ił-76 ze względu na złe warunki. On
odleciał gdzie indziej. Pilotowi prezydenta tez nie zalecali lądować. Ale
zabronić mu nie mogli.
Kontroler lotów z lotniska w Smoleńsku radził pilotowi samolotu prezydenta, by
ten ze względu na mgłę lądował w Mińsku.
Znając zachowanie Prezydenta podczas lotu do Tbilisi, nie byłbym zdziwiony
wydaniem polecenia pilotowi o lądowaniu w Smoleńsku, mimo ostrzeżeń kontroli
lotu."
Ode mnie: Prezydent nie może (nie powinien) wydawać kapitanowi poleceń. Ale
należy pamiętać, że na pokładzie samolotu był dowódca naszych Sił Powietrznych,
przełożony pilota. A wtedy wchodzą w grę rozkazy, bo nie był to samolot cywilny..