mg2005
02.06.11, 22:03
www.rp.pl/artykul/667854.html
Ale swoje "teorie helowe" mają także zaciekli przeciwnicy "obozu smoleńskiego". Niedawno "Gazeta Wyborcza" na pierwszej stronie zamieściła wielki tekst o kurtce agentki ABW, która zatrzymywała Barbarę Blidę.
Jednak nikt, nawet "GW", nie wie, czy rzeczywiście "sfałszowano" ekspertyzę przez podmianę kurtki. Nie wiadomo bowiem, które okrycie poddano badaniom. Skoro nic nie wiadomo, można spytać, to czy jest to informacja, która zasługuje na pierwszą stronę jednej z największych polskich gazet?
Zamieszczenie tej wiadomości nie zwiększa wiedzy czytelnika. Wzmaga za to wątpliwości. Określone wątpliwości, które mają wywołać określone reakcje – a jednak jest podejrzenie fałszerstwa. Artykuł utwierdza wiarę tych, którzy i tak są przekonani, że to Zbigniew Ziobro i Jarosław Kaczyński zgładzili Barbarę Blidę.
Przeciwnicy obozu smoleńskiego mają też własną "teorię helową" dotyczącą katastrofy smoleńskiej. To teza o naciskach Lecha Kaczyńskiego lub – w zależności od wersji – szefa wojsk lotniczych gen. Andrzeja Błasika na pilotów.
Do dziś nie znaleziono żadnego dowodu, by tragicznie zmarły prezydent w sposób pośredni lub bezpośredni naciskał na wojskowych pilotujących tupolewa. Jednak tuż po katastrofie gigantycznym tekstem "Gazeta Wyborcza" przypomniała tzw. incydent gruziński, by przekonać czytelników, że z pewnością i w tym przypadku prezydent uparł się, by wylądować, i doprowadził do tragedii.
Kilka tygodni temu gazeta dotarła nawet do notatki służbowej z tamtego wydarzenia. I cóż z tego, że reporterzy "Naszego Dziennika" chwilę potem ujawnili, iż owa notatka nie powstała wcale w 2008 roku, po locie do Gruzji, lecz w tym roku w odpowiedzi na pytania mediów?
Wizję nacisków Kaczyńskiego od razu podchwycili politycy. Janusz Palikot – wówczas wiceszef klubu PO – oskarżył zmarłego prezydenta o odpowiedzialność za tragedię 10 kwietnia, insynuując również, że rzekomo głowa państwa była pod wpływem alkoholu. Platforma Obywatelska nie odcięła się od Palikota, przeciwnie, jej politycy tłumaczyli: – Janusz w brutalny sposób mówi to, co myślimy wszyscy.
Druga teoria dotyczy Andrzeja Błasika. To prawda, przebywał on w kokpicie, co mogło obniżać "komfort psychiczny" pilotów, lecz żaden dotąd odczytany fragment nagrań z kabiny nie zanotował jego bezpośredniego polecenia, by lądować na Siewiernym mimo złych warunków pogodowych.
Stąd wzięła się kolejna teoria, że do nacisków miało dojść wcześniej. Kilka razy na pierwszej stronie "Gazeta Wyborcza" donosiła o rzekomej awanturze, jaką miał gen. Błasik zrobić na Okęciu pierwszemu pilotowi kpt. Arkadiuszowi Protasiukowi. Plotki o nagraniu, na którym widać ten spór, okazały się jedną z największych dziennikarskich kompromitacji ostatnich miesięcy, wcale nie mniejszych niż telefon od zabitego oficera BOR.
Ale tu nie liczy się ani prawda, ani wiarygodność. Liczy się wiara w naciski. A jeśli w grę wchodzi wiara, każda metoda jest dobra, by utwierdzić w niej swych zwolenników
Jeszcze dalej w tropieniu pisizmu poszła Janina Paradowska. Przedstawia ona PiS jako wirus, który przenosi się przez podanie ręki. Rozmawiałeś kiedyś z Jarosławem Kaczyńskim? Miałeś cokolwiek wspólnego z kimkolwiek, kto dziś w PiS jest ważny? Oznacza to, że jesteś ukrytym agentem PiS.
Ze swadą autorów tropiących masońskie spiski Paradowska pokazuje, że de facto większość sfery publicznej zinfiltrowana jest przez ludzi będących uśpionymi pisowcami, którzy na dźwięk złotego rogu Jarosława Kaczyńskiego zrzucą maski i zaczną w Polsce instalować faszyzm.
Dlaczego tak rozsądna publicystka stawia tak absurdalne tezy? Moim zdaniem z bezsilności. Tyle lat "Polityka" i spora część liberalnych mediów usiłuje Polakom obrzydzić Prawo i Sprawiedliwość, a ugrupowanie to wciąż otrzymuje około 30 proc. poparcia. A skoro tak, wyjaśnieniem musi być spisek, posiadanie przez Jarosława Kaczyńskiego potężnych agentów wpływu.
Wiara w to, że za widoczną sferą rzeczywistości istnieje druga, tajna, atakuje ludzi bez względu na poglądy, wykształcenie czy pozycję społeczną.