27.06.12, 00:14
Jako laik kompletnie bez możliwości weryfikacji obliczeń fachowców obydwu stron sporu, zadaję sobie pytanie: jak osoby z przygotowaniem naukowym w sprawie interpretacji przebiegu zdarzeń od strony fizyki, czyli nauki ścisłej mogą dochodzić do całkowicie odmiennych wniosków. Wykluczam teraz złą wolę u każdej ze stron, bo w przeciwnym wypadku takie rozważania nie mają sensu. Jeden szczegół tylko nie daje mi spokoju. Artymowicz dał się poznać jako zaciekły antykaczysta, czy Bienienda jest kaczystą, czy może zwykłym antykomunistą? A może nigdy nie sympatyzował z polską prawicą (podobnie jak Artymowicz?) Czy ideologiczne uprzedzenia wpływają tu w sposób być może podświadomy na wyniki badań i obliczeń?
Obserwuj wątek
    • obraza.uczuc.religijnych Re: Intencje 27.06.12, 08:15
      A po czym poznałeś że Artymowicz to zaciekły antykaczysta? Może po prostu tak ogólnie nie lubi bolszewików?
    • nsfast Re: Intencje 27.06.12, 10:24
      Poczytaj i posłuchaj czym zajmuje się żona Biniendy. Oczywiście możesz sobie tłumaczyć, że to przecież o niczym nie świadczy.
    • jot-es49 Oj Karzełek... 27.06.12, 10:24
      Dawno, dawno temu jeden bardzo mądry mój belfer powiedział: "naukowiec to taka swołocz, która potrafi każdą najprostszą rzecz tak skomplikować, że później żaden fachowiec nie da sobie z nią rady".
      I chyba coś w tym jest!
      Tu mamy jeszcze na dokładkę postawienie sprawy na głowie kompletnie.
      Badania naukowe, obliczenia, symulacje potrzebne są dla stworzenia modelu, który następnie można badać fizycznie. To praktyka bowiem weryfikuje badania a nie odwrotnie.
      Ci nasi, zakładam, wybitni naukowcy prowadzą dyskurs od doopy strony. Próbują stworzyć matematyczny model zaistniałego zjawiska. Jest to ciekawe samo w sobie bez wątpienia.
      Niestety zbyt wielka liczba wielkości niemierzalnych powoduje posługiwanie się dużymi przybliżeniami - a więc i wynik końcowy jest taki jaki jest.
      Wszak zasada GIGO obowiązuje nadal choć wielu ludziom wydaje się, że programy są tak doskonałe, że sobie z tym problemem poradzą.
      Przypomina to trochę stary dowcip: "Przychodzi dziadek do lekarza i skarży się - zjem indyka - wys-ram indyka. A co pan chce? Wys-rać gów-no? Zjedz pan gów-no!"
      Co na wejściu to na wyjściu...

      Ale najśmieszniejszy jednak jest ten cały krwawy bój w sprawie skutków katastrofy a nie jej przyczyny.

      Czyżby w rzeczy samej chodziło o zakrzyczenie przyczyny, odwrócenie uwagi plebsu, przykrycie spraw istotnych techniczno-naukowym bleblaniem. Nie chcę tu nikogo obrażać - chcą się naukowcy bawić ich sprawa - tylko po co? W jakim celu? Bo co? Im bardziej fakty są inne tym gorzej dla faktów?

      Wnioski z katastrofy Casy poszły się rąbać, to samo wnioski ze Smoleńska idą w 3,14zdu...

      A samoloty sobie latają, latają - wożą VIP ów aż do kolejnego "duuuup"!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka