Byłam egositką...

03.03.09, 21:28
Kiedy urodził się Filip troszkę miałam żal i zazdrościłam innym mamą w
szpitalu że maja zdrowe dzieciątka urodzone o czasie nawet kiedy nie planowały
ciąży czy paliły w trakcie.
Dziękowałam Bogu że Filip jest na świecie ale czułam żal dlaczego to mnie
spotkało.Nie widziałam dosłownie nic o wcześniakach a spodziewałam się
najgorszego- stan jego z powodu dużej hipotrofii, wylewu, zapalenia płuc był
niepewny a lekarze zawsze są ostrożni w diagnozach. Miałam depresje i nie
mogłam sobie poradzić z wcześniejszym porodem, obwiniałam siebie i szukałam
odpowiedzi dlaczego ja??
Teraz kiedy czytam na tym forum o naprawdę skrajnych wcześniakach i problemach
jakie tu się opisuje wiem że byłam egoistką. Czytając o Kacperku czy Nadii nie
mogę opanować płaczu i teraz dopiero wiem ile miałam szczęścia i ile mnie
ominęło złego.Teraz to wiem dzięki Wam,...
Mam super faceta w domu radosnego, szczęśliwego i zdrowego. Gdy byłam z nim
tydz. w szpitalu cieszyłam się ze to tylko zapalenie oskrzeli-kiedy widziałam
naprawdę chore dzieci, ma wzmożone napięcie - przecież to tylko napięcie
które da się wyleczyć ćwiczeniami. Czego można chcieć więcejsmile.Takiego
optymizmu nie zrozumieją tylko mamy zdrowych dzieci które nie doceniają tego
co mają ponieważ nigdy nie czytały historii które są tu opisywane.... Ktoś mi
się pyta czy już siada, czy raczkuje....a czy to jest takie ważne kiedy
zacznie. Ciesze się z każdej nowej umiejętności która mój synek zdobywa małymi
kroczkami bo wiem że na wszystko przyjdzie czas...
    • jak47 Re: Byłam egositką... 03.03.09, 21:43
      Mogłabym napisać to samo. Zawsze jest tak, że ktoś ma lepiej, a ktoś
      gorzej i ja też często się porównuje do tych, którzy mają lepiej
      (rodzice donoszonych dzieci) i zazdroszczę im po cichu spokojnego
      rodzicielstwa. A czasem nie po cichu, jak sobie wieczorem poryczę -
      ze zmęczenia, ze zmartwienia i stresu...
    • asiek1982_8 Re: Byłam egositką... 03.03.09, 21:56
      No nie literówka w tytule....przepraszam
    • mamaolisia Re: Byłam egositką... 03.03.09, 21:57
      Kochana ja czułam to samo co ty.
      Miała za złe całemu światu dlaczego to mnie spotkało co ja takiego
      zrobiłam nie tak, iż Bóg obdarzył mnie takim bagażem?
      Przeżyłam dużo chwil strachu smutku i leku o mojego maluszka.
      I tak jak ty dziekuje teraz Boga za to co mam i zdaje sobie sprawe
      ze była egoistką.
      Moj Oliś też ma wzmożone napięcie ale to jest to wyćwiczenia, ma
      zeza ale to też można skorygować a kiedy zacznie siadać i chodzić to
      się okaże .
      Cieszę sie z tego co mam reszta przyjdzie w swoim czasie.
      Pozdrawiam cie gorącosmile

      fotoforum.gazeta.pl/5,2,mamaolisia.html

      smyki.pl/domeny/smyki.pl/oliwierigor/index.php
    • mama-cudownego-misia Re: Byłam egositką... 03.03.09, 22:19
      Oj... To wszystko nie tak. To, że ktoś ma jeszcze bardziej przerąbane, nie
      oznacza, że Ty nie masz prawa pytać, dlaczego Cię spotkało nieszczęście, ani
      odczuwać swojego nieszczęścia jako osobistej tragedii - to jest najgorsze, co
      Cię w życiu ostatnio spotkało, masz prawo do robienia z tego dramatu. Pytanie,
      czemu uważasz to za egoizm...

      Dla mnie okres po narodzinach Małgosi oznaczał przede wszystkim żałobę po
      macierzyństwie, jakie sobie wymarzyłam i jakiego oczekiwałam. Na szczęście nie
      musiał być żałobą po wymarzonym dziecku, chociaż pewnie (na szczęście) obniżyłam
      swoje oczekiwania. Jakoś się wcale tego "robienia dramatu" nie wstydzę...
    • mamciakasia Re: Byłam egositką... 03.03.09, 22:41
      Ja również podobnie czułam... Czasem mam wrażenie,że to dalej we mnie tkwi.Byłam
      taka głupia ,że dałam się "zakręcić "lekarzom i każdego dnia zamiast cieszyć się
      z każdej chwili bycia mamą... czekałam w napięciu, kiedy potwierdzą się ich
      diagnozy.Czekałam, kiedy okaże się ,że moje wyśnione i wymarzone dziecko będzie
      niepełnosprawne. Oczywiście rehabilitowałam, jeszcze raz rehabilitowałam.Każde
      opóźnienie w rozwoju czułam jako osobistą porażkę. A teraz żal mi,że przegapiłam
      coś naprawdę cennego. Mój synek to zdrowy 6-latek...
      A gdyby było inaczej??? Cóż. Nic nie zmieniłoby faktu ,że to mój mały(no no nie
      całkiem już taki mały) CUD.
    • tumigutek5 Re: Byłam egositką... 03.03.09, 22:50
      Ty byłaś egoistką to posłuchaj :
      Łukasz jest moim trzecim synkiem , zaplanowanym , robionym przez dwa
      lata, najpierw zaznaczanie okresu, wyłapywanie dni płodnych i takie
      tam bo " marzyłam " o CÓRCE !!!! i to nie tylko , tak w duchu bym
      chciała , ja MARZYŁAM !!! modliłam się o to przed zajsciem w ciaże i
      po zajściu również. Gdy byłam na pierwszym usg - zaznaczyłam , że
      nie chcę wiedziec płci, ale pewnie wtedy jeszcze widac nie było.
      Drugie usg miałam tydzień póżniej bo trafiłam do szpitala z za
      wysokim ciśnieniem i nie pomyślałam o tym aby uprzedzic panią dr o
      tym że nie chcę wiedziec co tam we mnie siedzi ( a nie chcialam , bo
      znam siebie i wiedziałam że zareaguje tak jak zareagowalam )no ale
      pani dr chciała byc miła i uprzedziła o synku.... no i się zaczeło
      Przeryczałam w kiblu szpitalnym chyba trzy godziny , że mam pecha ,
      że Bóg mnie nie wysłuchał, że ogólnie chała , że nie tak miało byc i
      że może jednak pani dr się pomyliła , przecież to był 15-16 tydz.
      ciąży. Nie przyjmowalam do wiadomości faktu że tam siedzi chłopak,
      nie po takim staraniu !!!!!
      Oczywiście , żeby było milej - szwagierka, która ma 1 dziecko ur.
      córkę, kuzynka , 1 syn , 2 urodziła córkę, kumpela z która razem się
      staraliśmy 1 syn , 2 oczywiście córka !!!! Mnie zazdrośc zrzerała i
      to taka naprawdę wredna zazdrośc.
      Oczywiście w tym wszystkim nawet nie pomyślałam, że ciąza moze
      zakończyc się szybciej , bo niby dlaczego ? I nagle w 34 tyg po
      miesiącu ciśnienie już 170/110 (któryś dzien z rzędu) , skurcze,
      krew w majtkach , szpital, cesarka i mały urodzony z
      niedotlenieniem, infekcją i takie tam 3,7,8 pkt. Apgar. i gdzieś mi
      nagle odrazu przeszło że przecież to miala byc córka, teraz mój zał
      dotyczył dlaczego tak szybko, dlaczego chory , co ja takiego
      zrobiłam .... no tak modliłam się o córkę.... No i jak wyszłam ze
      szpitala, znalazłam to forum, czytałam co spotyka takie skrajne
      wcześniaki, a mój mały dwa dni na cepapie, żółtaczka z
      cholestazą,konflikt grup głownych ,reszte leżał z podłączonym cukrem
      bo ciągle mu skakał jak szalony, w szpitalu " raptem " 25dni.
      I doszło do mnie - ciesz się głupia babo, bo mogłaś miec chorą
      córkę , a napewno nie mam tyle siły co Jola , co Iza , co Estera i
      wiele ,wiele innych cudownych matek, które tutaj dzielą się swoim
      szczęściem i czasami nie - szczęściem. Mam wspaniałą wymarzoną
      " żabę ", która oprócz tego że chuda to prawdopodobnie nie ma
      żadnych wcześniaczych powikłań.
      Ja to jestem skrajna egoistka, ale tutaj przy was wszystkich
      uroczyście przepraszam moją żabę , że jak była w brzuszku to matka
      miała coś z głową i to zdrowo !!!!!!
    • fryzzia Re: Byłam egositką... 03.03.09, 23:05
      ja tez moglabym podpisac sie pod wszystkim co tu piszecie.

      po pierwsze to caly vzas mam zal do lekarzy bo oczywiscie wydaje mi
      sie ze gdyby zrobili mi choc raz badanie krwi to moze udaloby sie
      opoznic moj porod. staram sie nie nakrecac ale to trudne chociaz
      wiem ze niczego to nie zmieni. no ale popsulo to MOJE plany !!!
      przeciez mial byc ukochany syn. takie ogniwo z moim niemezem. tak
      sobie myslalam ze do wakacji maluch podrosnie to potem pojedziemy we
      wrzesniu moze do Grecji albo do Wloch, ze bedziemy
      taka "amerykanska" rodzinka z tych ckliwych filmow ...

      no i popsuly sie moje plany ...
      wszystko nie tak ...
      i odwieczne pytania czemu ja, czemu mnie to spotkalo, czemu wszyscy
      inni moga miec donoszone dzieci a ja nie. oni pija i bija ale rodza
      o czasie a ja ?

      i tak wlasnie kilka dni temu uswiadomilam sobie ze ciagle tylko
      mysle o sobie. wszedzie tylko ja, ja, ja

      to taka lekcja pokory dla mnie ... kolejna juz ...
      po dwoch poronieniach mam wczesniaka. wspanialego ktory pokazuje mi
      co to znaczy dzielnie walczyc , nie poddawac sie i malutkimi
      kroczkami isc naprzod. jescze wiele przede mna, wiem o tym ale ...
      bede sie teraz uczyla od Krzysia big_grin
    • edytairka Re: Byłam egositką... 04.03.09, 13:22
      Mój Wojtuś ur. się w 29 tyg. ciąży w sytuacji skrajnego zagrożenia życia dla nas
      obojga. Na początku otrzymał 1 pkt Apgar. Dalej było już zdecydowanie lepiej.
      Silny maluch i silna mama.
      Kryzys przyszedł tydzień po urodzeniu Wojta. Po jakiś 2 tyg otrząsnęłam się ale
      ... przez kilka miesięcy miałam jeszcze obsesję dużych brzuszków. Sama nie
      doczekałam tego. Jak widziałam na ulicy czy w sklepie kobietę w 9 mc ciąży to
      ryczałam jak bóbr - tak na zawołanie. Cholernie jej zazdrościłam.
      Teraz jestem znowu w ciąży - 18 tydz. i ma nadzieję, że doczekam dużego
      brzuszka. Wojtuś miał być dziewczynką i na początku jak się dowiedziałam (będąc
      jeszcze w ciąży), to byłam zawiedziona. Nie rozpaczałam - bez przesady ale taki
      mały zawód. Teraz zasadniczo jest mi wszystko jedno bo drugi chłopiec to kolega
      do zabawy dla Wojtka i odwrotnie, wszystkie ciuchy mam po chłopcu - a jak będzie
      dziewczynka to będzie para czyli też oksmile
      Urodzenie dziecka w tak dramatycznej sytuacji pozostawia ślady w sferze
      emocjonalnej. Jak oglądam jakiś program o maluchach lub czasem coś przeczytam to
      zawsze łzy popłyną.
    • skomroch1 Re: Byłam egositką... 04.03.09, 14:14
      Taki przedwczesny poród to jak wypadek samochodowy w drodze do wymarzonego
      miejsca-szok, jak to, co się stało, miało być tak pięknie.I jak już się człowiek
      otrząśnie, trzeba się cieszyć, że wszyscy żyją...
      • szalicja Re: Byłam egositką... 04.03.09, 14:33
        Skomroch - trafnie to ujęłaś. Dokładnie tak jest.
        Ja, jak młody ma gorszy dzień i mnie totalnie zmaltretuje, to wyć mi
        się chce, czemu ja z takim nerwem do kitu (choleryk jestem),
        niecierpliwością i wiecznym zmęczeniem, mam synka z
        nadpobudliwością, który uprawia alpinistykę w domu. Ręce mi opadają,
        uszy więdną, wiecznie poobijana jestem przez bombla. I co? I nic.
        Piękny jest, zdrowy fizycznie,tylko (dla mam wcześniaków chorych) i
        aż (dla mam urodzonych o czasie i zdrowych) rozwój w plecy. Ale co
        tam. Rozwija się po swojemu, z pomocą naszą i terapeutów wyjdzie na
        prostą. często to muszę sobie powtarzać. Oj często.
        • edytairka Re: Byłam egositką... 04.03.09, 15:30
          Oczywiście, że się cieszę że oboje żyjemy. Jednak są gorsze i lepsze dni.
          Nadpobudliwość - oj tak. Ostatnio mieliśmy pierwszą próbę zostania
          przedszkolakiem i niestety wybór placówki był nietrafiony a Wojtuś dołożył też
          swoje 5 groszy. Wiem, że inni mają gorzej i że u nas mogło być gorzej. Mam tylko
          nadzieję, że drugie dziecko będzie spokojniejsze smile
    • misiowa_i_jej_misiontko Re: Byłam egositką... 04.03.09, 15:32
      No to teraz ja...
      Mieszkamy z mężem w Islandii.W maju mieliśmy ślub a tydzień po byłam
      w ciąży.I to był cud.Mieliśmy mieć z mężem kłopoty z zajściem w
      ciąże a niektórzy lekarze twierdzili,że nie damy rady.W grudniu
      przylecieliśmy na Święta do Polski.Termin porodu miałam na 22 marzec
      i z pisemnym pozwoleniem na lot od lekarza przybyłam.31 grudnia
      trafiłam do szpitala ponieważ rozpoczął mi się poród...Bilety
      powrotne do Islandii mieliśmy na 7 stycznia a ja 8 stycznia zostałam
      mamą....SZOK....Mąż parę dni po, wrócił do Islandii bo przecież ktoś
      musi na nas zarabiać i najprawdopodobniej zobaczymy się dopiero w
      lipcu.Ile godzin spędziłam w szpitalu przed inkubatorem płacząc i
      zadając sobie pytanie czemu ja,dlaczego zostałam sama?Do tego Pani
      dr.,która tak przekazywała wiadomości o stanie Filipka jak by mnie
      ktoś obuchem w łeb walił.I znów płacz...Mąż daleko a ja z tym
      wszystkim sama.Do tego NFZ nie chciał pokryć kosztów leczenia
      Filipka bo nie miał Europejskiej Karty Ubezpieczenia
      Zdrowotnego.Pani w kadrach powiedziała ,że może to być 30-40
      tyś.zł.I znów płacz...czemu ja ...Nie wspomnę,że w Polsce nie
      mieliśmy nic dla maleństwa(łóżeczka,wózka,ciuszków),na szczęście
      przygarnęli nas rodzice.Mąż widuje Filipka przez skeypa i tak ma być
      do lipca.Czy wrócę po wakacjach też nie wiem bo jeśli Filipek będzie
      miał rehabilitacje to jej nie przerwiemy... No i stale ja,ja,ja a
      on... To on pokazał jaki jest dzielny,to on dawał mi siłę każdego
      dnia na walkę z głupotą ludzi "za biurkami" on Filipek,kruszynka
      maleńka.Tylko szkoda,że dopiero teraz to widze...
      • asiek1982_8 Re: Byłam egositką... 05.03.09, 15:23
        czytając wasze opowieści łezka kręci się w oku...coś jeszcze łączy mamy
        wcześniaków oprócz przedwczesnego porodu mianowicie "zrozumienie swoich błędów"
        co czyni nas mądrzejszymi w przyszłości.
    • mirkad Re: Byłam egositką... 06.03.09, 07:35
      miałam dokładnie to samo
      wręcz nie znosiłam matek ze zdrowymi dziećmi i ich narzekań i
      opowiadań o rzekomych problemach - bo czy kolka lub chęć noszenia
      się przez maleństwo może być nazwana problemem wobec problemów przed
      jakimi ja stanęłam po porodzie w 29 tc???? wręcz izolowalam sie od
      ludzi bo po prostu grali mi na nerwach swoimi żalami.
      i tak jak poprzedniczkę, zżerała mnie zazrość na widok kobiety w
      zaawansowanej ciąży - ja prawie nie zdążyłam poczuć jak to jest być
      w ciąży, a drugi raz nie będzie mi dane
      teraz po upływie 2 lat, wiem że przez moje żale do świata i Boga
      przegapiłam pierwszy rok życia Milenki - nie byłam w stanie cieszyć
      się nią, zapomniałam co to znaczy się uśmiechać, byłam przerażona
      każdego poranka po przebudzeniu tym co może się stać. Poród zmienił
      mnie fizycznie i psychicznie.
      W chwili obecnej staram się cieszyć każdą chwilą, realnie patrząc
      mam w domu fantastyczną dwulatkę, przekraczającą moje marzenia o
      dziecku: grzeczną, rezolutną, spostrzegawczą, mądrą i co
      najważniejsze zdrową, po wcześniactwie została nam jeno chudość;
      staram się już nie panikować jak kiedyś przy każdym kichnięciu lub
      kaszlnięciu;
      są oczywiście też gorsze dni kiedy jest np. przeziębiona, bo wtedy
      oczy całej rodziny są wpatrzone we mnie: ja muszę niestety
      podejmować decyzje dot. Milenki sama bo babcie wpadają w totalną
      histerię a małż czuje się i zachowuje jak bezradne dziecko; czasami
      też przypląta mi się jeszcze jakiś nawrót depresji, ale coraz
      rzadziej na szczeście
      wiem teraz że mimo iż obie byłyśmy o krok od śmierci, miałyśmy
      ogroooomne szczęście wyjść z tego bez szwanku i cieszymy się każdą
      chwilą
Pełna wersja